Co najmniej 74 razy… (Ulrich Volklein, “Joseph Mengele. Doktor z Auschwitz”)

 

 
Co najmniej 74 razy stał na rampie w Birkenau, elegancki i wymuskany, gdy przybywały transporty z Żydami z całej Europy. Jednym gestem dłoni w rękawiczce skazywał na natychmiastową śmierć w komorze gazowej albo na tylko nieco powolniejsze konanie w obozie. Świadkowie twierdzili, że robił to dobrowolnie i z przyjemnością, chociaż był lekarzem. Jednak lekarz w obozie koncentracyjnym nie miał służyć chorym.

Czytaj dalejCo najmniej 74 razy… (Ulrich Volklein, “Joseph Mengele. Doktor z Auschwitz”)

Przetrwać najdłuższy dzień w życiu (Roderick Bailey, “D-Day”)

Lądowanie aliantów w Normandii 6 czerwca 1944 roku poprzedziły lata negocjacji politycznych, rozważania rozmaitych koncepcji, kreślenia szczegółowych planów, gromadzenia sił i materiałów, szkolenia poszczególnych jednostek do wykonywania zadań, które wszystkie razem miały przyczynić się do ostatecznego zwycięstwa Sprzymierzonych w drugiej wojnie światowej.

Czytaj dalejPrzetrwać najdłuższy dzień w życiu (Roderick Bailey, “D-Day”)

Baśnie walczącej Warszawy (Zofia Lorentz, “Mali bohaterowie”)


Kiedy miałem osiem, może dziewięć lat, w szkolnej świetlicy po lekcjach czytałem kilka razy pewną książkę. Po latach pamiętałem tyle, że była o dzieciach podczas okupacji i że bardzo mi się podobała. Po głowie tłukł mi się jeszcze wierszyk, wykrzykiwany za jedną z bohaterek: „Ciocia Ryfka z przeciwka, ciocia Surka z podwórka”. Nikt poza mną tego nie czytał, nikt nie znał – a ja szukałem po omacku. Najpierw trafiłem na „Dzieci Warszawy” Marii Zarębińskiej, ale to nie było to. Później Lirael zwróciła moją uwagę na „Małych bohaterów” Zofii Lorentz. Już przy pierwszym kartkowaniu znalazłem wierszyk o ciotkach: wreszcie miałem swój zapomniany skarb.

Czytaj dalejBaśnie walczącej Warszawy (Zofia Lorentz, “Mali bohaterowie”)

Zupełnie inaczej niż w serialu (Max Hastings, “Wojna koreańska”)

Na powszechnym wyobrażeniu o pierwszej wojnie światowej zaważyły w większym stopniu, jak sądzę, przygody dobrego wojaka Szwejka (a u nas film CK Dezerterzy) niż Na Zachodzie bez zmian. Sam mam raczej skłonność do postrzegania tego wielkiego konfliktu jako czasu chaosu, bezdusznej i idiotycznej wojskowej biurokracji, łazików i dekowników niż krwawej i bezsensownej jatki wojny pozycyjnej. Wojna w Korei z lat 1950–1953 podobną sławę „zawdzięcza” serialowi M.A.S.H., którego bohaterowie, powołani do armii lekarze, nijak nie mogą przywyknąć do wojskowych rygorów i całą swoją postawą wyrażają protest przeciwko temu, co się wokół nich dzieje. Flirtują, płatają iście sztubackie figle i mobilizują się wyłącznie w chwilach, gdy helikoptery dostarczają rannych z pola bitwy, co stanowi jedyne przypomnienie o tym, że toczą się walki.

Czytaj dalejZupełnie inaczej niż w serialu (Max Hastings, “Wojna koreańska”)

„Poszłam na wojnę taka mała…” (Swietłana Aleksijewicz, „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”)

 

Są książki, których nie mogę czytać spokojnie. Co kilka stron, co pół rozdziału wzrok wędruje za okno, żebym mógł uspokoić emocje i pozbierać myśli. Tak było z książką Swietłany Aleksijewicz, białoruskiej reporterki. Postanowiła ona zebrać relacje żołnierek, uczestniczek Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, dziewcząt i kobiet, które wiedzione najczęściej patriotycznym odruchem wstępowały do armii i trafiały na front.

Czytaj dalej„Poszłam na wojnę taka mała…” (Swietłana Aleksijewicz, „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”)