Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

„Mogli tak gadać godzinami…” (Piotr Mitzner, „Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie”)

Posted on 10 sierpnia 201231 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

 
Jednego książce Piotra Mitznera odmówić nie można – czyta się ją znakomicie. Do tego stopnia, że umieszczona na przemyślnej konstrukcji z garnków (patent a la Mama Żakowa z „Szóstej klepki”) umilała mi jakieś monotonne czynności kuchenne. Język jest potoczysty, a liczne cytaty – z utworów Iwaszkiewicza, dzienników i korespondencji małżonków, wspomnień i relacji ich krewnych, przyjaciół i znajomych – smakowite. Może trochę za dużo tu poezji w prozie, ale autor uznał, że i w wierszach Jarosława mogą kryć się wskazówki pozwalające odkryć na czym polegał fenomen małżeństwa Iwaszkiewiczów, którzy wytrwali ze sobą niemal sześćdziesiąt lat.

Mitzner odtworzył początki znajomości Hanny Lilpopówny i Jarosława Iwaszkiewicza, przebieg ich narzeczeństwa, okoliczności ślubu i kolejne etapy życia. Skupił się na samych małżonkach, wypreparował ich z tła rodzinnego, ze środowisk, z których się wywodzili. Pisze o tym nieco mimochodem, tylko wtedy, gdy rzeczywiście musi – jak w sytuacji, gdy załamanie interesów teścia groziło załamaniem podstaw materialnych życia Iwaszkiewiczów. Dzieci najwyraźniej dla małżeństwa rodziców nie miały – zdaniem autora – wielkiego znaczenia, skoro wspominane są rzadko, pozostają na dalekim planie. Dziwny to zabieg i w żaden sposób autor go nie uzasadnił.
Przez kilka dni pozostawałem pod urokiem tej książki: licznych tropów wskazanych przez Mitznera, bogactwa materiału przedstawionego czytelnikowi. Kiedy minęło pierwsze oczarowanie, okazało się, że tak naprawdę wśród tych splątanych nici dalej nie potrafię wskazać tej, która najmocniej łączyła Annę i Jarosława. Czy była to miłość, przyjaźń, czy może przywiązanie? Głębokie uzależnienie od siebie czy tylko przyzwyczajenie? Może nie powinienem się temu dziwić, skoro sami małżonkowie chyba nie bardzo umieli określić naturę łączących ich więzów – próbowali, ale im nie szło, nie lubili zresztą mówić o swych uczuciach, bojąc się popadnięcia w patos, którego nie znosili. Może człowiek z zewnątrz, na dodatek po tylu latach, po prostu już nie może wniknąć w tak ścisłą więź dwojga ludzi?
W pamięć zapadły mi jednak słowa wieloletniej gospodyni w Stawisku, która wspominała: „I oni mogli tak gadać godzinami i mieli o czym”. O poezji, sztuce, muzyce, gwiazdach, pogodzie, znajomych. Na starość wspominali dawne czasy. Niekiedy wybuchali, wyrzucali sobie jakieś zadawnione urazy. Być może więc tylko tyle – czy raczej aż tyle – trzeba, żeby przejść razem przez życie?
Najpierw poczułem się zawiedziony, że Piotr Mitzner nie zdefiniował wyraźnie, na czym polegał fenomen związku Iwaszkiewiczów, ale teraz, po dłuższym czasie, myślę, że może jeszcze bardziej zawiedziony byłbym, gdyby jednak się o to pokusił.
PS. Warto przeczytać, co o eseju Mitznera napisała Ania (Czytanki.Anki). 
Piotr Mitzner, Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie, Wydawnictwo Literackie 2008 (wyd. 2 poprawione i poszerzone).

Udostępnij:

  • Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Share on Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Share on Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

36 thoughts on “„Mogli tak gadać godzinami…” (Piotr Mitzner, „Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie”)”

  1. momarta pisze:
    10 sierpnia 2012 o 20:36

    Ja moją znajomość z Iwaszkiewiczami zaczęłam w wieku bydlęcym od „Naszych zwierząt”. Kiedy więc po wielu latach zaczęłam odkrywać, że na Stawiskach to nie było tylko tak sielsko i anielsko, postanowiłam to wyprzeć. Dlatego pewnie nie sięgnę po Mitznera – „wypreparowanie z tła rodzinnego”, w tym pewnie i ze zwierząt, nie dla mnie!
    A fenomenu jakiegokolwiek tak długotrwałego związku i tak nie zdefiniuje nikt inny poza zainteresowanymi…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 sierpnia 2012 o 20:42

      O dzieciach są jakieś wzmianki, ale zwierzaki chyba wypreparowane zostały dokumentnie. Sami zainteresowani niestety nie byli zainteresowani definiowaniem, a szkoda.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      10 sierpnia 2012 o 20:46

      A bo my tak od razu byśmy chcieli wszystko wiedzieć! Figa, panie, figa!
      (zamiast „definiowaniem” przeczytałam „delfinowaniem” i zaczęłam szybko szukać w pamięci, czy na Stawisku było tak duże akwarium. Czyżbym coś przeoczyła?)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 sierpnia 2012 o 20:50

      Staw rybny chyba był, ale pewnie z karpiami, nie z delfinami. A ja najpierw chciałem mieć na tacy „zdelfinowane”, ale potem uznałem, że może faktycznie lepiej nie. Tyle że nawet na własny użytek trudno sobie coś poskładać, bo autor zarzuca masę tropów: już się cieszysz, że wreszcie wszystko wiesz i wtedy bach! dokłada czymś zupełnie innym z przeciwnej strony i znowu nic nie wiesz. Trochę to było męczące – ale wyszło dopiero po otrząśnięciu się z tych wszystkich tropów i hipotez.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      11 sierpnia 2012 o 04:40

      A jak do tego wszystkiego ma się „Pra”, bo czeka w bibliotece :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 sierpnia 2012 o 04:44

      A pojęcia nie mam – ale chętnie się dowiem od Ciebie:P Ponoć prawnuczka rodzinne sekrety obnaża, więc może być ciekawie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Marlow pisze:
    11 sierpnia 2012 o 09:41

    Chyba najwyższy czas wybrać się do Stawiska … :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 sierpnia 2012 o 11:44

      To jest jakiś pomysł:) Ja sobie chyba najpierw poczytam dzienniki Iwaszkiewicza.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Marlow pisze:
      11 sierpnia 2012 o 14:25

      Co do Wojdowskiego, żeby nie zajmować miejsca Ance :-) i jego „Chleba …” warto go przełożyć z dołu kupki na górę ale nie jest to książka ani łatwa ani przyjemna. Wracałem do niej kilka razy bo i ona jest do wielokrotnego czytania. Co do samego Wojdowskiego to jego biografia A. Molisak, „Judaizm jako los. Rzecz o Bogdanie Wojdowskim” (2004) mnie mocno rozczarowała. Wątek biograficzny owszem jest ale powiedziałbym, łagodnie rzecz ujmując. Czytałem ją oczywiście poprzez pryzmat „Chleba …” coś niecoś światła na jego dzieciństwo rzuciła, niemniej jednak pozostawia duży niedosyt. Ale wiadomo – na bezrybiu i rak ryba.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 sierpnia 2012 o 14:31

      Na górę, powiadasz? Ok, chociaż chyba wyczerpałem chwilowo swój limit lektur traumatycznych. Za namiar na biografię dziękuję, może gdzieś mi wpadnie w oko.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Marlow pisze:
      11 sierpnia 2012 o 14:40

      Aaa … to jak tak, to przepraszam, ze dwa wieczory trzeba na książkę zaklepać bo lektura nie idzie gładko … . Biografią będziesz rozczarowany, chyba że masz bardziej litościwe serce dla autorki niż ja :-), daleko jej do poziomu, do którego można przywyknąć czytając te, które są wydawane w „Fortuna i fatum”.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 sierpnia 2012 o 15:37

      W moim wypadku pewnie z tydzień, a nie dwa wieczory. Ale odkopię i położę gdzieś z wierzchu, może sięgnę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. czytanki.anki pisze:
    11 sierpnia 2012 o 16:25

    Czytając korespondencję Iwaszkiewicza z córkami miałam wrażenie, że JI b. szanował swoją żonę i starał się nią w miarę możliwości opiekować. On w ogóle mocno przejmował się rodziną, a przecież żona miała nawroty choroby, która z wiekiem się nasilała, córki z kolei pechowo wybierały sobie partnerów.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 sierpnia 2012 o 16:53

      W ogóle cały ten epizod z chorobą żony w latach 30., przekucie tego w Matkę Joannę, to bardzo przejmujący fragment biografii. Fakt, że cała rodzina dawała mu w kość, jest w dziennikach taki zapis, że wszyscy oczekują od niego pieniędzy, pożyczek itp. i nikt się nie zastanawia, ile od wymaga zarobienie tych pieniędzy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      12 sierpnia 2012 o 07:47

      Tak, były takie zapisy. Z drugiej strony – chyba każdy zamożny człowiek jest narażony na takie prośby.

      A tu fragment dziennika (z 20 września 1955 r.) o chorobie żony, który pasuje także do Matki Joanny:

      To wielomiesięczne wyciąganie jej za rękę z potwornej przepaści, gdzie samo przebywanie z nią w jednym pokoju było już męką, to wyprowadzanie Eurydyki z piekieł i jej bezustanne oglądanie się, lubowanie się jej w przepaści szaleństwa – to wydaje mi się koszmarnym snem, czymś niewyobrażalnym, że było naprawdę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 sierpnia 2012 o 08:46

      Z dzienników można odnieść wrażenie, że familia i znajomi Iwaszkiewicza jednak trochę przesadzali ze swoimi wymaganiami. Zapis o chorobie żony robi wrażenie – może to było dla nich obojga wydarzenie kluczowe? Dla Iwaszkiewicza prawie na pewno.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. czytanki.anki pisze:
      12 sierpnia 2012 o 12:49

      Za drugie załamanie żony czuł się wyjątkowo odpowiedzialny, powody chyba były wyjaśnione u Mitznera.

      Mnie Iwaszkiewicz bardzo zaskoczył swoją rodzinnością i autentycznym oddaniem. Przeważnie artyści są egocentrykami, rodzina (zwłaszcza żony) często pełni wobec nich rolę służebną, a tu niespodzianka. W moich oczach urósł.;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 sierpnia 2012 o 12:52

      No tak całkowicie nieegocentryczny to on nie był, ale nie wymagajmy za wiele, dawali mu popalić od początku:) Ale też byłem zaskoczony tym rysem jego charakteru.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. czytanki.anki pisze:
      12 sierpnia 2012 o 12:55

      Poza tym żona najwyraźniej była tolerancyjna wobec jego obiektów uczuć. Chyba oboje byli b. tolerancyjni, bo mieli też inne zapatrywania na wiarę i politykę.;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 sierpnia 2012 o 12:58

      Ciekawe, czy to tolerancja, czy już po prostu wzruszenie ramionami na zasadzie „a niech se robi, co chce” – to zdaje się później w kwestiach religii było widoczne.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. czytanki.anki pisze:
      12 sierpnia 2012 o 13:01

      Ale wcześniej musiała to być tolerancja, bo jednak żyli razem, a nie obok. Na wakacje razem wyjeżdżali, do teatrów razem chadzali, itd. To o czymś świadczy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 sierpnia 2012 o 13:05

      Ale wcześniej dewocja Anny nie była aż tak nasilona, to po wojnie dopiero się zaczęło. Natomiast tolerancja żony wobec skłonności Iwaszkiewicza nie została chyba dotąd jakoś przekonująco wyjaśniona – i pewnie już nie będzie. Pojawia się taka teza, że łączyło ich głównie upodobanie właśnie do kultury – może po wspólnym wyjściu do teatru mieli o czym porozmawiać? Pokolenia biografów będą miały o czym pisać:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. kasia.eire pisze:
      14 sierpnia 2012 o 13:51

      Trzeba pamiętać, że wtedy więzy, że się wyrażę seksualne, liczyły się mniej niż więzy 'administracyjne’, bezpieczeństwo pozostawania w związku, a żona pewnie przymykała oko na jego skłonności, bo ważniejsze było porozumienie dusz, współne zainteresowania, może jej nawet ulżyło pod pewnym względem? Ciekawe.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 sierpnia 2012 o 14:29

      Coś w tym może być.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. kasia.eire pisze:
    14 sierpnia 2012 o 13:51

    Przytargałam z Polski dwa tomy Pamiętników Iwaszkiewicza, trzeci muszę dokupić, do tego Pra, a teraz i tę dopisuję do listy, bo dopełni pięknie obrazu.
    Bardzo jestem go ciekawa, nie czytałam dotąd wielu biografii i dzienników, teraz mnie naszło, pewnie z wiekiem, haha

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 sierpnia 2012 o 14:29

      A mnie właśnie biblioteka ściga, żeby oddać dzienniki:(( Lektura naprawdę fascynująca.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. namiot pisze:
    14 sierpnia 2012 o 18:22

    Podczas czytania tego tekstu przyszedł mi na myśl Iwaszkiewicz w górniczym mundurze. Bo czytam „Dziennik” Pilcha, który opisuje, jak na katowickim zjeździe literatów w 1978 r. ofiarowano Iwaszkiewiczowi galowy mundur górniczy. A potem go w nim pochowano. „Popłoch to wzbudziło niezły, za dziwactwo albo za żart makabryczny brano tę przedśmiertną fanaberię, za starcze szaleństwo, w najlepszym razie za zupełną jakąś nieobliczalność i nieoznaczoność. Umysłowe zamroczenie? Tajemnica? Zagadka? A cóż dziwnego jest w tym, że człowiek schodzący do podziemnych krain przywdziewa strój tych, którzy dzień w dzień podziemne chodniki i labirynty przemierzają? Nie jest to nawet poetyczność specjalna czy inna grobowa mistyczność, a zwyczajny realizm – Iwaszkiewicz po tołstojowsku mocny bywał w tej konwencji”.

    A potem jest przypis.
    „Po latach pani Maria Iwaszkiewicz w prywatnej rozmowie przedstawi mi dalekie od wzniosłości rozwiązanie tajemnicy. Otóż podobno wysłany po ciemny trumienny garnitur kierowca przywiózł mundur, ponieważ niczego innego odpowiednio ciemnego i odpowiednio trumiennego w szafie nie znalazł”.

    Ot, ciekawostka.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 sierpnia 2012 o 18:33

      Znakomite cytaty, dziękuję Ci bardzo:) Dodać należy, że Iwaszkiewicz zbierał rozmaite czapki, więc posiadanie górniczej, nawet z mundurem, dziwić nie może:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. kasia.eire pisze:
      14 sierpnia 2012 o 18:51

      Też trafiłam na ten fragment całkiem niedawno, w połączeniu z podczytywaniem Dzienników Iwaszkiewicza, ciekawa historia

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. namiot pisze:
      14 sierpnia 2012 o 21:09

      Bardzo proszę :) To jeszcze ostatni cytat na dokładkę.
      „Osiemdziesięcioczteroletni Iwaszkiewicz zachowywał się i mówił świetnie – w mundurze wyglądał rewelacyjnie. A gdy przy swoim słusznym wzroście włożył czapę z pióropuszem, jego górowanie nad otoczeniem nabrało i dosłownej, i symbolicznej wielowymiarowości”.
      Czapa z pióropuszem musiała zajmować ważne miejsce w kolekcji :)

      @kasia.eire
      To rzeczywiście ciekawe, jak się czasem lekturowe ścieżki splatają :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      14 sierpnia 2012 o 21:11

      Pewnie zajmowała poczesne miejsce, chociaż najwięcej zdjęć widziałem w takiej orientalnej, haftowanej czapce: http://plaszcz-zabojcy.blogspot.com/2011/08/odcinek-65-jarosaw-iwaszkiewicz-1962.html

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. czytanki.anki pisze:
      15 sierpnia 2012 o 10:26

      Z tym pochówkiem w mundurze górniczym trudno chyba dociec prawdy. Mój polonista na lekcjach utrzymywał, że Iwaszkiewicz chciał być pochowany w takim stroju i chyba nie była to złośliwa plotka:

      http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/recenzjeksiazek/1503806,1,iwaszkiewicz-jakiego-nie-znaliscie.read

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. namiot pisze:
      15 sierpnia 2012 o 13:58

      Czapka piękna :)

      Hmm, a może było i tak, i tak? To znaczy – może Iwaszkiewicz kiedyś powiedział, że chciałby być pochowany w górniczym mundurze, a potem kierowca (nieświadomie?) wypełnił jego wolę?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 sierpnia 2012 o 20:11

      No właśnie ja też miałem zakodowane, że chciał, niemalże testamentalnie sobie zastrzegł ten mundur.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. czytanki.anki pisze:
    15 sierpnia 2012 o 10:27

    I jeszcze taki artykuł:
    http://www.dekadaliteracka.pl/?id=2837

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. Pingback: Kręgi na wodzie (Jarosław Iwaszkiewicz, „Książka moich wspomnień”) – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 dni ago
View on Instagram |
1/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
2/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
1 miesiąc ago
View on Instagram |
4/5
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
2 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d