Życie siedemnastolatki jest emocjonalną szarpaniną i bez małżeńskich problemów rodziców, i bez zakochania w koledze z klasy, który wydaje się nie zwracać na Ewę uwagi. Kiedy jednak to wszystko zbiegnie się ze sobą, dostajemy historię, w której trudno się uczuciowo połapać i bohaterce, i czytelnikom.
Burza uczuć
W domu Ewy sytuacja jest pełna napięcia: rodzicom się nie układa, co chwila pojawiają się zarzuty, wybuchają kłótnie. Dziewczyna stoi po stronie ojca, którego matka, „histeryczka i intrygantka”, nieustannie oskarża, że ją zdradza: „najbardziej zaślepiony mężczyzna musi się zrazić do takiej masy ciała”, uważa Ewa, szczególnie że „odkąd [matka] utyła – wydziela z siebie jad”. Nastolatka wymyka się więc z domu, kiedy tylko może. Rodzajem ucieczki jest też dla niej miłość do Karola, kolegi z klasy, inteligentnego, oczytanego (Schopenhauer!), który nie boi się dyskutować z nauczycielami o bezsensie lektur szkolnych, choć ma problemy z matematyką. Chłopak pozuje na cynika, przyjmuje uczucie Ewy, może nawet je odwzajemnia, ale nie mówi tego wprost.
Zagubiona w swoich uczuciach
Obserwujemy więc szamotaninę Ewy: w domu sytuacja robi się coraz bardziej napięta, awantury między rodzicami coraz ostrzejsze, zarzuty coraz mocniejsze, Karol zachowuje się dziwnie, raz stara się być jak najbliżej dziewczyny, potem zdaje się trzymać ją na dystans – nic dziwnego, że Ewa się czuje zagubiona, nie wie, na czym i na kim może się oprzeć (widzimy na przykład, jak zmienia się jej stosunek do ojca i matki). Sama nam o tym opowiada, niekiedy zaś w myślach zwraca się bezpośrednio do Karola, chcąc uporządkować swoje uczucia. Przechodzi od euforii do zwątpienia, rozpaczliwie pragnie wyjaśnień, jakiejś stabilizacji, której nie daje ani dom, ani Karol. Autorka oddaje to rozedrganie, ale chyba sama nie wie, do czego dąży, bo druga połowa tekstu wypełniona jest masą scen, które chyba nie do końca składają się w jakąś spójną całość. Ciekawą kwestią jest próba wydatowania akcji na podstawie skromnych małych realiów. Boczek trzeba wystać w kolejce, równouprawnienie jest tylko fasadowe, bo kobiety zarabiają dużo mniej, a nastolatki ekscytują się najnowszym nagraniem Elvisa Presleya. Jednocześnie jednak za Karolem (?) chodzą dwaj „smutni” panowie, jego ojciec zaś zostaje aresztowany pod nieokreślonym zarzutem („robił, co uważał za słuszne”), na prywatce nie wypada tańczyć, bo ludzie cierpią – ewidentnie są to mgliste aluzje do stanu wojennego czy raczej okresu już po nim, skoro wszyscy bohaterowie bez problemów podróżują. Z powodu tych wszystkich niespójności robi „Ewa” wrażenie czegoś, co było (albo miało być) napisane dużo śmielej, ale musiało zostać skrócone i osłabione, by w ogóle się ukazać, lub jakiegoś wcześniejszego tekstu, który autorka próbowała nieco dostosować do nowych okoliczności. W każdym przypadku efekt końcowy trudno uznać za zadowalający.

Elvis i smutni panowie pasuje też do okolic śmierci Stalina, w stanie wojennym Elvis już nie żył
Nieee, żadne realia do Stalina nie pasują, a z powodu tego Elvisa napisałem, że może autorka poprawiała na szybko jakiś wcześniejszy utwór, bo faktycznie . No chyba że nie miała pojęcia, czego słucha młodzież na początku lat 80. Chociaż, jak właśnie sprawdziłem, jakaś wiązanka utworów Presleya była na liście Trójki w 1983 roku.
Obejrzałem online spotkanie z częścią HH i w trakcie zadałem pytanie o polecankę. I dwukrotnie padł tytuł „Zagłada puka do drzwi” pani Kingfisher. Przeczytałem i stwierdzam, że retelling mrrrroczny, psychologia postaci (a szczególnie głównej bohaterki), opisana detalicznie, nawet zbyt. Ale … To historia zmagania się z demonami (dosłownie i w przenośni) młodej osóbki i mimo, że jako tate powinienem być na czasie i być empatą, to jednak czasem przewracałem oczyma. Nie poradzisz :)
Ergo. Czy my nie powinniśmy już odpuścić tych młodzieżówek? :D
Ja te młodzieżówki to trochę czytam jak książki historyczne :D A te najnowsze książki dla młodych testuję niekiedy i cóż, nie wchodzą.
Książkę pamiętam słabo. W porównaniu do pięknie napisanej „Bramy na drodze” wydała mi się nijaka.
Nie znam „Bramy”, ale „Ewa” faktycznie jest nijaka.