Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pisarze ze starej szkoły (VI): Małgorzata Musierowicz, cz. 3

Posted on 23 marca 20121 lutego 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Rozmaite rzeczy mogą przeszkadzać w napisaniu kolejnej powieści. Kiedy jednak w proces twórczy wda się Historia, to jest naprawdę ciężko. Małgorzata Musierowicz tak wspominała powstawanie Opium w rosole:
W 1980 roku „Nasza Księgarnia” podpisała ze mną umowę „na niewidziane” (to znaczy – na kolejną powieść), na podstawie bardzo prowizorycznego konspektu. Otrzymałam zaliczkę, którą natychmiast wydałam, po czym niespodziewanie nastał czerwiec 1980, kiedy to przekonałam się z zaskoczeniem, że udało nam się z panem Musierowiczem powołać do życia kolejnego obywatela PRL, więc straciłam chwilowo zapał do pisania, zastanawiałam się tylko, co będzie dalej z nami wszystkimi i jak ja sobie w ogóle dam radę. Rychło nastał sierpień ‘80, a po nim – kolejne, znane skądinąd, historyczne wydarzenia. Emilka urodziła się dokładnie 12 lutego 1981, w dzień dojścia generała Jaruzelskiego do pełnej władzy, o którym to fakcie politycznym dowiedziałam się od mej sąsiadki-położnicy, przeklinającej opodal, na łóżku ustawionym w korytarzu, tuż obok mojego łóżka (sąsiadka miała przy uchu radio tranzystorowe).
Termin oddania powieści trzeba było przełożyć o pół roku, potem o rok, bo okazało się, że z trojgiem dzieci jest jednak bardzo dużo roboty. I tak nastał grudzień ‘81, stan wojenny, a ja wciąż nawet nie zaczęłam pisać powieści.
Pominę tu przykre opisy przykrego okresu, powiem tylko, że po raz pierwszy od bardzo dawna nie mogłam w tamtych dniach wykrzesać z siebie choćby odrobiny radości życia.
Straciliśmy przyjaciela, ojca Honoriusza, dominikanina. Zginął w tajemniczym wypadku. […]
Przestałam móc pisać cokolwiek.
Gotowy tekst pierwszej wersji Opium w rosole oddałam w „Naszej Księgarni” dopiero w 1983 roku. Zamiast zamówionej wesołej powieści współczesnej dla młodzieży, przedstawiłam coś, co przypominało „Biuletyn Informacyjny” pełen oskarżeń i buntu. Historyjka o dziewczynce, zapraszającej się do obcych ludzi na obiadki, usłyszana od koleżanki-plastyczki, posłużyła mi za pretekst do przywalenia z najgrubszej rury. Wojsko na ulicach, nasza bezradność, wszyscy moi bohaterowie siedzą w pudle, ci znów internowani i tak dalej. Ulżyłam sobie: proszę bardzo, miała być powieść – jest powieść, ale niech się nikomu nie wydaje, że ja nie napiszę całej prawdy! Umowy dotrzymałam, a teraz możecie tej książki nie wydać!
Danka przeczytała maszynopis, zawołała mnie do siebie, popatrzała boczkiem. – Um, bardzo ciekawe – powiedziała delikatnie – szkoda tylko, że to nie jest dobra książka.
– Nie jest dobra?!
– Nie. To jest okropnie deklaratywne i zgrzytliwe. Poza tym, nie musisz krzyczeć na cały głos, powiedz prawdę – ale ciszej.
I tyle.
Zabrałam maszynopis i zaczęłam się nad nim męczyć. Doszłam do wniosku, że Danka, jak zwykle, ma sto procent racji – trzeba to wszystko pokazać z innego punktu widzenia, z punktu widzenia dziecka. Geniusia powinna obserwować to wszystko, ale nawet nie komentować – tylko po prostu z tym żyć. I takie właśnie oskarżenie bez oskarżenia wyszło mi nagle zupełnie dobrze. Nagle coś dobrego stało się z tą książką. Być może coś dobrego stało się też i ze mną, bo przecież pisałam to Opium aż pięć lat! – tak jest – przerabiając wszystko od początku do końca, jak to już było w moim zwyczaju i w czym zaczynałam nawet znajdować przyjemność – tyle że tym razem „Nasza Księgarnia” nie popędzała. Termin oddania powieści przesunięto.
No, ale wreszcie trzeba było jednak oddać maszynopis. Miałam go już zresztą dość. Strasznie się nad tą książką namęczyłam, jak nad żadną inną. Może bym i bawiła się jeszcze dłużej w to pisanie i poprawianie, ale okazało się nagle, że w tym zapracowaniu i roztargnieniu udało nam się z panem Musierowiczem sprowadzić z niebytu jeszcze jednego obywatela PRL. Bolesław Honoriusz Musierowicz urodził się dokładnie l listopada 1985 i nie miałam już głowy do pisania, przynajmniej na najbliższe trzy lata, bowiem wyszło na jaw, że z czwórką dzieci to jest dopiero dużo roboty.

Małgorzata Musierowicz, Tym razem serio, Akapit Press 1994, s. 77–78.

54 thoughts on “Pisarze ze starej szkoły (VI): Małgorzata Musierowicz, cz. 3”

  1. czytanki.anki pisze:
    23 marca 2012 o 10:34

    No proszę: człowiek sobie czytał tę książkę wieki temu w wakacyjnej podróży powrotnej do domu i nawet nie miał pojęcia, a w jakich bólach się rodziła.
    Późniejsza przerwa w pisaniu dla mnie na pewno znacząca – zdążyłam wyrosnąć z książek MM.;( Ale kusi mnie, żeby sprawdzić, jak pisze obecnie.
    Czy wiadomo, jak potoczyły się losy męża Gabrysi (Janusza?) – wyjątkowo działał mi na nerwy.;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 10:37

      Wiadomo, ale to już byś musiała przebić się co najmniej do „Tygrysa i Róży”, w następnych tomach są kolejne szczegóły. Obecnie (znaczy te parę lat temu, jak coś się ukazało) MM pisała dość podobnie, aczkolwiek bardziej deklaratywnie i zgrzytliwie. I raczej nie szeptem:)

      Odpowiedz
  2. czytanki.anki pisze:
    23 marca 2012 o 10:39

    Dzięki za wskazówki, obadam na pewno. O dyskusji o jednej z książek MM nadal myślę.;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 10:44

      Nadal popieram Kalamburkę, może być ostro:)

      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      23 marca 2012 o 10:49

      OK, zdaję się na Twój wybór.;)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 11:05

      A potem będzie na mnie, tak? :P

      Odpowiedz
    4. czytanki.anki pisze:
      23 marca 2012 o 11:23

      Będę Cię osłaniać.;)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 11:24

      Trzymam Cię za słowo:P To kiedy „Kalamburka”? Może po Chandlerze? :P

      Odpowiedz
    6. czytanki.anki pisze:
      23 marca 2012 o 11:29

      Na pewno w okolicach Dnia Dziecka.;)

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 11:30

      Bardzo przyjemna data:)

      Odpowiedz
    8. Iza pisze:
      23 marca 2012 o 12:38

      Kalamburka? hilfe- nie.
      Tak długi proces produkcyjny bardzo książce dobrze zrobił, szkoda, że potem powoływanie z niebytu nowych obywateli PRL ustała. Kolejne ksiażki sa niczym z taśmy:(.

      Odpowiedz
    9. czytanki.anki pisze:
      23 marca 2012 o 12:39

      @Iza

      Dlaczego nie Kalamburka? Tu chodzi o materiał do dyskusji, nie musi być to wybitne dzieło.;)

      Odpowiedz
    10. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 12:56

      Właśnie, dlaczego nie? Bo smutne, czy że ma nietypową konstrukcję?

      Odpowiedz
    11. maiooffka pisze:
      23 marca 2012 o 15:37

      A co w Kalamburce ma budzić kontrowersje, bo nic mi do głowy nie przychodzi? :)

      Odpowiedz
    12. Sempeanka pisze:
      23 marca 2012 o 17:49

      @czytanki.anki: o Kalamburce to bym sobie pogadała :) Po tym jak sama się nią zachwyciłam, tyle usłyszałam o niej słów krytyki, że aż jestem ciekawa waszych opinii.

      Odpowiedz
    13. czytanki.anki pisze:
      23 marca 2012 o 18:16

      Widzę, że wybór lektury z dorobku MM jest przesądzony.;)

      Odpowiedz
    14. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 18:40

      Maiooffka: znam parę osób, które pluły na konstrukcję i czytały od końca:P

      Czytanki.Anki: no to możesz już wieszać ogłoszenie:)

      Sempeanka: lobbuj, lobbuj, im więcej chętnych do dyskusji, tym lepiej:)

      Odpowiedz
    15. Sempeanka pisze:
      23 marca 2012 o 20:19

      @zwl: za „Kalamburką” zawsze i wszędzie ;)

      Odpowiedz
    16. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 20:25

      To jest nas dwoje:) Aniu, wywieszaj ogłoszenie, nie masz już wyjścia:)

      Odpowiedz
    17. czytanki.anki pisze:
      23 marca 2012 o 21:21

      Ogłoszenie będzie, ale wcześniej chciałabym poprosić Was przy okazji o konsultację: skoro parę osób w ramach projektu Lirael czyta „Cudzoziemkę”, to może chcielibyście o niej szerzej podyskutować? Zdaję sobie sprawę, że (na)piszecie notki na blogach, ale w komentarzach brakuje mi dyskusji.;) Jeśli stwierdzicie, że byłby to już przesyt, nie ma sprawy, bez urazy wycofuję się z propozycji.;) Pomyślałam, że warto wykorzystać świeżość lektury w umyśle.;)

      Odpowiedz
    18. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 21:49

      Moja notka czeka w automacie, ale nie mam nic przeciwko, trudno wyczerpać wszystkie wątki, a z pewnością pytania do dyskusji nie będą oczywiste:) Aczkolwiek chętnie przeczytałbym coś innego Kuncewiczowej, ona ma doskonale wyważone objętościowo książki:) Ale coś innego mogę przeczytać na boku:P

      Odpowiedz
    19. maiooffka pisze:
      23 marca 2012 o 22:01

      A coś poza fabułą poprowadzoną wstecz w Kalamburce jeszcze wymaga dyskusji? :) Bo we mnie ta konstrukcja rewolucji nie wywołała, przyznam szczerze.
      Za to o „Opium w rosole” z chęcią bym porozmawiała. Zresztą widać to po komentarzach, że nie ja jedna ;) I zaznaczam, że nie jest to moja ulubiona część serii. Kiedyś uważałam ją nawet za najsłabszą – za mało Borejków, za dużo namolnego dziecka.

      Odpowiedz
    20. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 22:04

      Pytanie nie do mnie, ja należę do entuzjastów Kalamburki. Myślę, że Ania przygotowałaby ciekawe i zaskakujące pytania. Opium mnie przygnębia i ratuje je wyłącznie wielka scena z Genowefą w operze:)

      Odpowiedz
    21. maiooffka pisze:
      23 marca 2012 o 22:20

      W opium – bezsilność, w kalamburce – przemijanie. Żadna raczej nie nastraja radośnie, jeśli w tym rzecz ;)
      Na optymizm najlepiej wybrać Bobcia, tylko w Klepce również trudno znaleźć kontrowersje. Chyba że o tradycjach wielkanocnych i pisankach z Hitlerem rozwinie się debata ;P

      Odpowiedz
    22. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 marca 2012 o 07:01

      Mimo wszystko chyba wolę przemijanie:)

      Odpowiedz
    23. czytanki.anki pisze:
      24 marca 2012 o 07:46

      @zacofany.w.lekturze
      Zobaczę, ile osób czytało teraz „Cudzoziemkę” i czy dyskusja ma sens. Nosiłam się z tym tytułem od dawna, więc parcie mam.;)

      @maiooffka
      Zależy mi na nowszej książce MM, choćby dlatego, żeby móc porównać ją ze starszymi tomami (bo wiele osób je przecież zna). Ciekawi mnie m.in. jak to pisarstwo się zmienia, czy pisze się o podobnych problemach czy też nie.

      Odpowiedz
    24. Lirael pisze:
      24 marca 2012 o 08:45

      Na dwadzieścia trzy recenzje, które dotychczas powstały w ramach projektu Marzec z Marią tylko dwie dotyczą „Cudzoziemki”. Plus trzecia, Zacofanego w lekturze, która ukaże się niebawem.
      Mnie to bardzo cieszy, bo zależało mi na tym, żeby zostały dostrzeżone również inne książki napisane przez Kuncewiczową.
      Rozrzut tytułów, po które sięgają uczestnicy, jest duży – według mnie to też dobry znak. Stąd być może niewiele burzliwych dyskusji w komentarzach – nie można wnikliwie rozmawiać o książce, której się nie czytało, albo czytało się bardzo dawno. Ale zapewniam, że ciekawe dyskusje się zdarzają. Polecam na przykład lekturę komentarzy pod recenzją „Przymierza z dzieckiem” Książkozaura: http://ksiazkozaur.blogspot.com/2012/03/macierzynstwo-sprzed-wieku.html
      Bardzo chętnie widziałabym „Cudzoziemkę” w roli lektury klubowej, nieśmiało postulowałam to już od dawna. :) Zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej trochę odczekać i wrócić do Kuncewiczowej na przykład za kilka miesięcy.

      Odpowiedz
    25. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 marca 2012 o 08:47

      Z policzeniem pewnie nie będzie problemów:) Zawsze możesz z Cudzoziemką odczekać, aż opadnie kurz bitewny po marcu z MK:))

      Odpowiedz
    26. czytanki.anki pisze:
      24 marca 2012 o 13:23

      @ Lirael

      Moje powyższe stwierdzenia nie były zarzutem.;) Zaglądałam pewnie w miejsca, gdzie akurat dyskusji nie było.

      @zwl

      Czyli jednak kurz ma opaść?;) OK, „Cudzoziemka” zatem przechodzi na dalszy termin.

      Odpowiedz
    27. Lirael pisze:
      24 marca 2012 o 15:02

      ~ Ania
      Nie odebrałam Twoich słów jako zarzut. :) Próbowałam tylko wyjaśnić brak dyskusji i zachęcić do lektury recenzji i komentarzy – lista linków jest na bieżąco uzupełniana w poście o M. z M. Kryje się tam wiele ciekawych niespodzianek. :)

      Odpowiedz
    28. czytanki.anki pisze:
      24 marca 2012 o 17:36

      @ Lirael

      W takim razie cieszę się.;) Wczoraj zrobiłam mały przegląd, najbardziej podobała mi się podróż do Kuncewiczówki.
      A dzisiaj kupiłam w antykwariacie Klucze za 1 zł.;)

      Odpowiedz
    29. Lirael pisze:
      24 marca 2012 o 18:37

      ~ Ania
      Gratuluję i zazdroszczę udanych łowów w antykwariacie. Już niedługo sprzedawcy będą chyba dopłacać osobom, które zgodzą się przygarnąć książki Kuncewiczowej. :)

      Odpowiedz
    30. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 marca 2012 o 09:27

      Czemu znowu mój głos ma rozstrzygać o terminie? Żeby znów było na mnie? :))

      Odpowiedz
    31. czytanki.anki pisze:
      25 marca 2012 o 09:30

      Oj, tam, kolega przesadza.;)

      Odpowiedz
    32. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 marca 2012 o 09:45

      Kolega jest histeryk i panikarz:P

      Odpowiedz
    33. czytanki.anki pisze:
      25 marca 2012 o 09:47

      Nie bój żaby;) (i to nie był podtekst;)

      Odpowiedz
    34. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 marca 2012 o 09:59

      Żaby nie zniosę:)

      Odpowiedz
  3. Claudette pisze:
    23 marca 2012 o 11:07

    Czytałam „Tym razem serio” i moim zdaniem ta książka stanowi niezwykły, wręcz nieodłączny, dodatek do Jeżycjady.

    Zresztą sama w Jeżycjadzie zabrnęłam do „Kalamburki”, która jest w mym odczuciu tak genialna, że boję się czytać dalej :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 11:09

      O tym, że właściwie na Kalamburce Jeżycjada powinna/mogłaby się skończyć już tu pisaliśmy:) Czytać dalej możesz, ale to już nie to:)

      Odpowiedz
    2. moleslaw pisze:
      13 czerwca 2012 o 21:20

      Niby dlaczego?

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 czerwca 2012 o 06:53

      Nie ten wdzięk, nie ta klasa:)

      Odpowiedz
  4. Alannada pisze:
    23 marca 2012 o 17:12

    Wielce lubiłam jej książki, zaczytywałam się nimi całe gimnazjum :D

    Odpowiedz
  5. Sempeanka pisze:
    23 marca 2012 o 17:57

    Pamiętam, że „Opium w rosole” przeczytałam mając jakieś 14 lat, potem za książkę chwycił mój tato, a potem mama – wszyscy byli pod wrażeniem… Rzadko się zdarzało, żeby czytali „moje” książki :) Musiałam ją strasznie przeżywać, skoro się zaciekawili :) To naprawdę poruszająca opowieść, choć wtedy zupełnie nie dostrzegłam w niej odniesień do stanu wojennego. Szarość i beznadziejność były tak wszechobecne, że nie zrobiły na mnie wrażenia w książce. Za to Genowefa i jej historia – tak ! Bardzo lubię też tę część, w której już jako nastolatka, spędza wakacje w Pobiedziskach u babci – „Dziecko Piątku”.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 19:42

      Faktycznie, odniesienia do stanu wojennego to nie była rzecz, na którą zwróciłem uwagę przy pierwszym czytaniu – może właśnie dlatego, że po prostu taka rzeczywistość nas otaczała. Znacznie później jednak starannie tropiłem wszelkie odniesienia i aluzyjki, z „wąsem elektryka” na czele:)

      Odpowiedz
    2. Sempeanka pisze:
      23 marca 2012 o 20:35

      @zwl: ha! czytałam to jeszcze parę razy, ale za tropienie się nie zabierałam :) choć właściwie miałam taki pomysł, gdy pierwszy raz przeczytałam „Tym razem serio”, ale w trakcie czytania gdzieś ten pomysł zawsze gubiłam :))

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 20:44

      Trzeba przyznać, że stan wojenny jest wyrażany głównie przez nastroje bohaterów, szarzyznę, poczucie beznadziei i pustkę – choćby to puste biurko ojca Borejki.

      Odpowiedz
  6. Lirael pisze:
    23 marca 2012 o 18:54

    Dobrze, że Musierowicz ma dystans do własnej osoby i potrafi rozsądnie korzystać z rad. Ktoś inny na jej miejscu mógłby dostać spazmów, słysząc „to nie jest dobra książka”.
    Zdziwiły mnie wyznania o męczarniach w czasie pisania – według mnie zupełnie ich w książce nie widać. To jedna z moich najulubieńszych części Jezycjady.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 19:45

      Czemu miałaby spazmować, skoro spisała książkę na straty? Ale rzeczywiście to kolejny przykład, jak ważna jest opinia kogoś niezaangażowanego emocjonalnie i kompetentnego. Mnie Opium nieodmiennie przygnębia i zawsze najbardziej mi żal pani Jedwabińskiej.

      Odpowiedz
    2. Sempeanka pisze:
      23 marca 2012 o 20:29

      @zwl: a mi przysłaniała współczucie perspektywa ucznia. Pewnie dlatego, że ona mi zawsze przypominała jedną z moich nauczycielek…

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 20:50

      Ja tam patrzyłem na nią oczami Dmuchawca i miałem nadzieję, że się zmieni. Strasznie się potem rozczarowałem w Dziecku piątku, kiedy się okazało, że ten chłód był silniejszy i zmiany charakteru nie były trwałe.

      Odpowiedz
  7. Lirael pisze:
    23 marca 2012 o 21:11

    Samodzielnie spisać własną książkę na straty, a usłyszeć od kogoś bezlitośnie szczerą opinię o niej, to mogły być różne rzeczy. :) Na szczęście Musierowicz ma poczucie humoru i dużą dozę obiektywizmu.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 marca 2012 o 21:14

      Znamy wersję spisaną po latach:) Chociaż faktycznie taką wiadomość lepiej się przyjmuje od zaufanej i kompetentnej osoby, na dodatek przyjaciółki.

      Odpowiedz
  8. kasia.eire pisze:
    2 kwietnia 2012 o 19:07

    świetne są książki z tej serii, uwielbiam Musierowiczową. Dzisiaj widziałam film ESD na podstawie Kwiatu kalafiora i Idy Sierpniowej.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 kwietnia 2012 o 19:35

      Książki świetne, szkoda tylko że film taki drewniany:P

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT