Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Niebieski dzbanuszek z łabędziami (Magda Szabó, „Staroświecka historia”)

Posted on 27 maja 201118 stycznia 2023 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
 

Na początku chciałbym podziękować dwóm życzliwym osobom, dzięki którym mogłem w ogóle skończyć czytanie. Tuż bowiem przed końcem w moim egzemplarzu ziała dziesięciostronicowa dziura, jak się okazało – w miejscu dość istotnym dla zrozumienia finału. Udało się ją jednak wypełnić.

Staroświecka historia to saga rodzinna napisana z rozmachem i pełna smakowitych detali oraz pikantnych szczególików. Dodajmy, że jest opowieścią o rodzinie samej autorki, a w zasadzie – o jej matce. Zanim jednak na scenie pojawi się Lenke Jablonczay primo voto Majthenyi, secundo voto Szabó, poznamy dokładnie nie tylko scenerię wydarzeń, a więc okolice Debreczyna, ale i dzieje przodków Lenke po mieczu i kądzieli.
Zaczyna się niemal jak u Prousta (toutes proportions gardées, rzecz jasna), co prawda nie od ciastka, ale od secesyjnego dzbanuszka z łabędziami, który narratorka kupiła pod wpływem dziwnego impulsu. Odkąd kurzący się na półce przedmiot pojawił się w jej domu, Szabó poczuła dziwną chęć odświeżenia kontaktów z dawno niewidzianymi krewnymi. Narastało w niej też pragnienie napisania książki o matce, kobiecie pięknej i utalentowanej, a jednocześnie przez całe dzieciństwo cierpiącej z powodu grzechów swych rodziców, wychowywanej przez surową babkę, która odbiera jej całą radość życia i pod różnymi względami okalecza psychicznie, przelewając na dziewczynkę całą swą nienawiść do nieakceptowanej synowej. Drobiazgowo zbierane materiały, pamiątki rodzinne, rękopisy, wspomnienia krewnych i znajomych zaczęły powoli składać się w panoramę losów dwóch rodzin z węgierskiej prowincji. Tajemnicę dzbanuszka wyjaśnił Magdzie dopiero przyrodni brat.
Próba przedstawienia, choćby w największym skrócie, historii Lenke i jej przodków to rzecz karkołomna, nie poważę się więc na tak ryzykowny krok. Zdradzić zbyt dużo – to zniweczyć przyjemność lektury innym, napisać za mało – to stworzyć obraz mglisty i zamazany. A uwierzcie mi, że książka pełna jest emocji i uczuć, często skrajnych: miłość jest tu namiętna i wielka, choć niekoniecznie wieczna, a niechęć i nienawiść twarde i nieprzejednane (jednak do czasu). Trudno uwierzyć, że bohaterowie żyją w XIX wieku na węgierskiej prowincji, a nie w Weronie, gdzie rodzinne animozje wydawałyby się bardziej na miejscu. Niesamowita jest galeria postaci: arystokratów hulaków, solidnych kupców, matron o niezłomnych poglądach, złotych młodzieńców i rozflirtowanych panien. Jest nawet grupa światłych zakonnic. Każda postać ma do odegrania swoją rolę, jest wyraziście zarysowana, choć niekiedy zaledwie paroma kreskami. W tle przewalają się światowe kataklizmy; czymże jednak jest wojna światowa wobec narodzin wyczekiwanego dziecka?
Książka Magdy Szabó wciąga powoli, ale nieuchronnie. Najpierw czekamy, do czego zmierza narratorka swą opowieścią o dzbanku i odnawianiu rodzinnych więzów, później poznajemy otoczenie, w jakim przyszło żyć bohaterom, a zanim poczujemy się znużeni historyczno-geograficznymi detalami niepostrzeżenie zatapiamy się w rodzinnych komplikacjach, uczymy się imion i nazwisk, profesji, zalet i przywar kolejnych postaci i bez reszty zaczynamy sekundować im w życiowych wyborach, zaczynamy mieć swoje sympatie i antypatie. Dla wielbicieli Tajemnicy Abigel to pozycja obowiązkowa, dla innych doskonały początek znajomości z Magdą Szabó.
Magda Szabó, Staroświecka historia, tłum. Krystyna Pisarska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1981.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

25 thoughts on “Niebieski dzbanuszek z łabędziami (Magda Szabó, „Staroświecka historia”)”

  1. ..dr Kohoutek pisze:
    27 maja 2011 o 22:39

    Kiedyś czytałem „Tajemnica Abigel”, książka przyzwoita, ale jak dla mnie za bardzo kobieca.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. monotema pisze:
    28 maja 2011 o 04:28

    A mnie nie dane było. O nazwisko się ocierałam tu i ówdzie, ale na tym się skończyło.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 maja 2011 o 05:20

    @dr Kohoutek: rzecz gustu, oczywiście. Ciekaw jestem natomiast Twojej definicji literatury „zbyt kobiecej”, bo szczerze mówiąc to mało ostre określenie.

    @Monotema: czas skończyć ocieranie:) Gorąco polecam zacieśnienie znajomości:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. ksiazkowiec pisze:
    28 maja 2011 o 05:23

    Pędzę na allegro. Jeśli mi przyślą wybrakowany egzemplarz, poratujecie?:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 maja 2011 o 05:29

    @Książkowiec: no pewnie:) Solidarność moli książkowych w obliczu nieszczęścia bliźniego obowiązuje:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. kasandra_85 pisze:
    28 maja 2011 o 05:44

    Nie mam doświadczenia z tą autorką, więc będę musiała nadrobić zaległości:). Pozdrawiam!!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. ksiazkowo pisze:
    28 maja 2011 o 06:43

    Ja muszę odebrać zakupiony przeze mnie egzemplarz. Ciekawe, czy będzie wybrakowany, czy nie? ;)

    Niezmiernie smakowita recenzja proszę Chrześniaka, niezmiernie!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 maja 2011 o 07:05

    @Kasandra: tradycyjnie zachęcam:)

    @Książkowo: bardzo Matce Chrzestnej dziękuję:) Jak będzie wybrakowany, to poratuję:) Dobrze, że zdążyliśmy się obkupić, bo może podwyżka cen będzie:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. monani pisze:
    28 maja 2011 o 08:26

    No i znowu pójdę tropem Twoich lektur :-) Ale tym razem nie będę zawierać znajomości z panią Szabo bo już miałam przyjemność i to wielką. A Staroświecką historię i tak miałam w planach. No cóż, pani Feher przeczytana, Sonnderkommando zamówione, Drewniany różaniec w czytaniu, a więc pani Szabo do kolejki tuż po Klaudynie :-))

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 maja 2011 o 08:28

    @Monani: jejku, naprawdę idziesz trop w trop:) Mam nadzieję, że będziesz usatysfakcjonowana:) A właśnie, jak wrażenia po Feher?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. monani pisze:
    28 maja 2011 o 08:34

    Już Ci się wpisałam w Bnetce :-))
    Bardzo fajna, ale tak mi coś prześwitywało, że musiałam to czytać wieki temu…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 maja 2011 o 08:39

    @Monani: zupełnie nie skojarzyłem, ja jeszcze nie łączę ze sobą rozmaitych nicków w pojedyncze osoby, sam występuję dwojako:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. monani pisze:
    28 maja 2011 o 08:43

    Oby nam się to rozdwojeniem jaźni nie skończyło ;-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  14. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 maja 2011 o 08:46

    @Monani: oby:) Ja się już staram trzymać tych dwóch ustalonych nicków i przynajmniej awatar mieć wszędzie identyczny:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  15. orchisss pisze:
    28 maja 2011 o 08:57

    Literatura węgierska jest przepyszna. Chętnie sięgnę, bo Twoja recenzja zdecydowanie zachęca – a w bibliotece mej jest dostępna (mam nadzieję, że egzemplarz nie wybrakowany)/

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  16. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 maja 2011 o 08:59

    @Orchiss: zakładam, że na 15 000+315 egz. nakładu tylko ja miałem pecha:) Ciekawe za to, czy ktoś w swoim egzemplarzu znajdzie moją brakującą składkę. Proszę o wiadomość:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  17. Mary (czytajodlewej) pisze:
    28 maja 2011 o 15:54

    Szabo znam jedynie ze wspomnianej 'Tajemnicy Abigel” i niesamowitej prozy „Za zamkniętymi drzwiami”. W antykwariacie wyszperałam „Piłata” i własnie „Staroswiecką historię” …

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  18. Lirael pisze:
    28 maja 2011 o 16:59

    „Tajemnica Abigel” jest jedyną książką Szabo, jaką czytałam. „Staroświecka historia” wydaje się spełnieniem moich marzeń o powieści: subtelna i mądra, a jednocześnie pasjonująca i cudownie napisana.
    Tak jak Twoja recenzja.

    P.S. 1
    Osoby zainteresowane informuję, że na Allegro pozostał już tylko jeden egzemplarz „Staroświeckiej historii”! :) Cieszę się, że już w przyszłym tygodniu wyruszę śladem niebieskiego dzbanuszka z łabędziami.

    P.S. 2
    Niniejszym postuluję, żeby Zacofany w lekturze z dużym wyprzedzeniem informował o dziełach, które planuje zrecenzować, bo wkrótce przyczyni się do powstania czarnego rynku książki w Polsce! :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  19. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 maja 2011 o 18:27

    @Mary: Ja dopiero zaczynam zbierać powieści Szabo, ale popyt coraz większy i może być trudno:)

    @Lirael: pąsowieję od tych komplementów, dziękuję:) Zastanawiam się, co będzie, jak powieść nie okaże się subtelna i mądra:P Bo pasjonująca i cudownie napisana jest na pewno:)
    Planowaliśmy z Matką Chrzestną dokonać interwencyjnych zakupów „Staroświeckiej” i potem odsprzedać je po spekulacyjnych cenach, nakręciwszy koniunkturę, ale stanął nam na przeszkodzie brak kapitału:( Mam więc tylko jeden egzemplarz kompletny i jeden z defektem:(
    Jeśli natomiast jakiemuś antykwariuszowi nie schodzi jakiś starodruk z lat 70. lub 80., niech da znak, podkręci się zainteresowanie, a zyskami się podzielimy:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  20. Lirael pisze:
    29 maja 2011 o 15:17

    Mam dobre przeczucia co do tej subtelności i mądrości. :)
    Trzeba uważnie obserwować Twoją rubryczkę „Teraz czytam”, to może pozwoli uniknąć cen spekulacyjnych recenzowanych przez Ciebie książek! :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  21. zacofany.w.lekturze pisze:
    29 maja 2011 o 16:09

    Ciekawa koncepcja:) Obiecuję, że nie będę mylił tropów:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  22. Lirael pisze:
    29 maja 2011 o 18:47

    Bardzo proszę, tylko nie tropy i ślady! :D
    Swoją drogą dla zmyłki też można by coś umieszczać w „Teraz czytam” – antykwariusze zacieraliby łapki z powodu zwiększonej sprzedaży! :) Można by dodać konkurs: wytypuj książki, które naprawdę zostaną zrecenzowane. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  23. zacofany.w.lekturze pisze:
    29 maja 2011 o 19:07

    @Lirael: mam tak mały przerób, że muszę recenzować wszystko, co przeczytam:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  24. Lirael pisze:
    30 maja 2011 o 03:36

    U mnie jest identycznie! :) Na szczęście wkrótce wakacje!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  25. zacofany.w.lekturze pisze:
    30 maja 2011 o 04:32

    @Lirael: no to pozazdrościć:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d