Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne.
Druga piątka
Seria „Portrety” nieodmiennie wzbudza ciepłe uczucia i teksty o tych tomikach zawsze cieszą się powodzeniem: tym razem sporo osób chciało poczytać o „Izydorze” Janiny Barbary Górkiewiczowej, historii chłopaka ze wsi, który musi zdecydować, co jest dla niego najważniejsze (miejsce dziesiąte). Miejsce dziewiąte przypadło nagradzanemu za przekład (znakomity, Filipa Łobodzińskiego) „W cieniu orła” Artura Péreza-Reverte, błyskotliwie napisanej i poruszającej opowieści o bezsensie wojny i bohaterstwie mimo woli. Oczko wyżej znalazła się angielska powieść dla młodzieży: „Czas próby” Hester Burton, romans z przeszkodami, z dorzuconym wątkiem krytyki stosunków społecznych z początku XIX stulecia i dojrzewania głównej bohaterki. Miejsce siódme bez przesady mogę nazwać rozczarowaniem roku: „Szachownica flamandzka” Artura Péreza-Reverte kiepsko się zestarzała, a zestaw chwytów fabularnych budzących czytelnicze szały w latach dziewięćdziesiątych trzy dziesięciolecia później wywołuje jedynie irytację i napady ziewania. Na pozycji szóstej mamy świetny czeski kryminał – „Źródła Wełtawy” Petry Klabouchovej, mroczną powieść obnażającą ciemne zakamarki ludzkiej psychiki. Wszystko jest tu podporządkowane osiągnięciu własnego celu i wszystkie chwyty są dozwolone.
Pierwsza piątka
Miejsce piąte: Anna Bańkowska zamachnęła się jakiś czas temu na nietykalne Zielone Wzgórze, brutalnie niszcząc czytelnikom (czy głównie czytelniczkom) wspomnienia z dzieciństwa. Szum ostatecznie ucichł i niepostrzeżenie dotarliśmy do ostatniego tomu cyklu o Anne Shirley: „Rilla ze Złotych Iskier” przy kolejnej, sam już nie wiem której, lekturze okazała się przede wszystkim opowieścią o małej społeczności i jej postawach wobec tragedii wojny.
Miejsce czwarte: „Pożegnanie z Afryką” i „Cienie na trawie” Karen Blixen to nostalgiczny powrót do krainy, w której autorka spędziła kilkanaście lat i z którą się zżyła. To ciąg epizodów opowiadanych w gawędziarskim tonie i przerywanych dygresjami i retrospekcjami, przywołujących ludzi i widoki, dawno minione zdarzenia, kolory, zapachy, smaki i faktury.
Miejsce trzecie: i znowu przejaw sentymentu do młodzieżowej literatury czasów PRL-u, gdyż antologia opowiadań „Kiedy to się zaczyna”, choć bardzo równa, nie zawiera tekstów, które robiłyby jakieś szczególnie piorunujące wrażenie. Ot, garść portretów nastolatków i ich bardzo różnych problemów z rodzicami, szkołą, rówieśnikami…
Miejsce drugie: Stanisław Lem w „Powrocie z gwiazd” pokazuje świat w przyszłości: zaawansowany technologicznie, gdzie roboty wykonują wszelkie prace, i przede wszystkim bezpieczny – wyeliminowana zostaje agresja, chęć zabijania, skłonność do ryzykownych zachowań. Jak w tym świecie odnajdą się powracający z kosmosu dwaj mężczyźni sprzed pół wieku?
Miejsce pierwsze: Janina Zającówna w „Moim wielkim dniu” nie bierze jeńców. Historia jedenastoletniego Andrzeja, który musi się opiekować swoją nieodpowiedzialną matką borykającą się z licznymi problemami, jest do bólu realistyczna i niezwykle gorzka w swej wymowie. Autorka stworzyła wiarygodny i przejmujący portret krzywdzonego dziecka, dźwigającego zbyt dużą odpowiedzialność, pozbawionego beztroskiego dzieciństwa, nieufnego i zdanego na własne siły. Równie dobrze nakreślona jest jego matka: ofiara przemocy, alkoholiczka nadużywająca leków, nieumiejąca pokierować własnym życiem i niezdolna stać się wsparciem dla syna.
Jeśli coś Was ominęło, nadrabiajcie! Oraz trzymajcie się ciepło w nowym roku!

To ja sobie podkradnę Klabouchovą, jednocześnie życząc wzmożenia zasięgów czy czego się tam teraz nowoczesnym influencerom życzy :P
Klabouchovą mocno polecam, życzenia przyjmuję, chociaż nie wiem, co się życzy nowoczesnym influencerom, bo jestem starożytnym influencerem :D
No to dużej ilości współprac, bo jak się kilkanaście lat temu ze zdziwieniem zorientowałem, to był wyznacznik sukcesu bloga :D
Teraz to chyba wyznacznikiem jest wysokość stawki za tę współpracę, więc absolutnie mi to nie grozi
Zaczęli płacić? Ale to najpierw trzeba pewnie na stół rzucić folołersów, najlepiej w milionach? Szkoda, bo bym się może przemógł. Tylko pewnie trzeba by pisać pod publiczkę :( I znów kłoda pod blogerskie nogi :P To już se zostanę w niebycie :D
No już dawno temu, ale to mus mieć zasięgi w kosmos i chwalić, co dają :P Nie dla nas ta fucha :(
Czeski kryminał chętnie, chętnie, jak mi gdzieś wpadnie w ręce. Natomiast zainteresowała mnie ta Zającówna. Okazuje się, że mam jej trzy książki – ale akurat tej nie, cóż.
Jak tak patrzę na okładkę, to mi się wydaje, że widziałam ją w knihobudce. Ale nie wzięłam. Ech. Żyje się dalej 😉
Czeski kryminał bardzo polecam, Zającównę też, bo nie wiem, czy to nie jej najlepsza książka. Jak znajdziesz, to bierz bez wahania.
Zajacowna ,zdaje się miała ciężkie życie, mam wrażenie,że te wszystkie nieco podobne książki to z niej.
.
Możliwe, chociaż informacji biograficznych w zasadzie nie ma :(