Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Jedyny mój klejnot: smutek” (Joanna Olczak-Ronikier, „Korczak”)

Posted on 3 lipca 201129 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Korczak. Proba biografii

Smutek. Dojmujący. Wszechobecny. I niezwiązany z tym, że wiem, jak skończy się życie Korczaka. Nie.

Mały chłopiec pyta, czy na jasełkowym przedstawieniu będzie Herod i diabeł. Ojciec zbywa go tym typowym dla dorosłych „Zobaczysz”. Lekceważy strach syna, uważa go za mazgaja. Jak mocno zapadł ten zdałoby się drobny epizod w pamięci dziecka, skoro dorosły już Henryk Goldszmit napisał: „Nie róbcie dzieciom niespodzianek, jeśli nie chcą. Powinny wiedzieć, zawczasu być uprzedzone, czy będą strzelać, czy na pewno, kiedy i jak. Trzeba się przygotować przecież do długiej, dalekiej, niebezpiecznej podróży”. Kilkadziesiąt lat później, wierny tej zasadzie, będzie próbował przygotować swoich podopiecznych do podróży. Tej ostatniej.

Smutek. Kłótnie rodziców. Choroba psychiczna i śmierć ojca. Strach, który będzie Henrykowi towarzyszył do końca życia:

że i w nim odezwą się dziedziczne zaburzenia umysłowe. Może dlatego nie założył rodziny, stronił od kobiet, bliskości. Śmierć matki na tyfus, gdy on sam leżał złożony tą chorobą. Ochłodzenie stosunków z siostrą. Samotność.

Samotność wśród setek małych podopiecznych.

Ani chwili wytchnienia, przerwy. Gdyby przysiadł na chwilę, powróciłby strach przed losem ojca. Więc praca: praktyka lekarska, pisanie, sprawy urzędowe, szukanie środków na prowadzenie Domu Sierot. I dzieci: ważenie, mierzenie, rozmowy, opowiadanie bajek, tworzenie utopijnej społeczności, w której panują ład i sprawiedliwość. Dla nich gotów był na wiele, na wszystko.

Wyprostowany żądam, bo już nie dla siebie.
Daj dzieciom dobrą dolę, daj wysiłkom ich pomoc, ich trudom błogosławieństwo.
Nie najłatwiejszą prowadź ich drogą, ale najpiękniejszą.
A jako prośby mej zadatek przyjm jedyny mój klejnot: smutek.
Smutek i pracę.

Niezrozumienie.

Część wychowanków uważa, że trzymał ich z dala od prawdziwego życia, nie przygotował do jego trudów, nie dał broni, by z nim się zmagać. Pewne środowiska zarzucają, że wychowuje dzieci w tradycji żydowskiej, inne – że je od niej odrywa. A polskie łobuziaki i tak, bez względu na te spory, biją małych podopiecznych Korczaka, który wystosowuje do nich apel w imieniu dzieci żydowskich: „Więc bardzo prosimy dzieci robotnicze, żeby nas nie zaczepiały, bo to dla nas łzy, a dla nich – wstyd”.

Łzy.

Ileż ich otarł z małych twarzyczek? Czy sam płakał w tych najtrudniejszych latach w getcie? Chyba nie mógł sobie na to pozwolić. Musiał czuwać, zabiegać o jedzenie, opał, ubrania, musiał dbać o zachowanie choćby pozorów normalności w nienormalnym świecie. Zmagał się z własną słabością i chorobą, ale nie mógł ich okazywać – zawsze ktoś był słabszy, bardziej bezbronny, bardziej potrzebujący opieki. Czy dopuszczał do siebie świadomość nieuchronnego końca, czy może podsycał nadzieję na ocalenie? Wszystko wskazuje na to, że przeczuwał, że wiedział. I musiał na tę nieuchronność przygotować dzieci. Jak do podróży.

Jest też jednak i zwycięstwo.

Triumf, który można skwitować wzruszeniem ramion, na pozór drobny. Korczakowi udało się część dzieci ocalić od niepamięci, od anonimowości – dzięki jego pamiętnikowi czy gazetce domowej nie stały się wyłącznie cyframi w statystyce ofiar.

Albert, Jerzy, chora na płuca Genia, Felunia, która bardzo kaszlała, Sabinka, cierpiąca na reumatyzm. Czterech Moniusiów. Marylka. Zygmuś, Semi, Abrasza, Hanka, Aronek, którzy podpisali się pod podaniem do księdza Marcelego Godlewskiego przy parafii Wszystkich Świętych, by pozwolił na odwiedzanie kościelnego ogrodu. Jakub, który napisał poemat o Mojżeszu. Marceli, Szlama, Szymonek, Natek, Mietek, Leon, Szmulek, Abuś, którzy prowadzili pamiętniki. Rita, która postanowiła, że nie będzie kradła. Mendelek Nadanowski, który miewał złe sny.

Właściwie nie tak powinienem to napisać. Najpierw powinno być kilka zdań o biografii, o książkach, o działalności pedagogicznej. Akapit o życiu w getcie, o kontrowersjach wokół ostatniej drogi Starego Doktora i jego dzieci. Podkreślenie, że Joanna Olczak-Ronikier jako pierwsza podjęła kwestię doświadczeń seksualnych Korczaka i jego przynależności do masonerii. A zrobiła to z niezwykłym taktem i szacunkiem wobec swego bohatera – rzadkość wśród współczesnych biografów. Powinienem zauważyć, że opowieść o Korczaku jest równocześnie opowieścią o pokoleniach Żydów, którzy chcieli się zasymilować, a mimo to byli odrzucani i przez Żydów, i przez Polaków. Napisaną pięknym językiem, wykorzystującą masę źródeł, a przede wszystkim pisma samego Korczaka.

Wszystko to prawda. Wiele jest w tej książce wątków, myśli, tropów – każdym można podążyć. Ja podążyłem tropem smutku: dojmującego i wszechobecnego. Który nie wiąże się z tym, że wiedziałem, jak skończy się życie Doktora.

Joanna Olczak-Ronikier, Korczak. Próba biografii, W.A.B. 2011.

Za przesłanie książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

25 thoughts on “„Jedyny mój klejnot: smutek” (Joanna Olczak-Ronikier, „Korczak”)”

  1. ksiazkowo pisze:
    3 lipca 2011 o 21:52

    O matko, ale tekst napisałeś… Dobrze, że nie dłuższy, bo byłam bliska łez w oczach.

    Proszę, jeżeli będziecie się wybierali na wakacje już Ty wiesz gdzie, to spakuj ją do walizki, pożyczę, co?

    Odpowiedz
  2. Iza pisze:
    3 lipca 2011 o 22:09

    Podpisuję się pod tym, co napisała Enga. Wygląda mi na lekturę obowiązkową.

    Odpowiedz
  3. Ultima_Thule pisze:
    3 lipca 2011 o 22:20

    Aż boję się czytać… Recenzji, co dopiero książki…

    Odpowiedz
  4. viv pisze:
    3 lipca 2011 o 23:21

    Dobrze, że napisałeś, jak napisałeś, a nie tak, jak powinieneś. Robi wrażenie. Staram się unikać smutnych historii, ale tej biografii Korczaka poszukam.

    Odpowiedz
  5. Lirael pisze:
    4 lipca 2011 o 02:01

    Słowa danego sobie dotrzymałam i przeczytałam Twoją recenzję dopiero, jak skończyłam swoją.
    Dobrze, że tak zrobiłam, bo po przeczytaniu Twojego tekstu nie wystarczyłoby mi odwagi, żeby cokolwiek powiedzieć o tej książce.

    Odpowiedz
  6. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 lipca 2011 o 07:43

    @Wszyscy: to jest lektura obowiązkowa. Nigdy nie namawiałem nikogo do czytania książek tego rodzaju, ale tu nie ma innej możliwości: trzeba przeczytać.

    @Książkowo: a proszę bardzo, chociaż niedawno mówiłaś, że co najmniej przez rok nie znajdziesz czasu dla „Korczaka”:P

    @Iza: to JEST lektura obowiązkowa.

    @Ultima_Thule: mam nadzieję, że nie zepsułem Ci dnia:P

    @Viv: czasem trzeba się zmierzyć również ze smutkiem. Może Tobie jednak uda się znaleźć w tej książce nadzieję?:)

    @Lirael: Przesadzasz. Bardzo pięknie napisałaś o baśniowości zakończenia, takich elementów baśniowych można by dostrzec pewnie więcej. Tyle, że to znowu jest smutna baśń.

    Odpowiedz
  7. monani pisze:
    4 lipca 2011 o 07:57

    Czekałam z niecierpliwością na tę recenzję, bo sama nabyłam książkę i mam zamiar zmierzyć się z nią niebawem. Teraz mam jeszcze większą ochotę. Recenzja poruszająca, książka pewnie też, ale i sama postać Korczaka niesamowita. Dzięki!

    Odpowiedz
  8. ..dr Kohoutek pisze:
    4 lipca 2011 o 08:06

    Olczak Ronikier wydaje swoje książki tak rzadko, że każda następna to wielkie święto. I nieważne o kim pisze, zawsze jest interesująco.

    Odpowiedz
  9. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 lipca 2011 o 10:18

    @Monani: Zachęcam, mimo iż nie będzie łatwo.

    @dr Kohoutek: bardzo rzadko, toteż mam jeszcze w zapasie „Piotra”:)

    Odpowiedz
  10. Domi pisze:
    4 lipca 2011 o 10:26

    Czytałam artykuł w „Książkach” na temat Korczaka i wzbudził moją ciekawość. Twoja recenzja jest niesamowita, bardzo mi się podoba.

    Odpowiedz
  11. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 lipca 2011 o 10:29

    @Domi: dziękuję. Czy chodzi Ci o wywiad z Joanna Olczak-Ronikier, czy o artykuł Grossowej?

    Odpowiedz
  12. Sempeanka pisze:
    4 lipca 2011 o 11:10

    „Króla Maciusia” i „Kajtusia Czarodzieja” czytałam kilkakrotnie jako dziecko i do dziś pamiętam, że poza pierwszym razem nigdy więcej nie przeczytałam ostatniego rozdziału Króla Maciusia i nigdy nie doczytałam do końca Kajtusia Czarodzieja. Coś w tych książkach było takiego, że przyciągały mnie na tyle aby zabrać je po raz kolejny z biblioteki, ale na ten wszechogarniający smutek im towarzyszący nigdy do końca nie byłam przygotowana…
    W efekcie niby nigdy się samym Korczakiem nie interesowałam, a jednak mam wrażenie że wiem o nim sporo. Nie znam drugiego pisarza, który by tak przejmująco smutno pisał do dzieci. Widać, że traktował je bardzo poważnie, bez zbędnej ckliwości… a jednak… nie przeczytałam do tej pory żadnej z tych książek Młodemu. Czy „Król Maciuś” to nadal lektura ?

    Odpowiedz
  13. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 lipca 2011 o 11:13

    @Sempeanka: nie mam pojęcia, czy to jeszcze jest lekturą, już za moich odległych czasów była tylko w uzupełniających. Ja nie mogłem znieść tego smutku, Maciusia przeczytałem raz i nigdy do niego nie wróciłem. A teraz się okazało, że pisząc o nim, Korczak pisał poniekąd o sobie.

    Odpowiedz
  14. Sempeanka pisze:
    4 lipca 2011 o 11:39

    no właśnie… to się daje odczuć. On się dawał poznać głównie przez teksty, które pisał. To są takie książki dla dzieci, ale niekoniecznie dla dzieci. „Kajtuś Czarodziej” jest jeszcze smutniejszy i jeszcze bardziej filozoficzny… Nigdy nie mogłam pojąc dlaczego ta książka jest ilustrowana dla dzieci i znajduje się w dziale dziecięcym…

    Odpowiedz
  15. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 lipca 2011 o 11:40

    @Sempeanka: siłą przyzwyczajenia, tak jak Alicja i Mały Książę:)

    Odpowiedz
  16. Dabarai pisze:
    4 lipca 2011 o 12:03

    Mam podobne wspomnienia, jeśłi chodzi o „Króla Maciusia”… Ale za to bardzo mi się podobały książeczki Korczaka „Mośki, Jośki i Srule” oraz „Józki, Jaśki i Franki” – opowiadania o życiu chłopców na koloniach…

    Poza tym, mam nadzieję, że odważę się przeczytać biografię Korczaka, mimo tego wszechobecnego smutku. Ta recenzja sprawiła, że myślę, że książkę przeczytać trzeba.

    Pozdrawiam lekko melancholijnie…

    Odpowiedz
  17. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 lipca 2011 o 12:06

    „Mośki” i „Józki” też nie zawsze najweselsze, ale jednak oparte na obserwacjach, więc nie mógł w nie Korczak włożyć tyle siebie. Odwagi życzę.

    Odpowiedz
  18. Anna pisze:
    4 lipca 2011 o 13:23

    Bardzo, bardzo chciałabym przeczytać, chyba zaraz kupię.

    Odpowiedz
  19. zacofany.w.lekturze pisze:
    4 lipca 2011 o 18:58

    @Anna: szczerze polecam.

    Odpowiedz
  20. Ysabell pisze:
    5 lipca 2011 o 09:38

    Świetna recenzja.

    Przekonałaby mnie na pewno do lektury, gdybym już wcześniej nie była przekonana. A byłam, za sprawą zarówno osoby autorki, jak i wywiadu z nią w magazynie „Książki”.

    Choć pewnie sięgnę dopiero wtedy, kiedy uda mi się ją nabyć okazyjnie albo pożyczyć… Ale w planach jest bezapelacyjnie. :)

    Odpowiedz
  21. zacofany.w.lekturze pisze:
    5 lipca 2011 o 10:14

    @Ysabell: życzę powodzenia w zdobywaniu:)

    Odpowiedz
  22. ksiazkowo pisze:
    5 lipca 2011 o 12:30

    Zacofany – no, ale po takim tekście, to spróbuję przetasować kolejkę ;) Poza tym – nie pogniewasz się chyba jak potrzymam troszkę, będę dbała jeszcze bardziej, niż o swoje :D

    Odpowiedz
  23. zacofany.w.lekturze pisze:
    5 lipca 2011 o 12:36

    @Książkowo: nie pogniewam się:D

    Odpowiedz
  24. Pingback: Samotny wędrowiec (Igor Neverly, „Żywe wiązanie”) – Zacofany w lekturze
  25. Pingback: Samotny wędrowiec (Igor Newerly, „Żywe wiązanie”) – Zacofany w lekturze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT