Gdzieś tak w połowie mojej licealnej edukacji do kin wszedł film Olivera Stone’a o Doorsach: koleżanki wzdychały do Vala Kilmera, niektórzy koledzy próbowali otwierać „drzwi percepcji”, a wszyscy zaczęliśmy odkrywać muzykę lat sześćdziesiątych – na tyle, na ile pozwalały domowe kolekcje winyli i rynek pirackich kaset magnetofonowych. Na imprezach rozlegało się chóralne „Come on, baby, light…