Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Natalia skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
„Nie mam twarzy”
Żeby nieco dojść do ładu sama ze sobą, Natalia wyjeżdża na wczasy nad morzem. Samotność, przerywana jedynie sporadycznymi kontaktami z urlopowiczami, sprzyja zgłębianiu wspomnień, analizowaniu bolesnych momentów z przeszłości. Mała Natalia mieszkała na wsi z babcią, obdarzoną talentem do snucia opowieści. Dziewczynka nasiąkała tymi historiami, ich wątki zaczęły jej się mieszać z rzeczywistością, a bujna wyobraźnia podsycała lęki, skłaniała do wymyślania magicznych rytuałów stabilizujących rzeczywistość i zapewniających bezpieczeństwo. Po śmierci babci Natalia przeżywa wstrząs, musi wrócić do nieznanej sobie matki, adaptować się do nowego miejsca, a rówieśnicy wyczuwają odmienność nowej koleżanki, dokuczają jej, izolują od siebie. Bohaterka ostatecznie przybiera maskę, próbuje udawać „normalną”, spełniać oczekiwania nauczycieli, nie wychylać się z niczym nietypowym, nie buntować: „nie mam twarzy” mówi, marzy o stworzeniu siebie na nowo albo o odkryciu, kim naprawdę jest.
Nie być przechodniem
Podczas pobytu nad morzem Natalia rozmyśla i wspomina, poznajemy w ciągu nieuporządkowanych retrospekcji jej losy i stopniowo możemy się domyślić, jakie są przyczyny jej problemów. Matka dziewczyny była więźniarką obozu, wróciła do domu zamknięta w sobie, zobojętniała na świat, psychicznie połamana; oddała córkę na wychowanie babce w nadziei, że dzięki temu nie obciąży dziecka swoimi traumami, że będzie ono mogło żyć „normalnie”. Babka jednak, ciesząca się w swojej wsi szacunkiem jako doradczyni, bajarka, zielarka, wyrzucała sobie, że swoimi opowieściami odrywała i wnuczkę, i wcześniej własne dzieci, od rzeczywistości, nasycała je tęsknotą za czymś bardziej niezwykłym, mniej przyziemnym, ale też lękami przed rozmaitymi strachami i „poczwarami”. Natalia straciła umiejętność rozróżniania między fantazjami a realnością, codzienność wydawała jej się mniej atrakcyjna niż to, co wymyślone. Całe życie spędziła więc na uboczu, żeby nie ściągać na siebie uwagi, żeby wtopić się w tło. Nazywa siebie „doskonałym »nikim«”, ale od pewnego momentu próbuje jednak poczuć smak życia, przestać być jedynie przechodniem, mijanym obojętnie przez wszystkich. Sposobem na to staje się pisanie opowiadań przesyconych wyobrażeniami i lękami, które od zawsze odczuwała.
Pokoleniowa trauma
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą, przed którą bezskutecznie próbowała uratować ją matka, świadoma, że nie jest dobrą opiekunką dla córki. Życie matki i córki nie układało się gładko: wycofana, emocjonalnie chłodna matka z problemami psychicznymi nie była w stanie zapewnić ciepła i miłości dziecku, a potem nastolatce o zbyt bujnej wyobraźni, wspomóc Natalii w zmaganiach ze światem, do którego nie pasowały obie. Oddanie psychiki bohaterki, czy nawet bohaterek, jest znakomite, dodajmy do tego mnóstwo realiów: poziom pomocy psychologiczno-psychiatrycznej w czasach PRL-u, sceny szkolne, uniwersyteckie (z przełomowym momentem, gdy promotor Natalii oddaje obiecany jej etat mężczyźnie – w domyśle, bo kobieta to mąż, dzieci, urlopy, zwolnienia…), niezapomniana rzeczywistość wczasowa ze wspólnymi posiłkami w stołówce, stosunki w pracy w szkole. Wszystko to razem składa się na książkę dość przygnębiającą, choć na szczęście wydaje się, że bohaterce w końcu uda się odnaleźć siebie.
Wiesława Oramus, Natalia, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza 1988.
