Czort Tanner jest bezwzględnym członkiem gangu motocyklowego, gwałcicielem i mordercą, a mimo to kibicujemy mu w jego wyprawie, gdyż stawką jest ocalenie jednej z dwóch ludzkich społeczności, jakie przetrwały na spustoszonym przez wojnę atomową kontynencie amerykańskim.
Straceńcza misja
Do Kalifornii dociera wiadomość o tym, że w Bostonie, na drugim krańcu Ameryki, wybuchła epidemia i niezbędna jest szczepionka. W normalnej sytuacji nie byłoby z tym problemu, ale sytuacja nie jest normalna: obie ludzkie enklawy rozdzielają tysiące kilometrów ziemi zniszczonej przez wybuchy pocisków jądrowych, gdzie pogoda jest nieprzewidywalna, skażenie ogromne, a ataki ze strony zmutowanych zwierząt – nieuchronne. Jedyną osobą, która ma szansę przedrzeć się na wschód Aleją Potępienia, jest znakomity kierowca Czort Tanner, odsiadujący karę za zabicie trzech osób. Władze obiecują mu pełną amnestię, jeśli podejmie się tego zadania. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności.
Człowiek po apokalipsie
„Aleja Potępienia” to przede wszystkim pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach: dekoracjach, dodajmy, mało wyrafinowanych – ziejące ogniem wulkany, ulewy kamieni i ryb, zmutowane wielkie jaszczurki i chmary równie zmutowanych wielkich nietoperzy. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Mamy więc mnóstwo strzelania, odpalania rakiet i miotaczy ognia, błyskawicznych uników, szybkich decyzji. Jednocześnie jednak, a może głównie, skupiamy się na Czorcie i życzymy mu powodzenia: początkowo pewnie ze względu na los Bostończyków, dziesiątkowanych przez chorobę, której przebieg obserwujemy (a skojarzenia pandemiczne pojawiają się bezwiednie), później zaś przez wzgląd na niego samego. Bo bezwzględny drań, który potrafił zabić bez mrugnięcia okiem, zaczyna powoli stawać się bardziej ludzki; zgodził się wyruszyć z misją, bo nie miał innego wyjścia, ale w miarę jej trwania pojawia się inna motywacja – choć ukrywane pod szorstkością i cynizmem, w Tannerze rodzi się człowieczeństwo. To ono każe mu uratować dziewczynę z gangu motocyklowego, to ono pcha go do przodu, mimo coraz większych trudności. Przemierzając z Czortem Amerykę, dowiadujemy się nieco o tym, co spowodowało te gigantyczne zniszczenia i o tym, co stało się później, na przykład o prześladowaniu naukowców, jako winnych katastrofy. W przeciwieństwie do Svena Holma, który w „Termushu” opowiadał o atomowej zagładzie w sposób bardzo wyciszony, Zelazny postawił na mocne efekty i dramatyczną akcję – możemy sobie wyobrazić, że kiedy bohaterowie Holma siedzą w swoim bezpiecznym hotelu, gdzieś za jego obrębem świat wygląda tak jak Aleja Potępienia, jest okrutny i brutalny, ale wciąż żyją w nim miłość, ludzkie odruchy, gotowość do pomocy i poświęceń.
Roger Zelazny, Aleja Potępienia, tłum. Zbigniew A. Królicki, Rebis 2019.

Jeśli chodzi o apokalipsy, lekarstwa ratujące ludzkość, itp., to jestem po drugim sezonie The Last of Us i chyba na jakiś czas mam dość. Ale brzmi nieźle, więc do notatniczka :P
A ja mam nastrój apokaliptyczny i chyba sobie jeszcze coś w klimacie poczytam 😀
A ja się zorientowałem, że w tzw. międzyczasie pojawiły się na Prime nowe odcinki Fallouta, więc też jedną nogą siedzę w postapo :D
Tego to w ogóle nie znam :P
Bo Ty jestem team Settlers o ile pamiętam, a to była zupełnie inna gra :P
Owszem, bo nic bardziej skomplikowanego mi nie chciało ruszyć na kompie :D
Przez przypadek trafiłem na Pana blog, szukając czegoś do poczytania po polsku w wolnych chwilach w pracy. Mieszkam w Azji i od bardzo długiego czasu nie używam już języka polskiego na co dzień, więc bardzo mi go brakuje.
Kiedy czytam Pana wpisy, lubię wyobrażać sobie jesienne i zimowe dni w Polsce z czasów mojego dzieciństwa, a także bibliotekę na naszym osiedlu. Pamiętam doskonale moją dziecięcą, niewinną, naiwną i wręcz fantastyczną wyobraźnię o świecie.
Nie wiem dlaczego i nie potrafię tego wytłumaczyć, ale podczas czytania Pana bloga bardzo łatwo wracam do tamtej wyobraźni. Jakby znów pojawiała się w mojej głowie bez wysiłku.
Ma Pan czytelnika na drugim końcu świata.
Serdecznie pozdrawiam.
Szanowny Panie,
bardzo dziękuję za ten komentarz, bardzo mi miło, że jestem czytany w Azji, i mam nadzieję, że spędzi Pan na moim blogu miłe chwile.
Mam ogromny sentyment do bibliotek mojego dzieciństwa, do dziś pamiętam ich zapach i szczegóły wystroju, to były miejsca, które ukształtowały moje czytanie.
Serdecznie pozdrawiam