Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Czytam tylko z konieczności”

Posted on 27 lutego 20125 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
W swoich wspomnieniach o mężu Magdalena Zawadzka niecałą stronę poświęciła upodobaniom literackim Gustawa Holoubka. Interesował się historią, biografistyką i – co szczególnie dziwiło jego żonę – kryminałami. Na pytanie, co widzi w tego rodzaju książkach, Holoubek
tłumaczy, że czyta głównie klasyków tego gatunku, że dobry kryminał jest skarbnicą wiedzy, że poznaje nie tylko psychologię postaci, język, obyczaje, ale też historię i geografię miejsc, w których rzecz się dzieje. Towarzyszy mu dreszcz emocji i wysiłek intelektualny, a rozwiązywanie wraz z autorem zagadki, przy której trzeba się nieźle nagłowić, daje ogromną satysfakcję. Dobry kryminał może być sumą wiedzy, której szukamy w innych książkach […].
Padły nazwiska Agathy Christie, Arthura Conan Doyle’a, Raymonda Chandlera i Joe Alexa.
Kiedy pod koniec lat dziewięćdziesiątych Barbara N. Łopieńska wypytywała Holoubka o upodobania czytelnicze, kryminały należały już do przeszłości: „Jak się ma tendencje nadciśnieniowe, nie powinno się za dużo czytać” – stwierdził aktor. Odnosiło się to zresztą nie tylko do kryminałów. „Czytam tylko z konieczności”, dorzuca i wymienia: „Czasami spojrzę na coś w gazecie, ale gazet w zasadzie też nie czytam”. „Staram się czytać, co pisze krytyka o teatrze, ale ponieważ szalenie tym się denerwuję, więc czytam wybiórczo”. „Kupuję poezję” (ulubieni poeci: Tadeusz Nowak, Wisława Szymborska, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński i, rzecz jasna, polscy romantycy). „Fascynuję się ciągle tym, co stanowi kanon literacki”. Do tego oczywiście, z zawodowego obowiązku, lektura dramatów (niechętnie, bo Holoubka odstraszała wszechobecna w nich „chmura dewiacji”). Nie podobało mu się penetrowanie przez dramaturgię „peryferiów rzeczy”, analizowanie alkoholizmu czy homoseksualizmu („Wolałbym, żeby to się odbywało w szpitalu niż na scenie”).
Zanim jeszcze Gustaw Holoubek stracił chęć do czytania, lektura dostarczała mu niezapomnianych przeżyć:
Pamiętam, że kiedyś drżałem, biorąc do ręki książkę, jak zamykał się naokoło świat, jak się wtapiałem w nią i nic poza tym nie widziałem, jak cierpiałem, kiedy mnie od niej odwoływano […], jak nie spałem całe noce, żeby móc czytać.
Podczas powojennych pobytów w sanatoriach wielkim odkryciem był Proust:
[…] Proust wlazł we mnie. Jego politura, ekscytacja każdym szczegółem rekwizytu, wiwisekcja duchowo-psychologiczna, wszystko to doprowadzało mnie do ekstazy.
Wielkiego entuzjazmu nie wzbudziła natomiast „Czarodziejska góra” („[…] była dla mnie wtedy przerażająca przez fakt opisywanego procesu nieuchronności”. Powrót do Manna po latach okazał się nieporozumieniem: „[…] od początku do końca strasznie mnie ona śmieszyła”). 
I na zakończenie jeszcze dwa fragmenty, które doskonale pasują do dyskusji o tym, co czytać – klasyków, czy może nowości:
[…] To, co nas w tej chwili gnębi, a mianowicie nakaz awangardy, demoniczny przymus konsumowania tylko tego, co najnowsze, ze stanowczym odrzucaniem tego, co było dotychczas, jest strasznie lekkomyślny. Nie ulega wątpliwości, że z tak zwanej awangardy, z tego, co dzieje się współcześnie, zostaje bardzo mało. I tak było w każdej epoce.
[…] Więc czy nie warto wracać do klasyki? Warto. Choćby po to, żeby zbadać własną dojrzałość. Żeby się dowiedzieć, czy człowiek już na tyle dojrzał, żeby móc inaczej spojrzeć na to samo.
Cytaty za: Magdalena Zawadzka, Gustaw i ja, Wydawnictwo Marginesy 2011, s. 115.
Barbara N. Łopieńska, Książki i ludzie, Twój Styl 1998, s. 127–133.
Za udostępnienie wywiadu Barbary N. Łopieńskiej z Gustawem Holoubkiem serdecznie dziękuję Biblio_g3: 

65 thoughts on “„Czytam tylko z konieczności””

  1. Zbyszekspir pisze:
    27 lutego 2012 o 21:40

    Oczywiście, że warto czytać klasyków, a nawet trzeba. Podobnie lubię wracać do raz przeczytanych książek, szukać w nich czegoś co kiedyś mi się tak podobało, przypomnieć sobie wrażenia, atmosferę, zobaczyć czy coś uległo zmianie. Pilch napisał w „Bezpowrotnie utraconej leworęczności”, że „Książki nie są po to aby je czytać. Książki są po to aby je czytać i zapominać, by potem móc je znowu czytać”. Mam tylko nieco odmienne zdanie jeżeli chodzi o „Czarodziejską górę”, bardzo ją lubię, ale to już szczegół:)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lutego 2012 o 22:00

      Pilch pisał o mnie:) Potrafię zapomnieć wszystko kwadrans po skończeniu czytania i minimum pięciu powtórek wymaga u mnie utrwalenie szczegółów fabuły:) Z młodzieńczych zmagań z Czarodziejską górą pamiętam tyle, że przyklasnąłbym Holoubkowi. Ale może czas sprawdzić, „czy człowiek już na tyle dojrzał, żeby móc inaczej spojrzeć na to samo”.

      Odpowiedz
    2. Zbyszekspir pisze:
      27 lutego 2012 o 22:54

      Jeżeli chodzi o zapominanie, mam podobnie:) Patrick Suskind nawet napisał opowiadanie o kimś takim, kto zapomina nawet po przeczytaniu kilku zdań, czytałem, ale już zapomniałem tytuł tego opowiadania:) W „Czrodziejskiej górze” podoba mi się wiele rzeczy, szczególnie zabawy z czasem, relatywizm, powtarzanie pewnych rytuałów, czy jak Hans Castorp zmienia się, wsiąka. Ja czytałem pierwszy raz za młodu, być może teraz by mnie znudziła:)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lutego 2012 o 23:00

      Spróbuj przeczytać ponownie:) Ja się chyba nie zdecyduję:P

      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      28 lutego 2012 o 07:05

      Panowie! Wlewacie we mnie nadzieję! Do tej pory myślałem, że to tylko ja jestem dotknięty czytelniczą sklerozą i dlatego np. bardzo rzadko startuję w konkursach, w których trzeba odgadywać pochodzenie fragmentów tekstu. Uff!

      Odpowiedz
    5. B. pisze:
      28 lutego 2012 o 07:25

      O! Jak miło :) Widzę, że grono osób, które zapominają to, co czytały – się powiększa. Uff… myślałam, że to moje roztrzepanie sprawia, że zapominam.
      Cieszę się z tego, że chociaż pamiętam, czy mi się podobało czy nie, chociaż to o niczym nie świadczy, bo kolejna lektura tego samego tekstu wzbudza zwykle inne odczucia niż pierwsza :)

      Odpowiedz
    6. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 07:33

      Bazyl: na pociechę (chyba:P) dorzucę, że ja tak mam od zawsze, niemal od pierwszej książki, więc nie jest to oznaką starczego otępienia:)

      B.: po to się czyta książkę po raz drugi, żeby znaleźć coś nowego.

      Odpowiedz
    7. Bazyl pisze:
      28 lutego 2012 o 07:54

      A u mnie przyszło z wiekiem. Widać mózg zajęty różnymi, życiowymi pierdołami, nie chce już chłonąć pierdół (tak, tak, mądrości) z książek. Swoją drogą zdziwiłem się ostatnio, jak wiele zapamiętałem ze słuchanego audiobooka. Zdziwiłem, bo miałem wrażenie, że myśli, po pierwszej minucie słuchania, odlatują mi hen i za diaska nie wiem o co kaman. Czyżby podmianka wzrokowca na słuchowca?

      Odpowiedz
    8. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 07:57

      Może spróbuj słuchać przez sen – okaże się, że zapamiętujesz całe akapity:))

      Odpowiedz
    9. Bazyl pisze:
      28 lutego 2012 o 08:19

      Może to jest sposób. Zapodałbym historię Polski i powszechną, które łkają z półek, a których nie chcę kalać moim brakiem uwagi :(

      Odpowiedz
    10. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 08:23

      I ze trzy gramatyki różnych języków by się przydały, ech:(

      Odpowiedz
    11. Bazyl pisze:
      28 lutego 2012 o 09:00

      Mnie by się przydała polskiego :(

      Odpowiedz
    12. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 09:21

      Nie wiem, czy jest jakiś audiobook gramatyczny:)

      Odpowiedz
    13. Iza pisze:
      28 lutego 2012 o 12:24

      Też cierpię na sklerozę. Ale 5 powtórek ? never:)

      Odpowiedz
    14. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 12:26

      I tam, samego Lesia pewnie z dziesięć, bo Lalkę to z pięć razy. Był człowiek młody, miał czas na czytanie:)

      Odpowiedz
  2. guciamal pisze:
    27 lutego 2012 o 21:59

    Bardzo podoba mi się to zdanie Pilcha o czytaniu, zapominaniu i wracaniu. Wracam niejednokrotnie. Nawet uknułam na własne potrzeby definicję dobrej książki (dobrej dla mnie)- to taka, do której chcę wrócić, jeśli nie, to może lepiej było nie czytać. A tak a propos czytania; gdyby mnie ktoś zapytał – literatura współczesna, czy klasyka, kryminał, czy historia? odparłabym, że w czytaniu, jak we wszystkim cenię różnorodność. Moim zdaniem nie powinno się zasklepiać w jednym gatunku, bo to zubaża. Co nie przeszkadza temu, że jakoś bliżej mi do klasyki niż do nowinek. Może to kwestia wieku- bardziej klasyczny :) niż młodzieńczy. A co do upodobań czytelniczych, albo raczej poglądu pana Gustawa, iż nie powinno się za dużo czytać wygłaszanego w wieku już niemłodym – kto wie, jakie my będziemy prezentować poglądy osiągnąwszy pewien wiek i pewne znużenie życiem. Osobiście mam nadzieję, że nie opuści mnie żadna z moich pasji, ale kto wie…

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lutego 2012 o 22:05

      Też mam nadzieję, że radość czytania mnie nie opuści. W sporze między klasyką a nowoczesnością lubię zachować równowagę, chociaż ze wskazaniem na klasykę. Ale zacytowałem te zdania głównie dlatego, że okropnie drażni mnie zachwycanie się rozmaitymi bestsellerami przez osoby, które nie mają pojęcia o wtórności tych książek, bo nie znają źródeł czy pierwowzorów. Była czas jakiś temu taka faza mądrzenia się o realizmie magicznym na podstawie wyłącznie Cienia wiatru:PP

      Odpowiedz
    2. Zbyszekspir pisze:
      27 lutego 2012 o 22:46

      „Cień wiatru” to raczej powieść gotycka, jakieś malutkie elementy realizmu magicznego można by się dopatrzeć, na siłę:)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lutego 2012 o 22:59

      Nie znam się na powieściach gotyckich, ale chyba takiego określenia bym nie użył, jakiś tam zakurzony magazyn i facet bez twarzy to chyba ciut mało na gotycyzm? W każdym razie działało automatyczne skojarzenie pisarz Hiszpan, znaczy realizm magiczny, a marketing jeszcze podgrzewał atmosferę.

      Odpowiedz
    4. Zbyszekspir pisze:
      27 lutego 2012 o 23:42

      Co prawda niewiele już pamietam z charakterystycznych cech powieści gotyckiej, ale wydaje mi się, że były tam: zamek (może być nawet dziwny, stary dom), miłość związana z jakąś ukrytą zbrodnią, tajemnica. W każdym razie „Cień wiatru” ma niektóre elementy, wszyscy go jako taką powieść określają. Można go też zaliczyć do romansu, powieści szkatułkowej, Bildungsroman czy XIX-to wiecznej.

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 05:46

      Moim zdaniem i tak jesteś nadmiernie łaskawy dla prozy Zafona. Ja go sytuuję gdzieś w okolicach „humbugu literackiego”:P

      Odpowiedz
    6. B. pisze:
      28 lutego 2012 o 07:29

      Klasyka ma tę przewagą, że jest dobrą literaturą. Proza współczesna (przynajmniej to, na co ja trafiam) bardzo często jest słaba, a przede wszystkim jest tego tak dużo, że człowiek nie wie, co ma wybrać. Nie mówiąc o tym, że prawie każda z książek ma plakietkę „światowy bestseller” i „numer jeden”. Drażni mnie to.

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 07:34

      Ta, i zwykle po tych numerach jeden po pół roku zostają tylko końcówki nakładów na taniej książce:P

      Odpowiedz
  3. Lirael pisze:
    27 lutego 2012 o 22:09

    Mnie się podobają nie tylko książki, które Holoubek czytał, ale też sposób, w jaki o nich opowiadał w tym wywiadzie. We „Wspomnieniach z niepamięci” jest rozdział o czasach szkolnych i ulubionych lekturach. Holoubek wymienia wielu lubianych pisarzy z tamtego okresu: May, Przyborowski, Cooper, Stevenson, Curwood, London, Amicis, Molnar, Sienkiewicz. A Trylogię nazywa „koroną wszechrzeczy”.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lutego 2012 o 22:36

      Niestety nie udało mu się zarazić syna Curwoodem, trzymał dla niego egzemplarz na półce: „To dla Jasia, ale Jasio nie czyta”:) Syn wolał wtedy Kafkę, Bułhakowa i Konwickiego.

      Odpowiedz
    2. bibliog3 pisze:
      27 lutego 2012 o 23:18

      Szanowny Gospodarzu tej strony!
      Bardzo miło jest dostać piękny bukiet kwiatów przed snem – i to jeszcze w zimową noc! :) Dziękuję i cieszę się, że wywiad został spożytkowany z korzyścią dla tych, co tutaj zaglądają. Pozdrawiam! Iza

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 05:47

      To ja dziękuję raz jeszcze i oczywiście zapraszam do rozgoszczenia się tutaj:D

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      28 lutego 2012 o 05:53

      ~ Zacofany w lekturze
      Ciekawe, ile Jaś miał wtedy lat. Może już od dzieciństwa miał wysublimowany gust i przedkładał Kafkę nad Curwooda i Makuszyńskiego. :)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 07:36

      Siedemnaście:PP

      Odpowiedz
  4. Agnesto pisze:
    28 lutego 2012 o 00:16

    Zdecydowanie warto czytać klasyków, powracać, czytać na nowo, odkrywać po raz pierwszy…
    Czytelniczo to jak tak od sasa do lasa.
    Bardzo lubię ten cytat z Pilcha. Są jednak książki, które zapominamy bez żalu i chęci powrotu i te, do których nam myśl tęsknie wybiega…
    „Czarodziejskiej…” nie czytałam, „Cienia wiatru ” też nie, więc się nie wypowiem.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 05:57

      Więcej jest chyba jednak tych, które zapomnieliśmy, po części zupełnie bez żalu.

      Odpowiedz
    2. Zbyszekspir pisze:
      28 lutego 2012 o 08:40

      Dla mnie najbardziej wartościowe są te książki, podczas lektury, których myślę sobie, że jeszcze muszę do nich wrócić, przeczytać jeszcze raz, a po przewróceniu ostatniej strony mamy ochotę zacząć od nowa:)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 09:24

      Ja tak miałem z Chmielewską i Musierowicz, ale to wynikało z chęci powrotu do dobrej zabawy, a nie z walorów refleksyjnych tych lektur:P Parę rzeczy zdarzyło mi się jednak zaczytać, a i teraz nie miałbym nić przeciwko powtórce Lalki czy Chłopów:)

      Odpowiedz
    4. B. pisze:
      28 lutego 2012 o 09:38

      Chętnie wróciłabym do wielu książek, które czytałam, ale z drugiej strony serce mi się kraje, gdy wiem, że tyle stoi jeszcze nieprzeczytanych, tak samo wartościowych.

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 09:39

      No ale z drugiej strony, czytając starych znajomych, unikamy wielu rozczarowań:))

      Odpowiedz
    6. B. pisze:
      28 lutego 2012 o 09:42

      Co prawda, to prawda. Ale nowi znajomi, to nowe możliwości :)

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 09:47

      Wybór należy do Ciebie:)

      Odpowiedz
  5. Zbyszekspir pisze:
    28 lutego 2012 o 08:55

    A co do Zafona i „cienia wiatru”, nie twierdzę, że to arcydzieło, i że będzie kiedyś klasyką, ale ma coś takiego co wciąga, atmosferę, humor, błyskotliwe wypowiedzi niejakiego Fermina, chociaż zdaję sobie sprawę, że Zafon czerpał z wielu wcześniejszych utworów, zresztą sam się do tego przyznaje, kilka rzeczy też mi sie nie podobało. Kiedy książka wyszła, ja jeszcze nie miałem internetu, nie śledziłem recenzji, nic o niej nie wiedziałem i nie uprzedziłem się. ci co teraz o niej słyszą mogą mieć już zbyt duże wymagania co do niej.

    A czy jesli macie do czynienia z nowością, rozreklamowanym bestsellerem, to sprawdzacie jego wartość czy odrzucacie z założenia, co by czasu nie tracić? A może przegapimy coś wspaniałego.
    wydaje mi się też, że ksiązki i pisarze byli kiedyś lepsi, solidniejsi, i stawali się klasykami. Podobnie jest z filmami, czy ktoś robi teraz takie filmy jak Hass, Kawalerowicz, Munk. Dlaczego „Potop”, „Noce i dni” czy „Matka Joanna od aniołów”, „Pociąg” są niesamowite a „Ogniem i mieczem” juz tylko komiksowy. Ostał się nam jeden Polański, ale też przeplata lepsze filmy gorszymi. Troche się chyba za nadto rozpisałem/-pasałem:)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 09:28

      Zafon jest według mnie bardzo sprawnym i sprytnym rzemieślnikiem, który sobie wykoncypował idealny przepis na bestseller z grupy tych, co to udają książkę z wyższej półki, niż faktycznie są:) U mnie Cień wiatru odleżał półtora roku, aż szum ucichł – zresztą tak mam z większością tych okrzyczanych nowości – odczekuję aż opadnie kurz bitewny i zwykle dochodzę do wniosku, że niekoniecznie muszę to czytać:P
      O filmach pojęcia nie mam, ale pewnie mechanizm jest taki jak z książkami – kiedyś twórca w nosie miał targety i wskaźniki sprzedaży, a dziś na etapie scenariusza czy konspektu musi na zimno wyliczyć, co mu pozwoli odnieść sukces kasowy.
      I nie krępuj się z komentarzami – blogger dopuszcza chyba do 4 tysięcy znaków:D

      Odpowiedz
    2. B. pisze:
      28 lutego 2012 o 09:41

      „Cień wiatru” przeczytałam po tym, jak wokoło rozchodziły się głosy zachwytu, jaka to wspaniała książka. I może dlatego jestem nią rozczarowana, bo moje wymagania były zbyt duże?

      Odpowiedz
    3. Zbyszekspir pisze:
      28 lutego 2012 o 10:26

      ZWL – Ale w końcu przeczytałeś czy nie?

      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 12:07

      Ostatnie 20 procent przekartkowałem, bo rozwiązałem zagadkę i nie widziałem potrzeby przedłużania sobie męki:P

      Odpowiedz
    5. Zbyszekspir pisze:
      28 lutego 2012 o 13:06

      Aż tak? Ja daję książce 100 stron, jeżeli coś mi się nie podoba to rzucam w kąt. Czyli wytrzymałeś jakieś 400 stron, chyba, jestem cienki Bolek z matematyki, to i tak niezły wynik szczególnie jeśli książka jest kiepska:)

      Odpowiedz
    6. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 13:26

      Sam sobie udowadniałem, że przecież nie jestem uprzedzony i że w sumie to fajne czytadło:P Nic z tego, niestety:D

      Odpowiedz
    7. Zbyszekspir pisze:
      28 lutego 2012 o 18:13

      Mówi się trudno i żyje dalej z tym bagażem:)

      Odpowiedz
    8. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 19:39

      Zaraz tam z bagażem:P Za to mogę zblazowanym tonem mówić, że czytałem Zafona i że mi się nie podobało:P

      Odpowiedz
    9. Zbyszekspir pisze:
      28 lutego 2012 o 20:51

      Wolnoć Tomku w swoim domku :)

      Odpowiedz
  6. Bazyl pisze:
    28 lutego 2012 o 09:49

    O, widzisz! Przypomniałeś mi Fermina, coś mi zaświeciło, że gdzieś, kiedyś … i oto – SUCHAR. :)
    PS. Mnie napis BESTSELLER odstrasza, ale jak reszta zachęci, to się nie wzdrygam aż tak bardzo by nie sięgnąć :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 09:54

      Zabij mnie, jeśli pamiętam jakiegoś Fermina:P A suchary lubię, szczególnie bieszczadzkie, chociaż kiedyś były lepsze:)

      Odpowiedz
    2. Zbyszekspir pisze:
      28 lutego 2012 o 18:14

      Wszystko na tym świecie kiedyś było lepsze, nawet suchary, zęby na nich zjadłem:)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 19:40

      Trafiły mi się kiedyś takie hipertwarde, pieczone specjalnie jako żelazne racje dla wojska. Miiodzio:))

      Odpowiedz
    4. Zbyszekspir pisze:
      28 lutego 2012 o 20:50

      Ale oni to podobno je jeszcze gotowali z godzinę, aż odrobinę zmiękły:)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 20:52

      Uch, a ja się męczyłem bez namaczania:D

      Odpowiedz
  7. ksiazkowo pisze:
    28 lutego 2012 o 21:19

    O matko i córko, zostawić Was na chwilę samych i epopeję w komciach stworzycie :P

    Pierwsze primo – też jestem zapominaczem. Może w mniejszym stopniu, niż niektórzy wypowiadający się, ale zdecydowanie zapominam na tyle szybko, że bez problemu mogłabym niedługo powtórnie przeczytać część książek, ale…

    Drugie primo ;) Baaardzo rzadko od mniej więcej 3-4 lat robię powtórki, bo wpadłam w manię pod hasłem „jeszcze tyle książek przede mną, a życie takie krótkie, aaa!” ;)

    Trzecie primo – czytuję klasykę w stopniu większym niż przeciętny rodak, ale w znacznie mniejszym, niż wiekszość z wypowiadających się. I nie jest mi z tym bardzo źle, bo wychodzę z założenia, że nic na siłę. Jak mam ochotę na klasykę, to sięgam po takową, jak nie – to nie ;) Poza tym na półkach z 700-800 książek osamotnionych czeka, nie mogę sierotek zostawić i pogrążyć się w bibliotecznej klasyce (ok, ok, na półkach też mam częściowo klasykę :P).

    Czwarte primo – klasyka kiedyś klasyką nie była :p Nie wiemy, co klasyką będzie za czas jakiś, więc nie demonizowałabym tak bardzo wszystkiego, co powstało po Traktacie Wersalskim. Oczywiście, że wychodzi teraz masa szajsu, ale przeca kiedyś książek wydawało się nawet nie wiem, ile razy mniej, więc i sito było większe.

    No, to i ja się rozpisałam ;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 21:25

      Dziękuję, Matko Chrzestna, miło wiedzieć, że żyjesz:)) Wcale się nie rozpisałaś, bardzo konkretny głos. Uważam, że nie ma co wpadać w panikę, że życie krótkie, książek dużo. A niech tam:) Czytajmy dla przyjemności to, na co akurat mamy ochotę. Co do klasyki, to chyba w tej chwili w kanonie są już książki z lat siedemdziesiątych, więc mamy szansę się dowiedzieć za lat 40, czy faworyci Złotej Zakładki zostali klasykami, czy nie:)

      Odpowiedz
    2. ksiazkowo pisze:
      28 lutego 2012 o 21:35

      Ano, żyję, ale wiesz, że aktualnie mam przyciężkawe zasmarkano-zakatalogowane życie ;) Ale powolutku wrócę do normy ;)

      Wiesz, moja głowa wie, że nie ma co wpadać w panikę, ale widzę, że serce straciło połączenie z rozumem ;) Coś a la reklama TP ;) Może to wynika z mojej zachłanności? Że chcę więcej, więcej, więcej?

      ZZ to jest jedna para butów, nie sądzę, by wiele książek z tej listy miało szansę zostać klasyką, chociaż myślę, że kilka może się obronić (nieklasycznie) i za 40 lat. Ja jestem bardzi ciekawa co ma być szansę być klasyką, jak będę stara, mam nadzieję, że doczekam i sprawdzę ;)
      A jakie książki z lat 70-tych masz na myśli?

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 21:48

      Wszystkie, które miałem na myśli, okazały się być z lat sześćdziesiątych: choćby Paragraf 22, Lot nad kukułczym gniazdem, Sto lat samotności:) Ale z lat siedemdziesiątych: Konopielka (a co:P), Świat według Garpa, Imię róży to nawet 1980 – chociaż akurat przy tych tytułach można dyskutować:)

      Odpowiedz
    4. ksiazkowo pisze:
      28 lutego 2012 o 21:55

      Uch, wcięło mi komentarz :/ Nic to, postaram się jeszcze raz wypocić.

      Faktycznie, to książki z nie tak dawnych lat, a już przez wielu z nas zaliczane do klasyki. Chociaż tutaj poruszyłeś temat tego, co jest klasyką – to raz.
      A dwa – jak rozdzielać temat klasyki ogólnie od klasyki danego gatunku. Wyszło to przy rozmowie o Kingu, gdy ktoś twierdził, że jego książek do klasyki zaliczyć nie można, a znowu inne osoby twierdziły, że Lśnienie czy Carrie zdecydowanie należą do klasyki gatunku. Co Wy na to?

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 22:06

      W literaturze pop te Kingi to zdecydowanie klasyka, zresztą w szerzej pojętej klasyce literatury też by się zmieściły – wszystko zależy od przyjętej definicji. Jak ktoś się uprze, że klasyk ma być metafizyczny, hermetyczny i wzdęty, to King przepadnie. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę np. wpływ danej książki na cały gatunek, to nie widzę przeszkód. Ale nie ma Kinga bez Misery i nie ma Kinga nad Misery:))

      Odpowiedz
    6. ksiazkowo pisze:
      28 lutego 2012 o 22:13

      Ej, no, moment, gdzie w Austen ta metafizyka, hermetyczność i wzdęcie? ;) Albo w wielu innych książkach widzianych jako klasyki :>

      Tak, to fakt, wszystko zależy od definicji. Moja własna jest bardzo szeroka, bo ja nie lubię się ograniczać :P Zresztą im szersza definicja, tym więcej ciekawych źródeł do poznania ;D

      Faktycznie, Chrześniaku, zapomniałam o Misery, jakżem ja mogła, podła ja! ;p

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 22:19

      Wielbiciele hermetycznych wzdęć nie zaliczają pewnie Austen do klasyki:) Bibliotekarz Adrian Mole przestawił jej książki z działu „Klasyka angielska” do działu „Romanse”:)) Nie miałbym oporów, żeby do najlepszych powieści XX wieku zaliczyć jakiegoś Kinga czy Diunę. Może nawet jakiś Wharton by się zmieścił pod koniec setki:D

      Odpowiedz
    8. ksiazkowo pisze:
      28 lutego 2012 o 22:37

      Zapewne nie :> Ale tutaj jest znowu inna kwestia: czy to nie jest swego rodzaju ograniczenie takie zasklepienie nie przyjmujące nawet do rozważenia wniosku, że być może są i inne książki warte umieszczenia na liście/przeczytania etc.? ;p

      W mojej wiejskiej bibliotece Austen była w dziale „Literatura angielska” ;) Na Ochocie w bibliotece jeszcze nie byłam (realizuję akcję czytania tych moich stosów ;P), więc nie wiem.

      Ja też takich oporów bym nie miała, chociaż tylko mogę się wypowiedzieć na temat kilku książek Kinga, Diuna (ciągle przede mną), a Whartona czytałam masowo, ale wieki temu, większość książek słabo pamiętam. Chyba najbardziej utkwili mi w pamięci „Spóźnieni kochankowie” :P

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 lutego 2012 o 22:41

      Jeśli ktoś za godne przeczytania uważa jedynie wzdęte i hermetyczne, to jego sprawa:) Ja tak samo patrzę np. na część fanów fantasy, którzy nie przyjmują do wiadomości, że istnieje jakaś inna literatura i czasem są bardzo zdziwieni jak przypadkiem przeczytają cokolwiek innego:)) Jedni lubią ogórki…

      Odpowiedz
    10. ksiazkowo pisze:
      28 lutego 2012 o 22:46

      Tiaaaa… A mnie tam zwyczajnie żal ludzi, którzy sobie ograniczają przyjemności :P

      A teraz się dobranocuję z Państwem!

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 lutego 2012 o 05:53

      A mnie nie, sami chcieli:P

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT