„Grządka ogórków bez trupa…” (Alan Bradley, „Zatrute ciasteczko”)

 

Niewtajemniczonym angielska prowincja wydaje się nudnym miejscem zamieszkanym przez bogobojne stare panny, hodujące koty i spędzające całe dnia na pielęgnowaniu ogródka i ploteczkach przy herbacie z innymi starymi pannami. Bardziej uświadomieni wiedzą doskonale, że za tą nobliwą fasadą kryją się tłumione emocje, zadawnione urazy i przemilczane skandale. Nader często poranne słońce oświetla trupa leżącego w bibliotece albo i na grządce ogórków. W pewnego typu powieściach grządka ogórków bez trupa w ogóle nie ma racji bytu.

Czytaj dalej

„Nikt nie śmiał wziąć tego dziecka za rękę…” (Maria Zarębińska, „Dzieci Warszawy”)

W swoich wspomnieniach z czasów okupacji Jeremi Przybora przedstawił wydarzenie, które zapewne nie było rzadkością na warszawskiej ulicy:

Na kamiennym progu czy też parapecie wnęki okiennej znajdującej się na poziomie chodnika siedziało żydowskie dziecko. Żywy, obciągnięty pergaminową skórą mały szkielecik o czaszce, w której żywe były tylko wielkie, milczące, przerażone, czarne oczy. Nie wiadomo, jak tu się znalazło. […] Tłumek stał nieruchomo i patrzył bez słowa, jak zahipnotyzowany, na tę małą śmierć, przycupniętą tu, w biały jeszcze dzień, w samym sercu ruchliwej „aryjskiej” dzielnicy, we wnęce okna sutereny, jakby wyszła właśnie spod ziemi i nikomu nie groziła, póki nie weźmie się jej za rękę. Więc nikt nie śmiał wziąć tego dziecka za rękę. I ja też nie śmiałem. Ale ono mi tego nie darowało, nie dało się wymazać z pamięci. I wiem, że śmierć, która przyjdzie po mnie, to nie będzie staruszka z kosą ani rycerz z filmu Bergmana…

Czytaj dalej

Na praskiej ulicy i w Domu Sierot (Israel Zyngman, “Dzieci doktora Korczaka”)


Srulek ma dziesięć lat. Trzy lata wcześniej zmarł mu ojciec, od tamtej pory chłopca i jego braci wychowuje matka, która zaharowuje się, żeby utrzymać rodzinę. Nie ma czasu i sił, by zajmować się Srulem, który biega samopas po Pradze, nawiązuje podejrzane znajomości i ściąga na siebie i ulegających mu kolegów nieustanne kłopoty: samowolne wyprawy za miasto, bijatyki, rozbite głowy, sprzedaż gazet. Wreszcie matka postanawia oddać syna do Domu Sierot, pod opiekę Janusza Korczaka. Chłopak boi się nieznanego miejsca, jego maniery ulicznika nie zyskują mu sympatii nowych kolegów. Jednak dzięki życzliwości i mądrości Korczaka Srul, nazywany w sierocińcu Staśkiem, powoli zmienia swe postępowanie.

Czytaj dalej

Może tak, może nie – raczej nie (Ewa Nowacka, “Może tak, może nie”)

Powstały pewnie setki podobnych książek: nastolatka, jednego dnia jeszcze dziecko, następnego dnia wstaje rano i jest kimś zupełnie innym, kimś, kogo sama nie jest w stanie zrozumieć. Nie wie, co się z nią dzieje, nie wie, czemu obojętny dotąd chłopak zaczyna ją na zmianę fascynować i odstraszać, mówi głupstwa i robi nieprzemyślane gesty, których potem żałuje. Popada w konflikty z rodziną, nauczycielami i przyjaciółkami, jest na zmianę euforyczna i rozdrażniona.

Czytaj dalej

Zawartość Ani w “Ani (z Wyspy Księcia Edwarda)” (Lucy Maud Montgomery, “Ania z Wyspy Księcia Edwarda”)

Ania z Wyspy Księcia Edwarda

 

„Anię z Wyspy Księcia Edwarda” przeczytałem jakiś czas temu, ale niestety (a może na szczęście) nie znalazłem czasu, by o niej od razu napisać. Kilka wrażeń zblakło, kilka rzeczy irytuje nieco mniej. Nie dostanie się polskiemu wydawcy za cyniczną zmianę tytułu tak, by sugerował, iż mamy do czynienia z dalszymi losami Ani Shirley i jej rodziny (badanie zawartości Ani w „Ani” przyniosło zdecydowanie negatywny wynik). Nie będę kpił z Benjamina Lefebvre, odkrywcy nieznanego maszynopisu Lucy Maud Montgomery, który rozgłosił na cały świat, jakie to nietypowe i mało chwalebne cechy mają bohaterowie tej książki i jakie rysy pojawią się na ich świetlanych wizerunkach. Sam zresztą  Lefebvre wycofał się z tych sensacji, kiedy osoby, które czytały coś więcej niż tylko „Anię z Zielonego Wzgórza”, udowodniły mu ignorancję.

Czytaj dalej

Czarodziej, który umiał odmieniać serca (Wanda Żółkiewska, “Czarodziej”)

Sięgnięcie po Czarodzieja Wandy Żółkiewskiej było naturalną konsekwencją przyjemności, jaką dała mi lektura Maniusi tejże autorki. Równocześnie po poruszającej do głębi biografii pióra Joanny Olczak-Ronikier bardzo chciałem skonfrontować jej wizję z innym portretem Doktora.

Czytaj dalej