Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Czarna morwa bez smaku (Ewa Lach, „Kryptonim Czarna Morwa”)

Posted on 22 sierpnia 20111 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Znacie ten ograny schemat fabularny z bandą dzieciaków, które postanawiają wspomóc nieudolnych dorosłych i wyjaśnić sprawę sabotażu w fabryce (kradzieży mienia państwowego, szpiegostwa, zniknięcia kapelusza za sto tysięcy, dziwnego zachowania sąsiadki z naprzeciwka, niepotrzebne skreślić)? Typują podejrzanych, opracowują plan, rozpoczynają śledztwo, a potem węszą, plączą się samotnie po nocy po starych halach fabrycznych, cmentarzach czy ruinach, narażając na skręcenie karku lub katar. W finale obowiązkowo zamykają najbardziej podejrzanego przestępcę w komórce na węgiel i z dumą lecą na najbliższy komisariat MO, gdzie jowialny sierżant wcale nie chce wierzyć w ich rewelacje. Gdy już uwierzy i pobiegnie aresztować złoczyńcę, to okazuje się, że w komórce siedział porucznik z wydziału kryminalnego, któremu nieletni uniemożliwili złapanie prawdziwego sabotażysty (złodzieja, szpiega, aferzysty, pasera, sąsiadki z naprzeciwka – niepotrzebne skreślić). Zrugane małolaty ostatecznie rehabilitują się w oczach władzy i rodziców, przyczyniając się do odnalezienia kluczowego dowodu albo ukrytych łupów. A potem chodzą w glorii bohaterów i wszyscy im zazdroszczą.

Na takim z grubsza pomyśle Ewa Lach, autorka którą przypominałem jakiś czas temu, oparła swoją powieść Kryptonim „Czarna Morwa”. Zagadki do rozwiązania są nawet dwie (kameralna kradzież modelu szybowca i ekscytująca całe miasto afera kradzieży wełny z miejscowej fabryki), cały tłum podejrzanych wytypowanych według najbardziej nieprawdopodobnych kryteriów, metody detektywistyczne opierają się na wagarach spędzanych na ganianiu za złoczyńcami, a całość jakoś dziwnie się dłuży. Akcji zdecydowanie brakuje tempa, małoletni bohaterowie są mało wyraziści, liczne zaś obrazki obyczajowe nader mdłe (ani jednej solidnej awantury o te wagary!). Co więcej, autorka traktuje swoją opowieść bardzo serio, być może poczucie humoru pojawiło się u niej z wiekiem.
Te same elementy i częściowo pomysły Ewa Lach wykorzystała w powieści Romeo, Julia i błąd szeryfa, zdecydowanie jednak podkręcając i urozmaicając w niej akcję – na tym tle Kryptonim wypada blado, chociaż trudno uznać tę książkę za nieudaną czy słabą. Po prostu autorce nie udało jej się nadać indywidualnego rysu, czyta się bezboleśnie i równie bezboleśnie zapomina.
Ewa Lach, Kryptonim „Czarna Morwa”, Czytelnik 1968.

42 thoughts on “Czarna morwa bez smaku (Ewa Lach, „Kryptonim Czarna Morwa”)”

  1. cyrysia pisze:
    22 sierpnia 2011 o 19:44

    To ja jednak odpuszczę sobie tę pozycję, gdyż mnie też drażni jak brakuje zwiększonego tempa w akcji a bohaterowie są bez wyrazu, dlatego nie chce się negatywnie nakręcać.

    Odpowiedz
  2. Agnesto pisze:
    22 sierpnia 2011 o 20:21

    Jako czytelniczka, której do trzydziestki ciut brakuje, znam E. Lach, ale tylko Sawanów, Kosmohikanów, tej książki i „Pępka..” nie. Teraz, czytając, zauważamy ograne schematy, mdłe obrazki, niewyrazistość postaci, ale kiedyś…ho, ho, wciągały przygody małych „detektywów” (Bahdaj, Niziurski itp.) ;-)

    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    22 sierpnia 2011 o 20:25

    @Cyrysia: wyjątkowo nie namawiam:)

    @Agnesto: Bahdaj i Niziurski dalej wciągają, „Czarna morwa” niestety nie bardzo, naprawdę dużo lepszy jest „Romeo”:)

    Odpowiedz
  4. anek7 pisze:
    22 sierpnia 2011 o 20:28

    Gdzieś mi się po głowie kołacze ten Romeo i Julia z szeryfem, ale za Boga nie mogę sobie uprzytomnić o czym to było… Czyli do powtórki:)

    Odpowiedz
  5. zacofany.w.lekturze pisze:
    22 sierpnia 2011 o 20:30

    @Anek7: doskonała rzecz w przerwach między kolejnymi JIKami:))

    Odpowiedz
  6. Lirael pisze:
    22 sierpnia 2011 o 21:28

    Czytałam powieść „Romeo, Julia i błąd szeryfa”, kiedy byłam mniej więcej w wieku głównych bohaterów. Pamiętam, że faktycznie była zabawna i że ją lubiłam. Chyba nawet wtedy próbowałam napisać własną wariację na ten temat, więc musiała mnie poruszyć. Szkoda, że najwyraźniej Kryptonim „Czarna Morwa” nie wyszedł autorce już tak dobrze. Mam wrażenie, że drobne problemy zaczynają się w tytule. Ciekawa jestem, ile dzieci wie, co to jest morwa.
    Kradzież wełny to chyba dość nowatorski pomysł na intrygę kryminalną. :)

    Odpowiedz
  7. zacofany.w.lekturze pisze:
    22 sierpnia 2011 o 21:31

    Kradzież wełny to ponoć autentyczna afera, od której Bielsko-Biała zatrzęsła się niegdyś w posadach:) Aż się prosiło o literackie wykorzystanie:) Natomiast kto z młodych w dzisiejszych czasach zdegenerowanego kapitalizmu pojmie, jak cennym dobrem był motek wełny w ładnym kolorze? Babcia mogła sweterek zrobić, rękawiczki albo skarpetki:D

    Odpowiedz
  8. Sempeanka pisze:
    23 sierpnia 2011 o 06:19

    ech czytało się czytało :) tej akurat nie znam, ale z tych „niepotrzebne skreślić” coś bym wybrała :) Pamiętam taką poprawną politycznie książkę „Brat Leśnego Diabła” o chłopaku, którego wszyscy w szkole prześladują bo wiedzą że brat jest kłusownikiem :) mało wiarygodne, ale czytałam z pięć razy :))

    Swego czasu, w ramach dziecięce zaległości, przeczytałam z Młodym „Klementyna lubi kolor czerwony” z ilustracjami Butenki. Koniecznie wcisnąć bardzo-nieletnim na koniec wakacji, albo przeczytać samemu ;) Bardzo fajna wakacyjna historyjka ;)

    A jak ktoś chce mocnej historii pisanej współcześnie dla małolatów to polecam polskiego autora „Czarny Młyn”. Z kradzieżą wełny to nie ma co prawda nic wspólnego, ale… co za historia ! Czytałam Młodemu na początku dośc nieświadomie, ale juz po 60 stronach zaczęłam unikać czytania do poduszki, choć Młody twierdził dzielnie, że lubi się bać ;) Wpisać na listę !

    Odpowiedz
  9. czytanki.anki pisze:
    23 sierpnia 2011 o 06:45

    Jako nastolatka z p. Lach miałam do czynienia. Treści nie pamiętam, ale te tytuły!;)

    Co do wełny – nie ma się co śmiać, w PRL-u nawet motek „czystej żywej wełny” (pamiętam takie reklamy) był na wagę złota;) W jednym z odcinków „07 zgłoś się” było wiele zamieszania wokół krempliny;)

    Odpowiedz
    1. enuajsi pisze:
      13 maja 2017 o 16:49

      To prawda ze kradzieze szczegolnie dobra tzw panstwowego czyli wspolnego karano wieloma latami wiezienia i tym tez rozni sie tamta organizacja panstwowa od wspolczesnej kapitalistycznej.

      Odpowiedz
  10. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 sierpnia 2011 o 07:47

    @Sempeanka: Czarny młyn jest na liście, chwilowo mam Omegę do przeczytania:)

    @Ania: Bez krempliny przecież nie byłoby niedzielnych sukien, katastrofa:)

    Odpowiedz
  11. czytanki.anki pisze:
    23 sierpnia 2011 o 07:54

    I garniturów ślubnych;)

    Odpowiedz
  12. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 sierpnia 2011 o 07:56

    Wszyscy by w waciakach chodzili:P

    Odpowiedz
  13. czytanki.anki pisze:
    23 sierpnia 2011 o 08:01

    I gumofilcach;)

    Odpowiedz
  14. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 sierpnia 2011 o 08:02

    Prędzej boso, gumofilce to był towar deficytowy:P

    Odpowiedz
  15. czytanki.anki pisze:
    23 sierpnia 2011 o 08:04

    Jeszcze były trumniaki, może i na ślub się nadawały;)

    Ech, dobrze jest się teraz śmiać z takich trudnych czasów…

    Odpowiedz
  16. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 sierpnia 2011 o 08:05

    Przecież się nie śmiejemy, tylko wspominamy z łezką w oku:)

    Odpowiedz
  17. czytanki.anki pisze:
    23 sierpnia 2011 o 08:08

    Przyznaję się bez bicia: JA się śmiałam. Ale pamiętam, pamiętam.

    Odpowiedz
  18. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 sierpnia 2011 o 08:10

    :) A młodsze pokolenie pojęcia nie ma, co to kremplina i waciak:P

    Odpowiedz
  19. maiooffka pisze:
    23 sierpnia 2011 o 17:26

    Młodociane śledztwa z peerelowską rzeczywistością w tle czytywałam namiętnie, ale o książkach tej autorki nie słyszałam wówczas. W ogóle nie kojarzę, by ktokolwiek czytał/polecał coś z jej dorobku w moich szkolnych czasach. Może na moją prowincję nie każda moda dociera :)

    Odpowiedz
  20. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 sierpnia 2011 o 19:19

    @Maiooffka: ona nigdy nie była modna, raczej marketing szeptany ją polecał:)

    Odpowiedz
  21. maiooffka pisze:
    23 sierpnia 2011 o 21:26

    A jednak sporo osób tutaj do niej dotarło. Aż dziwne, że to nazwisko nie padło w mojej obecności ani razu (do czasu spotkania rzeczywistej Ewy Lach ;) ).

    Odpowiedz
  22. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 sierpnia 2011 o 21:28

    Aż niewiarygodne:)

    Odpowiedz
  23. Agnesto pisze:
    23 sierpnia 2011 o 22:45

    Jasne, ze Niziurski i Bahdaj nadal wciągają, chodziło mi o to, że gdybyś czytał tę książkę będąc dzieciakiem, to nie zważałbyś na ograne schematy itp. Bo wtedy inaczej się odbierało, nie analizowało jak teraz, „po dorosłemu”.

    Odpowiedz
  24. Lirael pisze:
    24 sierpnia 2011 o 05:13

    ~ Agnesto
    Dzieci, które dużo czytają, a Zacofany w lekturze do tej grupy z pewnością się zaliczał, pewnych zjawisk może nie nazywają „po dorosłemu”, ale są na nie wrażliwe i ich świadome. Najprawdopodobniej nie padnie określenie „ograne schematy”, ale usłyszymy zarzut ściągnięcia pomysłu, czy marudzenie pod hasłem „ciągle to samo”. :)

    Odpowiedz
  25. zacofany.w.lekturze pisze:
    24 sierpnia 2011 o 07:34

    @Agnesto: być może, szczególnie jeśli przeczytałbym Morwę przed Romeo i nie miał porównania:)

    @Lirael: dzięki za dobrą opinię:) Nie pamiętam, czy takie rzeczy wyłapywałem, pewnie w jakimś stopniu tak. Szklarski podpadł mi od razu, za to Nienackiego zdemaskowałem dopiero jako student:)) Przypuszczam, że gdyby mi się z grubsza podobało, to obyłoby się bez marudzenia:)

    Odpowiedz
  26. bookfa pisze:
    24 sierpnia 2011 o 21:39

    Wolalam Bahdaja i Nienackiego. Ewa Lach wpadla mi kiedys w rece ale nawet nie pamietam tytulu.
    Schematy, o ktorych wspominasz znam i o niczym bardziej nie marzylam, jak przezyc cos podobnego.

    Odpowiedz
  27. zacofany.w.lekturze pisze:
    25 sierpnia 2011 o 04:42

    I przeżyłaś?:) Mnie się nigdy nie trafiło, a i marzenia miałem skromniejsze, odrzucało mnie od śledzenia podejrzanych typów na cmentarzach:))

    Odpowiedz
  28. bookfa pisze:
    25 sierpnia 2011 o 11:18

    Nie;D Nawet niczego w poblizu tych marzen ;D ;D

    Odpowiedz
  29. zacofany.w.lekturze pisze:
    25 sierpnia 2011 o 11:23

    To przykre. Pamiętam ból pisania wypracowań pt. „Moja wakacyjna przygoda” – a co miał napisać biedny miś, który spędzał normalne wakacje na wsi, gdzie nie było sabotażystów? :P

    Odpowiedz
  30. Anonymous pisze:
    2 września 2013 o 18:01

    A ja mam do tej książki wielki sentyment :) Miałam nawet zamiar ją sobie znów (tzn. po blisko 40 latach…) przeczytać, ale chyba tego nie zrobię, bo podejrzewam, że sentyment ległby w gruzach… ;)
    Mirka

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 września 2013 o 18:22

      Mnie się w dzieciństwie nie udało na nią trafić, może byłbym teraz łaskawszy:)

      Odpowiedz
  31. Sylwia K. pisze:
    12 marca 2014 o 20:11

    Niestety nie zgadzam się z pańską opinią! Właśnie skończyłam czytac i bardzo mi sie ksiazka podobala :D Moze jest pan zbyt wymagajacy , przypominam ,ze jest to ksiazka raczej dla dzieci :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 marca 2014 o 20:13

      Nie raczej, tylko na pewno dla dzieci. Tylko czemu inne książki autorki, też dla dzieci, lepiej przetrwały próbę czasu? Cykl o Sawanach czy Romeo, Julia i błąd szeryfa niezmienne pozostają znakomite, a na ich tle Czarna Morwa jest co najwyżej średnia :)

      Odpowiedz
  32. Qbin2001 pisze:
    22 sierpnia 2016 o 19:50

    Mnie tam się ta z książek Lach podobała najbardziej. Zdecydowanie muszę sobie odświeżyć.

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      22 sierpnia 2016 o 19:55

      Uważam, że wśród nich zdecydowanie lepsze, choćby „Romeo” i cykl o Sawanach.

      Odpowiedz
  33. Sheherezada pisze:
    19 lutego 2017 o 18:12

    Beznadziejnie zacofany w lekturze (czy aby tylko w lekturze?) ksiazke Ewy Lach nie czytal tylko wertowal, tak ze ten jego opis to taka sobie prowokacyjka. Bez smaku.
    Ja czytam „Kryptonim czarna morwa” dosc czesto, tradycyjnie z poczatkiem wiosny.

    Odpowiedz
  34. enuajsi pisze:
    13 maja 2017 o 17:00

    Ksiazke wspominam z wielkim sentymentem bo czytalem ja w latach dzieciecej szczesliwosci niewinnych lat PRLu a akcja powiesci rozgrywala sie w moim miescie i bohaterowie chodzili na ptysie z kremem do Cichego Kacika ktory uchodzil za najlepsza choc i najlepiej ukryta ciastkarnie w calym miescie. Wybrancy losu urodzeni w stolicy czy innych wiekszych miastach moga pewnie pozwolic sobie na wieksza bezstronnosc w swoich recenzjach:)

    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      13 maja 2017 o 17:51

      Pewnie jakbym trafił na tę książkę w dzieciństwie, to nie byłbym taki surowy. A już na pewno, jakbym mógł przegryzać ptysie przy czytaniu :)

      Odpowiedz
      1. Adamant pisze:
        30 maja 2017 o 21:21

        Jestem całkowicie przeciwnego zdania niż Zacofany w Lekturze. Ewa Lach napisała „Kryptonim „Czarna Morwa” w 1965, kiedy miała 20 lat, była to jej czwarta wydana pozycja. Warto przypomnieć, że debiutowała „Zieloną Bandą” z 1961 (powstałą w 1959, a więc dziełem czternastolatki!). W obu wypadkach zdumienie budzą pisarskie umiejętności tej bardzo młodej zarówno na debiut jak i na kontynuację osoby. Rzecz jasna, w „Czarnej Morwie” mamy do czynienia ze schematem wykorzystywanym już w polskiej literaturze młodzieżowej (choćby „Księga Urwisów” Nizurskiego). Autorce udało się jednak tchnąć w niego żywego ducha. Jest to zasługa żywo zarysowanych charakterów głównych bohaterów. Są to indywidualności działające w sposób umotywowany i niejednoznaczny, niepozbawione wad i slabostek. Autorka była bystrym obserwatorem otoczenia, potrafiła pokazać rodziny Edy, Leszka czy Tadka, tło społeczne i obyczajowe. To wszystko napisane językiem lekko kpiącym, a zarazem nie uciekającym w parodię. Dodatkowym walorem, który bardzo sobie cenię, jest autorski komentarz wydarzeń w postaci na poły ironicznych i humorystycznych rysunków, tworzących z tekstem jedną całość. Nie rozumiem więc, na jakiej podstawie Zacofany w Lekturze twierdzi, że „autorka traktuje swoją opowieść bardzo serio”. Bardzo na serio napisana była „Zielona Banda”, istotnie zawierająca spojrzenie młodszej nastolatki bardzo poważnie traktującej choćby podwórkowe walki. Analogicznie „Kosmohikanie” z 1962. Natomiast „Kryptonim Czarna Morwa” skrzy się humorem odczytywanym przez osoby w każdym wieku.

        Jako (bardzo) młody człowiek czytałem książkę Lach z przyjemnością i autentycznym zaciekawieniem. Akcja może nie posuwa się wartko do przodu, ale za to robi wrażenie autentycznych zmagań o wykrycie prawdy w świecie, w którym nie tylko są aferzyści, ale i rodzice, rodzeństwo, podwórko, szkoła i żyjące miasto. Aferzyści także okazują się głównie wydumani z najdziwniejszych powodów, i – jak w życiu – nie sposób złapać ich za rękę, bo zajmują się sprawami codziennymi, pija piwo, naprawiają samochody, mają kłopoty ze zdrowiem. Kiedy któryś z nich zrobi coś autentycznie podejrzanego, młodzi agenci akurat tego nie dostrzegają, bo muszą odrabiać lekcje, iść po zakupy, czy siedzieć w szkole. Ale przy okazji (zgodnie ze schematem powieści młodzieżowej) otrzymujemy obraz życia szkoły kluczowy dla funkcjonowania młodych ludzi, aż po możliwą do odtworzenia listę uczniów VI b czy VII b. To samo środowisko autorka będzie eksplorować w póżniejszej książce „Klub Kosmohikanów?” z 1972, której akcja dzieje się w rok po opisanych w Kryptonimie zdarzeniach (niestety, nie tak udanie). Uwagę zwraca wreszcie posadowienie akcji w Bielsku-Białej, mieście które specjalnie dotąd nie przyciągnęło uwagi świata literackiego. Autorka sprawnie wpasowała aktywność bohaterów (nb. mieszkających na ulicy Bohaterów Warszawy) w pejzaż miejski. Można niemal śledzić ich (tak jak oni śledzili aferzystów) na planie miasta, w co z przyjemnością zabawiłem się w czytając książkę w wieku znacznie późniejszym. Także w ten sposób akcja zyskuje na autentyczności i ten zabieg literacki, dowartościowujący rodzinne miasto Ewy Lach, wydaje mi się wartościowy.

        Myślę też, że bieg akcji jest dobrze umotywowany. Kolejne zdarzenia: rozpad bandy, wybuch afery wełnianej, oskarżenie ojca Leszka, przejrzyście prowadzą do decyzji o przeistoczeniu drużyny podwórkowej z agentów A, B, C, D czy E. Ich wysiłek tropicielski biegnie po grudzie, okupowany jest ofiarami finansowymi, obyczajowymi (Tadek musi dosłownie wypić piwo, które nawarzył) i złymi ocenami w szkole. „Jak w życiu” chciałoby się powiedzieć. Kulminacja akcji agentów w postaci „Operacji Zero” prowadzi do rozwiązania schematycznego (aresztowania wszystkich „podejrzanych” przez milicję), ale jedynego możliwego w sytuacji trzymania się realiów świata rzeczywistego przez autorkę.

        Co do mnie, polecam „Kryptonim Czarna Morwa” czytelnikom w każdym wieku.

        Odpowiedz
        1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
          30 maja 2017 o 21:26

          Dzięki za tak wyczerpującą opinię.

          Odpowiedz
          1. Sheherezada pisze:
            5 marca 2023 o 13:43

            Brawo Adamant!! Napisales dokladnie to, co sama, dokladniej i bardziej rozlegle, chcialabym (lub raczej chcialam) napisac – dzieki wiec za wyreczenie mnie. Ewa Lach napisala te powiesc jednakze nie w 1965, a w 1967 roku (vide m.in: 8-a klasa, ktora wlasnie weszla w roku 1966/67,
            zadanie matematyczne o przewozie towarow przez statki, jak i stopka wydawnicza I-szego wydania.

            Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT