Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pisarze ze starej szkoły (X): Joanna Chmielewska, cz. 1

Posted on 9 czerwca 201231 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
W życiu architekt Ireny Kuhn komplikacje uczuciowe zbiegły się z piętrowym remontem mieszkania. Pewnego dnia w telefoniczną rozmowę z przyjaciółką włączył się tajemniczy nieznajomy, rozmaite perypetie zaczęły się piętrzyć i pani architekt na wszelki wypadek zaczęła spisywać swoje przeżycia… W ten sposób powstał zalążek „Klina” — debiutanckiej powieści Joanny Chmielewskiej.
Irena Kuhn jako maturzystka, 1950 rok.
W trakcie mojego remontu, tej glazury, łazienki i piasku, miałam tajemnicze telefony, które podtrzymały temat i zwiększyły ogólny melanż. Później wyszło na jaw, że wygłupiali się tak Andrzej, mąż Ireny, i Michał, ale nie żywiłam do nich urazy, przeciwnie, byłam im wdzięczna za inspirację.
Różne osoby natomiast miały pretensje do mnie. Ponarażałam się im bezwiednie, zakłopotało mnie to, usiłowałam wyjaśnić sprawę i stworzyłam pierwszą część Klina. Dawałam to do czytania osobom znajomym, żeby się zorientowały w sytuacji, osoby znajome reagowały rozmaicie, niektóre prosiły, żeby mnie od nich odgrodzić, bo się boją wariatek, wszystkie jednak prezentowały jedna cechę wspólną.
— Słuchaj, wydaj to — mówiły. — Idź gdzie trzeba i wydaj!
Łatwo powiedzieć. Jedyną odpowiednią instytucją, jaka mi przyszła na myśl, była redakcja Przekroju. Zdobyłam się na czyn rewolucyjny, zadzwoniłam do Krakowa, okazało się, że Marian Eile, ówczesny naczelny, znajduje się właśnie w Warszawie. Zadzwoniłam do Eilego. Miał chwilę czasu, poleciałam na spotkanie, wziął utwór i przeczytał.
Potem nastąpiła chwila, dla mnie rzędu wybuchu wulkanu.
— Czy ty piszesz więcej? — spytał Eile, który już od czwartej strony zaczął mnie traktować jak jednostkę znajomą od urodzenia.
— Pisałabym więcej — odparłam uczciwie i z ciężkim westchnieniem — gdybym miała na czym. Pisuję artykuły, ręcznie, potem pożyczam maszynę od mojej ciotki. Ręcznie pisze mi się za wolno, bazgroły są to, nie widzę tekstu. Maszynę muszę jej oddawać, ona też dużo pisze. Przez brak tej cholernej maszyny nie mogę pisać tyle, ile bym chciała.
— W takim razie ja ci dam maszynę — powiedział Eile.
Nie zrozumiałam, co ma na myśli.
— Jak to? — spytałam. — Co to znaczy?
— Umarła moja ciotka. Została po niej maszyna, stara, ale jeszcze w niezłym stanie. Niepotrzebna mi, dam ci ją.
— Znaczy, pożyczy mi pan?… Pożyczysz mi?
— Nie. Dam.
— Jak to…? Na własność? Na zawsze?
— Na własność i na zawsze.
Marian Eile.
Raj absolutny otwarł się przede mną, pienia anielskie zabrzmiały mi w uszach. Słowo daję, wchodziłam z tą maszyną po schodach i ze wzruszenia płakałam rzewnymi łzami. Eile dołożył mi jeszcze do tego całą kupę papieru, ciężkie to było jak piorun, nie szkodzi, nie czułam ciężaru. Przeżywałam najpiękniejsze wydarzenie całej egzystencji.
W ten sposób, jeśli ktoś mnie nie lubi, winą za moją twórczość może sobie obciążać Mariana Eilego.
Wypchnął mnie także do „Czytelnika”.
— Już tam o tobie rozmawiałem — rzekł z troską. — Ale ubierz się jakoś gorzej, albo co, żeby nie powiedzieli, że Marian interesuje się dziewczyną, a nie pisarstwem. Nie wyglądaj za dobrze.
Zastosowałam się do zalecenia. Pojechałam do „Czytelnika” z pracy, miałam na sobie starą spódnicę, wymazaną grafitem z ołówka, starą bluzkę, której chyba brakowało guzika, byłam boso, w sandałach, rozczochrana, nie umalowana, z lśniącym nosem, w ręku trzymałam siatkę z włoszczyzną, kartoflami i pieczywem. W redakcji natknęłam się na istoty, którym za plecami łagodnie szeleściły anielskie skrzydła, były to panie Borowiczowa i Szymańska, bóstwa, jakich na tej wybrakowanej ziemi w ogóle się nie spotyka. Potraktowały mnie niebiańsko i kazały dopisać dalszy ciąg. […]
 
Ciąg dalszy nieuchronnie nastąpi…
 
Joanna Chmielewska, Autobiografia, t. 3, Wydawnictwo Vers, 1994, s. 62–65.

36 thoughts on “Pisarze ze starej szkoły (X): Joanna Chmielewska, cz. 1”

  1. Nutinka pisze:
    9 czerwca 2012 o 17:05

    Oj, chyba jednak powinnam sięgnąć po „Autobiografię”. ;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 czerwca 2012 o 19:02

      Koniecznie, koniecznie:))

      Odpowiedz
  2. guciamal pisze:
    9 czerwca 2012 o 18:00

    Pierwsze co mi się nasunęło widząc wpis sprzed godziny- facet, który nie ogląda Euro- gdzie się taki uchował? Drugie – też muszę sięgnąć po Autobiografię.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 czerwca 2012 o 19:07

      Oj, faktycznie, mało sprytnie wyszło:P A czy jak napiszę, że wstawiałem notkę, patrząc w telewizor, to mi ktoś uwierzy? :D

      Odpowiedz
    2. guciamal pisze:
      9 czerwca 2012 o 20:51

      Ja tam uwierzę we wszystko :)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 czerwca 2012 o 21:16

      Tak nie można, bo nie chcąc Cię oszukiwać, muszę się przyznać do całkowitej obojętności na uroki Euro:P

      Odpowiedz
    4. moleslaw pisze:
      10 czerwca 2012 o 06:45

      Znam jeszcze jednego, mój mąż, wiecznie się o to kłócimy bo z kolei mnie trudno wtedy odciągnąć od TV.

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2012 o 06:56

      To pozdrowienia dla męża, Eurowdowca:D

      Odpowiedz
  3. natanna pisze:
    9 czerwca 2012 o 18:39

    Jednym słowem to przypadek zrządził, że mamy pisarkę. I dobrze, że Eile miał nosa.)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 czerwca 2012 o 19:08

      Chwała mu za to, i paniom redaktorkom z Czytelnika również:D

      Odpowiedz
  4. Prowincjonalna nauczycielka pisze:
    9 czerwca 2012 o 18:49

    Moja „Autobiografia” Chmielewskiej jest tak zaczytana, że kartki wypadają już przy wyciąganiu z półki. Uwielbiam opisy w wesołego miasteczka, skrobania żyletką parkietu, namiętności hazardowych i wiele, wiele innych:-)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 czerwca 2012 o 19:10

      Mój komplet był już oprawiany, ale znów zaczął się sypać, czytałem w kółko całość, a najbardziej lubię sceny budowlane:)

      Odpowiedz
    2. Dabarai pisze:
      11 czerwca 2012 o 22:21

      Popieram,sceny budowlane są piękne…I tez bym sobie poczytania znowu…

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2012 o 13:09

      Nie ma to jak zupa w czajniku i nieoddane rękawiczki wliczone inwestorowi w kosztorys:))

      Odpowiedz
  5. Alannada pisze:
    9 czerwca 2012 o 20:47

    Czytałam tylko kilka jej książek, ale mam w planie to nadrobić. Jest super

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 czerwca 2012 o 21:06

      Cieszę się, że Joannie Chmielewskiej ma szansę przybyć nowa fanka:) Tylko wybierz coś ze starszych utworów, żeby się nie zniechęcić.

      Odpowiedz
  6. Joanna Gołaszewska pisze:
    9 czerwca 2012 o 21:08

    Kocham tę kobietę i jestem jej wierna, lojalna i co tam jeszcze można dopisać z synonimów, to proszę bardzo. To nic, że ostatnie książki są słabsze, wszyscy się starzejemy. Za godziny radości, które mi dała, jestem w stanie wybaczyć jej wiele.
    Autobiografia jest świetna:)
    Dzięki Ci, losie, za Andrzeja i Michała, którzy jej kawały robili, a potem za Eilego:)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 czerwca 2012 o 21:32

      Mam zupełnie tak samo, nawet każą nową książkę kupuję:) Chociaż skłamałem, Gwałtu jeszcze nie mam:P

      Odpowiedz
    2. Marylek pisze:
      4 lipca 2012 o 18:00

      Ale „Okropności” już tak jakby bardziej okropne niż zabawne, prawda?

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 lipca 2012 o 19:30

      Tak samo jak większość książek Chmielewskiej z ostatniego bodajże dziesięciolecia:(

      Odpowiedz
  7. moleslaw pisze:
    10 czerwca 2012 o 06:33

    Moja największa miłość, no jeszcz Małgorzata Musierowicz. Wracając do „Autobiogafii” znam chyba na pamęć, czytałam niezliczone ilości razy i chyba mając zaćmienie umysłowe pkazałam synowi jak się zdeżdża po decse do prasowania :-) Najlepsze lekarstwo na wszelke deprechy i nie tylko i jak już Joanna napisała za te godziny radości i za wszelkie dane kopy na rozpęd jestem wdzięczna,wierna i nadal zachwycona.A i zbieram znaczki! Dzięki Joannie.

    No i najważniejsze mam córkę Irenkę po mamie męża i Irenie Kuhn jednocześnie :-)O nawązaniu do MM nie wspomnę bo na drugie mała ma Julia :-) a domek z wieżyczką oglądam notorycznie.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2012 o 06:58

      No to chyba przebiłaś wszystkich fanów zgromadzonych na sali:D Zjeżdżanie po desce też pokazałem, ale na szczęście nie chwyciło:P Widoku na domek z wieżyczką zazdroszczę:)

      Odpowiedz
  8. B. pisze:
    10 czerwca 2012 o 09:04

    Przy chwili wolnej chyba wrócę do „Autobiografii”, bo pamiętam, że zaśmiewałam się przy niej do łez. :) Kiedy następna część?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2012 o 10:31

      Następna część tradycyjnie za dwa tygodnie albo w chwili głębszego kryzysu pisarskiego, zależy, co nadejdzie prędzej:P

      Odpowiedz
  9. Bazyl pisze:
    12 czerwca 2012 o 12:55

    A ja jakoś utknąłem kiedyś na tomie drugim i od tamtej pory ruszyć dalej nie mogę. Ale się przemogę :) Pytanie tylko kiedy znajdę czas? :(

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2012 o 13:08

      Może jak już się Euro skończy? :))

      Odpowiedz
    2. B. pisze:
      12 czerwca 2012 o 13:18

      To fakt… Po Euro będzie znacznie więcej czasu :D

      Odpowiedz
    3. Bazyl pisze:
      12 czerwca 2012 o 13:19

      Euro akurat jest tematem, który bez bólu porzucę. To raczej dodatki do niego (no wiesz), odciągają mnie od zacnego zajęcia zwanego czytelnictwem :P

      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2012 o 13:30

      Bazyl, no właśnie pod tym kątem sugerowałem, że już nic nie będzie Cię odrywać i kusić:PP

      Odpowiedz
  10. bookfa pisze:
    17 czerwca 2012 o 20:42

    I tak z Ireny Kuhn narodzia się gwiazda, Joanna Chmielewska!
    Jak nieprzymierzając z Normy Jean Marilyn Monroe :P
    Czy będziesz tu serwował ciąg dalszy czy też mam pogrzebać na półkach?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 czerwca 2012 o 20:47

      Chwilowo będzie tylko zakończenie opowieści o „Klinie”, więc samodzielne przypomnienie sobie reszty jak najbardziej wskazane:))

      Odpowiedz
  11. moleslaw pisze:
    17 czerwca 2012 o 21:39

    Czekać dwa tygodnie? Od kilku godzin z przerwą na mecz kwiczę nad Chmielewską oczywiście tom III.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      18 czerwca 2012 o 04:22

      Mam nadzieję, że nie wszyscy poszli w Twoje ślady i ktoś jednak drugi odcinek przeczyta:P

      Odpowiedz
    2. duchowa pisze:
      18 czerwca 2012 o 04:45

      Poszli :D Inaczej po prostu się nie da: po przeczytaniu fragmentu Chmielewskiej człowiek ma nieprzepartą chęć na ciąg dalszy i leci do półki :D
      Co nie przeszkodzi w przeczytaniu odcinka drugiego :)

      Odpowiedz
    3. moleslaw pisze:
      18 czerwca 2012 o 05:02

      Za to zdecydowanie umili oczekiwanie!

      Odpowiedz
  12. Naila pisze:
    21 czerwca 2012 o 17:51

    Uwielbiam Chmielewską bezkrytycznie, czytałam wielokrotnie. Jest niesamowita!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT