Przez większość lat osiemdziesiątych polskie media w sezonie ogórkowym zajmowały się głównie dwoma tematami: poszukiwaniem Paskudy w Zalewie Zegrzyńskim i kolejnymi odsłonami konfliktu między plażowiczami „tekstylnymi” a nudystami czy też naturystami. I chociaż oba traktowano z przymrużeniem oka, to przynajmniej jeden z nich zasługuje na poważniejszą analizę.
„Znów się będą rozbierać…”
Anna Dobrowolska postanowiła na serio zająć się dziejami polskiego ruchu naturystycznego i, napiszę od razu, zrobiła to znakomicie i wyczerpująco, a na dodatek jej książka jest nie tylko sentymentalną podróżą czterdzieści lat wstecz, ale przede wszystkim bardzo interesującym (a momentami wręcz fascynującym) spojrzeniem na tamtą epokę z nietypowej perspektywy. Naturyzm, definiowany jako „idea powrotu do natury i życia zgodnie z jej prawami”, głównie poprzez „przebywanie nago na świeżym powietrzu”, zaczął w Polsce nieśmiało kiełkować w latach siedemdziesiątych pod wpływem wzorców napływających z zagranicy, w tym, o dziwo, z NRD. Jego rozkwit przypadł na okres tuż po stanie wojennym, czas zwykle opisywany jako moment beznadziei i społecznego bezwładu – działalność naturystów wskazuje jednak, że inicjatywy społeczne nie do końca upadły, choć rzecz jasna skala już nie dorównywała tym sprzed kilku lat.
„…Miss Natura wybierać…”
Symbolem polskiego naturyzmu stały się Chałupy, uwiecznione w przeboju Zbigniewa Wodeckiego, których mieszkańcy zasłynęli przepędzeniem „golasów” ze swojej okolicy. Publiczna nagość wielu osobom, w tym również socjalistycznej władzy, która odmawiała rejestracji naturystycznych stowarzyszeń, wydawała się niemoralna, mimo iż przedstawiciele ruchu w dokumentach programowych i swoich wypowiedziach podkreślali aspekt nieskrępowanego kontaktu z naturą i rodzinny charakter nagiego plażowania. Nieuchronnie jednak część działaczy oraz sprzyjających im dziennikarzy szła w innym kierunku: zdjęcia z nagich plaż czy wyborów Miss Natura bardzo często stawały się namiastką oficjalnie niedostępnej w PRL-u pornografii, służąc nie tyle propagowaniu naturystycznych ideałów, ile zaspokojeniu męskiej ciekawości. Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych do Polski wkroczyła komercyjna erotyka, prasa (i czytelnicy) straciła zainteresowanie fotkami z plaż, a naturyzm przestał szokować.
„…Przez wieś przebiegł dreszcz”
Anna Dobrowolska jest badaczką rzetelną: przeanalizowała artykuły prasowe (szczególnie w mocno popierającym naturyzm tygodniku „Veto”), materiały filmowe, dokumenty archiwalne, głównie te dotyczące starań o oficjalną rejestrację ruchu naturystycznego, wreszcie przeprowadziła wspólnie z Martą Chmielewską wiele wywiadów z naturystami aktywnymi w latach osiemdziesiątych. Dzięki temu jej książka obfituje w najróżniejsze detale, smaczki i anegdoty, ale wciąż pozostaje solidną analizą naukową, która próbuje nie tylko odtworzyć dzieje marginalnego ruchu społecznego, ale także umieścić go w kontekście historycznym. Wspomniałem już, że udaje się jej dzięki temu wskazać na uproszczenia w obrazie lat osiemdziesiątych (jako epoki społecznego marazmu), traktuje też naturyzm jako element kolejnej fali polskiej rewolucji seksualnej, tworzenia współczesnej obyczajowości, przełamywania głęboko zakorzenionych oporów wobec publicznej nagości. Pisanie o naturyzmie stawało się w tamtych czasach bardzo często jedynie pretekstem do zamieszczenia fotografii nagiej modelki, co przesuwało powoli granice tego, ile nagiego ciała można pokazać w prasie. Dobrowolska zauważa także, że naturyzm miał w sobie elementy mizoginii i homofobii, że służył zarabianiu pieniędzy (słynne naturystyczne bale karnawałowe) przez działaczy, ale też pozwalał części naturystek na kapitalizowanie własnej nagości (statystowanie w filmach, zdjęcia do kalendarzy itd.). Zjawisko traktowane zwykle w kategoriach egzotycznej ciekawostki, pozwalającej zapełnić łamy w sezonie ogórkowym, okazuje się tym samym mieć całkiem poważny ciężar gatunkowy i wypada podziękować autorce za to, że je nam tak wszechstronnie, a zarazem interesująco, pokazała.
PS. Wykorzystałem fragmenty tekstu piosenki „Chałupy welcome to”, muz. Ryszard Poznakowski, słowa Grażyna Orlińska.
Anna Dobrowolska, Nie tylko Chałupy. Naturyzm w PRL, Krytyka Polityczna 2024.

Szanowny Autorze, długi tekst pozbawiony akapitów bardzo źle się czyta… można to w przyszłości zmienić?
Janusz
Szanowny Panie, nie wiem, czy czytał Pan w komputerze, czy w telefonie, ale starałem się, żeby tekst był możliwie czytelny, akapitów jest mało i oddzielają je nagłówki, ale oczywiście postaram się w przyszłości nad tym popracować.
I to wydaje się być idealna lektura na koniec sezonu ogórkowego właśnie. Z jednej strony, temat który można skomentować przy pomocy tzw. dowcipów wuja z wąsem, z drugiej, jak się okazuje, interesujący wstęp do wniknięcia w obyczajowość rodaków sprzed, o rety, rety!, prawie półwiecza :) Sam nie jestem zwolennikiem (do dziś pamiętam biel pośladków grupy zachodnich emerytów, którzy radośnie zdjęli niewymowne i desusy, żeby zanurzyć się w falach Bałtyku, nie zważając przy tym na pobliską (naprawdę pobliską), rodzinę z dwójką małych dzieci), ale chętnie poczytam o tym fenomenie.
Ja sobie z przyjemnością skonfrontowałem własne wspomnienia z tych wszystkich wakacyjnych programów telewizyjnych, w których na zmianę była Paskuda i gołe plaże, ze źródłami :) I jeszcze był teledysk Danuty Lato…
Ja w młodości widziałem plażę naturystów raz i to z daleka. W podkrakowskim Kryspinowie. Odnotowano w głowie, ale bez jakichś specjalnych efektów. Ot, ktoś wspomniał i machnął ręką w kierunku :)
A już myślałem, że siedziałeś w krzaczkach z lornetką, jak to się zdarzało i co opisuje autorka :)
Lornetki to się do dziś nie dorobiłem. A i chęć na oglądanie golizny jakby już nie ta :P W temacie – przypomniał mi się filmowy epizod z któregoś żandarma z de Funesem :D
Taa, obławy na naturystów. U nas też ponoć bywały, zwłaszcza w latach 70. :)
Do naturyzowania się mnie nie ciągnie, ale po Twojej recenzji temat ciekawym się wydaje. No i oczywiście wspomnieć muszę Żandarma z Saint-Tropez ;)
„pod spód więcej nic nie wdziewam od razu się lepiej miewam”, Pan rozważy to naturyzowanie się :D A Żandarm to klasyka, wiadomix.