Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Młoda dama w kalesonach taty (Klara Feher, „No cóż, za moich czasów…”)

Posted on 3 maja 201118 lutego 2018 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Prawie szesnastoletnia Kati Horwath pochodzi z biednej rodziny, ma dwie młodsze siostry i jest stypendystką w szkole handlowej. Horwathówny muszą dzielić się wszystkim i dokonują cudów, żeby w szkole na czas przekazać sobie atlas geograficzny czy ekierkę. Nagła zmiana planu lekcji okazuje się kataklizmem, który potrafi zburzyć misternie opracowane przez siostry procedury i narazić dziewczęta na złapanie dwói za brak pomocy naukowych. Niedostateczny zaś to groźba utraty zwolnienia z czesnego, a w konsekwencji szansy na zdobycie wykształcenia.

Kati nie ma nabożeństwa do sprzątania i wiecznie podkrada siostrom czystą bieliznę. Poznajemy ją pewnego poranka 1940 roku, gdy usiłuje znaleźć kilka niezbędnych części garderoby. Nic z tego, matka i siostry akurat ten moment wybrały sobie na wychowywanie Kati i starannie pozamykały swoje szafy i komody. Dziewczyna ostatecznie biegnie do szkoły w ojcowskich kalesonach – nic więc dziwnego, że wiadomość o czekającym uczennice badaniu lekarskim budzi w niej panikę. Cóż za hańba pokazać się w tak nietypowym dessous.
Powieść Klary Feher nie jest jednak – jak by się mogło wydawać – tylko lekką i sympatyczną opowieścią o szkolnym życiu i kłopotach dorastającej panienki. Taka książka nie może obejść się bez miłości. Horwathówna zakochuje się w studencie Ferim; wiele wysiłku kosztuje ją ukrycie tego związku przed surowymi rodzicami, którzy by go nie pochwalili.
Poza problemami osobistymi na życie bohaterki coraz głębszy cień zaczyna rzucać polityka. Z mglistych napomknień dowiadujemy się, że jej ojciec nie może dostać dobrej pracy z powodu swego zaangażowania w wydarzenia na Węgrzech w 1918 roku i dlatego rodzina klepie biedę. Prawdziwa groza sytuacji dociera do Kati, gdy jedna jej koleżanek musi opuścić szkołę, gdyż jest Żydówką. Wtedy okazuje się, na kogo naprawdę może liczyć pozbawiona możliwości kształcenia dziewczyna – to prawdziwy sprawdzian i dla rówieśnic, i dla nauczycielek. Te pierwsze mogą pokazać, czy wzięły sobie do serca nauki profesorek, te drugie zaś udowodnić, czy są wierne własnym naukom, czy też są one jedynie frazesami wtłaczanymi do głów uczennic. Największym ciosem dla Horwathówny jest jednak wybuch wojny niemiecko-radzieckiej, w której Węgry staną po stronie Trzeciej Rzeszy i która zniweczy plany Kati na przyszłość.
No cóż, za moich czasów… to bardzo dobra, sprawnie napisana powieść. Przeplatają się w niej momenty zabawne z poważnymi, dziewczęce figle z pierwszymi próbami zrozumienia trudnych spraw, jakie dzieją się dokoła. Autorka skupia się na głównej bohaterce, inne postacie stanowią dla niej zaledwie tło, są zarysowane kilkoma kreskami. Kati Horwath musi dojrzeć w przyspieszonym tempie, często nie radzi sobie z nawarstwiającymi się problemami, otrząsa się z nich jednak dzięki swemu chłopcu, który zresztą podejmuje próbę wychowania  sobie przyszłej żony. Otwiera przed dziewczyną świat muzyki i poezji, pomaga zwalczać przeciwności, staje się oparciem w skomplikowanym świecie.
Znakomite ilustracje Julitty Karwowskiej są dodatkowym walorem książki Klary Feher, która zdecydowanie zasługuje na to, aby wygrzebać ją z zapomnienia, w jakie zupełnie niesłusznie popadła.

Klara Feher.

PS. Znalezienie informacji o Klarze Feher nie jest łatwe, w zasadzie poza węgierskimi stronami nie ma żadnych danych (a i tu nie jest dobrze: nie doczekała się nawet hasła w węgierskiej Wikipedii). Z pomocą Google Translatora udało mi się dowiedzieć, że żyła w latach 1922–1996, studiowała administrację w Budapeszcie. Popularność przyniosły jej powieści młodzieżowe, ale pisywała też humoreski i komedie. Po polsku ukazał się jeszcze Pierwszy tydzień – z daty wydania i okładki wynika, że to jakieś socrealistyczne dzieło. [Edit 2018: Jest wreszcie skromny biogram w polskiej Wikipedii].

Klara Feher, No cóż, za moich czasów…, tłum. Anna Rak, Nasza Księgarnia 1974.

40 thoughts on “Młoda dama w kalesonach taty (Klara Feher, „No cóż, za moich czasów…”)”

  1. http://pisanyinaczej.blogspot.com/ pisze:
    3 maja 2011 o 06:27

    Ja czytając Twój tekst pomyślałem że coraz bardziej tęsknię za tego typu literaturą. Ciągle czytam nowości, a co ze starszymi, trochę zapomnianymi tytułami? Muszę to zmienić. Pozdrawiam z Bydgoszczy

    Odpowiedz
  2. M. Adamczyk pisze:
    3 maja 2011 o 07:05

    Przeczytałam Twój tekst, zobaczyłam kolejne nazwisko, które kompletnie nic mi nie mówi (ja zrozumiałam, Feher nie jest w ogóle znana szerszej publiczności w Polsce i na świecie) – i zastanawiam się nad sobą. A konkretniej nad tym, czy warto brać się za lektury nieznane, jeśli dostatecznie nie zna się kanonu literatury polskiej i światowej. I czy można w ogóle ustalić taki stopień obeznania, który uprawniałby do przejścia w rejony nieodkryte literatury?

    Bo przecież to blamaż nie znać podstawowych tytułów (vide: „Czarodziejska góra” i moja mordęga z nią), a rzucać nazwiskami z wykopalisk :)

    P.S. Świetna recenzja, pochwalam taką konstrukcję opisu. Choć fachowcy z bożej łaski domagaliby się czegoś kompletnie innego.

    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 08:24

    @Pisany inaczej: nie mam fetyszu nowości, zwykle po pół roku blichtr z nich opada i okazuje się, że nie było się czym ekscytować:) A do zmiany nawyków czytelniczych zachęcam:)
    @M. Adamczyk: A czy koniecznie trzeba wyznaczać jakieś stopnie, progi i poziomy obeznania? Ja sobie pochlebiam, że klasykę znam nieźle, co nie zwalnia mnie z pogłębiania znajomości (vide marna znajomość z Balzakiem), ale nie widzę nic złego w skokach na nieznane wody:D

    Odpowiedz
  4. monani pisze:
    3 maja 2011 o 08:53

    Znalezienie informacji o autorze nie było dla Ciebie łatwe, a dla mnie znalezienie jej książki wykracza poza możliwości. Żadna biblioteka w mojej mieścinie nie ma jej w katalogu :-(
    A recenzja świetna! Tyle tylko, że zadałeś mi bobu, bo gdzieś już pojawił się identyczny motyw z badaniem lekarskim w pożyczonych kalesonach albo innych galotach. Ktoś z was kojarzy, gdzie to było??

    Odpowiedz
  5. Eireann pisze:
    3 maja 2011 o 08:59

    Po przeczytaniu Twojej recenzji żałuję, że ominęła mnie ta książka, gdy byłam nastolatką (teraz się jej pewnie znikąd nie wydostanie). Motyw z badaniem lekarskim i pożyczonymi majtkami był w „Mamuśce” Brendana O’Carrolla :-).

    Odpowiedz
  6. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 09:15

    @Monani i Eireann: sam mam pożyczony egzemplarz, specjalnie na potrzeby recenzji dla Bnetki:) Zacząłem polowanie na własny, ale faktycznie może być trudno. „Mamuśki” nie znam, widzę, że też trzeba się rozejrzeć:)

    Odpowiedz
  7. ksiazkowo pisze:
    3 maja 2011 o 09:41

    Brzmi wręcz wybornie! Niestety, nie ma jej nawet w katalogu WiMBP w Bydgoszczy :/ Będzie więc bardzo trudno ją dorwać :/ Podobnie jak pisanyinaczej – zatęskniłam ostatnio za taką literaturą. Oraz dobrze napisaną powieścią obyczajową lub wręcz romansem z 18 i 19 wieku. Pora przeszukać półki :D

    A co do czytania i nieczytania – tracę parcie na „trzeba przeczytać”, nie tworzę już sobie kompleksów z tego względu, że nie znam jeszcze tej czy tamtej książki. Wychodzę z założenia, że czytać będę to, na co mam w danej chwili ochotę i tyle.

    Odpowiedz
  8. gosiaw pisze:
    3 maja 2011 o 09:48

    Aguś, chętnie Ci to pożyczę w piątek na spotkaniu w Poznaniu, jeśli duch zdąży mi wysłać. :) A jak nie zdąży, to może wysłać do Ciebie.
    Bo to ja go namówiłam na lekturę i naciągnęłam na recenzję. Bardzo lubię tę książeczkę, a jakoś pisać umiem tylko o strasznych gniotach. ;)

    Odpowiedz
  9. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 09:48

    @Książkowo: bardzo zdrowe podejście:) A książka ukazała się w nakładzie 20 tys. (tak!) i teoretycznie powinna być wszędzie dostępna. Przypuszczam, że wszyscy, którzy ją kupili kiedyś i przeczytali, strzegą zazdrośnie egzemplarzy i przekazują z pokolenia na pokolenie:)

    Odpowiedz
  10. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 09:51

    @Gosiaw: Przyjmij jeszcze raz podziękowania, tym razem publicznie. To Gosi zawdzięczam informację o książce i egzemplarz. Na nic mnie nie naciągałaś, uwielbiam czytać takie powieści, a potem recenzja jakoś tak sama wychodzi. Jeśli ustalicie sobie szczegóły z Engą, to wyślę książki według uznania (mogę być na poczcie jutro rano:)).

    Odpowiedz
  11. C.S. pisze:
    3 maja 2011 o 09:58

    Nie wiem, czy słusznie, ale czytając tę recenzję miałam przed oczami „Małe kobietki” pani Alcott. Mam ogromną ochotę na tę książkę (na „No cóż, za moich czasów”) ;).

    Odpowiedz
  12. ksiazkowo pisze:
    3 maja 2011 o 10:26

    Zacofany – też myślę, że to zdrowe podejście. Kiedyś się tym przejmowałam, próbowałam nadrabiać, szarpałam, miałam wyrzuty sumienia. I po co mi to było? Całe szczęście, że zmądrzałam :D

    Gosiu – dziękuję za propozycję, odpisałam już na Twoją wiadomość, i z Zacofanym pogadałam :)

    Odpowiedz
  13. Lirael pisze:
    3 maja 2011 o 10:55

    Zgłaszam zastrzeżenie – takie tytuły notek stanowią zagrożenie dla monitorów czytelników: niekontrolowany chichot w czasie picia herbaty może się skończyć groźnym w skutkach parsknięciem. :D
    Po natychmiastowym wrzuceniu tytułu tam i ówdzie potwierdzam, że o książce można tylko pomarzyć. :(
    Mam nadzieję, że cierpliwość zostanie nagrodzona i powieść Feher kiedyś zdobędę. Za książkami z nurtu „pensjonarskiego” przepadam, więc „No cóż, za moich czasów…” przeczytam z tym większą przyjemnością. To dobrze, że chodzi w niej o coś więcej i że to nie jest wariant „słitaśny”. :D
    Dziękuję za kolejny ciekawy trop!

    Odpowiedz
  14. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 10:56

    @C.S.: tyle podobieństwa, moim zdaniem, że tu i tam kłębi się tłum sióstr:) Feher natomiast, w przeciwieństwie do pani Alcott, nie roztacza tego potwornego smrodku dydaktyczno-umoralniającego:P
    @Książkowo: to przychodzi z wiekiem:)

    Odpowiedz
  15. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 11:01

    @Lirael: tytuł poniekąd zawdzięczam Gosiw:) Co prawda wskazuje on na jeden tylko wątek powieści, ale za to ma posmak sensacji i wabi tłumy:D Swoją drogą masa osób uwielbia powieści pensjonarskie, czyżby to przejaw tęsknoty za lepszą szkołą niż nasze przaśne tysiąclatki (o dzisiejszych gimnazjach nie mówiąc)? A na kolejnym marginesie: ciekawe, że panowie nie spisywali takich wspomnień ze szkoły. Ja znam Amicisa, Hertza i Gomulickiego. I Żeromskiego.

    Odpowiedz
  16. Lirael pisze:
    3 maja 2011 o 14:57

    ~ zacofany.w.lekturze
    W tej powszechnej sympatii do powieści pensjonarskich kryje się chyba nostalgiczna tęsknota za dzieciństwem.
    Rzeczywiście, panowie chyba mniej chętnie przelewają szkolne wspomnienia na papier. Przyszedł mi do głowy jeszcze Wańkowicz.
    W „Lilii w dolinie” przedstawione zostały ponure lata szkolne Feliksa, być może odzwierciedlające doświadczenia samego Balzaka. Jedną z wyrafinowanych tortur, jakim poddawali go koledzy z klasy, było drażnienie go widokiem i zapachem „słynnych pulpetów wieprzowych z Tours”, które potem śniły mu się po nocach.

    Odpowiedz
  17. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 15:04

    @Lirael: zapewne:) Te pulpety wpadły mi w oko przy sprawdzaniu domniemanego błędu ortograficznego:P Wyrafinowana tortura, biedak:(

    Odpowiedz
  18. Lirael pisze:
    3 maja 2011 o 15:28

    Z pewnością to właśnie te pulpety pchnęły go po latach do nikczemnego postępku wobec… Już milknę, żeby nie spalić. Zakończenia, nie pulpetów. :P

    Odpowiedz
  19. monani pisze:
    3 maja 2011 o 15:38

    Eireann: dzięki! Faktycznie w Mamuśce :-)

    Odpowiedz
  20. Eireann pisze:
    3 maja 2011 o 17:59

    Zacofany-w-lekturze, przepraszam, że pozwolę sobie na prywatę, ale…:
    Monani: You’re welcome ;-)

    Odpowiedz
  21. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 19:21

    @Eireann: czuj się jak u siebie w domu:)

    Odpowiedz
  22. bookfa pisze:
    3 maja 2011 o 20:05

    Ech… Czy jeszcze dzis ktos tak potrafi pisac???
    Przypomniala mi sie swietna polska powiesc umieszczona w tym samym okresie dziejowym. Nazywala sie „Na Zagubionem” Banasiowej. Duzo bym dala zeby moc ja jeszcze raz dorwac w swoje lapy ;D

    Odpowiedz
  23. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 20:11

    @Bookfa: ciekawe rzeczy piszesz, o tej Banasiowej nigdzie nic nie ma. Znalazłem tylko takie coś: http://www.zapomniane.lanet.wroc.net/ Może jeszcze ktoś znajdzie jakąś perłę z dzieciństwa:)

    Odpowiedz
  24. bookfa pisze:
    3 maja 2011 o 20:33

    Zajrzalam tam i znalazlam jeszcze „Skrzydlatego obronce”, „Maly swiat na Cromwell Road” i „Wysoki dom”. W ogole byla kiedys taka seria: KLUB SIEDMIU PRZYGOD, ktora gwarantowala atrakcje niemal kryminalne mlodym czytelnikom. Rozmarzylam sie…

    Odpowiedz
  25. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 20:44

    @Bookfa: seria znakomita, mam kilka tytułów, a nie zliczę, ile przeczytałem w dzieciństwie:)

    Odpowiedz
  26. Iza pisze:
    4 maja 2011 o 06:36

    Klimat mocno Szabowy, zresztą to chyba ta książka, której tytuł wypłynął przy okazji dyskusji o Abigel?

    Odpowiedz
  27. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 maja 2011 o 06:38

    @Iza: ta sama:)

    Odpowiedz
  28. Iza pisze:
    4 maja 2011 o 13:15

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

    Odpowiedz
  29. Iza pisze:
    4 maja 2011 o 13:51

    Przeglądam sobie katalogi online warszawskich bibliotek, i powiem szczerze- jest bardzo cienko- tylko jeden egzemplarz w podziemiach Koszykowej, w czytelni.

    Odpowiedz
  30. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 maja 2011 o 19:06

    @Iza: ale już na Dolnym Śląsku są trzy egzemplarze, ciekawe, czy ktoś w związku z tym rozważy przeprowadzkę:) Do poszukiwań polecam KARO: http://karo.umk.pl/. Swoją drogą, ciekawe gdzie podział się 20-tysięczny nakład tej książki:P

    Odpowiedz
  31. Iza pisze:
    5 maja 2011 o 07:32

    Też się wczoraj zastanawiałam. Rozpadł się ze starości, albo przemielił.

    Odpowiedz
  32. zacofany.w.lekturze pisze:
    5 maja 2011 o 08:04

    @Iza: przygnębiająca wizja. Wolę jednak myśleć, że kilkanaście tysięcy osób strzeże tej książki jak rodzinnego skarbu przekazywanego z pokolenia na pokolenie:D

    Odpowiedz
  33. Agnes pisze:
    7 maja 2011 o 23:57

    Po antykwariatach się pałętają: http://www.antykwariat.nepo.pl/no-coz-za-moich-czasow-klara-feher-p-10836.html
    Gratuluję ciekawej recenzji, książka do schowka!

    Odpowiedz
  34. zacofany.w.lekturze pisze:
    8 maja 2011 o 05:34

    Jeden samotny egzemplarz w przeciętnym stanie wiosny nie czyni, niestety:(

    Odpowiedz
  35. Evik pisze:
    2 lutego 2015 o 15:40

    Dziękuję. Dziękuje za wszystkie informacje o tej książce!
    Czytałam ją, gdy była małą dziewczynką, w 4 czy 5 klasie. Pamiętałam fragmenty fabuły, ale tytuł i autor książki wyleciał z głowy. I dzięki Małgorzacie Musierowicz i jednej z czytelniczek przypomniałam sobie i tytuł. i autora.
    Jak chciałabym przeczytać książkę jeszcze raz. Ciekawe, czy spodobałaby mi się tak samo, jak kilkanaście lat temu.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 lutego 2015 o 18:08

      Moim zdaniem niewiele się zestarzała i wciąż może się podobać :) Miłego powrotu do lektury.

      Odpowiedz
  36. Matilde pisze:
    19 stycznia 2018 o 16:46

    Właśnie kupiłam sobie tą książkę na allegro. Przeczytałam z wielką przyjemnością i zabieram się do zrobienia kremu czarnoksięskiego wg przepisu z książki!

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      19 stycznia 2018 o 17:56

      Smacznego w takim razie :)

      Odpowiedz
  37. Marta pisze:
    21 kwietnia 2026 o 11:17

    Wspaniała książka, dziękuję! Czytałam z wypiekami na twarzy, jakbym była w wieku grupy docelowej (wprawdzie mentalnie chyba trochę jestem). Śmiałam się, płakałam, pokochałam bohaterkę i kilka innych postaci. Dziękuję za polecenie i nieustająco pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      21 kwietnia 2026 o 11:51

      Cieszę się bardzo, że ktoś jeszcze trafia do tych zamierzchłych wpisów :D A książka bardzo dobra, sam sobie parę razy powtórzyłem :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT