Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pisarze ze starej szkoły (IV): Małgorzata Musierowicz

Posted on 1 marca 20121 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Dziś pierwsza część wspomnień Małgorzaty Musierowicz o początkach jej pisarskiej kariery. Ze swojego debiutu, powieści Małomówny i rodzina, autorka była do tego stopnia niezadowolona, że na potrzeby wznowienia w latach dziewięćdziesiątych napisała książkę na nowo. Dalej też wcale nie było łatwo: talent to nie wszystko – ważna jest też praca nad sobą i otwarcie się na opinie innych, szczególnie jeśli są to doświadczone redaktorki z renomowanego wydawnictwa.
 
Dyplom robiłam na Wydziale Grafiki, a szczegółową specjalnością moją stała się grafika książkowa. Niestety, mimo dobrej opinii, jaką miałam o swych umiejętnościach, i mimo piątki na moim dyplomie, nikt nie kwapił się do zasypywania mnie zleceniami.
Po dłuższym namyśle postanowiłam więc samej sobie dostarczyć materiału do ilustrowania, czyli napisać Książkę, najlepiej dla młodzieży, żeby było naprawdę dużo obrazków. W końcu, ileż to razy słyszałam w szkole, że mam zdolności literackie, prawda? W dodatku sam pan Kazimierz Brandys widział we mnie przyszłą pisarkę! Zadanie wydawało mi się dziecinnie proste, toteż wystarczył pierwszy sygnał od Losu – notatka w „Kulturze” o konkursie na powieść dla młodzieży, ogłoszonym przez LSW – a ja już pożyczyłam sobie od Mamy maszynę do pisania i tłukłam po nocach, usadowiona w kuchni, żeby nie budzić dzieci. Nad moją głową kołysały się łagodnie pieluszki Zosi, gdyż oczywiście była to epoka tetry, pranej ręcznie lub co najwyżej w pralce „Frania”. Książkę Małomówny i rodzina napisałam w okamgnieniu i jeszcze dużo przed terminem wysłałam maszynopis.
Okładka wydania I, 1975 rok.
Naturalnie, nie wygrałam niczego, nie mogłam. Tym więcej, że wówczas wydawało mi się, iż w książce dla młodzieży tekst nie jest taki znów bardzo ważny, jak ilustracje… Lecz mimo to maszynopis mój zwrócił czymś uwagę redakcji, bo zaproponowano mi wydanie tej książki oraz wykonanie ilustracji.
Po dwu latach oczekiwania ukazał się mój debiut literacki. Było to wstrząsające wrażenie – trzymać w rękach swoją własną książkę – i wtedy właśnie pojęłam, że lubię tę chwilę i że z całą pewnością będę tworzyć dalej. Zwłaszcza, że napłynęło przyjemne honorarium od LSW.
Kupiliśmy maszynę do pisania. […]
Natychmiast zasiadłam do pisania następnej powieści i ukończywszy ją nadałam jej tytuł Szósta klepka, wymyślony nb. przez pana Musierowicza. Staś [Barańczak, brat autorki], który był już wtedy cenionym poetą i asystentem na polonistyce w Poznaniu, poradził mi, bym dała sobie spokój z LSW i złożyła tekst w „Naszej Księgarni”. – Jak już masz spadać, to z wysoka – dodał krzepiąco.
Udałam się więc do Warszawy i śmiało przekroczyłam próg sławnego wydawnictwa. Rzecz nie była bolesna. Po prostu oddałam maszynopis jakiejś miłej pani i już mogłam sobie iść. Boleść zaczęła się dopiero po jakimś czasie, kiedy to przyszło pismo od red. Danuty Sadkowskiej oraz nie podpisana wewnętrzna recenzja, której autor schlastał mnie wnikliwie, na zakończenie dodając jednak pocieszająco, że warto by popracować nad tym tekstem, gdyż zawiera on pewne elementy świeżości, humoru oraz błysk talentu. Red. Danuta Sadkowska zapraszała mnie do stolicy na rozmowę w sprawie tych ewentualnych poprawek.
Ciąg dalszy zmagań z Szóstą klepką w następnym odcinku.
Małgorzata Musierowicz, Tym razem serio, Akapit Press 1994, s. 70-72.

67 thoughts on “Pisarze ze starej szkoły (IV): Małgorzata Musierowicz”

  1. anetapzn pisze:
    1 marca 2012 o 07:33

    Rany, wzruszyłam się. Jak ja kochałam M. Musierowicz:)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 08:12

      A już nie kochasz?:)

      Odpowiedz
  2. Karolina pisze:
    1 marca 2012 o 07:39

    Oj, zaczytywałam się w książkach Musierowiczowej :-) Jak po latach zaczęły ukazywać się nowe tomy, to też z przyjemnością do nich wracałam, choć najbardziej i tak lubiłam te pierwsze utwory.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 08:12

      Najlepsze są do Kwiatu kalafiora włącznie, potem różnie bywało.

      Odpowiedz
    2. B. pisze:
      1 marca 2012 o 08:14

      Wyjątkowo się z Tobą zgodzę:)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 08:15

      Święto jakieś:) Może to przez tę wiosnę w powietrzu:))

      Odpowiedz
    4. B. pisze:
      1 marca 2012 o 08:17

      Możesz sobie odnotować w kalendarzu:) Ale co roku kartki z życzeniami nie będę wysyłać:P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 08:18

      Skoro bez kartki, to nie wpisuję:P

      Odpowiedz
  3. Książkozaur pisze:
    1 marca 2012 o 07:47

    O rany, nie miałam pojęcia, że „Małomówny i rodzina” to taka stara książka. To była pierwsza powieść Musierowicz, jaką przeczytałam, myślałam, że była wydana jak byłam mała i tyle. A to starsze ode mnie!

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 08:11

      Jestem mamutem, bo książka jest młodsza ode mnie:) Za to zdobyłem ostatnio to pierwsze wydanie i sobie przeczytam, żeby sprawdzić, czy naprawdę było tak źle:P

      Odpowiedz
    2. Książkozaur pisze:
      1 marca 2012 o 08:22

      Też jestem ciekawa jak wypadnie porównanie, chociaż szczerze mówiąc tę wznowioną wersję też już nie bardzo pamiętam.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 08:26

      Lektura będzie wymagała dużego stołu, żeby obie wersje obok siebie położyć:)

      Odpowiedz
  4. B. pisze:
    1 marca 2012 o 07:54

    Przerwałeś w najciekawszym momencie!

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 08:03

      Ciąg dalszy za dwa tygodnie:)

      Odpowiedz
    2. B. pisze:
      1 marca 2012 o 08:07

      Dopiero? :(

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 08:09

      Taki jest rytm cyklu:) No chyba że dopadnie mnie jakaś niemoc twórcza, to wrzucę coś wcześniej:)

      Odpowiedz
    4. B. pisze:
      1 marca 2012 o 08:10

      Umiesz budować napięcie:P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 08:13

      No ba:) Wyszło mi jak z powieścią w odcinkach:P

      Odpowiedz
  5. Joanna Gołaszewska pisze:
    1 marca 2012 o 13:25

    No nie wytrzymam… To Musierowiczka jest już zaliczana do starej szkoły??? Świat się kończy. No dobra, wciąż zapominam, że ja już nie zaliczam się do młodzieży;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 13:27

      Przecież nie wypominam jej wieku:) Pod względem drogi pisarskiej, udoskonalania warsztatu i takich subtelności – jak najbardziej. Właściwie taka Szósta klepka to już klasyk, czyż nie? :)

      Odpowiedz
    2. Joanna Gołaszewska pisze:
      1 marca 2012 o 14:17

      No. Ja się wychowałam na Idzie, Klepce, Kalafiorze i z tych nowszych uwielbiam jeszcze Opium w rosole. Późniejsze już mnie tak nie zachwyciły.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 14:18

      Ja też, ja też. Znaczy wychowałem się:)

      Odpowiedz
    4. Joanna Gołaszewska pisze:
      1 marca 2012 o 17:28

      Ty też? No proszę…
      Nie mam siły na cięte riposty, jestem zjechana jak koń po westernie. Dopiero wróciłam z pracy. Teraz prowadzę warsztaty dla dzieciaków na podstawie tego kursu. I tak dwa razy w tygodniu po dwie godziny do końca maja. Umrę w czerwcu. Do trumny włóżcie mi Wojnę i pokój, żeby mi się nie nudziło w tych zaświatach.

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 20:03

      Wojna i pokój to tylko cztery tomy:P Ja sobie w testamencie zastrzegę W poszukiwaniu straconego czasu, bo wciąż nie mam czasu na zatonięcie w lekturze:P

      Odpowiedz
  6. Bazyl pisze:
    1 marca 2012 o 13:43

    Nie pijesz Ty aby do kogo w tej przedmowie? :P
    Mnie Musierowicz ominęła w pacholęctwie i parę tomów poznałem dopiero w wieku mocno nietargetowym. Ale spodobało mi się u Borejków i pewnikiem jeszcze wrócę :D

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 13:45

      Ja? No skądże. Jestem organicznie niezdolny do robienia cienkich aluzji i przytyków:D A do Borejków zawsze warto zajrzeć:)

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      1 marca 2012 o 14:14

      Ja ostatnio ze Starszym czytałem Znajomych z zerówki, taki zbiorek opowiadań wydanych również jako pojedyncze książeczki w serii „Poczytaj mi Mamo”. I wydały mi się te teksty nachalnie dydaktyczne. A potem pomyślałem, że, kurczę, może w pewnym wieku trzeba do dziecka wprost. Słuchaj jest tak i tak. I mimo, że mnie staremu koniowi wydaje się to naiwne, to jednak …

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 14:16

      Tych zerówkowych nie znam, może jakiś jeden tekst czytałem. Chyba jednak zacznę indoktrynować Starszą, niech się wdraża do Musierowicz:)

      Odpowiedz
    4. Joanna Gołaszewska pisze:
      1 marca 2012 o 14:18

      Bazyl – też zauważyłeś to o pracy nad sobą? Myślałam, że tylko ja wszędzie widzę ducha Banka;)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 14:19

      Doprawdy, jacy to się wszyscy zrobili podejrzliwi i ciągle tylko wietrzą aluzje i spiski:P

      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      1 marca 2012 o 14:21

      @kalio Pisze się Banku, ale ja tam w elżbietańskich klasykach niekształcony :P
      @ZWL Ja pokazałem na oczy nazwisko, z nadzieją, że nie będzie autorki czytał po trzydziestce :)

      Odpowiedz
    7. Joanna Gołaszewska pisze:
      1 marca 2012 o 17:25

      Bazyl, jeśli wolisz Banku, pisz Banku, ja tam nie zamierzam o to kruszyć kopii. Co prawda też nie jestem specjalistka od Szekspira, ale pozostanę przy formie „Banka”. Żeby nie wyszło, że tylko Ci przytakuję;)

      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      1 marca 2012 o 18:56

      Ale ja z tym bankiem, to raczej w kwestii światowego kryzysu, niż wytykania Ci niepoprawnej pisowni :). Ech, emoticonki nie zawsze zdają egzamin. W rozmowie byśmy się zrozumieli :D

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 20:02

      Bazyl: nasze Starsze właśnie zaczęło się pogardliwie wyrażać o czytaniu:( Zdaje się, że szkoła zaczyna wywierać swój światły wpływ. Mamy nadzieję, że to faza przejściowa.

      Odpowiedz
    10. Bazyl pisze:
      2 marca 2012 o 07:07

      @ZWL A u mnie, po wczorajszej wizycie w WBO, cuda. Starszy wziął do ręki wypożyczone przez Młodszego „Auta” i przez dobre 20 minut czytał mu o japońskim Złomku. Ten widok zapamiętam dłuuuugo :D

      Odpowiedz
    11. Bazyl pisze:
      2 marca 2012 o 08:09

      I nie, nie wystawiam dzieci do walk, tylko palec mi się omsknął na klawiszach i z WBP wyszło WBO :D

      Odpowiedz
    12. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 marca 2012 o 08:58

      Spoko, zainteresowani zrozumieli:) To pogratulować sukcesu wychowawczego:D

      Odpowiedz
    13. Bazyl pisze:
      2 marca 2012 o 09:54

      Ładnie to nazwałeś, ale jednak bardziej adekwatne określenie to – kaprys Starszego :)

      Odpowiedz
    14. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 marca 2012 o 09:55

      Nie umniejszaj swoich osiągnięć:)

      Odpowiedz
  7. czytanki.anki pisze:
    1 marca 2012 o 14:35

    Jakiś czas temu zdziwiłam się, bo w schowkach rodzicielki znalazłam opowiadanie MM, z serii chyba Poczytaj mi mamo. Bijacz się nazywa i jak pisze Bazyl, mocno wychowawcze to jest.;)
    A my tu z Lirael po cichu wczoraj zastanawiałyśmy się, czy MM jako lektury do klubu dyskusyjnego nie zapodać. Nic się nie ukryje, nic!;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 19:58

      MM do klubu? Zawsze! :) A możesz zdradzić, która książka wchodziła w grę? Muszę przejrzeć naszą kolekcję Poczytaj mi mamo, bo chyba coś MM tam jest.

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      1 marca 2012 o 21:56

      Zapewniam, że to zbieg okoliczności, a nie przeciek. :)
      Ania na pewno rozwinie wątek, zastanawiałyśmy się ogólnie.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 22:03

      Wiem, że zbieg okoliczności, ja też bohaterkę dzisiejszego odcinka starannie ukrywałem:) Osobiście polecam Kalamburkę:)

      Odpowiedz
    4. czytanki.anki pisze:
      2 marca 2012 o 07:12

      Zgadza się, padło tylko nazwisko. Myślę, że „Kalamburka” się nada (bo napisana w XXI wieku;)). Mój romans z MM skończył się chyba pod koniec lat 80-tych, więc jestem mocno zacofana.;(

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 marca 2012 o 08:59

      No jak Kalamburka, to ja obowiązkowo:) I właśnie wygrzebałem Co mam i Boję się z serii Poczytam mi mamo i to wcale nie jest dydaktyczne, tylko życiowe i bardzo mi się podobało:)

      Odpowiedz
    6. czytanki.anki pisze:
      2 marca 2012 o 09:03

      Boję się mogłoby mi się przydać.;) Temat/problem zawsze aktualny.

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 marca 2012 o 09:08

      Pożyczyłbym Ci, ale w naszym egzemplarzu brakuje jednej strony w kluczowym momencie:( Swoją drogą, ciekawe dlaczego to nie MM ilustrowała te dwie książeczki.

      Odpowiedz
    8. czytanki.anki pisze:
      2 marca 2012 o 09:12

      Może wtrącił się urząd antymonopolowy.;)
      Dla jakiego przedziału wiekowego przewidziano tę historyjkę?

      Dziękuję za dobre chęci, książeczkę można jeszcze kupić.;)

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 marca 2012 o 09:13

      Sześć, siedem lat, akurat dla mnie:)

      Odpowiedz
    10. czytanki.anki pisze:
      2 marca 2012 o 09:14

      Dla mojej siostrzenicy też.;) Dzięki.

      Odpowiedz
    11. Bazyl pisze:
      2 marca 2012 o 12:00

      Nigdzie nie mogę znaleźć info o zawartości tych „Znajomych z zerówki”. Jak wrócę do dom, to wstukam do biblioNETki. Wydaje mi się, że to zbiorek tych pojedynczych.

      Odpowiedz
    12. Bazyl pisze:
      3 marca 2012 o 07:55

      http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=575591

      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 marca 2012 o 09:23

      Dzięki.

      Odpowiedz
  8. Iza pisze:
    1 marca 2012 o 14:57

    Ponieważ nie chce mi się powtarzać moich mailowych zwierzeń na temat początków kariery MM, napiszę tylko, że coś dziwnie nie pisze: pisać muszę, gdyż inaczej się uduszę:).

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 19:59

      Pewnie dlatego, że gdyby nie pisała, realizowałaby się w inny sposób:)

      Odpowiedz
  9. Dabarai pisze:
    1 marca 2012 o 20:16

    Czy Musierowicz nie napisała czegoś dla przedszkolaków o helihopterku…? Nie pamiętam… A jej wspomnienia czytałam baaaaardzo dawno temu, bardzo chętnie bym po nie sięgnęła raz jeszcze.. I znów stary problem, skąd mam te stare książki brać?! A jak w POSK-u nie będzie to co ja biedna zrobię…

    A ja lubię Musierowicz do Kalamburki. Którą czytałam od tyłu, inaczej mi nie wchodziła. I w nosie mam zamysł autorski.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 20:18

      O hihopterku:P Znałem parę osób, którym Kalamburka też od przodu nie wchodziła:P Ja akurat uwielbiam zamysł autorski i jak dla mnie Jeżycjada powinna się była na Kalamburce skończyć.

      Odpowiedz
    2. bibliog3 pisze:
      1 marca 2012 o 23:35

      Musierowicz napisała serię świetnych opowieści dla starszych dzieci o przygodach pewnego rodzeństwa w krainie smoków, Bambolandii – „Czerwony helikopter”, „Ble-ble”, „Kluczyk” i „Światełko” (tak dobrze pamiętam, bo niedawno pisałam o tym do „Guliwera”). „Ble-Ble i „Kluczyk” były najlepsze. Z dzieciństwa zapamiętałam, jak babcia rodzeństwa – dentystka, wyrywa bolący ząb smokowi, bo ten nażarł się słodyczy i go rozbolał :)
      A „Małomówny i rodzina”… Jeszcze pamiętam to lato, kiedy zaśmiewałam się przy czytaniu tej książki. Było cudnie: dopiero co odrosłam od ziemi i świat wydawał się piękny :)

      Odpowiedz
  10. Dabarai pisze:
    1 marca 2012 o 20:27

    Co do zakończenia, to prawda, też bym chciała, żeby się na niej skończyła… A zamysł autorski w tym wypadku był do kitu! Przynajmniej jak dla mnie. A hihopterka sobie kiedyś poczytać muszę, bo znam tylko ze słyszenia.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 20:30

      Kalamburka wzbudza skrajne opinie – u mnie spory zachwyt, bo to było coś nowego, niespodziewanego i bardzo sprawnie zrealizowanego:)

      Odpowiedz
  11. Lirael pisze:
    1 marca 2012 o 22:03

    Nie wiem, którą wersję „Małomównego…” przeczytałam, ale byłam zachwycona i ciągle rechotałam. Mam nadzieję, że doczekamy się kolejnej części „Tym razem serio”, że autorka ma ją w ogóle w planach.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 marca 2012 o 22:21

      Autorka to plany pewnie ma, ale McDusia wisi w zapowiedziach pewnie z pięć lat już, jakaś encyklopedia Borejków była anonsowana:P

      Odpowiedz
  12. Agnes pisze:
    2 marca 2012 o 23:54

    Jeju, jeju, a ja Małomównego nie czytałam i co teraz (łapię się za głowę i biegam z obłędem w oczach).

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      3 marca 2012 o 06:46

      Zostaje Ci tylko dyżurna biblioteka całodobowa:P

      Odpowiedz
  13. mięta pisze:
    3 marca 2012 o 13:30

    Wieki temu czytałam Jej książki ,moimi ulubionymi w tedy były „Ida sierpniowa i „Opium w rosole”… „Małomównego…mam własnego :-)

    Odpowiedz
  14. Werus pisze:
    11 marca 2012 o 01:12

    Jeżycjada ma swoje lepsze i gorsze punkty, trzymam kciuki, żeby nadchodzące części trzymały poziom! Niestety, o premierze „McDusi” póki co nie słychać….
    przy okazji zapraszam na mojego bloga:
    http://www.thehomoludens.blogspot.com

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 marca 2012 o 05:47

      Dawno straciłem nadzieję na „McDusię”:( Ileż to już lat wisi w zapowiedziach…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT