Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pisarze ze starej szkoły: Gustaw Flaubert

Posted on 19 stycznia 20125 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Wertując tomy dzienników, pamiętników i listów, często natrafiam na zapiski, w których pisarze zdradzają tajemnice swego warsztatu i przedstawiają stosunek do własnej twórczości. Chciałbym więc rozpocząć cykl, w którym od czasu do czasu przedstawię garść cytatów  – uwag ciekawych dla wszystkich wielbicieli talentów autorów  ze starej szkoły. Warto je poznać, by pogłębiać własną refleksję nad literaturą i by lepiej zrozumieć dzieła, które czytamy.
Gustaw Flaubert dzielił się swymi uwagami z przyjaciółmi – należeli do nich bracia Edmund i Juliusz de Goncourt, którzy starannie zapisywali treść tych rozmów w swoim dzienniku.
[Flaubert] opowiada nam o swoim życiu samotnym, dzikim, odosobnionym, odciętym, nawet w Paryżu. […] Pracuje dziesięć godzin dziennie, ale traci dużo czasu, zapominając o wszystkim podczas lektur, zawsze też gotów jest uciec od własnej książki. Zaczyna się rozgrzewać dopiero koło piątej po południu, gdy do pracy siada o dwunastej. Nie może pisać na czystym papierze: musi wpierw zanotować myśli, które rozmieszcza jak malarz pierwsze kolory [12 stycznia 1860 roku].
***
Flaubert opowiadał nam, że kiedy opisywał panią Bovary zażywającą truciznę, czuł się tak, jakby miał kawał miedzi w żołądku i dwukrotnie wymiotował; dodał, że kiedy kończył powieść, przyjemnie mu było, że musiał wstawać po chusteczkę, by otrzeć łzy… [10 grudnia 1860].
***
Flaubert mówi nam: „Wątek, przygoda w powieści są mi zupełnie obojętne. Kiedy piszę, wyobrażam sobie, że oddaję kolor, ton. Chcę, na przykład, żeby w mojej powieści o Kartaginie była purpura. Reszta – osoby, intryga – to drobiazg. Przy Pani Bovary myślałem tylko o tym, by oddać ton szary, barwę pleśni, jaką mają egzystencje portierów. […] [17 marca 1861].
***
Flaubert opowiada mi, że pracował kiedyś nad Salamboprzez trzydzieści osiem godzin z rzędu i tak był wyczerpany, iż nie miał siły, by podnieść karafkę i nalać sobie wody [16 lutego 1862].
Edmund i Juliusz de Goncourt, Dziennik, tłum. Joanna Guze, Państwowy Instytut Wydawniczy 1988, s. 114, 135, 140, 152.

Dziś zakończyło się głosowanie w konkursie Blog Roku 2011. Chciałbym podziękować za wszystkie głosy, jakie otrzymałem, a szczególne podziękowania składam Matce Chrzestnej i Lirael za zaangażowanie i wielkie wsparcie. Wszystkim finalistom serdecznie gratuluję!

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

25 thoughts on “Pisarze ze starej szkoły: Gustaw Flaubert”

  1. Zbyszekspir pisze:
    19 stycznia 2012 o 20:59

    Ten komentarz może nie będzie odkrywczy, ale z pewnością długi. Co do Flauberta to również mnie interesuje. Czytałem nietypową może jego biografię Juliana Barnesa „Papuga Flauberta”, według mnie fantastyczna książka. Mam w planach jeszcze jedną „Reka Flauberta” zdaje się, że chyba polskiej autorki, ale wyleciało mi z głowy jej nazwisko. Jeżeli chodzi o nowy cykl to jestem bardzo zainteresowany, sam myślałem o czymś podobnym, ale nie mam zbyt wielu źródeł, dzienników, listów, pamiętników. Dopiero mam je zamiar mieć:) Mam jeszcze w planach coś innego, ale to zajmie mi dużo więcej czasu niż pisanie samych recenzji, o ile tak je można nazwać. Co do konkursu to chcę wyrazić mój żal, szczególnie, że też troszkę wspierałem i miałem nadzieję, bo to wyróżniający się blog, wiem co piszę, mam w końcu pod obserwacją jakąś ich setkę. Może zatem już za rok. Pozdrawiam ciepło.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 stycznia 2012 o 21:06

      Zbyszku, dzięki za wsparcie:) O obu książkach o Flaubercie słyszałem, zresztą wypłynęły chyba przy okazji dyskusji o „Pani Bovary” u Ani. Jeśli cykl wzbudzi zainteresowanie, to mam kilka asów w rękawie plus absolutną perłę, czyli opinie Goncourtów o Flaubercie:P Cóż to było za siedlisko żmij ta gromadka literatów paryskich:D I powodzenia w realizacji pomysłu:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      19 stycznia 2012 o 21:18

      „Papuga Flauberta” jest znakomita. Książki Renaty Lis jeszcze nie czytałam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    19 stycznia 2012 o 21:16

    Pomysł na cykl świetny! Podobnie jak zdjęcie! :D Z góry się cieszę na kolejne odcinki. Wielokrotnie czytałam fragmenty „Karafki La Fontaine’a” poświęcone pracy pisarzy, a mój egzemplarz „Alchemii słowa” to zbiór fruwających kartek. :)
    Flauberta wręcz uwielbiam, a fragment o truciźnie i chusteczce zwielokrotnił moją sympatię do niego. To, co uprawiał, to było słowne snycerstwo najwyższej próby. dzięki za przypomnienie tego w dobie literackiego fast foodu.
    Wyniki konkursu zaskoczyły mnie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będą inne. A dziękować absolutnie nie ma za co.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 stycznia 2012 o 21:29

      „Karafkę” zostawiam sobie na bardzo, bardzo odległy deser, a Parandowskiego chyba wieki temu czytałem. Mam cichą nadzieję, że doczekamy się wreszcie obiektywnych recenzji z mnożących się gwałtownie e-booków i uda się wyłuskać z tego zalewu jakieś obiecujące nazwiska, których rozwój warto obserwować. To katorżnicza praca i nic dziwnego, że niewielu jest chętnych:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      19 stycznia 2012 o 21:45

      Niedawno czytałam ciekawą recenzję Charliego: http://charliethelibrarian.wordpress.com/2012/01/15/antologia-31-10-halloween-po-polsku/

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 stycznia 2012 o 22:02

      Też ją czytałem. Właśnie takich recenzji brakuje, częściej autorzy poklepywani są po pleckach i nikt im nawet ewidentnych błędów nie wskaże. Halloween był chyba dość nagłośnionym projektem, większość e-booków nigdy się nie doczeka uwagi, a ich autorzy rzetelnej opinii o swoich zdolnościach.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      20 stycznia 2012 o 10:03

      Ja się nie podejmuję.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 stycznia 2012 o 20:43

      Bazylu, właśnie odniosłem przeciwne wrażenie – że się podjąłeś i chwała Ci za to:D Kropla drąży skałę…

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. ksiazkowo pisze:
    19 stycznia 2012 o 22:10

    Och, cóż za smakowity cykl się nam szykuje! Kontynuuj, kontynuuj!

    Czyli stara dobra szkoła tworzenia to był pot, łzy, praca ponad siły, notatki i poprawki. Ciekawe, jak to wygląda teraz, kiedy dookoła nas istnieje taki pęd do wydawania książek, że aż wydaje się, że to tylko praca – siadam i pisze, a potem fruuuu do korekty (o ile!).

    ZWL – niewielu jest chętnych do pisania książek? ;p Chyba do tego pisania, które poparte jest solidnym przygotowaniem i samokrytycyzmem?

    A za wsparcie nie ma co dziękować, należy Ci się :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 stycznia 2012 o 22:19

      Pisząc o „niewielu chętnych”, miałem na myśli potencjalnych recenzentów licznych e-booków, a nie niedobór autorów – tych nam nie zabraknie. Mam nadzieję, że w niewielu wypadkach jest tak, jak piszesz – dziś napisanie, dziś publikacja:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. ksiazkowo pisze:
      19 stycznia 2012 o 22:31

      No fakt, źle przeczytałam, chyba mi to poszukiwanie chaty na mózg pada ;) Ja planuję sięgnąć po niektóre z tych e-booków, ale kiedy, to już życie zweryfikuje ;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 stycznia 2012 o 22:35

      Nie mam niestety czytnika i musiałem zrezygnować niedawno z nieźle się zapowiadającej powieści. Czytanie 200 stron pdfa na monitorze to zbytnia masakra:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      20 stycznia 2012 o 20:27

      Tak a propos: gorzka refleksja. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 stycznia 2012 o 20:41

      Tak, gorzka refleksja. Obrazek obiegł chyba dziś cały świat, bo jest bardzo a propos. Odnoszę wrażenie, że ci, którzy chcą po prostu czytać, najlepiej coś dobrze napisanego, są bardzo podejrzani:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. czytanki.anki pisze:
    20 stycznia 2012 o 07:42

    Przestaję się dziwić, że Flaubert uskarżał się na przeróżne dolegliwości;)
    Cykl zapowiada się wielce interesująco, proszę o więcej.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 stycznia 2012 o 08:24

      Dodajmy jeszcze do tego niechęć do wszelkiego ruchu, nawet spacerów:P Więcej za dwa tygodnie:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. the_book pisze:
    20 stycznia 2012 o 09:49

    Słyszałam wiele o „dość” emocjonalnej i wyczerpującej pracy twórczej Flauberta. Ale w sumie chyba niewielu jest twórców którym dość gładko przychodzi pisanie. Nawet wśród tych wyjątkowo płodnych – sprawa nie wygląda za wesoło. Zwykle wiąże się do z wielką samodyscypliną. Jak u Balzaca.
    A pomysł na cykl godny podziwu :)

    Pozdrawiam :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 stycznia 2012 o 09:59

      Dzięki za dobre słowo:) Flaubert wyjątkowo się przykładał, za to potem miał chyba jak najlepsze zdanie o tym, co stworzył – skoro popłakał się nad śmiercią Emmy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Florentyna pisze:
    20 stycznia 2012 o 12:11

    Świetny cykl;-)
    Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 stycznia 2012 o 13:20

      Za mniej więcej dwa tygodnie kolejna część:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Florentyna pisze:
      22 stycznia 2012 o 12:41

      Super, zajrzę z przyjemnością;-)
      Pozdrawiam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. biedronka pisze:
    20 stycznia 2012 o 12:25

    Flaubert to fascynujący twórca, a zarazem niewątpliwie wybitny.
    ,,Pani Bovary,, jest niezwykłą lekturą ze względów merytorycznych.
    Każde słowo, zdaniem znalazło tam swoje właściwe miejsce.
    Ogromnie spodobał mi się fragment poświęcony pojmowaniu stylu przez Flauberta:
    Styl pojmował Flaubert jako wyrażenie rzeczy we właściwych barwach, ruchu i natężeniu przez użycie słów z daną rzeczą tak zrośniętych, jak gdyby i rzecz sama, i słowo ją określające urodziły się razem. Była w tym pojęciu nieomal mistyczna wiara w jakiś byt zaginiony, w którym i słowa, i rzeczy trwały we wspólnym uścisku, dopóki nie rozerwała ich wichura nowych światów. Zdanie stawało się precyzyjnym mechanizmem, jego części musiały być odszukane w olbrzymich składach języka, musiało się znaleźć ten jedyny rzeczownik, który był nazwą przedmiotu, ten jedyny przymiotnik, który dawał mu barwę, odcień, dźwięk, i ten jedyny czasownik, który przedmiot poruszał i ożywiał. Przykuty do papieru, ze spłomienioną twarzą, z nabrzmiałymi żyłami, Flaubert nękany strachem, z gardłem wyschniętym od pragnienia, czynił wrażenie człowieka podnoszącego ciężkie warstwy ziemi, by się dokopać do jakiegoś źdźbła czy ziarna, które czuł wewnętrznym instynktem. Znalezienie właściwego słowa, triumf zawsze wielki i radosny, nie wystarczało. Harmonia zdania mogła je odrzucić, mogła się zwichnąć na nieprzeodzianej zadrze. Jawiła się nowa tajemnica: rytm prozy. Myślał o stylu, który by był ,,piękny i rytmiczny jak wiersz, dokładny jak język nauki, o przelewach wiolonczeli, o grzywach ognia; styl, który by wchodził w myśl płynęła gładko jak łódź z wiatrem….
    Szukanie właściwego miejsca dla zdania lub choćby dla znamiennego wyrazu stawało się długą pielgrzymką wśród kompozycji ustępu. Położyć słowo we właściwym miejscu, nieprzesuwalnie jak kamień w murze, znaczy wynieść je do godności istoty żywej, zdolnej wzruszać, radować, budzić strach lub zachwyt; w takim słowie można zgromadzić tyle mocy, by uwięzione w niepozornym zakątku stronnicy rwało ją w górę jak śmigło lub rozścielało szeroką falującą płaszczyzną. W ten sposób stosunek pisarza do utworu zmieniał się w długą i dramatyczną miłość i niepodobna się dziwić, że gdy ktoś wchodził do pracowni, Flaubert narzucał na stół płachtę jedwabną, aby niczyje oko nie spoczęło na tych udręczonych kartach,,…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. biedronka pisze:
    20 stycznia 2012 o 12:26

    Polecam genialne opracowanie ,,Pani Bovary,, Nabokova!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 stycznia 2012 o 13:19

      Biedronko, dziękuję za ten obszerny cytat. Nabokov, jak widać, w bardziej ozdobnej formie wyraził to, co sam Flaubert w rozmowach i listach:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d