Rob Wilkins, jak sam o sobie pisze, miał być kimś w rodzaju „gosposi ze wsi”, osobą, która wpadnie na parę godzin, ogarnie znanemu pisarzowi formularze podatkowe i uzupełni mleko w lodówce. Znanym pisarzem był Terry Pratchett, a „gosposia ze wsi” szybko okazała się człowiekiem, który zajmował się „wszystkimi drobiazgami i rzeczami o wiele większymi”, oraz wiernym przyjacielem. A także wyśmienitym biografem, umiejętnie łączącym fakty z bardzo osobistym spojrzeniem (co nie oznacza jednak braku krytycyzmu).
„Klasyczna Pratchettowska maszyneria”
Terry Pratchett miał jedenaście lat, kiedy przeczytał „O czym szumią wierzby” i olśnił go świat fantazji, nieograniczonych możliwości, jakie daje wyobraźnia. Chłopiec z robotniczego osiedla, „inteligentny, ale z problemami”, popadł wtedy w nałóg czytania, który zmienił całe jego życie. W szkole starał się nie rzucać w oczy, poza szkołą pochłaniał wszystkie powieści science-fiction i fantasy, jakie mu wpadły w ręce. Sam zaczął pisać, a przełomem stał się staż w lokalnym piśmie, gdzie powierzono mu rubrykę dla dzieci, której nikt inny nie chciał prowadzić. Publikowane tam opowiastki, „niewątpliwie krótkie i młodzieńczo surowe”, świadczyły, „że duża część klasycznej Pratchettowskiej maszynerii jest już przygotowana i zaprzęgnięta do pracy”. Pisarska kariera Pratchetta wcale nie biegła gładko i nie od razu była pasmem sukcesów, szczególnie komercyjnych. Jednego jednak przyszłemu autorowi „Świata Dysku” nie można odmówić: determinacji. Gdy porzucał swój ostatni etat, by w pełni poświęcić się literaturze, stwierdził: „Jeśli dobrze to wszystko rozegram, być może już nigdy nie będę musiał pracować”. Reszta jest już historią.
Niepoważnie poważna
Jak przystało na biografię autora piszącego niepoważnie o poważnych sprawach, „Terry Pratchett. Życie z przypisami” jest niepoważnie poważna: kwestie istotne mieszają się w niej z drobiazgami życia codziennego, podziw dla talentu i pracowitości chlebodawcy z irytacją z powodu jego dziwnych wymagań, a ostatecznie książka zmienia się w głęboko przejmującą opowieść o stopniowym traceniu zdolności poznawczych i odchodzeniu, o próbach zachowania jak najdłużej normalności, zakończenia rozpoczętych książek. Powiedzmy sobie wprost: książka Wilkinsa jest kierowana przede wszystkim do fanów, spragnionych detali biograficznych, zakulisowych ploteczek i anegdot, historii o powstawaniu ulubionych powieści i wglądu w prywatne życie ulubionego autora – i oni z pewnością nie będą zawiedzeni. Zresztą zawiedzeni nie powinni być też czytelnicy, którym z książkami sir Terry’ego jest nie pod drodze, bo dostaną sprawnie i z dużą dawką humoru napisaną opowieść o niełatwej drodze chłopca ze skromnej, prowincjonalnej rodziny do realizacji marzenia o pisaniu (i utrzymywaniu się z pisania), dylematach związanych z rosnącą popularnością i odpowiedzialnością za słowo, jaka się z tym wiąże, różnicach między „byciem pisarzem” od „bycia znautorem”, czyli znanym autorem, jak to ironicznie określał Pratchett, i o tym, jak niekiedy sława może stać się przekleństwem.
Rob Wilkins, Terry Pratchett. Życie z przypisami. Oficjalna biografia, tłum. Piotr W. Cholewa, Insignis 2023.

Zakup miałem w planach już od dawna, ale póki co odświeżam i uzupełniam nieczytane (tak, tak), fragmenty pratchettowskiego uniwersum. I nie mogę wyjść z podziwu, jak w sposób niepoważny można pisać o sprawach megapoważnych. Jak wykreowawszy fantastyczny świat można opisywać bolączki, ale i zachwyty nad światem w którym realnie żyjemy. Z Dysku my wszyscy :)
Ja mam dziwne wrażenie, że ta świetna książka jakoś przeszła bokiem, kto trafił, to trafił. Może to kwestia tego, że nie Prószyński wydał :( A ja sobie może Nację powtórzę, bo nic nie pamiętam.
Niestety coraz częściej zasadą jest, że dobre książki mają fatalną reklamę i dowiadujemy się o nich pocztą pantoflową (niech żyje!). Ja mam jeszcze ogrom materiału do przerobienia, bo pierwsze tomy cykli ŚD znam nieźle, ale zazwyczaj padałem ofiarą przesytu i nie docierałem do tych dalszych, a przy kolejnej powtórce sięgałem znów do tych pierwszych … :P Teraz jednak jestem starszy i bardziej cierpliwy, a i autor im dalej w las tym jednak poważniejszy (acz bez przesady) i bardziej odpowiedni dla pana w kwiecie wieku :D. No i jeszcze Długa Ziemia zaczęta i nie kontynuowana, bo nie śledziłem wydawania kolejnych tomów, a teraz już chyba jest całość. I dziecięce do powtórzenia i te spoza ŚD. Jest co czytać!
Do Długiej Ziemi się za bardzo nie spiesz, odpadłem po wymęczeniu trzeciej części z pięciu, bodajże. Zdecydowanie nieudane wykonanie, moim zdaniem. Ja sobie lubię robić powtórki wątkami, ale najchętniej po prostu łapię za ulubione, takie Piekło pocztowe mogę co roku czytać :D
Motyla noga! Jestem w trakcie męczenia drugiej części..Czyli lepiej nie będzie…a organicznie nie znoszę porzucać serii..
Aj, jestem w trakcie męczenia drugiego tomu Długiej Ziemi a organicznie nie znoszę porzucać serii..z drugiej strony nie mam dużego doświadczenia w gatunku, więc później będzie tylko lepiej :)
Mam tu gdzieś recenzję tego cyklu. Ale pierwszy tom dawał nadzieję, a trzeci całkiem ją odbierał, niestety
Jednak te notki na blogu, to dla pamięci właściciela złoto. Sam siebie przekonałem, że nie muszę wracać :P @czytam co mam, w moim wpisie jest też link do tekstu ZwL :D
https://bazyl3.blogspot.com/2013/08/duga-ziemia-terry-pratchett-stephen.html
To samo mówię, to samo :)
Jest w planach, czeka na okazję oraz/lub pretekst ;)
Czytaj bez pretekstu, przy okazji się ubawisz tu i ówdzie :)