To były czasy (Hanna Ożogowska, „Tajemnica zielonej pieczęci”)

Tajemnica zielonej pieczęci

 

To były czasy, gdy kierownik szkoły cieszył się autorytetem wśród uczniów, a rower stanowił niedościgłe marzenie.
Czasy, gdy ojcowie za grubsze rozróbki spuszczali synom lanie, a chłopcy do nieznajomej rówieśniczki zwracali się per „koleżanko”.
Czasy, gdy nastała popaździernikowa odwilż, a robotnicy w fabrykach mogli na zebraniach domagać się sprawiedliwości w przydziale awansów i podwyżek.
Czasy, gdy przed świętami matki łamały sobie głowę, czy stać je będzie na większą szynkę, czy tylko na mniejszą.

Czytaj dalejTo były czasy (Hanna Ożogowska, „Tajemnica zielonej pieczęci”)

„Cud+miód+ryba+kit=ucho od śledzia” (Hanna Ożogowska, „Ucho od śledzia”)

Jedno mieszkanie w zrujnowanej warszawskiej kamienicy i tłum lokatorów. „Co pokój, to inne przedstawienie, inni aktorzy i tyle nowych obserwacji”: państwo Szafrańcowie, niegdysiejsi właściciele całego domu i obszernego apartamentu, w którym po wojnie mocno się zagęściło; pani Tołłoczko, nauczycielka ze zszarpanymi nerwami; pani Aniela, pielęgniarka z jamnikiem; monter Czernik, kawaler i ceniony fachowiec; państwo Piotrowscy z dwoma synami i maszyną do szycia. Na małej powierzchni nietrudno nadepnąć komuś na odcisk, w rozdrażnieniu rzucić złym słowem, urazić cudze uczucia. Mimo to ten kołchoz nie jest gniazdem wściekłych os, chociaż i rajem bywa rzadko. W gruncie rzeczy jednak lokatorzy są sobie bliscy; łączą ich wspólne przeżycia trudnych powojennych lat, zżyli się, znają swoje problemy i starają się sobie nawzajem pomagać. Wypracowali stan chwiejnej równowagi, która zazwyczaj pomaga im przetrwać wśród codziennych kłopotów. Do czasu, aż w mieszkaniu pojawia się dwoje nowych małoletnich lokatorów.

Agnieszka, daleka krewna nauczycielki, nie wytrzymała u swoich dotychczasowych opiekunów, którzy pomiatali sierotą. Michał, siostrzeniec Czernika, z kolei został oddany pod opiekę wuja, bo nie znosił swojego ojczyma. Dziewczynka szybko wtapia się w małą społeczność: grzeczna, uczynna, skora do pomocy, nikomu nie wadzi. Z Michałem za to nieustannie są jakieś afery: jęzor ma paskudny, zawsze coś przygada albo odpyskuje, a sianie zamętu wydaje się go bawić. Na dodatek pomysły ma iście elektronowe, Warszawę zna lepiej niż mieszkający w niej od urodzenia Witek Piotrowski, a w szkole nie daje sobie w kaszę dmuchać. Trzeba będzie paru bolesnych przejść, by dotarło do niego, że z ludźmi lepiej żyć dobrze, a życzliwych i przyjaciół trzeba cenić.

Jak przystało na bardzo dobrą powieść (bezapelacyjnie moja ulubiona książka Hanny Ożogowskiej) mamy tu a) dużo humoru, b) sporo awantur – i w sensie domowych zadrażnień, i burzliwych wypadków (wyniesienie kolekcji etykiet zapałczanych naklejonych na drzwiach od szafy! wybuch gazowego piecyka!), c) psychologicznych obserwacji i życiowych problemów, d) detali obyczajowych i e) podjęty wprost, a nie ogródkami, problem przemocy domowej i jej wpływu na charakter i rozwój dziecka (a konkretnie Michała, dla którego wyjazd do Warszawy ma być ratunkiem przed ostatecznym upadkiem: porzuceniem szkoły, bijatykami i awanturami z ojczymem). Do tego f) kształtowanie się przyjaźni i praca nad własnym charakterem. Ze smaczków z epoki mamy walkę z chuligaństwem i czyny społeczne, trudności mieszkaniowe i mały traktacik o modzie męskiej, do tego odrobinkę dydaktycznego smrodku: pochwałę kursów dokształcających czy umoralniające kwestie, którymi dorośli raczą młodzież (plus wychowawcze lanie spuszczane za grubsze przewinienia). Punkty od a do f, a także bonusy, składają się na całość barwną i zaskakująco świeżą; tylko odzywki Michała ciut zalatują naftaliną (chociaż mam wrażenie, że jego koronne „ucho od śledzia” trzyma się dobrze, a i „cud-miód-ryba-kit” da się czasem usłyszeć, co prawda raczej od tych, którzy się na Ożogowskiej wychowywali), nie jest to jednak woń odstraszająca i szybko przestaje się ją czuć.

Hanna Ożogowska, Ucho od śledzia, Zielona Sowa 2002.

Czytaj dalej„Cud+miód+ryba+kit=ucho od śledzia” (Hanna Ożogowska, „Ucho od śledzia”)

Wyblakła pamiątka (“Życzę ci dobrej drogi”)

 

„Życzę ci dobrej drogi” to zbiór opowiadań najlepszych swego czasu polskich autorów dla młodzieży. Wspólnym mianownikiem tekstów jest harcerstwo: bohaterowie już należą do organizacji albo będą do niej należeć, chodzą na zbiórki, jeżdżą na obozy. Harcerstwo jednak służy im przede wszystkim jako punkt odniesienia w codziennych wyborach i decyzjach. Jedni z nich przyswoili już sobie cechy, którymi powinien wykazywać się prawdziwy harcerz: uczciwość, odwagę cywilną, prawdomówność, lojalność, bezinteresowną chęć niesienia pomocy, inni muszą dopiero dojrzeć, wyrobić je w sobie, czasem kosztem bolesnej lekcji.

Czytaj dalejWyblakła pamiątka (“Życzę ci dobrej drogi”)