Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Młoda dama w kalesonach taty (Klara Feher, „No cóż, za moich czasów…”)

Posted on 3 maja 201118 lutego 2018 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Prawie szesnastoletnia Kati Horwath pochodzi z biednej rodziny, ma dwie młodsze siostry i jest stypendystką w szkole handlowej. Horwathówny muszą dzielić się wszystkim i dokonują cudów, żeby w szkole na czas przekazać sobie atlas geograficzny czy ekierkę. Nagła zmiana planu lekcji okazuje się kataklizmem, który potrafi zburzyć misternie opracowane przez siostry procedury i narazić dziewczęta na złapanie dwói za brak pomocy naukowych. Niedostateczny zaś to groźba utraty zwolnienia z czesnego, a w konsekwencji szansy na zdobycie wykształcenia.

Kati nie ma nabożeństwa do sprzątania i wiecznie podkrada siostrom czystą bieliznę. Poznajemy ją pewnego poranka 1940 roku, gdy usiłuje znaleźć kilka niezbędnych części garderoby. Nic z tego, matka i siostry akurat ten moment wybrały sobie na wychowywanie Kati i starannie pozamykały swoje szafy i komody. Dziewczyna ostatecznie biegnie do szkoły w ojcowskich kalesonach – nic więc dziwnego, że wiadomość o czekającym uczennice badaniu lekarskim budzi w niej panikę. Cóż za hańba pokazać się w tak nietypowym dessous.
Powieść Klary Feher nie jest jednak – jak by się mogło wydawać – tylko lekką i sympatyczną opowieścią o szkolnym życiu i kłopotach dorastającej panienki. Taka książka nie może obejść się bez miłości. Horwathówna zakochuje się w studencie Ferim; wiele wysiłku kosztuje ją ukrycie tego związku przed surowymi rodzicami, którzy by go nie pochwalili.
Poza problemami osobistymi na życie bohaterki coraz głębszy cień zaczyna rzucać polityka. Z mglistych napomknień dowiadujemy się, że jej ojciec nie może dostać dobrej pracy z powodu swego zaangażowania w wydarzenia na Węgrzech w 1918 roku i dlatego rodzina klepie biedę. Prawdziwa groza sytuacji dociera do Kati, gdy jedna jej koleżanek musi opuścić szkołę, gdyż jest Żydówką. Wtedy okazuje się, na kogo naprawdę może liczyć pozbawiona możliwości kształcenia dziewczyna – to prawdziwy sprawdzian i dla rówieśnic, i dla nauczycielek. Te pierwsze mogą pokazać, czy wzięły sobie do serca nauki profesorek, te drugie zaś udowodnić, czy są wierne własnym naukom, czy też są one jedynie frazesami wtłaczanymi do głów uczennic. Największym ciosem dla Horwathówny jest jednak wybuch wojny niemiecko-radzieckiej, w której Węgry staną po stronie Trzeciej Rzeszy i która zniweczy plany Kati na przyszłość.
No cóż, za moich czasów… to bardzo dobra, sprawnie napisana powieść. Przeplatają się w niej momenty zabawne z poważnymi, dziewczęce figle z pierwszymi próbami zrozumienia trudnych spraw, jakie dzieją się dokoła. Autorka skupia się na głównej bohaterce, inne postacie stanowią dla niej zaledwie tło, są zarysowane kilkoma kreskami. Kati Horwath musi dojrzeć w przyspieszonym tempie, często nie radzi sobie z nawarstwiającymi się problemami, otrząsa się z nich jednak dzięki swemu chłopcu, który zresztą podejmuje próbę wychowania  sobie przyszłej żony. Otwiera przed dziewczyną świat muzyki i poezji, pomaga zwalczać przeciwności, staje się oparciem w skomplikowanym świecie.
Znakomite ilustracje Julitty Karwowskiej są dodatkowym walorem książki Klary Feher, która zdecydowanie zasługuje na to, aby wygrzebać ją z zapomnienia, w jakie zupełnie niesłusznie popadła.

Klara Feher.

PS. Znalezienie informacji o Klarze Feher nie jest łatwe, w zasadzie poza węgierskimi stronami nie ma żadnych danych (a i tu nie jest dobrze: nie doczekała się nawet hasła w węgierskiej Wikipedii). Z pomocą Google Translatora udało mi się dowiedzieć, że żyła w latach 1922–1996, studiowała administrację w Budapeszcie. Popularność przyniosły jej powieści młodzieżowe, ale pisywała też humoreski i komedie. Po polsku ukazał się jeszcze Pierwszy tydzień – z daty wydania i okładki wynika, że to jakieś socrealistyczne dzieło. [Edit 2018: Jest wreszcie skromny biogram w polskiej Wikipedii].

Klara Feher, No cóż, za moich czasów…, tłum. Anna Rak, Nasza Księgarnia 1974.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

38 thoughts on “Młoda dama w kalesonach taty (Klara Feher, „No cóż, za moich czasów…”)”

  1. http://pisanyinaczej.blogspot.com/ pisze:
    3 maja 2011 o 06:27

    Ja czytając Twój tekst pomyślałem że coraz bardziej tęsknię za tego typu literaturą. Ciągle czytam nowości, a co ze starszymi, trochę zapomnianymi tytułami? Muszę to zmienić. Pozdrawiam z Bydgoszczy

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. M. Adamczyk pisze:
    3 maja 2011 o 07:05

    Przeczytałam Twój tekst, zobaczyłam kolejne nazwisko, które kompletnie nic mi nie mówi (ja zrozumiałam, Feher nie jest w ogóle znana szerszej publiczności w Polsce i na świecie) – i zastanawiam się nad sobą. A konkretniej nad tym, czy warto brać się za lektury nieznane, jeśli dostatecznie nie zna się kanonu literatury polskiej i światowej. I czy można w ogóle ustalić taki stopień obeznania, który uprawniałby do przejścia w rejony nieodkryte literatury?

    Bo przecież to blamaż nie znać podstawowych tytułów (vide: „Czarodziejska góra” i moja mordęga z nią), a rzucać nazwiskami z wykopalisk :)

    P.S. Świetna recenzja, pochwalam taką konstrukcję opisu. Choć fachowcy z bożej łaski domagaliby się czegoś kompletnie innego.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 08:24

    @Pisany inaczej: nie mam fetyszu nowości, zwykle po pół roku blichtr z nich opada i okazuje się, że nie było się czym ekscytować:) A do zmiany nawyków czytelniczych zachęcam:)
    @M. Adamczyk: A czy koniecznie trzeba wyznaczać jakieś stopnie, progi i poziomy obeznania? Ja sobie pochlebiam, że klasykę znam nieźle, co nie zwalnia mnie z pogłębiania znajomości (vide marna znajomość z Balzakiem), ale nie widzę nic złego w skokach na nieznane wody:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. monani pisze:
    3 maja 2011 o 08:53

    Znalezienie informacji o autorze nie było dla Ciebie łatwe, a dla mnie znalezienie jej książki wykracza poza możliwości. Żadna biblioteka w mojej mieścinie nie ma jej w katalogu :-(
    A recenzja świetna! Tyle tylko, że zadałeś mi bobu, bo gdzieś już pojawił się identyczny motyw z badaniem lekarskim w pożyczonych kalesonach albo innych galotach. Ktoś z was kojarzy, gdzie to było??

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. Eireann pisze:
    3 maja 2011 o 08:59

    Po przeczytaniu Twojej recenzji żałuję, że ominęła mnie ta książka, gdy byłam nastolatką (teraz się jej pewnie znikąd nie wydostanie). Motyw z badaniem lekarskim i pożyczonymi majtkami był w „Mamuśce” Brendana O’Carrolla :-).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 09:15

    @Monani i Eireann: sam mam pożyczony egzemplarz, specjalnie na potrzeby recenzji dla Bnetki:) Zacząłem polowanie na własny, ale faktycznie może być trudno. „Mamuśki” nie znam, widzę, że też trzeba się rozejrzeć:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. ksiazkowo pisze:
    3 maja 2011 o 09:41

    Brzmi wręcz wybornie! Niestety, nie ma jej nawet w katalogu WiMBP w Bydgoszczy :/ Będzie więc bardzo trudno ją dorwać :/ Podobnie jak pisanyinaczej – zatęskniłam ostatnio za taką literaturą. Oraz dobrze napisaną powieścią obyczajową lub wręcz romansem z 18 i 19 wieku. Pora przeszukać półki :D

    A co do czytania i nieczytania – tracę parcie na „trzeba przeczytać”, nie tworzę już sobie kompleksów z tego względu, że nie znam jeszcze tej czy tamtej książki. Wychodzę z założenia, że czytać będę to, na co mam w danej chwili ochotę i tyle.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. gosiaw pisze:
    3 maja 2011 o 09:48

    Aguś, chętnie Ci to pożyczę w piątek na spotkaniu w Poznaniu, jeśli duch zdąży mi wysłać. :) A jak nie zdąży, to może wysłać do Ciebie.
    Bo to ja go namówiłam na lekturę i naciągnęłam na recenzję. Bardzo lubię tę książeczkę, a jakoś pisać umiem tylko o strasznych gniotach. ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 09:48

    @Książkowo: bardzo zdrowe podejście:) A książka ukazała się w nakładzie 20 tys. (tak!) i teoretycznie powinna być wszędzie dostępna. Przypuszczam, że wszyscy, którzy ją kupili kiedyś i przeczytali, strzegą zazdrośnie egzemplarzy i przekazują z pokolenia na pokolenie:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 09:51

    @Gosiaw: Przyjmij jeszcze raz podziękowania, tym razem publicznie. To Gosi zawdzięczam informację o książce i egzemplarz. Na nic mnie nie naciągałaś, uwielbiam czytać takie powieści, a potem recenzja jakoś tak sama wychodzi. Jeśli ustalicie sobie szczegóły z Engą, to wyślę książki według uznania (mogę być na poczcie jutro rano:)).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. C.S. pisze:
    3 maja 2011 o 09:58

    Nie wiem, czy słusznie, ale czytając tę recenzję miałam przed oczami „Małe kobietki” pani Alcott. Mam ogromną ochotę na tę książkę (na „No cóż, za moich czasów”) ;).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. ksiazkowo pisze:
    3 maja 2011 o 10:26

    Zacofany – też myślę, że to zdrowe podejście. Kiedyś się tym przejmowałam, próbowałam nadrabiać, szarpałam, miałam wyrzuty sumienia. I po co mi to było? Całe szczęście, że zmądrzałam :D

    Gosiu – dziękuję za propozycję, odpisałam już na Twoją wiadomość, i z Zacofanym pogadałam :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. Lirael pisze:
    3 maja 2011 o 10:55

    Zgłaszam zastrzeżenie – takie tytuły notek stanowią zagrożenie dla monitorów czytelników: niekontrolowany chichot w czasie picia herbaty może się skończyć groźnym w skutkach parsknięciem. :D
    Po natychmiastowym wrzuceniu tytułu tam i ówdzie potwierdzam, że o książce można tylko pomarzyć. :(
    Mam nadzieję, że cierpliwość zostanie nagrodzona i powieść Feher kiedyś zdobędę. Za książkami z nurtu „pensjonarskiego” przepadam, więc „No cóż, za moich czasów…” przeczytam z tym większą przyjemnością. To dobrze, że chodzi w niej o coś więcej i że to nie jest wariant „słitaśny”. :D
    Dziękuję za kolejny ciekawy trop!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  14. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 10:56

    @C.S.: tyle podobieństwa, moim zdaniem, że tu i tam kłębi się tłum sióstr:) Feher natomiast, w przeciwieństwie do pani Alcott, nie roztacza tego potwornego smrodku dydaktyczno-umoralniającego:P
    @Książkowo: to przychodzi z wiekiem:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  15. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 11:01

    @Lirael: tytuł poniekąd zawdzięczam Gosiw:) Co prawda wskazuje on na jeden tylko wątek powieści, ale za to ma posmak sensacji i wabi tłumy:D Swoją drogą masa osób uwielbia powieści pensjonarskie, czyżby to przejaw tęsknoty za lepszą szkołą niż nasze przaśne tysiąclatki (o dzisiejszych gimnazjach nie mówiąc)? A na kolejnym marginesie: ciekawe, że panowie nie spisywali takich wspomnień ze szkoły. Ja znam Amicisa, Hertza i Gomulickiego. I Żeromskiego.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  16. Lirael pisze:
    3 maja 2011 o 14:57

    ~ zacofany.w.lekturze
    W tej powszechnej sympatii do powieści pensjonarskich kryje się chyba nostalgiczna tęsknota za dzieciństwem.
    Rzeczywiście, panowie chyba mniej chętnie przelewają szkolne wspomnienia na papier. Przyszedł mi do głowy jeszcze Wańkowicz.
    W „Lilii w dolinie” przedstawione zostały ponure lata szkolne Feliksa, być może odzwierciedlające doświadczenia samego Balzaka. Jedną z wyrafinowanych tortur, jakim poddawali go koledzy z klasy, było drażnienie go widokiem i zapachem „słynnych pulpetów wieprzowych z Tours”, które potem śniły mu się po nocach.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  17. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 15:04

    @Lirael: zapewne:) Te pulpety wpadły mi w oko przy sprawdzaniu domniemanego błędu ortograficznego:P Wyrafinowana tortura, biedak:(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  18. Lirael pisze:
    3 maja 2011 o 15:28

    Z pewnością to właśnie te pulpety pchnęły go po latach do nikczemnego postępku wobec… Już milknę, żeby nie spalić. Zakończenia, nie pulpetów. :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  19. monani pisze:
    3 maja 2011 o 15:38

    Eireann: dzięki! Faktycznie w Mamuśce :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  20. Eireann pisze:
    3 maja 2011 o 17:59

    Zacofany-w-lekturze, przepraszam, że pozwolę sobie na prywatę, ale…:
    Monani: You’re welcome ;-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  21. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 19:21

    @Eireann: czuj się jak u siebie w domu:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  22. bookfa pisze:
    3 maja 2011 o 20:05

    Ech… Czy jeszcze dzis ktos tak potrafi pisac???
    Przypomniala mi sie swietna polska powiesc umieszczona w tym samym okresie dziejowym. Nazywala sie „Na Zagubionem” Banasiowej. Duzo bym dala zeby moc ja jeszcze raz dorwac w swoje lapy ;D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  23. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 20:11

    @Bookfa: ciekawe rzeczy piszesz, o tej Banasiowej nigdzie nic nie ma. Znalazłem tylko takie coś: http://www.zapomniane.lanet.wroc.net/ Może jeszcze ktoś znajdzie jakąś perłę z dzieciństwa:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  24. bookfa pisze:
    3 maja 2011 o 20:33

    Zajrzalam tam i znalazlam jeszcze „Skrzydlatego obronce”, „Maly swiat na Cromwell Road” i „Wysoki dom”. W ogole byla kiedys taka seria: KLUB SIEDMIU PRZYGOD, ktora gwarantowala atrakcje niemal kryminalne mlodym czytelnikom. Rozmarzylam sie…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  25. zacofany.w.lekturze pisze:
    3 maja 2011 o 20:44

    @Bookfa: seria znakomita, mam kilka tytułów, a nie zliczę, ile przeczytałem w dzieciństwie:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  26. Iza pisze:
    4 maja 2011 o 06:36

    Klimat mocno Szabowy, zresztą to chyba ta książka, której tytuł wypłynął przy okazji dyskusji o Abigel?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  27. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 maja 2011 o 06:38

    @Iza: ta sama:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  28. Iza pisze:
    4 maja 2011 o 13:15

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  29. Iza pisze:
    4 maja 2011 o 13:51

    Przeglądam sobie katalogi online warszawskich bibliotek, i powiem szczerze- jest bardzo cienko- tylko jeden egzemplarz w podziemiach Koszykowej, w czytelni.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  30. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 maja 2011 o 19:06

    @Iza: ale już na Dolnym Śląsku są trzy egzemplarze, ciekawe, czy ktoś w związku z tym rozważy przeprowadzkę:) Do poszukiwań polecam KARO: http://karo.umk.pl/. Swoją drogą, ciekawe gdzie podział się 20-tysięczny nakład tej książki:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  31. Iza pisze:
    5 maja 2011 o 07:32

    Też się wczoraj zastanawiałam. Rozpadł się ze starości, albo przemielił.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  32. zacofany.w.lekturze pisze:
    5 maja 2011 o 08:04

    @Iza: przygnębiająca wizja. Wolę jednak myśleć, że kilkanaście tysięcy osób strzeże tej książki jak rodzinnego skarbu przekazywanego z pokolenia na pokolenie:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  33. Agnes pisze:
    7 maja 2011 o 23:57

    Po antykwariatach się pałętają: http://www.antykwariat.nepo.pl/no-coz-za-moich-czasow-klara-feher-p-10836.html
    Gratuluję ciekawej recenzji, książka do schowka!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  34. zacofany.w.lekturze pisze:
    8 maja 2011 o 05:34

    Jeden samotny egzemplarz w przeciętnym stanie wiosny nie czyni, niestety:(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  35. Evik pisze:
    2 lutego 2015 o 15:40

    Dziękuję. Dziękuje za wszystkie informacje o tej książce!
    Czytałam ją, gdy była małą dziewczynką, w 4 czy 5 klasie. Pamiętałam fragmenty fabuły, ale tytuł i autor książki wyleciał z głowy. I dzięki Małgorzacie Musierowicz i jednej z czytelniczek przypomniałam sobie i tytuł. i autora.
    Jak chciałabym przeczytać książkę jeszcze raz. Ciekawe, czy spodobałaby mi się tak samo, jak kilkanaście lat temu.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      2 lutego 2015 o 18:08

      Moim zdaniem niewiele się zestarzała i wciąż może się podobać :) Miłego powrotu do lektury.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  36. Matilde pisze:
    19 stycznia 2018 o 16:46

    Właśnie kupiłam sobie tą książkę na allegro. Przeczytałam z wielką przyjemnością i zabieram się do zrobienia kremu czarnoksięskiego wg przepisu z książki!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      19 stycznia 2018 o 17:56

      Smacznego w takim razie :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
 

Wczytywanie komentarzy...
 

    %d