Franciszek Ksawery Narwojsz od młodości uważał się za niewystarczającego, nie dość dobrego – „insufficiens”, jak to nazywał po łacinie. Pewność siebie zabijana w nim była od małego: najpierw przez ojca, który niespodziewanie wywiózł go do jezuickiego konwentu i odciął od rodziny, a potem przez braci jezuitów, którzy wdrażali swoich podopiecznych do ścisłej dyscypliny i bezwzględnego posłuszeństwa. Całe późniejsze życie Franciszka to próby przełamania tych wpojonych mu ograniczeń.
Poszukiwanie miłości
Franciszek Ksawery jest bratankiem bohatera trzeciego tomu „Silva rerum”, Piotra Antoniego Narwojsza, człowieka o duszy księgowego, którego mamy tu jednak okazję poznać z innej, zupełnie niespodziewanej strony. W życiu Franciszka stryj odegrał ważną rolę, zastępując mu ojca, gdy ten prawdziwy z ulgą pozbył się syna. Chłopiec interesował się matematyką i filozofią, wykształcił się i sam został jezuitą. Śledzimy kolejne etapy jego życia: naukę w konwencie i stratę bliskiego przyjaciela, pracę przy regulacji Niemna i na wileńskim uniwersytecie, wzrost pozycji po śmierci stryja, kiedy to Franciszek staje się głową rodu, peregrynacje naukowe do Francji, Amsterdamu, Anglii, gdzie chłonie ducha nowej epoki – oświecenia, spotykając ludzi dorównujących mu intelektem, nasiąkając wiedzą i nowinkami, nie tylko naukowymi, ale też ideowymi czy literackimi. A równocześnie obserwujemy, jak bohater zmaga się sam ze sobą, ze swoim kompleksem niższości, brakiem miłości, której nie zaznał, zbyt wcześnie wyrwany z domu rodzinnego, a której potem szukał, by zbyt późno uświadomić sobie, że miał ją tuż obok, ale ją przegapił, zbyt nieśmiały i zakompleksiony, by dopuścić do siebie myśl, że ktoś może go kochać z wzajemnością.
Przedstawiciel nowych czasów
Profesor Narwojsz jest przedstawicielem nowych czasów, spragnionym wiedzy, boleśnie odczuwającym zacofanie nauki w Rzeczypospolitej i ograniczenia narzucane przez zakon – szczęśliwie jezuici zostają skasowani, gdy Franciszek ma trzydzieści lat i jeszcze wiele może dokonać jako świecki uczony. Obserwuje świat i ludzi okiem naukowca, chciałby wprowadzać zmiany, oświecać, otwierać umysły, żeby Polska przestała być dzikusem, wyprzedającym swoje skarby w zamian za świecidełka. Równocześnie odczuwa też melancholię czasów przejściowych między epokami, a pożyje dość długo, by obserwować też koniec tego „nowego świata – naukowego, oświeconego, racjonalnego, przewidującego i obliczającego, szanującego prawa człowieka” – który runie w szale rewolucji francuskiej.
Nastanie nowej epoki widać w języku powieści. Wciąż jest barwny i niezwykle bogaty, ale już nie tak barokowo rozpasany – może to tylko wrażenie, ale wydaje mi się, że autorka wzoruje go na klasycznej łacinie. Uspokojeniu ulega też fabuła, o ile w ogóle możemy tu mówić o fabule; czwarty tom jest raczej ciągiem epizodów z życia Franciszka. Początkowo poznajemy jeszcze przy różnych okazjach także losy innych Narwojszów, w pewnym momencie jednak, gdy nasz uczony wyjeżdża z Litwy, więzi te ulegają jeśli nie zerwaniu, to jednak poważnemu osłabieniu – chociaż rodzinne koneksje i tajemnice wychodzą na jaw w najmniej spodziewanych momentach. Od sagi rodzinnej przechodzimy do opowieści o samotnym Syzyfie, „cierpliwie toczącym głaz swoich porażek”, jak sam siebie postrzega, jak zawsze zbyt skromny, niedoceniający własnych osiągnięć. Dzieje Franciszka to godne zwieńczenie historii Narwojszów obejmującej półtora wieku obfitującego w wydarzenia dziejowe i te mające znaczenie tylko dla rodziny, acz równie burzliwe.
Kristina Sabaliauskaite, Silva rerum IV, tłum. Kamil Pecela, Wydawnictwo Literackie 2022.

O, czekalam na recenzje tej ostatniej czesci, cala sage uwazam za znakomita.
Trochę się zeszło :D Tak, znakomita saga, już się nie mogę doczekać nowej powieści.
Silva Rerum jest przepiękna, a zdania siedemset razy podrzędnie złożone wręcz powalające. Padam do nóg tłumaczom. Nowa powieść ma wyjść we wrześniu (nie jestem pewna, czy od razu dwa tomy, chyba nie…), ale bojam się, że będzie pisana inaczej…. zresztą chyba wstrzymam się z czytaniem, aż będą oba. Ale czy wytrzymam?
Tak, tłumaczenia są wybitne. Nowa powieść chyba nawet pod koniec sierpnia i też się bojam, że autorce talent opadnie, ale może nie, oby :D
Chciałem tu umieścić mało wybredną aluzję, ale się powstrzymałem – proszę docenić.
Ależ doceniam. A pierwsze odgłosy mówią, że nic autorce nie opadło :D
Jak za sagami rodzinnymi nie przepadam, tak o Narwojszach czytało mi się nad wyraz dobrze. Na tyle, żeby przed „czwórką” przeczytać jeszcze raz trzy pierwsze, bo …, wiadomo :D
O, podziwiam za powtórkę, chociaż ja akurat za dużo pamiętałem, żeby powtarzać. Zaskakująco dużo detali mi zostało w pamięci, rzadka rzadkość.
Zbyt dawno. Mnie np. sporo zostało z Segretario, a tak to w większości przypadków zachwyt szczegółem ulatuje wraz z zamknięciem ostatniej strony. Do tej pory pomocne były notki blogowe, ale jakoś nie mogę się zebrać. Cóż, dzięki temu powroty są pełne zaskoczeń :D
Mnie notki dobrze robią na pamięć, i kapowniczki, jeśli o czymś nie napisałem :D