Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Jest to dotkliwość, ale do zniesienia” (Władysław Bartoszewski, „Dziennik z internowania”)

Posted on 6 lutego 20121 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku kilka tysięcy osób w całej Polsce zostało koło północy brutalnie wyrwanych ze snu. Milicjanci i zomowcy zabierali działaczy Solidarności, opozycji demokratycznej, a nawet niektórych członków władz – wszystkich, którzy w świetle dekretu o stanie wojennym mogli prowadzić „antypaństwową” działalność. Postanowiono ich internować – odizolować w specjalnych ośrodkach od reszty społeczeństwa. Zatrzymani nie mieli pojęcia, co ich czeka, co będzie z nimi i ich rodzinami – dramatyczne wspomnienia z tamtej nocy mówią o oczekiwaniu na egzekucję, o odbieraniu matkom, często jeszcze karmiącym, ich dzieci.

Wśród internowanych znalazł się Władysław Bartoszewski, właściwie od końca wojny inwigilowany przez służbę bezpieczeństwa z powodu swych poglądów, w okresie Solidarności zaś sympatyzujący z nowym ruchem społecznym i zaangażowany w pomoc więźniom politycznym. Początkowo umieszczono go w areszcie na warszawskiej Białołęce, by po kilku dniach wraz z kilkoma innymi osobami przewieźć (helikopterami!) do ośrodka odosobnienia w Jaworzu na Pomorzu. Ośrodek był pokazowy, stworzono tam internowanym lepsze warunki niż w innych miejscach, dano nieco więcej swobody, co nawet wywoływało protesty, gdyż uwięzieni działacze słusznie uznawali takie różnicowanie za sposób na wywołanie podziałów wśród opozycjonistów. Tam Bartoszewski zaczął spisywać dziennik.

Obejmuje on okres od 15 grudnia 1981 roku, kiedy warszawska grupa internowanych (m.in. Halina Mikołajska, Anka Kowalska, Andrzej Szczypiorski) dotarła do Jaworza, do 19 kwietnia 1982 roku, kiedy Bartoszewskiemu udzielono urlopu, a kilka dni później zwolniono. Jako źródło historyczne dziennik Bartoszewskiego jest cenny, jako lektura jednak trochę zawodzi. Poza pierwszym, dłuższym zapisem z kilku pierwszych dni uwięzienia reszta notatek jest lakoniczna i mocno skrótowa – z obawy przed wpadnięciem dziennika w niepowołane ręce. Kogo dowieziono, kogo wywieziono, kto poszedł na urlop, kto zachorował. Listy, paczki, odwiedziny, nabożeństwa. Sposoby wypełniania czasu: monodram Mikołajskiej, wieczorki poetyckie, wykłady, nauka. Strzępy informacji z kraju i ze świata. Życie towarzyskie: rozmowy, wieczorne spotkania. Pozwala to sobie wyrobić ogólny pogląd na tryb życia w ośrodku, brakuje jednak bardzo osobistych refleksji i wrażeń, trudno też na jego podstawie odtworzyć kształt społeczności internowanych.

Władysław Bartoszewski wybrany został przedstawicielem internowanych jako najbardziej doświadczony w życiu więziennym, doskonały organizator i mediator. Jego spokój udzielał się wszystkim, pomagał znosić utratę wolności; w swych życzeniach podczas wigilii tak mówił o uwięzieniu: „Jest to dotkliwość, ale do zniesienia. Najważniejsze jest nie to, jak długo się siedzi, ale jak to się przyjmuje, jakie temu towarzyszą motywacje i jaki widzi się sens własnych działań”. Wyrazem sympatii do Władysława Bartoszewskiego jest reprodukowana księga jubileuszowa, wręczona mu z okazji 60 urodzin i 40 rocznicy pracy pisarskiej. Wypełniają ją wpisy współwięźniów: życzenia, wiersze, wspomnienia, żarty. Do najciekawszych należą wspomnienia Tadeusza Mazowieckiego, wiersze Witolda Woroszylskiego, a perłą humoru jest poemacik Andrzeja Drawicza poświęcony kameralnym przyjęciom u jubilata, skomponowanym „z chlebka, serka, cebulki na podkładzie masełkowym lubo też margarynkowym, szmalczyku, rybki yakiey a zwłaszcza NIEPORÓWNANEY PASTY OGÓLNOWOYSKOWEJ”. Materiały te w pewnym stopniu rekompensują suchość zapisek dziennika i pozwalają nieco głębiej zajrzeć w życie w Jaworzu. Obraz ten uzupełniają reprodukcje pocztówek i listów kierowanych do Władysława Bartoszewskiego przez przyjaciół i znajomych (wszystkie z obowiązkowym stemplem „Ocenzurowano”) oraz plakatów zapraszających na imprezy organizowane przez internowanych.
Władysław Bartoszewski, Dziennik z internowania. Jaworze 15.12.1981–19.04.1982, przedmowa Andrzej Friszke, Świat Książki 2006.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

16 thoughts on “„Jest to dotkliwość, ale do zniesienia” (Władysław Bartoszewski, „Dziennik z internowania”)”

  1. Lirael pisze:
    6 lutego 2012 o 21:57

    Zawsze ogromnie podziwiałam Bartoszewskiego, a to, co o nim napisałeś, jeszcze bardziej ten podziw wzmaga. Obawiam się, że nie każdy potrafił w tak nieciekawej i stresującej sytuacji pozostać sobą, a w dodatku troszczyć się o innych.
    Może ten dziennik z założenia miał być takim suchym dokumentem i rejestrem wydarzeń, więc Bartoszewski celowo powstrzymywał się od głębszych rozważań?
    Ciekawe, co to była ta nieporównana pasta ogólnowojskowa. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      6 lutego 2012 o 22:10

      Dziennik z założenia miał być tylko notatkami dla pamięci, tak pisanymi, żeby nie zaszkodzić nikomu w razie wykrycia tekstu. W swojej przedmowie Bartoszewski napisał, że celowo przy publikacji nic nie uzupełniał i nie rozwijał, bo to przekształciłoby się w książkę o stanie wojennym. W sumie szkoda, że nic takiego nie napisał obok dziennika. A w skład pasty może lepiej nie wnikać, zapewne był to wynalazek w rodzaju „przegląd tygodnia”:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      7 lutego 2012 o 11:08

      To wręcz dziwne, że nie napisał obszerniejszego opracowania na ten temat. Może wiedział, że będzie musiał kogoś urazić, żeby być w zgodzie z prawdą i dlatego zrezygnował. Trudno zgadnąć.
      „Przegląd tygodnia” mógł być pasztecikiem o niejasnym składzie, w stylu produktów ze szczeciną opiewanych w listach do „Przyjaciółki”. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 lutego 2012 o 11:16

      Szkoda, że nie napisał. We wstępie cytowane są znakomite fragmenty wspomnień Tadeusza Mazowieckiego z Jaworza i Bartoszewski mógłby stworzyć coś równie interesującego. Co do pasztecików, to nie wiem, czy internowanym udostępniano kuchnię z piekarnikiem:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      7 lutego 2012 o 19:26

      Czy te wspomnienia Mazowieckiego zostały wydane w oddzielnej książce?
      Myślałam raczej o takim paszteciku w puszkach, z ewentualnymi dodatkami niemięsnymi. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 lutego 2012 o 20:33

      Wspomnienia Mazowieckiego: „Internowanie”, Londyn 1982; o Jaworzu również Waldemar Kuczyński „Obóz”, Warszawa 1982; nie wiem, czy te wspomnienia miały późniejsze wydania. Pasztet w puszkach to chyba był jakimś rarytasem nieziemskim w tamtych czasach:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Lirael pisze:
      8 lutego 2012 o 07:21

      Pomimo obietnicy zakupowych ograniczeń w lutym zrobiłam krótki przegląd sytuacji na Allegro, z którego wynika, że Mazowiecki jest jak najbardziej do nabycia! :) A w dodatku ceny przyjazne, na co może wpływać też niewielka objętość książki. W opisie jednej z aukcji jest krótki fragment tekstu. Rzeczywiście robi wrażenie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 lutego 2012 o 07:53

      Ech, żadnej wytrwałości w postanowieniach, żadnej:P Ja tam konsekwentnie już szósty tydzień bez książkowych zakupów, Bartoszewskiego za 3,99 nie liczę:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Lirael pisze:
      8 lutego 2012 o 08:09

      Podziwiam, dla mnie sześć tygodni to pułap raczej nieosiągalny. :P Ale w przypadku Mazowieckiego dyspensa gwarantowana. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 lutego 2012 o 08:12

      No dobra, do Bartoszewskiego dorzuciłem Kosika za 9,99, ale i tak jestem z siebie dumny:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. Lirael pisze:
      8 lutego 2012 o 09:11

      I tak bardzo zazdroszczę wyniku, to jest 2,33 zł na tydzień. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 lutego 2012 o 09:53

      Wynik zbliża się do zera, więc spokojnie można go pominąć jako nieistotny:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. guciamal pisze:
    8 lutego 2012 o 18:37

    Sześc tygodni bez zakupów książkowych – czy są gdzieś szkolenia w tym kierunku? To, jak nie lubię szkoleń, tak pojadę. Mnie i tygodnia się nie udaje wytrwać, a że nie mam takiego rozeznania jak wy i najczęściej kupuję w Merlinie, ew. Tania książka to niedługo przyjdzie mi zacząć grac na giełdzie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. zacofany.w.lekturze pisze:
    8 lutego 2012 o 20:03

    Guciamal: za drobną opłatą mogę urządzić kurs korespondencyjny:)) Ale w skrócie: znakomicie robi debet na koncie, a poza tym jest jak z każdym jednym nałogiem: mówimy sobie, że dziś nie kupujemy żadnej książki, następnego dnia mówimy sobie to samo i tak to leci:P W kwestii tanich zakupów polecam Arosa, tylko tam raczej hurtem trzeba, żeby się kurier zamortyzował (ewentualnie paczkomat, ale tej opcji nie trenowałem).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. guciamal pisze:
    8 lutego 2012 o 22:56

    Z debetem na koncie jestem za Pan brat, niestety jest druga karta i ciągle banku czymś kusi. O Arosie nie słyszałam- muszę sprawdzić. W Dedalusie – jak zaczęłam zamówienie składać kilka miesięcy temu, do dziś nie mogę się zdecydować, bo tyle bym chciała zakupić :( Tak więc, jak rady nie pomogą zgłaszam się na kurs korespondencyjny :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. zacofany.w.lekturze pisze:
    9 lutego 2012 o 08:15

    To już tylko mantrowanie pomoże. Co masz kupić dziś, kup pojutrze:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d