Nijako i bez emocji (Jarosław Iwaszkiewicz, „Wybór opowiadań”)


Brzydki, kiepsko wydany tomik zawiera cztery powojenne opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza: „Ikara”, „Kwartet Mendelssohna”, „Dziewczynę i gołębie” i „Heydenreicha”. Zdecydowanie z tej czwórki wyróżnia się „Ikar”, mordowany kiedyś jako lektura w szkole podstawowej; krótka opowieść snująca paralelę między historią mitycznego Ikara a losem młodego chłopaka, który zaczytany wpada pod samochód gestapowców i znika w nim równie niezauważenie dla wszystkich, jak Ikar zniknął w toni morza. Iwaszkiewicz znakomicie pokazał dekoracje dramatu: warszawską ulicę podczas okupacji, zbliżający się wieczór, zaaferowane tłumy. Miniatura jest dopracowana do perfekcji, a jednak coś nie pozwalało mi się przejąć losem Michasia, jak go nazwał narrator. Mam wrażenie, że scence zabrakło napięcia, dramatyzmu, że emocje przesłoniło dążenie do osiągnięcia idealnej formy literackiej, wykazania przez narratora własnej erudycji – patrzcie, nie dość, że tylko ja zauważyłem ten jednostkowy dramat, to jeszcze skojarzył mi się on z mitologią i nawet z obrazem Breughla.

Dowiedz się więcej

Intryga w intrydze wewnątrz intrygi (Brian Herbert, Kevin J. Anderson, „Paul z Diuny”)

 
Na wszystkie sequele i prequele patrzę podejrzliwie, uznając je przede wszystkim za cyniczną próbę wyłudzenia pieniędzy od wielbicieli oryginalnych dzieł. Rzadko daję się skusić na taką literaturę, zwykle wtedy, gdy w jej powstawaniu uczestniczył autor pierwowzoru. Gorzej, gdy masakrowany jest twórca nieżyjący, a wyciągnięte z jego kosza na śmieci strzępy rozmaici mniej lub bardziej sprawni wyrobnicy pióra składają w nowe dzieła.

Dowiedz się więcej

Zawartość Ani w „Ani (z Wyspy Księcia Edwarda)” (Lucy Maud Montgomery, „Ania z Wyspy Księcia Edwarda”)

Ania z Wyspy Księcia Edwarda

 

„Anię z Wyspy Księcia Edwarda” przeczytałem jakiś czas temu, ale niestety (a może na szczęście) nie znalazłem czasu, by o niej od razu napisać. Kilka wrażeń zblakło, kilka rzeczy irytuje nieco mniej. Nie dostanie się polskiemu wydawcy za cyniczną zmianę tytułu tak, by sugerował, iż mamy do czynienia z dalszymi losami Ani Shirley i jej rodziny (badanie zawartości Ani w „Ani” przyniosło zdecydowanie negatywny wynik). Nie będę kpił z Benjamina Lefebvre, odkrywcy nieznanego maszynopisu Lucy Maud Montgomery, który rozgłosił na cały świat, jakie to nietypowe i mało chwalebne cechy mają bohaterowie tej książki i jakie rysy pojawią się na ich świetlanych wizerunkach. Sam zresztą  Lefebvre wycofał się z tych sensacji, kiedy osoby, które czytały coś więcej niż tylko „Anię z Zielonego Wzgórza”, udowodniły mu ignorancję.

Dowiedz się więcej

Kraszewski i tak górą!

Józef Ignacy Kraszewski. Mogilna, Wydawnictwo Literackie 1959. Wbrew tytułowi nie jest Mogilna wycieczką Kraszewskiego w stronę powieści z dreszczykiem. Miało to być za to w zamyśle autora dzieło zwracające uwagę na bolesny w latach siedemdziesiątych XIX wieku problem kolonizacji niemieckiej na Pomorzu i w Poznańskiem. Intryga kręci się więc wokół zabiegów złowrogiego i skrywającego jakąś … Dowiedz się więcej

Czarodziej, który umiał odmieniać serca (Wanda Żółkiewska, „Czarodziej”)

Sięgnięcie po Czarodzieja Wandy Żółkiewskiej było naturalną konsekwencją przyjemności, jaką dała mi lektura Maniusi tejże autorki. Równocześnie po poruszającej do głębi biografii pióra Joanny Olczak-Ronikier bardzo chciałem skonfrontować jej wizję z innym portretem Doktora.

Dowiedz się więcej

Reset rozgrzanego umysłu (Martyna Raduchowska, „Szamanka od umarlaków”)

 


Nadrabianie powakacyjnych zaległości w pracy skończyło się jak zwykle wrażeniem, że wirujące coraz szybciej wokół swojej osi zwoje mózgowe wyparują mi przez uszy. W takich momentach niezbędny jest całkowity reset rozgrzanego umysłu. Debiutancka powieść Martyny Raduchowskiej okazała się idealna do tego celu, zapewniwszy mi dwa dni beztroskiego wytchnienia.

Dowiedz się więcej