Jeremi Przybora, „Jesienna noc”

Kabaret Starszych Panów, odcinek „Jesienna noc” (fragment) Starsi Panowie w jesienny wieczór czekają na ślusarza, który miał przyjść tydzień temu i założyć zamek w drzwiach… Wreszcie po długim oczekiwaniu zjawia się fachowiec.   Wchodzi Ślusarz, prowadząc za rękę Sierotkę, zgrabną dziewczynę ubraną nader skromnie. ŚLUSARZ Musicie, panowie, jeszcze, niestety, poczekać z tym zamkiem, bo przede … Czytaj dalej Jeremi Przybora, „Jesienna noc”

Jeremi Przybora, „Skrzynki do pelargonii”

Szanowna Pani! W związku z oberwaniem się balkonu Sz. Pani, uprzejmie zapytuję, czy nie zechciałaby Pani odstąpić mi po cenie godziwej skrzynek do pelargonii, które na razie nie są Pani potrzebne, ponieważ nie posiada już Pani Szanowna wspomnianego balkonu. Wątpię, czy jeszcze w tym sezonie opłaci się Pani Szanownej sprawiać sobie nowy balkon, a skrzynki, … Czytaj dalej Jeremi Przybora, „Skrzynki do pelargonii”

Jeremi Przybora, „Polowanie na maciorę api”

 

 
Było to w czasach, kiedy jako młody jeszcze podróżnik tropikalny przemierzałem dżunglę dorzecza Amazonki. Pewnego tropikalnego poranka, kiedy odpoczywałem w cieniu drzewa mambo, nad jednym z jej lewych dopływów, nadbiegł zdyszany Nagikapu, wierny tubylec, bajecznie kolorowy, i tak rzecze w narzeczu dorzecza: – O świcie maciora api wyprowadzi młode na skraj dżungli i wtedy będzie można ją wydoić.

Czytaj dalejJeremi Przybora, „Polowanie na maciorę api”

„Nikt nie śmiał wziąć tego dziecka za rękę…” (Maria Zarębińska, „Dzieci Warszawy”)

W swoich wspomnieniach z czasów okupacji Jeremi Przybora przedstawił wydarzenie, które zapewne nie było rzadkością na warszawskiej ulicy:

Na kamiennym progu czy też parapecie wnęki okiennej znajdującej się na poziomie chodnika siedziało żydowskie dziecko. Żywy, obciągnięty pergaminową skórą mały szkielecik o czaszce, w której żywe były tylko wielkie, milczące, przerażone, czarne oczy. Nie wiadomo, jak tu się znalazło. […] Tłumek stał nieruchomo i patrzył bez słowa, jak zahipnotyzowany, na tę małą śmierć, przycupniętą tu, w biały jeszcze dzień, w samym sercu ruchliwej „aryjskiej” dzielnicy, we wnęce okna sutereny, jakby wyszła właśnie spod ziemi i nikomu nie groziła, póki nie weźmie się jej za rękę. Więc nikt nie śmiał wziąć tego dziecka za rękę. I ja też nie śmiałem. Ale ono mi tego nie darowało, nie dało się wymazać z pamięci. I wiem, że śmierć, która przyjdzie po mnie, to nie będzie staruszka z kosą ani rycerz z filmu Bergmana…

Czytaj dalej„Nikt nie śmiał wziąć tego dziecka za rękę…” (Maria Zarębińska, „Dzieci Warszawy”)