Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni… Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną.
Może z tym haniebnym zaniedbywaniem trochę przesadzam, bo jednak to i owo się tu pojawiało, a niektóre z tych wpisów czytało nawet więcej niż kilka osób (co pokazuje zestawienie zeszłorocznych słupków). Czytelniczo było zadowalająco pod względem liczby, natomiast jakościowo było po prostu dobrze: specjalnych rozczarowań nie odnotowałem, ale i rzeczy wybijających się nie było wiele. Akurat tyle, żeby sporządzić małe zestawienie.
Cztery
Po bardzo dobrych kryminałach Ivy Prochazkovej trafiłem na kolejną interesującą czeską autorkę: Petrę Klabouchovą i jej „Źródła Wełtawy”, powieść mroczną i tchnącą beznadzieją, choć rozgrywającą się w przepięknym regionie Szumawy, skąd wypływa Wełtawa. Klabouchová łączy historię tego regionu, którego koleje losu nie oszczędzały, ze współczesnością, która też tej pięknej ziemi nie sprzyja. Dziesięciolecia zaniedbań doprowadziły do upadku: i gospodarczego, i moralnego. Śledztwo w sprawie zabójstwa nastolatki dobitnie pokaże i jedno, i drugie.
Trzy
„Mój wielki dzień” Janiny Zającówny – tekst o tej powieści był najchętniej czytanym w 2025 roku. Książka kojarzona jest z filmem „Kochankowie mojej mamy” Radosława Piwowarskiego z Krystyną Jandą w roli matki jedenastoletniego Andrzeja, która nie umie zająć się synem, bo nie umie poradzić sobie sama ze sobą. To chłopiec musi dzień za dniem walczyć o przetrwanie swoje i matki, to on musi w szybkim tempie dorosnąć, żeby poradzić sobie ze wszystkim, co go spotyka. W zamian chce jedynie miłości i poczucia bezpieczeństwa, dokładnie tych dwóch rzeczy, których nie może mu zapewnić matka.
Dwa
Od czasów licealnych nie czytałem Ursuli Le Guin i powrót do cyklu o Ekumenie okazał się doskonałym pomysłem. Zachwyciły mnie dwie pierwsze części: „Świat Rocannona” łączący arystokratów, zamki, walki na miecze z najnowocześniejszą techniką i „Planeta wygnania”, która zestawia prymitywizm i wyrafinowanie, każe zjednoczyć się dwóm odmiennym ludom, by mogły dać odpór wspólnym wrogom. Obie te powieści mieszają fantasy z science-fiction, partie dynamiczne z bardziej refleksyjnymi, niekiedy wręcz lirycznymi, wciągającą akcję z ukazywaniem mechanizmów społecznych i psychologicznych. Wszystkie niosą głęboko humanistyczne przesłanie: bez względu na różnice w pochodzeniu, poziomie rozwoju, stylu życia, wyglądzie bohaterowie Le Guin są ludźmi, mogą się ze sobą przyjaźnić, współpracować, kochać, jeśli tylko odnosić się będą do siebie z szacunkiem i będą umieli przeniknąć pozory i przełamać uprzedzenia. Mocno to idealistyczne, może nawet trochę naiwne, ale krzepiące i – przede wszystkim – niezwykle piękne literacko. A kosmoetnograf Gaveral Rocannon to jedna z najszlachetniejszych i najgłębiej ludzkich postaci w światowej literaturze.
Jeden
Od lat już jakoś tak się zdarza, że najlepsze powieści roku doczekują się omówienia z opóźnieniem (o ile w ogóle). I zwyciężczyni zestawienia za 2025 roku nie jest wyjątkiem. „Po stronie Kanaanu” Sebastiana Barry’ego (druga z rzędu wygrana wielkiego konglomeratu ArtRage!) to głęboko poruszająca, wręcz łamiąca po wielokroć serce, historia Lilly Bere, która u schyłku swego drugiego życia musi mierzyć się z żałobą po śmierci ukochanego wnuka, a równocześnie wspomina własną przeszłość: dzieciństwo w Dublinie, emigrację do Stanów Zjednoczonych, próby ułożenia sobie życia. Nie brakuje tu dramatów, miłości, zdrad, bólu. Fantastyczną bohaterką jest Lilly, prosta, niewykształcona, ale obdarzona niezwykłą siłą, dzięki której mogła znosić spadające na nią ciosy, i krystalicznym charakterem.

I na tym kończąc część oficjalną, zapraszam na drobną przekąskę. Niech się nam wszystkim dobrze wiedzie w nowym roku!


Do siego roku, Piotrze! Wszystkiego dobrego dla Ciebie, bo jeśli Tobie będzie się wiodło dobrze, to i Twojemu Blogowi. Wielka litera nie jest literówką, wszak do piętnastolatka powoli należy się zwracać „Pan”. Gratuluję urodzin i wytrwałości w trwaniu. No i nie mogę nie pomyśleć, że ja chyba powinnam założyć jego przyszywaną niemowlęcą siostrzyczkę, pod tytułem, w którym słowo „beznadziejnie” będzie zapisane nie tylko wielkimi literami, ale i pogrubionymi. Z Twojego podium czytałam tylko „Mój wielki dzień”… Pozdrawiam serdecznie. :)
Dziękuję bardzo i również najlepszego! Z tym per pan to bym nie przesadzał, bo się nastolatkowi w głowie przewróci, niech poczeka do osiemnastki :D A z „beznadziejnie” w końcu się wychodzi, czego Ci życzę.
Bardzo dziękuję! Wiesz, nastolatek osiągnie pełnoletność szybciej niż nam się teraz wydaje… Jeszcze w latach dwudziestych 21. wieku… Niech mu się dobrze wiedzie!
Pomyślę o tym jutro, ot co! Poczęstuj się ciasteczkiem :)
Dziękuję! :)
Jeszcze wielu takich piętnastek Dziadku blogosfery ;)
Przyszłaś jątrzyć i obrażać? Szacunku trochę dla Dziadka! :D Dzięki za życzenia.
Aż trudno uwierzyć, że znam Cię tyle lat. Z przerwami, ale udało mi się kilka lat temu ponownie odnaleźć Twojego bloga i wiernie trwam. Kolejnych lat życzę w zdrowiu i pogodzie ducha. Dziękuję za to co robisz!
Dzięki za wszystkie miłe słowa! I za wytrwałość :)
W czasach, gdy niemal wszystko, przeniosło się na nielubiany przeze mnie fb, doceniam istnienie tego bloga właśnie w takiej formie. Wszystkiego dobrego!
Wielkie dzięki, zmiany nie są planowane :)
I ja zdecydowanie preferuję bloga niż f-b, zaglądam od czasu do czasu, chętniej, gdy piszesz o czytanych przeze mnie książkach, jak to mawiał bohater Rejsu najbardziej podobają nam się piosenki, które znamy :). Natomiast tegoroczna jedyneczka brzmi bardzo zachęcająco, znaczy opis książki, ta prostoduszna i silna kobieta.
Częstuję się truskawką i znikam. Nie, jeszcze jedna. No dobra dwie. Bo wyjem wszystko.
Jedz na zdrowie :) Barry’ego bardzo polecam, chociaż to bolesna powieść
Fajnie, że ciągle nadajesz :) Dzięki za Źródła … Odwdzięczyć się mogę Przedawnieniem Jiříego Březiny :D No i … niech Mu gwiazdkaaaaa pomyślnooooości …
A przeczytałeś już „Źródła”? Bo za Brezinę podziękuję, nie podobał mi się, marudziłem nawet na niego. Oraz zdrowie gości!
Przeczytałem. U Jiříego język dużo prostszy, ale historia sama w sobie bardzo podobna. Idę szukać tego marudzenia :)
Jak tylko zacząłem czytać, to sobie oczywiście przypomniałem. Może i jest racja w tym co napisałeś, ale przynajmniej posłuchałem sobie Tiamatu :D
Zawsze to jakaś korzyść :)
Jeszcze tylko trzy lata i blog będzie pełnoletni.;) Wszystkiego dobrego!
Sebastian Barry, powiadasz. Hm. Może wreszcie.;)
Cieszy i trochę zaskakuje wysoka pozycja Zającówny – nie sądziłam, że aż tak Ci się spodobała. Ale jeśli jest lepsza od filmu (który jest dobry w moim odczuciu), to musi być bardzo dobrą książką.;)
Już się tej pełnoletniości boję :) Dzięki za życzenia. Na tle ogólnej mizerii Zającówna nie dawała o sobie zapomnieć, film, na ile go pamiętam, zdominowała Janda, a to jednak opowieść o chłopcu i w książce to jest właśnie o nim. A Barry mi się szalenie podobał, ale to mój pierwszy i nie mam porównania do innych.
Przy Jandzie młody bohater miał nikłe szanse.;)
Barry wciąż przede mną, irlandzkie problemy rodzinne jako temat trochę mnie zniechęcają, bo na ogół są to bolesne sprawy. Ale przyjdzie czas i na niego.
Ale i tak, jak na polskiego aktora dziecięcego, dawał radę. No Barry jest bolesny i na dodatek kopie w różne czułe punkty, ale warto.
Dawał radę, zdecydowanie.
Barry’ego mam no oku od dawna, za sprawą blogów anglojęzycznych kupiłam sobie kiedyś Kanaan w oryginale za jakieś śmieszne pieniądze. I nawet wiem, gdzie leży.;)
To tym bardziej przełóż gdzieś na wierzch, chociaż polski przekład jest bardzo dobry.
Klabouchova u mnie czeka i czeka na zmiłowanie… Ale mam tegoroczne postanowienie noworoczne takie, że odkleję się od staroci z biblioteki (z bólem! ale muszą na chwilę ustąpić) i przeczytam to wszystko, co czeka od 2-3 lat na specjalnym regale. Kupione i nieruszone. Więc i na Wełtawę przyjdzie pora. Tym bardziej, że niecałe dwa tygodnie temu pływałam po niej stateczkiem. To motywacja jest! A w ogóle gratuluję rocznicy, takiej okrągłej jak brzuszek piątki i życzę Tobie i nam wszystkim kolejnych, kolejnych i kolejnych.
Nie można pływać stateczkiem po Wełtawie i nie wiedzieć, skąd rzeka wypływa i za co się tam mordują! Dziękuję za życzenia, będę się starał :)