Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Śpiesząca się do barw i zapachów, do radości i piękna („O Magdalenie Samozwaniec”

Posted on 20 października 20111 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Portret Magdaleny Samozwaniec
pędzla Wojciecha Kossaka.
Trzydzieści dziewięć lat temu zmarła w Warszawie Magdalena Samozwaniec. Na obwolucie zbioru wspomnień o niej widnieje portret pędzla Wojciecha Kossaka, który namalował córkę z gęsim piórem i z zamyśloną, pełną skupienia miną. Jak przekonują zamieszczone w tomie teksty, od gęsiego pióra Madzia wolała maszynę do pisania, na której stukała od świtu, a powaga zdawała jej się być zupełnie obca – nawet na obrazie wygląda, jakby za chwilę miała wybuchnąć śmiechem.

Wszyscy jej przyjaciele i znajomi, bliżsi i dalsi, zgodnie podkreślają, że Samozwaniec miała nienasycony apetyt na życie – uwielbiała stroje, dobre jedzenie i alkohole, grę w brydża i cięte riposty. Wiele  w tym zbiorze opowieści o żartach i kalamburach, powiedzonkach i złotych myślach, którymi sypała przy każdej okazji. Przeklinała, ale z ogromnym wdziękiem prawdziwej damy. Słynęła z życzliwości, obdarzała  innych komplementami, jej przytyki nie były złośliwe, potrafiła też – a może przede wszystkim – śmiać się z siebie samej.
W tych uładzonych wspomnieniach z rzadka da się słyszeć inny ton – mało tu bowiem autorów, którzy znali Samozwaniec dłużej (większość poznała ją dopiero po wojnie), wobec nielicznych też pozwalała sobie choćby na chwilę zrzucić maskę wiecznej wesołości. Szymon Kobyliński zapamiętał, jak zmieniała się, gdy mówiła o siostrze – poważniała, miała łzy w oczach. Wiele zresztą zrobiła dla propagowania poezji Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. W sytuacjach skrajnie trudnych potrafiła też wykazać się zimną krwią i zdecydowaniem – gdy na Kossakówce gestapo urządziło kocioł, nie tylko wymogła na Niemcach zgodę na nakarmienie zatrzymanych, ale sprytnie zdołała ostrzec wiele potencjalnych ofiar przed wejściem do domu.
Niewiele żeru znajdą w książce sępy czyhające na rodzinne skandale. Te kilka osób, które lepiej znało faktyczną sytuację Kossaków i samej Madzi, wyraża się o tym nader oględnie. Dowiemy się, że domowe życie Kossaków nie było taką sielanką, jakby wynikało z „Marii i Magdaleny”, bez wnikania w szczegóły poznamy losy córki pisarki, Teresy, która w niejasnych okolicznościach zniknęła z jej życia, wreszcie z rozmaitych aluzji i półsłówek będziemy mogli zrekonstruować skomplikowany układ między Samozwaniec a jej mężem Zygmuntem Niewidowskim – znajomi dalsi rozpływają się nad niemal idealnym związkiem, ci bardziej wtajemniczeni pozwalają się domyślać starannie skrywanych dramatów.
To jednak nie z osobistych problemów chciała być zapamiętana Magdalena Samozwaniec. Z jej licznych utworów, w dużej części zwietrzałych i nieaktualnych, trzy – „Na ustach grzechu”, „Maria i Magdalena” oraz „Zalotnica niebieska” – pozostaną jeszcze długo czytane. Ona sama zaś na zawsze pozostanie kwintesencją czaru i dowcipu, uroku i inteligencji. Doskonale podsumowuje to opowieść Haliny Auderskiej: „Na rok przed śmiercią zobaczyłam ją w Oborach wyskakującą z parterowego pokoju przez okno – i to z gracją, lekko, zwinnie.
– Spieszyło mi się do malw – krzyknęła do mnie i w tym była ona cała: śpiesząca się do barw i zapachów, do radości i piękna”.
O Magdalenie Samozwaniec, red. Gracjana Miller-Zielińska, Wydawnictwo Literackie 1979.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

34 thoughts on “Śpiesząca się do barw i zapachów, do radości i piękna („O Magdalenie Samozwaniec””

  1. czytanki.anki pisze:
    20 października 2011 o 06:51

    Chyba nie wpadłabym na to, że na obrazie jest p. Madzia S.;) Czyżby pan ojciec podrasował córkę?;)

    Przypomniałeś mi o Kobylińskim – to był gość! Pamiętam jego program w tv, zwłaszcza opowieści o detalach na „Bitwie pod Grunwaldem” Matejki. Potrafił zainteresować nawet dzieci;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. zacofany.w.lekturze pisze:
    20 października 2011 o 07:08

    Nie podrasował, ona tak wyglądała, można porównać zdjęcia z epoki. No może nie występowała nieustająco w takich balowych kieckach:)
    Gawędy Kobylińskiego pamiętam, świetna rzecz. A we wspomnieniach o Madzi jest jego zdjęcie BEZ BRODY:PP Szokujące zupełnie:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. czytanki.anki pisze:
    20 października 2011 o 07:15

    To może z wiekiem urody nieco ubyło;)
    Kobylińskie bez brody? To faktycznie może być szok. Coś jak zobaczyć zdjęcie Lema z długimi włosami – jest takowe w korespondencji z Mrożkiem. Przecierałam oczy ze zdumienia;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. bookfa pisze:
    20 października 2011 o 09:38

    Och Maria i Magdalena to jedna z najlepszych rzeczy (mam na mysli wszystkie autobiografie i im podobne)jakie czytalam. Niewazne ile w niej prawdy a ile upiekszania rzeczywistosci. To dzielo sztuki o milosci siostrzanej. Jesli ktos nie czytal to goraco polecam!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. zacofany.w.lekturze pisze:
    20 października 2011 o 09:49

    Myślę, że już chyba wszyscy czytali. Niektórzy nawet po kilka razy:)) A drugim arcydziełem siostrzanej miłości jest „Zalotnica” – też polecam gorąco:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. bookfa pisze:
    20 października 2011 o 11:25

    Nowe pokolenie dorasta ;P
    Zalotnice niebieska tez czytalam ale jednak Maria i Magdalena bardziej mi przypadla do serca (gustu?)
    Potem wyszperalam w antykwariacie dwutomowe wydanie calej tworczosci Marii i to byla ta wisienka na tort ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. guciamal pisze:
    20 października 2011 o 11:54

    Z chęcią przeczytam wspomnienia o Magdalenie i z chęcią przypomnę sobie MiM, oraz zapoznam z Zalotnicą. Magdalena na obrazie rzeczywiście wygląda, jakby miała się zaraz roześmiać.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    20 października 2011 o 12:08

    Zalotnica bardziej melancholijna i trochę mnie drażniło to bezwzględne uwielbienie dla Marii:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. kinga pisze:
    20 października 2011 o 14:41

    Pisałam pracę magisterską o Pawlikowskiej, dlatego też „Maria i Magdalena” oraz „Zalotnica niebieska” nie są mi obce. Jednak po lekturze tych książek żałowałam, że nie wybrałam drugiej siostry – Magdalena (jako autorka) wydaje mi się być dużo barwniejsza, nie tak „płaska”, jestem nią zauroczona :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. Lirael pisze:
    20 października 2011 o 15:49

    Ja też nie dopatrywałabym się w tym portrecie aż tak wielkiej idealizacji. Ze zdjęć wynika, że Madzia nie była może klasyczną pięknością, ale na pewno mogła się podobać. Portret powstał w roku 1923, Magdalena miała wtedy trzydzieści lat. Zresztą nawet jako starsza pani według mnie prezentowała się świetnie.
    Przywiązanie Madzi do Lilki z jednej strony bardzo wzrusza, z drugiej jednak na pewno życie w cieniu wybitnej siostry nie należało do łatwych, tym bardziej, że Madzia bynajmniej nie miała osobowości szarej myszki. :)
    Pięknie napisałeś o tych wspomnieniach, na pewno zasługują na większe zainteresowanie czytelników. A cytat z Auderskiej uroczy.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. Sempeanka pisze:
    20 października 2011 o 18:13

    Przeczytałam ostatnio 'Magdalenę, córkę Kossaka”, a właściwie nie przeczytałam tylko połknęłam w dwie godziny i planowałam zacząć od nowa, ale już inne książki z półki się buntowały więc odpuściłam :))

    Ale kolejnej nie odpuszczę – uzależnienie to uzależnienie, trudno. Prawda, Lirael ? ;)

    A ten portret jest świetny! Już go widziałam w poprzednich książkach.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. Sempeanka pisze:
    20 października 2011 o 18:25

    aaaaa jeszcze jedno:
    O co chodzi z tymi statystykami bloga „wyszukiwane słowa kluczowe”? Czytałam w którymś twoim poście. Nie rozumiem gdzie tego szukacie a też chcę się pośmiać ;) Bardzo uprzejmie poproszę o instruktaż :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. Lirael pisze:
    20 października 2011 o 18:32

    ~ Sempeanka
    Święta prawda! :)
    Żeby przeczytać wyszukiwane słowa kluczowe, wchodzisz na „projekt”, potem w zakładkę „statystyka”, potem „źródła ruchu sieciowego”, tam je znajdziesz na dole. :) Możesz wybrać, jaki okres Cię interesuje, dzień, tydzień, etc.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  14. zacofany.w.lekturze pisze:
    20 października 2011 o 19:12

    @Kinga: też bym wolał o Madzi pisać, chociaż chyba trudniej byłoby o źródła, o niej siostra książki nie napisała:)

    @Lirael: to tak ładnie we wspomnieniach wygląda, ale one się niekiedy niemal biły:) Jest tu anegdotka o tym, jak Lilka wylała na Madzię wychodzącą na bal zawartość nocnika (tak się domyślam, bo nader to było zawoalowane), a trzy godziny potem w najlepszej zgodzie balowały razem:P

    @Sempeanka: no to już wszystko wiesz:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  15. Agnes pisze:
    21 października 2011 o 08:20

    No to ja się zgłaszam, jako ta jedyna, co to ani „Zalotnicy” ani „Marii i Magdaleny” nie czytała. Jeszcze!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  16. zacofany.w.lekturze pisze:
    21 października 2011 o 08:33

    To szybciutko do biblioteki albo na jakąś internetową wyprzedaż, niedrogo można dostać:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  17. bluedress pisze:
    21 października 2011 o 18:30

    A ja kilka dni temu czytałam 'Z pamietnika niemlodej już mężatki’. Cudo! :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  18. zacofany.w.lekturze pisze:
    21 października 2011 o 18:43

    To dopiero przede mną, kiedyś:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  19. B. pisze:
    25 lutego 2012 o 10:26

    To ja z opóźnieniem :) Magdalena baaaaardzo wyidealizowała portret Lilki. Jest szansa, że dostanę do poczytania wydane listy Pawlikowskiej, to może w końcu dowiem się prawdy, bo póki co – nie wiem, co o niej myśleć.
    A Madzia? Myślę sobie, że wyniosła z domu zasadę, żeby nie pokazywać, że coś boli, dokucza i jest źle. Lubię ją jako osobę, ale jej teksty trochę mnie już męczą. „Z pamiętnika niemłodej mężatki” to trochę „Marii i Magdaleny”, trochę „Zalotnicy”. I to dosłownie :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 lutego 2012 o 10:50

      Komplet listów Pawlikowskiej to nieziemski rarytas, więc przestudiuj dogłębnie i napisz, co odkryłaś. Co do walorów literackich utworów Madzi, to już Lilka ją strofowała, że się rozmienia na drobne i chały wypuszcza – to niestety prawda, niewiele jej dzieł i dziełek wciąż może się podobać.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. B. pisze:
      25 lutego 2012 o 10:59

      Wydaje mi się, że upływającemu czasowi oprzeć się mogą jedynie wspomnienia o Kossakach. Chociaż i to w zbyt dużej dawce jest męczące. A Lilka to pewnie nawet by ją strofowała, gdyby Madzia pisała nieźle. Z zazdrości:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 lutego 2012 o 11:16

      Jeszcze Na ustach grzechu się trzyma:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. B. pisze:
      25 lutego 2012 o 12:09

      Może dlatego, że Pawlikowska pisała to razem z nią? :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 lutego 2012 o 12:22

      I tatuś się dołożył:P Do wydania również:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. B. pisze:
      25 lutego 2012 o 12:31

      Bo tatuś to się do wielu rzeczy dokładał:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 lutego 2012 o 13:55

      Za dobry był dla nich, za dobry:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. B. pisze:
      25 lutego 2012 o 14:21

      I dlatego tak się to wszystko skończyło:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 lutego 2012 o 14:29

      Znaczy jak? :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. B. pisze:
      25 lutego 2012 o 14:31

      Tak, że córeczki jakoś nie mogły znaleźć dla siebie odpowiednich mężów, bo tatuś był najwspanialszy i najlepszy:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 lutego 2012 o 14:33

      Lilka w końcu znalazła.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. B. pisze:
      25 lutego 2012 o 14:38

      Wiedziałam, że to napiszesz:P Znalazła, ale za trzecim razem. Poza tym, jego ciągle nie było w domu:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 lutego 2012 o 14:44

      Może to właśnie jest tajemnica udanego związku?:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. B. pisze:
      25 lutego 2012 o 14:45

      Ciągłe delegacje?
      Coś w tym jest, ale trzeba pamiętać, że to także główne zagrożenie dla małżeństwa:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    15. Aldona Szymko pisze:
      27 kwietnia 2014 o 20:48

      Jako wielbicielka (jednak) Marii, dokopałam się grubego tomiska „Listów. ..”. Rarytas jakich mało. Jednak o Magdalenie nie dowiecie się z nich raczej zbyt dużo, bo w listach tych głównie poruszane są bieżące sprawy Stefana Jasnorzewskiego i Marii, te najbardziej prozaiczne i egzystencjalne. Maria nie miała w Blackpool kontaktu z rodziną. Polecam np. wspomnienia jej męża Zygmunta Niewidowskiego „30 lat życia z Madzią”. Jednak należy wziąć pid uwagę fakt, że są to wspomnienia wygładzone, oczyszczone z takich smaczków, jak ten, że miał wieloletni romans z ich własną pomocą domową niejaką Niusią, na co Magdalena przymykała oko. Potrzebowała go jako „pomoc życiową”, gdyż sama nie potrafiła odnaleźć się we własnym mieszkaniu. Tak była wychowana. W dziennikach Mariana Brandysa znalazłam nawet taki opis Zygmunta: „Coś pomiędzy gangsterem a alfonsem”… Gdzie indziej jeszcze (chyba u Rafała Podraza w wypowiedzi jakiegoś członka rodziny) mówiono, że Madzia wyszła za niego z finansowego wyrachowania: oddała do lombardu pamiątki rodzinne i aby he odzyskać a nie płacić, wydała się za luchwiarza. Niewidowskiego warto przeczytać, jeśli skupimy się na samej Madzi, a Zygmunta potraktujemy wyłącznie instrumentalnie. Przyjemnej lektury!

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d