Minął miesiąc od przedstawienia pierwszej części biografii i wspomnień, które zrobiły na mnie szczególne wrażenie przez ostatnie piętnaście lat, pora na część drugą. Wybór, jak poprzednio, całkowicie arbitralny…
W kolejności chronologicznej mamy:
- Wiesław Weiss, Tomek Beksiński. Portret prawdziwy, Vesper 2016. Autor biografii Tomasza Beksińskiego, legendarnego dziennikarza radiowej Trójki, nie ukrywa, że napisał swoją książkę w kontrze do opowieści Magdaleny Grzebałkowskiej o rodzinie Beksińskich, której zresztą dotąd nie przeczytałem. Spotkały go zarzuty o brak obiektywizmu i zbytnie idealizowanie swojego bohatera, moim zdaniem jednak stworzył portret niejednoznacznego, inteligentnego człowieka, z nieco pokręconym poczuciem humoru, niekiedy irytującego, trochę zagubionego i nieżyciowego, ale równocześnie ciepłego i sympatycznego, idealisty i romantyka, spragnionego wielkiej miłości, wiernego w przyjaźni i niezdolnego do udawania. Tom jest ogromny, a jednak wciągnął mnie bez reszty.
- Monika Wąs, Skrzynecki. Demiurg i wizjoner, Mando 2018. To druga, po wspomnieniach Kiki Szaszkiewiczowej, opowieść z kręgu Piwnicy pod Baranami w tym zestawieniu. Tym razem bohaterem jest symbol tego krakowskiego fenomenu, Piotr Skrzynecki, konferansjer i reżyser, który pojawił się w Krakowie na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku jako dorosły człowiek bez przeszłości, gdyż niemal nikomu nie opowiadał o swoim dzieciństwie i wojennych losach. Własną biografię, podobnie jak i rzeczywistość dokoła siebie, traktował jako materiał, który można naginać i kształtować wedle chwilowej potrzeby czy artystycznej fantazji. Monika Wąs próbuje z dobrym skutkiem pokazać wielowymiarowość Skrzyneckiego, różne role, jakie odgrywał, i wielką siłę oddziaływania na innych, którzy znaleźli się w jego orbicie.
- Matt Richards i Mark Langthorne, Somebody to Love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury’ego, tłum. Robert Filipowski, Zysk i S-ka, 2019. „Somebody to love” Matta Richardsa i Marka Langthorne’a umiejętnie łączy biografię Freddiego Mercury’ego, obdarzonego niezwykłym głosem i ogromną charyzmą wokalisty, z omówieniem przemian społeczno-obyczajowych drugiej połowy XX wieku, przede wszystkim zaś stosunku do homoseksualności. Ponadto wiele miejsca poświęcają początkom i rozwojowi epidemii AIDS, która wywołała nową falę agresywnej homofobii, co lepiej pozwala zrozumieć życiowe wybory ich bohatera. Wszystko to razem składa się na fascynującą opowieść o fenomenie Mercury’ego, nieprzeciętnego artysty i zagubionego człowieka.
- Sylwia Chwedorczuk, Kowalska. Ta od Dąbrowskiej, Marginesy 2020. Książka Sylwii Chwedorczuk przywraca nam postać Anny Kowalskiej, autorki, która choć uznawana przez krytyków, nigdy nie stała się autorką „pierwszoligową”, a jej twórczość popadła w zapomnienie. Została skazana na zdawkowe biogramy w leksykonach pisarzy i na bycie przypisem w dziennikach kobiety, dla której poświęciła niemal wszystko, a która nie potrafiła tego samego zrobić dla niej. Dzięki tej biografii Kowalska, „ta od Dąbrowskiej”, wreszcie odzyskała własne miejsce w czytelniczej świadomości. Odkrywamy postać bardzo interesującą, niezwykle bujną osobowość, spragnioną niezależności i miłości, przedstawioną dogłębnie, z szacunkiem i ciepłem, ale nie bezkrytycznie. Jest to też wstrząsająca i w pełni opowiedziana po raz pierwszy historia miłości dwóch pisarek, uczucia pełnego namiętności, gwałtownych wybuchów, emocjonalnej szarpaniny.
- Krzysztof Umiński, Trzy tłumaczki, Marginesy 2022. Znakomita biografia zbiorowa trzech kobiet, trzech tłumaczek, których praca przekładowa imponuje i do dziś jest ceniona. Mamy dzięki nim Camusa, Austen, Faulknera, Tolkiena: Joanna Guze, Anna Przepełska-Trzeciakowska i Maria Skibniewska podjęły się trudnych zadań, otworzyły się „na cudzy głos”, rezygnując poniekąd z własnego życia, by dać życie cudzym dziełom. Książka Umińskiego nie jest pełną, uporządkowaną biografią; to szkice, których kształt zależy od dostępnych źródeł, przefiltrowane przez autorski gust, własne podejście do pracy, hojnie uzupełniane własnymi refleksjami; jest równocześnie głęboko satysfakcjonująca i głęboko niesatysfakcjonująca, ale utrwala pamięć o ważnych dla naszej kultury postaciach i ich pracy, stanowi też źródło wiedzy, inspiracji i anegdot.
- Michał Witkowski, Autobiografia, tom 1: Wiara, Znak 2023. W typowym dla siebie stylu, meandrując, przechodząc od dygresji do dygresji i skupiając się na drobiazgach i epizodzikach, Michał Witkowski wypełnia całkiem spory tom opowieścią o pierwszych piętnastu latach swojego życia. Wspomina niespiesznie, czasem notuje tylko jakąś migawkę, czasem scenkę, czasem tworzy miniopowiadanie, przywołuje smaki i zapachy dzieciństwa, znane wszystkim jego rówieśnikom artefakty: oranżadę w foliowych woreczkach, vibovit wyjadany z saszetki, smak baterii dotkniętej wilgotnym językiem, piosenki nagrywane na radiomagnetofon Kasprzak. Szalenie to angażujące, barwne, niekiedy sentymentalne.
- (Bonus). Irena Szymańska, Miałam dar zachwytu, Czytelnik 2001. Książka, o której nigdy nie napisałem, ale która wielokrotnie pojawiała się w postaci smakowitych cytatów. Irena Szymańska (1921–1999) przez trzydzieści lat pracowała w „Czytelniku” i Państwowym Instytucie Wydawniczym. W swoich wspomnieniach opowiada o codziennej pracy, przyjaźniach z pisarzami i poetami, zmaganiach z cenzurą, ale też próbuje na podstawie swych doświadczeń określić, kim jest wydawca. Ten fragment znalazł się w cyklu „Pisarze ze starej szkoły”; mamy też opowieść o tym, jak dyrektorem PIW-u został Jacek Różański z departamentu śledczego MBP czy o tym, jak cenzura obeszła się z „Drogami wolności” Sartre’a. W niewielkim tomie jest takich historii dużo więcej.
Tyle w tej kategorii, za miesiąc kolejne zestawienie piętnastolecia. Jakieś szczególne życzenia?

Cieszy, że chwalisz biografię Tomka, bo od dawna planowałem poznać fenomen tej postaci, która na razie jest tylko skojarzeniem z tłumaczeniami filmów grupy MP. No i chyba Michaśkę bym poczytał, bo mimo że w głowie pewnie sporo tych samych wspomnień (sądząc po fragmencie Twojego resumee), to jednak styl Witkowskiego będzie tu tzw. wartością dodaną :P
Kowalską przeczytałem, teraz pora na coś Kowalskiej. A o tłumaczkach, to chyba nawet coś skrobnąłem :) Teraz tylko polotu do czytania, bo utkłem :D
Beksińskiego to by trzeba na dwie nóżki: i Weissa, i Grzebałkowską, on chwali, ona nie bardzo. Michaśkę koniecznie, szczególnie, że wchodzi sam, mimo objętości. Co do Kowalskiej, to nie wiem, czy jej książki się nadają do czytania, ale ten chcę spróbować. A polotu życzę, bo niemiło tak utknąć :D
Za dużo na głowie, a co za tym idzie, w głowie. To nie są dobre warunki do czytania :( Przynajmniej nie takiego ze zrozumieniem :P Ale się nie poddaję :)
Znam ten stan, niestety :(
Szymańska faktycznie wspaniała, zupełnie jak „Wszystko co najważniejsze” Watowej z tej samej serii.
Kowalska też świetna, ciekawe, jak wypadnie korespondencja z Dąbrowską, zakładam, że wielce interesująco.;)
Ale jednak Watowa i Szymańska to inny kaliber, chociaż obie nieprzeciętne, i do podczytywania to jednak Szymańska lepsza. Kupiłem sobie te listy MD i AK, ale odstrasza mnie objętość tomu, może chociaż przekartkuję na razie porządnie.
Oczywiście, Watowa opowiada głównie o dramatycznych przeżyciach.
Teraz dopiero widzę, że pierwszy tom to 700 stron, odpadam w przedbiegach.;) Podczytuję natomiast Dzienniki Kowalskiej – bardzo dużo opuszczeń.
A czytałaś Mój wiek Wata do kompletu? Tak, tomiszcze z listami urywa rękę, to raczej do podczytywania niż do czytania w całości, ale może się skuszę, w końcu przeczytałem kiedyś listy Dąbrowskie i jej męża, też cegła. Dziennik Kowalskiej też mam w planach, ale tam faktycznie chyba spadkobiercy ostro pilnowali treści. Plus tych dzienników też jest ogrom, więc i tak byłyby skróty.
Mój wiek przeglądałam, nic nie pamiętam, na pewno warto przeczytać.
Może w takim razie zrobisz zestawienie najlepszych dzienników albo korespondencji?:)
Hmm, pomysł wart przemyślenia, może pamiętam jeszcze coś z czasów Płaszcza zabójcy :) Tyle że notek blogowych niewiele będzie.
Notki zawsze w cenie, niemniej w zestawieniu nawet parę zdań wystarczy.:)
Płaszcz zabójcy – to były piękne czasy.;)
Przejrzę półki, może coś wymyślę :) A Płaszcz powinienem wreszcie uporządkować po awarii…
Czytałam Grzebałkowskiej Beksińskich Portret podwójny i bardzo mi się książka podobała, choć wydawało mi się, że mnie nie zainteresuje, bo obrazy Beksińskiego są dla mnie zbyt mroczne (o paradoksie byłam na trzech jego wystawach), a fenomem Tomka jakoś mnie zupełnie ominął, nie miałam dostępu do radiowej trójki (mieliśmy radio bez tej częstotliwości. Biografia bardzo dobrze napisana – zaciekawiała mnie (owe pójście na wystawy być może jest pokłosiem lektury, choć długo się zbierałam). Czytałam też Kowalską od Dąbrowskiej i także mnie zainteresowała, chciałam przeczytać coś Kowalskiej, ale w mojej bibliotece niestety poza opowiadaniami Trzy boginie (nie przepadam za krótką formą) nic nie ma Kowalskiej. Chętnie poczytałabym sobie o paniach tłumaczkach i o Piotrze S. :)
Chyba sobie w końcu tę Grzebałkowską zdejmę z półki i niech leży na widoku, w końcu porównam sobie opinie :) Kowalska to pisała głównie opowiadania, więc nie wiem, czy znajdziesz powieści, poza jakąś nieudaną historyczną z lat pięćdziesiątych.