Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Nurt główny i rysy zasadnicze” (Maria Skłodowska-Curie, „Autobiografia”)

Posted on 12 czerwca 20111 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
 
W 1921 roku kobiety amerykańskie z inicjatywy W.B. Meloney zebrały pieniądze na zakup grama radu dla Marii Skłodowskiej-Curie. Sama uczona, która wraz z mężem nie opatentowała metody uzyskiwania tego cennego pierwiastka, nie miała środków, by zaopatrzyć się w rad niezbędny do prac w jej laboratorium. Po odbiór daru Skłodowska wraz z córkami wyruszyła do Ameryki, gdzie urządzono jej wielkie tournee. Fetowana przez wielkich tego świata i tłumy zwykłych ludzi czuła się oszołomiona i zmęczona, gdyż nigdy nie lubiła rozgłosu i najlepiej czuła się w ciszy pracowni.

Owocem wyjazdu do Stanów Zjednoczonych poza fiolką z promieniotwórczym pierwiastkiem była też autobiografia, napisana za namową W.B. Meloney, która odznaczać się musiała ogromnym darem przekonywania. Maria Skłodowska skreśliła tę krótką książeczkę, z góry się zastrzegając, że nie będzie to opowieść szczegółowa, gdyż uczucia blakną, a wydarzenia „tracą swą chwilową wartość i wspomina się je tak, jakby dotyczyły innej osoby”. „Z mojego życia – napisała uczona – wybrałam tylko nurt główny i rysy zasadnicze, sądząc, że wystarczy to do zrozumienia atmosfery, w jakiej żyłam i w jakiej pracowałam”.
Kiedy wiele lat temu czytałem Autobiografię po raz pierwszy, wydała mi się sucha oraz bardzo pobieżna i pełna przemilczeń. Mnóstwo o pracy naukowej, niewiele o życiu osobistym. O młodzieńczym rozczarowaniu miłosnym ani słowa, o narodzinach drugiej córki, Ewy, dwa zdania, o śmierci męża jeden akapit, o wielkiej nagonce prasowej związanej z wykryciem romansu z żonatym naukowcem – jedno zdanie, w dodatku wysoce eufemistyczne. Dziś, kiedy znam już intymny dziennik pisany po śmierci Piotra Curie, kiedy dociekliwi biografowie wyciągnęli na światło dzienne młodzieńczą wielką miłość i skandaliczny związek z Andre Debierne, ta zwięzła relacja odkryła przede mną zupełnie nowe walory. Nie skupiając się na wyszukiwaniu tego, czego w autobiografii nie ma, mogłem się skoncentrować na tym, co autorka chciała podkreślić, co sama uznała za najistotniejsze w swym życiu i charakterze.
Poznajemy Skłodowską jako osobę niezwykle rodzinną, przywiązaną do ojca i rodzeństwa, pełną miłości i szacunku do teścia. Widzimy ją jako matkę, która martwi się, jak połączyć opiekę nad dzieckiem z pracą, która ją pochłania. To tylko kilka suchych z pozoru zdań, ale jakże znaczących. Wiele lat później, mimo nawału zajęć, Maria znajdzie czas, by osobiście uczyć fizyki starszą córkę i gromadkę dzieci swoich znajomych, dla których zorganizowali nietypową szkółkę. Każde zdanie poświęcone Piotrowi Curie przesycone jest podziwem dla jego niezwykłej umysłowości, ale i wielkim uczuciem. Łączyła ich nie tylko praca, dzielili też miłość do przyrody. Krótkie wspomnienie wspólnych wycieczek za miasto, niby drobiazg, jednak bardzo wymowny: „Przywoziliśmy z nich całe pęki kwiatów. Zdarzało się, że zapominaliśmy o wszystkim i powracaliśmy dopiero późno w nocy”.
Maria Skłodowska daje też w autobiografii wyraz swemu głębokiemu patriotyzmowi, takiemu, jaki mogli odczuwać chyba tylko przedstawiciele pokoleń urodzonych w niewoli, oraz pacyfizmowi – pogłębionemu przez własne doświadczenia z okresu pierwszej wojny, kiedy utworzyła kobiecą służbę rentgenologiczną i sama docierała na front, by badać rannych. „Aby znienawidzieć samą ideę wojny dość jest raz zobaczyć, co ja widywałam tylokrotnie przez owe lata – mężczyzn i chłopców, przynoszonych do frontowych ambulansów w mieszaninie błota i krwi. Wielu z nich skazanych na rychłą śmierć, wielu innych na całe miesiące bólu i cierpień”.
Autobiografia pisana jest prostym językiem, szczególnie przystępnie wyjaśniane są kwestie naukowe, autorka nie zagłębia się we własne uczucia i przeżycia. Pewne z nich, te, o których już wspominałem, odcisnęły jednak tak głębokie piętno, że jakby mimowolnie wymykają się spod pióra; suche na pozór zdanie okazuje się być brzemienne w znaczenia (o mężu: „Mało posiadam listów od niego, ponieważ tak rzadko bywaliśmy osobno”; o sławie: „Zmęczenie wywołane nadmiernym wysiłkiem wynikającym ze złych warunków pracy powiększyło się jeszcze, gdy przyszła sława. Przerwanie naszej dobrowolnej samotności było dla nas prawdziwym cierpieniem, miało wszelkie cechy klęski, było poważnym zamachem na porządek naszego życia”). Złośliwi mogą pewnie powiedzieć, że uczona kształtowała własny wyidealizowany wizerunek, usuwając z portretu wszystko, co mogłoby się na nim położyć cieniem. Być może. Wścibscy biografowie dogrzebali się już jednak z jej życiu wszystkiego, co ona sama z niego wykreśliła. Nie zmieniło to jednak oceny jej dokonań, ani nie umniejszyło jej osoby w oczach świata. Autobiografia nadal stanowi poruszające świadectwo niełatwego życia, niezłomnego pokonywania przeszkód i przekonania o słuszności wybranej drogi. Wystarczy się w nie wczytać.
Maria Skłodowska-Curie, Autobiografia, tłum. J.S. i H.S., Państwowe Wydawnictwo Naukowe 1959.

11 thoughts on “„Nurt główny i rysy zasadnicze” (Maria Skłodowska-Curie, „Autobiografia”)”

  1. Lirael pisze:
    13 czerwca 2011 o 04:10

    Czytając autobiografię Muriel Spark doszłam do wniosku, że często o wydarzeniu z życia autora więcej mówi sposób, w jaki zostało przemilczane, niż powiedziałby wielostronicowy, drobiazgowy opis.
    Dobrze, że w owych czasach nie narodził się jeszcze pewien asystent-autobiografista, bo z pewnością by Marii swoje usługi zaoferował, choć jak na jego gusta chyba w jej życiu było za dużo pracy, a za mało ekscytujących przygód. :)

    Odpowiedz
  2. zacofany.w.lekturze pisze:
    13 czerwca 2011 o 07:38

    Ja bym nie dał sobie głowy uciąć, że i tu się nie krył jakiś ghost-writer:) Nie wiem, w jakim języku powstał oryginał, czy był pisany przez Marię po francusku, czy po angielsku (język znała, ale czy do tego stopnia?). Kto redagował i do jakiego stopnia? Podejrzewam panią Meloney, w końcu dziennikarkę, a i przyjaciółkę autorki.

    Odpowiedz
  3. Lirael pisze:
    13 czerwca 2011 o 08:01

    Tym bardziej, że to właśnie p. Meloney ją namówiła do napisania autobiografii. Może żeby zachęcić Marię, obiecała, że bardzo pomoże. :)

    Odpowiedz
  4. zacofany.w.lekturze pisze:
    13 czerwca 2011 o 08:03

    Mam nadzieję, że za bardzo nie przesadziła z pomocą:)

    Odpowiedz
  5. Domi pisze:
    13 czerwca 2011 o 16:26

    Ojj.. Bardzo, bardzo chętnie przeczytałabym tę autobiografię. MCS to jedna z najbardziej wyrazistych polskich sław, bardzo ciekawa postać :)

    Odpowiedz
  6. ..dr Kohoutek pisze:
    13 czerwca 2011 o 19:04

    Czytałem wiele lat temu. Nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. Może teraz byłoby inaczej.

    Odpowiedz
  7. zacofany.w.lekturze pisze:
    13 czerwca 2011 o 19:51

    @Domi: polecam, zresztą w ogóle warto pogłębić znajomość z MSC:)

    @Dr Kohoutek: najwyraźniej „Autobiografia” jest zbyt mało efektowna, by młodość mogła ją docenić:)

    Odpowiedz
  8. czytanki.anki pisze:
    7 listopada 2011 o 12:52

    Z tego, co piszesz, wnioskuję, że była b. dobrze zorganizowaną osobą, mocną stąpającą po ziemi. Żaden roztargniony naukowiec z rozwianym włosem;)
    Ciekawe, na czym skupi się w filmie M. Meszaros.

    Odpowiedz
  9. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 listopada 2011 o 12:54

    Dosyć wcześnie życie brutalnie odarło ją z romantycznych wzlotów i złudzeń. Aż dziw, że zdecydowała się pokochać Piotra:) Co do praktyczności, to była w kuchni równie metodyczna jak w laboratorium, uwielbiam jej kuchenne zapiski; często jest cytowany przepis na galaretkę z agrestu chyba:)

    Odpowiedz
  10. czytanki.anki pisze:
    7 listopada 2011 o 12:55

    Natychmiast kojarzy mi się żart rysunkowy:

    – Świetne ciasto, pani Mario!
    – E, tam. Sama chemia!

    Odpowiedz
  11. zacofany.w.lekturze pisze:
    7 listopada 2011 o 12:57

    :D To były te szczęśliwe czasy bez chemii w kuchni, co najwyżej soda, amoniak, ocet i takie tam:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT