Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Sześć stopni pod równikiem (Małgorzata Szejnert, „Dom żółwia”)

Posted on 27 grudnia 201116 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Dom żółwia. Zanzibar
Sześć stopni pod równikiem leży tropikalny Zanzibar. Nazwa niczym z Opowieści tysiąca i jednej nocy, ale historia i współczesność wcale nie baśniowe. Małgorzata Szejnert opowiada skomplikowane dzieje wyspy, niegdyś centrum handlu niewolnikami i kością słoniową, wielkiego ośrodka eksportującego goździki, miejsca, gdzie stykały się kultury czarnej Afryki, Arabii i Indii, a później również Europy. To z Zanzibaru wyruszał w swe podróże doktor David Livingstone, dobrze znany czytelnikom powieści Juliusza Verne’a, to stąd na poszukiwanie odkrywcy ruszał Henry M. Stanley, śmiały reporter. To tu rozegrała się najkrótsza wojna w dziejach świata – w niespełna czterdzieści minut Anglicy narzucili wyspie lojalnego wobec siebie sułtana. Czasy nam bliższe też nie były dla Zanzibaru łaskawe: odzyskanie niepodległości w 1963 roku, wybuch rewolucji i obalenie sułtana, wreszcie stworzenie wspólnego państwa z Tanganiką – Tanzanii.

Przez dziesięciolecia Zanzibar zmagał się z dziedzictwem niewolnictwa i wpływów europejskich.

Wciąż silna jest rywalizacja między Afrykanami a Arabami, biali zaś wykorzystują nędzę wyspy, by zagarniać dla siebie coraz większe jej połacie i tworzyć luksusowe enklawy dla turystów, nie dając niemal nic w zamian miejscowemu społeczeństwu. Sytuacji nie zmienią starania garstki ludzi, którym na sercu leży dobro wyspiarzy.
To odległe miejsce ma zaskakująco wiele związków z Polską. I nie chodzi tu tylko o zanzibarski znaczek pocztowy z portretem Marii Skłodowskiej-Curie. Jednym z dziewiętnastowiecznych francuskich konsulów był bowiem Polak z Podola, zapomniany poeta Henryk Jabłoński. Księżniczka z sułtańskiego rodu, Salme Emily Ruete, uciekła z ukochanym do Niemiec i przez pewien czas mieszkała w Bydgoszczy. Podczas swych afrykańskich wojaży o Zanzibar zahaczył Henryk Sienkiewicz, a i dziś mieszka tu kilkoro Polaków.
Książka Małgorzaty Szejnert tchnie egzotyką, ale

nie jest to lukrowany obrazek tropikalnego raju.

Dzieje Zanzibaru były i są skomplikowane, pełne bolesnych problemów, z którymi dotąd się nie uporano. Do przeszłości zresztą mało kto ma głowę, skoro codzienność pełna jest trudności – wyspa od czasu do czasu pogrąża się z kompletnej ciemności z powodu awarii jedynego kabla doprowadzającego prąd z kontynentu, bezrobocie jest duże, a perspektywy rozwoju słabe. Przemawiają dokumenty, wspomnienia, relacje podróżników, ryciny i świadkowie, a reporterka dyskretnie dopełnia obraz wyłaniający się z tych źródeł własnymi wrażeniami z miejsc, w których rozgrywały się wydarzenia. Nie jest to łatwe, gdyż nikt nie zadbał o zachowanie historycznych gmachów czy placów; nawet jeśli przetrwały, zwykle są w ruinie. Wśród źródeł ważną rolę odgrywają zdjęcia – Zanzibar bowiem, chociaż muzułmański, słynął ze znakomitych fotografów, którzy tworzyli wręcz dynastie fachowców i towarzyszyli wszystkim przemianom politycznym, społecznym i gospodarczym. Szejnert rozmawia też z wyspiarzami, odszukując świadków historycznych momentów.
Dom żółwia. Zanzibar to znakomite połączenie wykładu o nieznanych dziejach odległego skrawka lądu, opowieści podróżniczej i reportażu. Pełen jest barw i zapachów (nie zawsze najpiękniejszych), a także skrajnych przeciwieństw – luksusów sułtańskiego dworu i nędzy biedaków. Czyta się niemal jednym tchem, a wiele scen – jak choćby opis przenoszenia zwłok doktora Livingstone’a z głębi Afryki na wybrzeże – zapada w pamięć i zachęca do sięgnięcia po inne książki o dziejach Czarnego Lądu.

Małgorzata Szejnert, Dom żółwia. Zanzibar, Znak 2011.
Za przesłanie książki dziękuję serwisowi Lektury Reportera.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

26 thoughts on “Sześć stopni pod równikiem (Małgorzata Szejnert, „Dom żółwia”)”

  1. lilybeth pisze:
    27 grudnia 2011 o 07:42

    Od dawna mam ochotę na tą książkę, nie dość, że Afryka, to jeszcze Szejnert… Uwielbiam czytać o Afryce, o kolonializmie pisałam nawet pracę mgr. A Małgorzata Szejnert zachwyciła mnie „Wyspą kluczem”. Po Twojej recenzji mam ochotę rzucić się pędem do księgarni i coś tak czuję, że tej chęci pofolguję ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 grudnia 2011 o 07:59

    Zdecydowanie sobie nie żałuj:) Ja mam taką samą ochotę na Wyspę klucz:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. ksiazkowo pisze:
    27 grudnia 2011 o 08:16

    O kurczę, nie wiedziałam, że taka „wypasiona” księżniczka mieszkała w mieście niedaleko ;) Chyba trzeba będzie zrobić jakiś risercz ;)

    Książkę zamówiłam, ciekawe, czy mi podeślą.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. Karolina pisze:
    27 grudnia 2011 o 08:47

    Bardzo lubię czytać o takich różnych dalekich zakątkach, o których przed sięgnięciem po książkę wiem niewiele więcej ponad to, że są. Rozczarowanie przychodzi jednak, gdy książka jest tak napisana, że okazuje się iż bez „wiedzy wstępnej” lektura jest trochę zbyt skomplikowana, że nie ma odpowiedniego wprowadzenia dla niewtajemniczonych. Jak rozumiem po tę książkę można sięgnąć bez obawy, że się człowiek w meandrach sytuacji Zanzibaru nie odnajdzie?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. Kasia pisze:
    27 grudnia 2011 o 08:57

    A ja teraz właśnie czytam „Dom na Zanzibarze” i jestem rozczarowana jak do tej pory. Szkoda że nie trafiłam na „Dom żółwia. Zanzibar”, brzmi znacznie ciekawiej.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 grudnia 2011 o 09:10

    @Książkowo: nie liczyłbym na tablice pamiątkowe ku czci księżniczki:)

    @Karolina: nie trzeba przeprowadzać wstępnych studiów, wszystko jest wyłożone od początku:)

    @Kasia: „Dom na Z”, jak widzę ze streszczeń, to zupełnie inna liga niż Szejnert:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. Lirael pisze:
    27 grudnia 2011 o 10:46

    Książkę Szejnert dostałam w charakterze niespodzianki gwiazdkowej. Twoja recenzja przekonuje mnie o tym, że powinnam niezwłocznie napisać list dziękczynny do Mikołaja. :) Cieszę się, że dzięki autorce odbędę pasjonującą podróż do Zanzibaru, o którym nie wiem kompletnie nic.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 grudnia 2011 o 10:51

    Ignorancja w kwestii Zanzibaru nie jest ignorancją wstydliwą:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. Lirael pisze:
    27 grudnia 2011 o 12:04

    No nie wiem, wcale się nie zdziwię, jeśli zaraz pojawi się komentarz rodowitego Zanzibarczyka oburzonego moją ignorancją, którą w dodatku bezwstydnie się afiszuję. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. Bazyl pisze:
    27 grudnia 2011 o 12:49

    Kurczę, jak już wygram w tego totka, to postawię książki p. Szejnert na półce, a na razie zarekomenduję do zakupów bibliotecznych na przyszły rok :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  11. maiooffka pisze:
    27 grudnia 2011 o 13:34

    Pani Szejnert kusi swoją opowieścią o Afryce. Odkąd ujrzałam zapowiedzi. Ale leczę się z takich zachcianek. Rozsądniej będzie przeczytać dwa poprzednie reportaże autorki, które już nabyłam :)

    Dwie biografie masz na tapecie widzę, od dłuższej już chwili. Głód literatury faktu? :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 grudnia 2011 o 14:19

    Lirael: ja bym się taką ewentualnością nie przejmował:)

    Bazyl: rekomenduj, ja sobie pozostałe książki Szejnert wpisałem na listę przyszłych prezentów:)

    Maiooffka: motywuję się tymi okładkami do przeczytania obu książek, szczególnie że mam zobowiązania recenzyjne:P Chwilowo jednak wolę jakieś mniej wyrafinowane formy literackie:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. Nutinka pisze:
    27 grudnia 2011 o 16:04

    Kusząca ta książka.
    Jakby ktoś chciał bardziej fikcyjnie poznać Zanzibar to polecam powieści Wilbura Smitha – sporo z trylogii o początkach rodu Courtneyów w XVII w. dzieje się w okolicach tej wyspy (więcej szczegółów na blogu).
    Zdaje się, że na Zanzibarze urodził się i wychował też Freddie Mercury, ale to już bardziej współcześnie. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  14. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 grudnia 2011 o 17:34

    Owszem, urodził się, ale teraz śladu po nim nie ma. Na dodatek jest źle widziany przez miejscowych radykalnych muzułmanów i nawet rocznicy urodzin albo śmierci nie pozwolili obchodzić.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  15. maiooffka pisze:
    27 grudnia 2011 o 18:57

    Zaklinanie rzeczywistości presją publiczności? ;) Ja już przestałam zmieniać okładki, bo dłużej je wklejam niż czytam daną pozycję. Ale rozumiem Twój upór – byłam tam :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  16. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 grudnia 2011 o 19:48

    Publiczność, w większości zapewne, ma w lekceważeniu moją opinię o Mikołajskiej i Karskim, więc z wrodzonej złośliwości uraczę czytelników moimi przemyśleniami na ten temat. Oczywiście jak już przeczytam:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  17. maiooffka pisze:
    27 grudnia 2011 o 22:51

    Ruch u Ciebie jak na centralnym, więc z tym lekceważeniem nie jest tak źle ;P
    Sama będę wyglądać Mikołajskiej – nic o niej nie wiem tak po prawdzie. A może wypada i to udowodnisz? ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  18. zacofany.w.lekturze pisze:
    27 grudnia 2011 o 23:04

    Mikołajską znać wypada, chwilowo możesz wpisy Brandysa w Płaszczu czytać – on o żonie dużo pisał:) A co do dopingowania – to właśnie zacząłem czytać biografię i znakomicie się zapowiada:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  19. maiooffka pisze:
    27 grudnia 2011 o 23:45

    Pana męża również tylko z nazwiska kojarzę. Taki ze mnie dyletant. Erskine zamiast Brandysa w święta czytający ;) Tutaj trzeba większy młotek zastosować :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  20. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 grudnia 2011 o 07:41

    Na wszystko przyjdzie kolej, na Brandysa też:) Chyba że zechcesz pogłębiać znajomość z panią Erskine:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  21. maiooffka pisze:
    28 grudnia 2011 o 09:27

    Erskine więcej nie posiadam – na szczęście nie zrobiłam zapasów pod wpływem pozytywnych opinii jak to mam w zwyczaju ;p Ale Brandysa również brak, a mam ostatnio potrzebę pozbywania się zalegających książek. Zamiast dokładania nowych. Jeśli więc jego kolej nadejdzie, to miną jeszcze długie lata do tego czasu. To wielka strata?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  22. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 grudnia 2011 o 13:57

    Dziennik Brandysa warto znać:) Ale zawsze możesz śledzić na Płaszczu, pewnie prędzej czy później będzie tam większość wpisów:))

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  23. Claudette pisze:
    28 grudnia 2011 o 15:32

    Zanzibar od dawna jest na mej długiej liście miejsc do odwiedzenia.

    Nie miałam pojęcia, że ta książka Szejnert jest czymś w rodzaju reportażu. Spodziewałam się raczej powieści osadzonej gdzieś na białych plażach tej rajskiej wyspy i dlatego troszkę traktowałam ją po macoszemu. Coś czuję, że to się zmieni ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  24. zacofany.w.lekturze pisze:
    28 grudnia 2011 o 16:34

    O jakiejś zanzibarskiej powieści jest mowa wyżej. Szejnert to nie jest czysty reportaż, ale warto poczytać.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  25. Kasia+W. pisze:
    4 grudnia 2021 o 08:00

    A nasi celebryci smażą hurtem tyłki na Zanzibarze i pozuja do zdjęć z uroczymi Murzyniątkami (Kurdej-Szatan)… ciekawe, czy cokolwiek wiedzą o wyspie

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage Piotr (zacofany.w.lekturze) pisze:
      4 grudnia 2021 o 13:38

      To pytanie, rzecz jasna, retoryczne?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d