Dziewiąte!

Dziewiąte urodzinyKolejny 5 stycznia i kolejne, już dziewiąte, urodziny bloga. Do których Zacofany-w-lekturze raczej dopełzł, niż dobiegł w podskokach, a o zeszłorocznej jesieni najchętniej by zapomniał. Dziękuję wszystkim, którzy trwali tu razem ze mną, ze szczególnym uwzględnieniem kolegi Bazyla (po raz kolejny zdobywcy tytułu naczelnego komentatora), ale też wszystkim, którzy odwiedzają profile na facebooku i instagramie. Wiele razy Wasze komentarze i reakcje sprawiały, że odkładałem na później decyzję, żeby w końcu dać sobie spokój z tym całym blogowaniem. Wreszcie jednak mamy nowy rok, można robić nowe postanowienia, żeby pisać częściej, czytać lepsze książki i w ogóle więcej się udzielać. Oby tylko udało się je zrealizować.

Czytaj dalejDziewiąte!

Każde pokolenie wznosi się jak fala… (Jarosław Iwaszkiewicz, „Sława i chwała”)

Sława i chwała

Z czytaniem „Sławy i chwały” było jak z wejściem bez mapy na nieznany górski szlak: nie wiesz, jak wygląda droga ani dokąd cię zaprowadzi. Zaczęło się od monotonnego podejścia przez mroczny las, gdzie nogawki chwytały kolczaste jeżyny, a twarz chłostały iglaste gałęzie. I już miałem dać sobie spokój i zawrócić na piwo do miasteczka, kiedy między tym gąszczem zaczęły pojawiać się a to przebłyski błękitnego nieba, a to fragmenty jakichś interesujących widoków, kamienista ścieżka zaś jakby złagodniała i maszerowało się żwawiej, by wreszcie wyjść z drzew i napawać się rozległym widokiem.

Czytaj dalejKażde pokolenie wznosi się jak fala… (Jarosław Iwaszkiewicz, „Sława i chwała”)

Pisarze ze starej szkoły (XXXI): O opisach przyrody

Kiedy ostatni raz we współczesnej powieści natrafiliście na opis przyrody? Ale taki prawdziwy, a nie zdawkowe nakreślenie scenerii wydarzeń? No właśnie… Coraz trudniej taki znaleźć. Wydawało mi się, że to zjawisko dość świeżej daty, tymczasem już czterdzieści lat temu ubolewał nad tym Bohdan Czeszko w swojej recenzji „Podróży do Polski” Jarosława Iwaszkiewicza.

Czytaj dalejPisarze ze starej szkoły (XXXI): O opisach przyrody

„Odrobinka w tej wielkiej całości” (Jarosław Iwaszkiewicz, „Podróże do Polski”)

Piechotą, konnym wozem, koleją, samochodem, a nawet motorówką przemierzał Jarosław Iwaszkiewicz Polskę, kraj bliski i znajomy, a jednocześnie egzotyczny i daleki – bo taka była Polska dla małego chłopca wychowywanego na Ukrainie, który znał ją początkowo tylko z opowieści, i taka pozostała dla dorosłego mężczyzny. Przez całe swe długie życie Iwaszkiewicz, jak sam pisze, nie zdołał się Polską nasycić, nie zdążyła mu też ona spowszednieć. Oglądał ją zawsze z niezmiennym zaciekawieniem, inspirowała go i pobudzała. Z tych wrażeń i wspomnień, „nieokreślonych uczuć, impresjonistycznych obrazów, bezideowych rysunków” składa się tom „Podróże do Polski”.

Czytaj dalej„Odrobinka w tej wielkiej całości” (Jarosław Iwaszkiewicz, „Podróże do Polski”)

„Mogli tak gadać godzinami…” (Piotr Mitzner, “Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie”)

 

 
Jednego książce Piotra Mitznera odmówić nie można – czyta się ją znakomicie. Do tego stopnia, że umieszczona na przemyślnej konstrukcji z garnków (patent a la Mama Żakowa z „Szóstej klepki”) umilała mi jakieś monotonne czynności kuchenne. Język jest potoczysty, a liczne cytaty – z utworów Iwaszkiewicza, dzienników i korespondencji małżonków, wspomnień i relacji ich krewnych, przyjaciół i znajomych – smakowite. Może trochę za dużo tu poezji w prozie, ale autor uznał, że i w wierszach Jarosława mogą kryć się wskazówki pozwalające odkryć na czym polegał fenomen małżeństwa Iwaszkiewiczów, którzy wytrwali ze sobą niemal sześćdziesiąt lat.

Czytaj dalej„Mogli tak gadać godzinami…” (Piotr Mitzner, “Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie”)

Nijako i bez emocji (Jarosław Iwaszkiewicz, “Wybór opowiadań”)


Brzydki, kiepsko wydany tomik zawiera cztery powojenne opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza: „Ikara”, „Kwartet Mendelssohna”, „Dziewczynę i gołębie” i „Heydenreicha”. Zdecydowanie z tej czwórki wyróżnia się „Ikar”, mordowany kiedyś jako lektura w szkole podstawowej; krótka opowieść snująca paralelę między historią mitycznego Ikara a losem młodego chłopaka, który zaczytany wpada pod samochód gestapowców i znika w nim równie niezauważenie dla wszystkich, jak Ikar zniknął w toni morza. Iwaszkiewicz znakomicie pokazał dekoracje dramatu: warszawską ulicę podczas okupacji, zbliżający się wieczór, zaaferowane tłumy. Miniatura jest dopracowana do perfekcji, a jednak coś nie pozwalało mi się przejąć losem Michasia, jak go nazwał narrator. Mam wrażenie, że scence zabrakło napięcia, dramatyzmu, że emocje przesłoniło dążenie do osiągnięcia idealnej formy literackiej, wykazania przez narratora własnej erudycji – patrzcie, nie dość, że tylko ja zauważyłem ten jednostkowy dramat, to jeszcze skojarzył mi się on z mitologią i nawet z obrazem Breughla.

Czytaj dalejNijako i bez emocji (Jarosław Iwaszkiewicz, “Wybór opowiadań”)