Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pisarze ze starej szkoły (VIII): Pisarze i krytycy

Posted on 22 kwietnia 201231 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
„Karafka La Fontaine’a” to ostatnie wielkie dzieło Melchiora Wańkowicza, opowieść o jego pracy i warsztacie pisarskim, o sztuce pisania, a w szczególności o sztuce reportażu. Osobny rozdział poświęcony został krytyce i krytykom.
Melchior Wańkowicz.
Dopóki [książka] się nie ukazała, autor ją słyszy wewnątrz siebie. I chyba notorycznie – źle słyszy. „Sami nie wiemy – mówi Parnicki – co odrzucamy z rzeczywistości, którą mamy przed sobą i którą ujmujemy w słowa, uświadamia nas o tym później czytelnik albo krytyk”. Toteż emocja osądu jest nieodłącznym składnikiem pisarstwa.
Tak czy owak – pisarz potrzebuje spojrzenia z boku albo obiektywnej oceny jego założeń ideowych czy formalnych, albo żeby jego megalomanii przytrzeć rogów, albo jego zwątpieniom podać pomocną rękę. […]
Obawiam się, że [w Polsce] krytyką się emocjonują tylko debiutanci. Pisarze o wyrobionej marce prawdopodobnie by pragnęli krytyki całym sercem jako cennego współpracownika w swoim warsztacie. Znaleźliby pożywienie w recenzji surowej, krytycznej, lecz wnikliwej. Ale doświadczenie nauczyło ich, że recenzje będą zwykle przychylnie odfajkowane i puste.
Krytycy nie hołdują poglądom Sandauera: „Krytyka, jak ja ją pojmuję, nie jest zajęciem miłych i uczynnych ludzi. Jest bezustanną rezygnacją z dobrych stosunków na rzecz bezlitosnej prawdy”. Ale nie mam pewności, czy Katon-Sandauer byłby zdolny powiedzieć pisarzowi słowami z Hamleta: „Nie ruszysz się stąd, aż ci postawię zwierciadło, w którym zobaczysz najtajemniejszą głąb duszy własnej”.
Wobec tego zapewne pisarz polski jest więcej skazany na kontrolę jednostronną – wsłuchując się w odbiór przez czytelników.
I tu go czekają niespodzianki, jak cukiernika, który wynalazł nowy rodzaj ciast, wyłożył je i czeka na zachwyty.
Pierwszy gość, który spróbował, powiedział: – Nie, proszę zapakować raczej napoleonki, stefanki i babki śmietankowe.
– Jak to? – woła cukiernik – czy wie pan, co wchodzi w skład tego ciastka?
I poczyna wyliczać ingrediencje.
Ale cóż to pomoże – cukiernik ma skład ciastka w głowie, a klient na języku. Nie smakuje i tyle…
Narcyz zadufany w sobie przejrzał się w strumieniu krytyki i zobaczył, że ma krzywą gębę. Straszne!
No, nie takie znowuż bezwzględnie straszne, kiedy i krytykom nie spodoba się ciastko. Niektórzy lubią ciastka anyżowe, a są i tacy, którzy przepadają za ciastkami z lukrecją. Skoro więc od wieków wypieka się ciastka i z takimi ingrediencjami, to znaczy że gusta są pojęciem względnym. […]
Przed wojną książka poczytnego autora miała w ciągu dwu lat pół setki i więcej recenzji – był to różnobarwny bukiet – od hołdów do połajanek.
Autor uzyskał pewien poklask za określone rzeczy w książce poprzedniej i próbował nasilić dawki tych rzeczy, którymi trafiał do rozumu lub wyobraźni. Podwoił dawki patosu albo rubaszności, albo groteski, albo metafory, albo rozlewności, albo zwięzłości, albo sentymentalizmu, albo lakonizmu, albo impresji, albo dokumentaryzmu, albo… albo… albo… – tysiące tych „albo”.
No i wtedy – słyszy dzwonki ostrzegawcze. Wyważy w sobie. Przemyśli.
I wówczas – w pas kłania się krytyce, walnemu towarzyszowi. Bo, jak mówi Parandowski, „człowieka trawi całe życie głód oceny. Domaga się jej każda garść słów powiązana z myślą”.
Sokrates w jednym z Platońskich dialogów mówi: „Jest wielkim nieszczęściem człowieka publicznego, o ile się natyka na brak krytyki”. […]
W rozdziałku o listach czytelników piszę o korzyści nawet z brutalnych anonimów. Hemingway irytował się na łatwo pochlebne recenzje, chciałby mieć uwagi, z których mógłby się czegoś nauczyć. Taki krytyk, który jak król Midas zmienia wszystko, czego się dotknie, w złoto, sprawia, że ludzi nie wzbogaci, tylko zamorzy głodem, bo przecie złotem się nie posilą. […]
Andrzej Wasilewski uważa, że „mądry akceptuje krytycznego partnera dla własnego dobra, a głupi tępi go na własną zgubę”.
Pisarz więc tęskni do rzetelnej krytyki. Jeśli jest ostra, lecz ugruntowana, pisarz może się zbiesić, rozpowiadać wszędzie, że krytyk ma ośle uszy, ale krytyk doświadczony nie tylko tym się nie przejmuje, ale doświadcza zadowolenia. Wie, że trafił celnie, że oścień utkwił w organizmie pisarskim, że komórki tego organizmu poczynają wytwarzać substancje zaleczające, obronne, zmężniające organizm.
W tym wypadku krytyk spełnia rolę osełki, która zaostrza, choć sama nie kosi. […]
Melchior Wańkowicz, Karafka La Fontaine’a, t. 2, Wydawnictwo Literackie 1984, s. 206, 211–213.

17 thoughts on “Pisarze ze starej szkoły (VIII): Pisarze i krytycy”

  1. gosiaw pisze:
    22 kwietnia 2012 o 11:29

    Nie zapomniałeś czasem o dedykacji? ;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 kwietnia 2012 o 11:31

      O dedykacji? Hmmmm:P No to uwaga: Dedykuję wszystkim recenzowanym i wszystkim recenzentom:)

      Odpowiedz
    2. ksiazkowo pisze:
      22 kwietnia 2012 o 11:40

      Ależ dyplomatycznie wybrnął, no, no… :D

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 kwietnia 2012 o 11:42

      Tekst jest uniwersalny, to i dedykacja taka musi być:))

      Odpowiedz
  2. maiooffka pisze:
    22 kwietnia 2012 o 21:54

    Gdy zapachniały fiołki, rzekło łajno: „No cóż, działają tanim kontrastem!” – Lec ujął to krócej ;P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2012 o 04:25

      Gdybym cytował Leca, notka nie byłaby tak przyjemnie długa:P

      Odpowiedz
    2. maiooffka pisze:
      23 kwietnia 2012 o 08:11

      Ale jak przyjemnie niepokorna ;)

      Odpowiedz
  3. Bazyl pisze:
    25 kwietnia 2012 o 09:41

    Czyli ponarzekać twórczo jedni na drugich i spotkać się w pół drogi i z pół litra :D

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 kwietnia 2012 o 09:52

      Albo chociaż z kawą i pączkami, zważywszy strukturę płciową blogosfery i aspirujących literatów:)

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      25 kwietnia 2012 o 11:12

      Przecież Wańkowicz pisze, że lepiej żeby nie było za słodko, a Ty: pączusie. A kawusia pewnie pita przez kosteczkę cukiereczku? :P

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 kwietnia 2012 o 11:29

      Zalewasz autorkę słodziutką kawusią z pączusiem, a potem ją brutalnie atakujesz recenzją:P

      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      25 kwietnia 2012 o 11:37

      Aaa, no chyba że tak :)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 kwietnia 2012 o 11:38

      To się nazywa taktyka:) A może zasłona dymna??

      Odpowiedz
    6. Iza pisze:
      25 kwietnia 2012 o 13:59

      Pozostaje ostrzyć ościenie i do roboty:).

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 kwietnia 2012 o 08:05

      Tępym ościeniem bardziej boli:P

      Odpowiedz
  4. Marlow pisze:
    28 kwietnia 2012 o 18:23

    Do Wańkowicza sięgnąłem z powodu sentymentu do swoich stron rodzinnych – „Na tropach Smętka” z tego względu to lektura obowiązkowa ale niestety podziela też stereotypowy los lektur. Opis wakacyjnej podróży po Prusach Wschodnich okazał się byc propagandową publicystyką – odpowiedzią na niemiecką literaturę tego samego typu a powierzchownośc informacji sprawia, że zorientowani „w temacie” czytają to co najwyżej jako ciekawostkę.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 kwietnia 2012 o 19:17

      Zgadzam się, „Smętek” zestarzał się straszliwie, nigdy chyba zresztą nie był zbyt dobry. Na szczęście Wańkowicz zostawił mnóstwo dużo lepszych książek, z moim ulubionym „Tworzywem” na czele, więc jeśli się nie zraziłeś całkowicie, to polecam:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT