Gdy miała dziesięć lat, zobaczyła występ Elvisa Presleya i pomyślała, że też chce się znaleźć na scenie. Jednak realizacja tego marzenia nie była łatwa, a wspomnienia Cher dobitnie pokazują, że wejście na szczyt to często kwestia przypadku, spaść z niego można w jednej chwili, a powroty na gwiazdorskie wyżyny zdarzają się rzadko.
Brak stabilizacji
Kariera Cher miała swoje wzloty i upadki, choć brukową prasę bardziej interesowały jej stroje, romanse i skłonność do operacji plastycznych niż realne osiągnięcia muzyczne i aktorskie. Niewiele jednak brakowało, żeby plotkarskie rubryki w ogóle nie poznały tak wdzięcznego tematu. Nic bowiem nie zapowiadało, że córka młodocianych rodziców, porzucona przez ojca niedługo po urodzeniu i zostawiona przez matkę w zakonnym sierocińcu, wyrośnie na gwiazdę. Cher obszernie opowiada o swoim dzieciństwie naznaczonym brakiem stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa, lękiem przed porzuceniem, ciągłymi przeprowadzkami i nowymi mężczyznami matki, która próbowała zrobić karierę w showbiznesie, grała w reklamach i drugo- czy trzecioplanowanych rolach, a równocześnie starała się znaleźć męża, by zapewnił jej wygodne życie. Nawet gdy już złapała odpowiedniego kandydata, nieodmiennie kończyło się rozstaniem. Cher i jej przyrodnia siostra musiały więc znosić ciągłą huśtawkę finansową, ale przede wszystkim zmienne nastroje matki, która z braku kontroli nad własnym życiem, chciała kontrolować życie swoich dzieci.
Za fasadą blichtru
Cher również marzyła o karierze aktorskiej, zaczęła się nawet kształcić w tym kierunku, a żeby zyskać swobodę, rzuciła liceum, a przede wszystkim wyprowadziła się od matki. Reszta jest już historią. Spotkanie z Sonnym Bono, starszym o jedenaście lat, miłość, próby zaistnienia i niespodziewany sukces, który katapultuje Cher i Sonny’ego na szczyty popularności. Kariera duetu szybko jednak podupada, jednak i Cher, i Bono są zdeterminowani, by odzyskać swoją pozycję. Mozolnie wypracowują nowy styl występów, oparty na humorystycznych dialogach łączonych z piosenkami, i krok za krokiem zaczynają się pojawiać w coraz lepszych salach przed coraz większą publicznością, by skończyć w telewizji z własnym programem w godzinach największej oglądalności. Za pełną blichtru fasadą ukrywał się jednak osobisty dramat: Cher, która poznała Sonny’ego jako naiwna nastolatka, powoli odkrywała jego zdrady, ale przede wszystkim jego naturę manipulatora. Bono podporządkował ją sobie, wręcz ubezwłasnowolnił, sam podejmował wszystkie decyzje. Ostatecznie okazało się, że Cher nie przysługuje niemal nic z niemałych przecież pieniędzy, jakie zarabiali.
Strumień opowieści
Niemal pięćsetstronicowy pierwszy tom autobiografii Cher doprowadzony jest do końca lat siedemdziesiątych, do ostatecznego rozstania z Sonnym Bono i początków samodzielnej kariery autorki. W tym tempie kolejne dekady życia gwiazdy wypełnią pewnie jeszcze ze dwie podobnej objętości książki. Cher opowiada bowiem obszernie, nie szczędząc detali i nie dzieląc wydarzeń na ważniejsze i mniej ważne. Autorka zastrzega na początku, że wspomnienia oparte są na jej „czasami niedoskonałej” pamięci, i doskonale to widać; nie ma tu wspierania się innymi materiałami, może poza wspomnieniami kilku bliskich osób. Można niekiedy odnieść wrażenie, że sceniczne stroje (zaiste spektakularne, zwykle projektu Boba Mackie’ego) były równie ważne jak problemy małżeńskie, a umeblowanie jakiegoś wynajmowanego mieszkania równorzędne ze zmiennymi nastrojami matki. Muzyka znajduje się tu na dalekim planie, o swoich płytach Cher napomyka mimochodem, często w jednym zdaniu. Czyta się tę autobiografię ze zmiennym zainteresowaniem, przemykając niekiedy wzrokiem przez kolejny niezbyt istotny epizod czy opis. Cała ta słowna wata zagłusza niestety to, co w tych wspomnieniach wydaje się najważniejsze: historię utalentowanej dziewczyny, która próbuje się wybić, mimo obciążeń, mimo braku wsparcia, i która z braku właściwych wzorców wybiera niewłaściwych mężczyzn i w swej naiwności daje sobą manipulować. Obserwujemy próby zmiany własnego życia i odzyskania sprawczości – o tym pewnie będzie mówił kolejny tom, miejmy nadzieję, że mniej przegadany.
Cher, Autobiografia, część pierwsza, tłum. Adam Tuz, Filia 2025.

Nie zamierzałam czytać, więc słowotoku mi nie żal, zresztą z autobiografiami różnie bywa.
Która z (auto)biografii piosenkarzy podobała Ci się najbardziej? Bo kilka już recenzowałeś.;)
W czasach głęboko przedblogowych podobała mi się „Ja, Tina” Tiny Turner, a ostatnio autobiografia Barbry Streisand. A z biografii to chyba z tych blogowo czytanych najlepsze były „Filipinki” Szczygielskiego i „Somebody to love” Richardsa.
No popatrz, Streisand mi umknęła, nie zauważyłam w ogóle wydania.
Jednak „Somebody…” – pamiętam Twoją recenzje, poczułam się (i nadal się czuję) zachęcona.
Barbry nie ma po polsku, mogłaś przegapić. Ponoć sama autorka czyta audiobooka i to może być coś dużego 😀
Chodzi o My name is Barbara?
Tak, właśnie o to.
Przeczytałem chyba ze dwie biografie zespołów metalowych i jakoś średnio mnie ciągnie po więcej :P Mam ochotę na autobiografię Kazika, ale czy się zdecyduję …
Bo napisać dobrą biografię muzyka, to sztuka. U mnie wciąż nikt ie nie przebił Satysfakcji Wyszogrodzkiego.
Nie jestem fanem Stonesów, ale przyznam, że mnie zaintrygowałeś :D
To już ze trzy wydania miało, co jedno, to aktualniejsze. Idealny balans między faktami, muzyką a skandalami :)