Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Pisarze ze starej szkoły (XVII): Boy o Ibsenie

Posted on 28 września 20125 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Recenzując w 1935 roku „Norę” Henrika Ibsena w reżyserii Karola Adwentowicza, wystawioną w warszawskim Teatrze Kameralnym, Tadeusz Boy-Żeleński pokusił się o wskazanie kilku głównych problemów poruszonych w dramacie. Jego wywód (nieco przydługi, ale szkoda mi było każdego zdania) stanowić może wstęp albo uzupełnienie do dyskusji o sztuce, która dziś zacznie się w Klubie Dyskusyjnym na blogu Czytanki.Anki.

Henrik Ibsen.
Nora Ibsena rozbiła szczęśliwie z pewnością więcej małżeństw niż Werter spowodował samobójstw. Była wielkim manifestem praw kobiety, kobiety-człowieka. Stała się symbolem, zsumowała wszystkie pretensje i żale. W chwili końcowego rozrachunku między mę­żem a żoną stał przy Norze w kulisach cały legion kobiet zawiedzionych w małżeństwie, kobiet niezrozu­mianych, kobiet-lalek, które ożyły, kobiet-dzieci, które dojrzały w ciągu jednej krytycznej doby, aby ogarnąć nagle nicość swoich władców. Straszliwy porachunek! bo nawet osiem lat niezmąconego szczęścia żony nie obroniło w jej oczach męża. „Alboż nie byłaś szczęśli­wą?” – pyta jej strapiony Helmer. „Nie, nigdy – zdawało mi się tylko, że nią jestem” – od­powiada Nora.

Pozornie nonsens, bo przecież w ogóle szczęście polega na tym, aby się komuś wydawało, że jest szczęśliwy… Ale w nonsensie tym jest sens, cały sens każdego takiego wstecznego rozrachunku. Ibsen poszedł w nim do najdalszych krańców; Nora z godziny na godzinę porzuca dom i troje drobnych dzieci, mimo (co było niewątpliwie nowością w teatrze) że żadna inna miłość ani w ogóle motyw erotyczny nie odgrywa roli w jej decyzji.

Dziś, kiedy oglądamy rzecz chłodniejszym okiem, zarówno w tym zakończeniu, jak i w całej sztuce uderza nas dysproporcja między błahą – na pozór – przyczyną a tak poważnym skutkiem. Ale to właśnie jest krytyką małżeństwa Helmerów. Kiedy dziecko bojąc się przynieść do domu niedobre świadectwo popełnia samobójstwo, też jest w tym dysproporcja przyczyny i skutku, ale w tej dysproporcji jest straszliwe oskarżenie systemu. Aby zdobyć pieniądze na kurację chorego męża i ocalić go bez jego wiedzy, Nora sfałszowała podpis ojca na wekslu, który potem latami heroicznie spłaca. (W tym celu przetłumaczyła nawet powieść dla jakiejś gazety – oto przyczynek do genezy lichych przekładów.) Nora nie zdawała sobie sprawy z wagi ani z konsekwencji swego postępku, bo nikt tej laleczce o takich rzeczach nie mówił. Nieszczęściem ojciec umarł na dwa dni przed datą podpisu – weksle w ręku szantażysty stają się groźbą dla spokoju rodziny, dla kariery męża.

Pod tym naciskiem Nora miota się w rozpaczy: próbuje daremnie szukać rady i pomocy u przyjaciela, doktora Ranka; niewczesne wyznanie miłości ze strony doktora mrozi jej słowa na ustach, uraża jej delikatność, każe milczeć. Nora decyduje się na samobójstwo. Jedno tylko ani na chwilę nie postało jej w głowie, mianowicie to, że mogłaby po prostu iść do męża, wyznać mu wszystko, prosić go o radę i o pomoc, powiedzieć mu: „Zbłądziłam może, ale zbłądziłam z miłości dla ciebie, radź, co czynić, pomóż, ratuj, ratujmy się oboje…” Nie ulega wątpliwości, że małżeństwo, w którym taka myśl nie postanie w głowie, jest złym małżeństwem, choćby się przez osiem lat „zdawało”, że jest szczęśliwe; można zrozumieć, że Nora przejrzawszy gatunek swego szczęścia – brzydzi się nim…

Tylko… tylko musielibyśmy naprawdę uwierzyć, że Nora tego wyznania uczynić nie mogła, musielibyśmy zrozumieć, czemu nie mogła. Otóż to wydaje się dziś nieco trudne. Może dlatego, że żyjemy w innej epoce, kiedy autorytet męża i ojca rodziny nie jest tak przytłaczający. Ten Helmer – poza tym trochę cymbał – kocha Norę najczulszą miłością męża i opiekuna, na rękach ją nosi po prostu; aż do ostatniej chwili niczym nie zdradza, aby nie był godzien takiego zwierzenia. Tymczasem Nora nie mówi mu do samego końca nic, uparcie milczy; w końcu, gdy już postanowiła umrzeć, dopuszcza, aby list szantażysty pouczył Helmera o wszystkim. Wyznaję, że dzisiaj owo uparte unikanie najprostszego wyjścia działa na widza trochę niecierpliwiąco, nie wydaje się dość silnie mo­tywowane.

Skutek listu otrzymanego przez Helmera niespodzianie i w najmniej właściwej chwili, jest piorunujący. Cały trud życia tego młodego dyrektora banku, cała kariera wydaje się zdruzgotana; ma do Nory głęboki żal i daje mu wyraz. Przeraża go jej zdolność tak długiego i konsekwentnego kłamstwa. Dodajmy, że z tego listu Helmer nawet nie może dobrze wiedzieć, że to dla niego Nora dopuściła się swego czynu, przecież ona przed nim taiła jego chorobę, udawała wielkodusznie, że to dla niej, dla jej kaprysu była owa zbawcza podróż do Włoch. Helmer wybucha brutalnie, mówi jej bardzo przykre rzeczy; potem, gdy niebezpieczeństwo minęło, natychmiast zapomina o wszystkim, odnajduje swą czułość dla Nory, darzy ją niezręcznie swoim – przebaczeniem!

Otóż w chwili jego wybuchu Nora przestała nagle kochać męża; osądziła go, zrozumiała, że ich małżeń­stwo było oparte na kruchych podstawach. Robi ra­chunek przeszłości. Była mu bawidełkiem, nigdy nie kochał jej, tylko kochał w niej siebie, pożądał jej, nigdy z nią poważnie nie rozmawiał, była jego błazenkiem, zabawką. Nora opuszcza dom – musi zostać sama, szukać drogi, szukać siebie, wychować samą siebie. A dzieci? Trudno, opuści i dzieci. Taka, jak jest obecnie, na nic się dzieciom nie zda…

Akceptujemy – radzi nieradzi – tę scenę; czujemy poza tym wszystkim mnóstwo rzeczy niedopowiedzianych, które wykrystalizowały się w tym momencie, Jeżeli miłość – wedle głośnej formuły Stendhala – ma swoją „krystalizację”, skon miłości może mieć ją również. W jednej chwili Helmer, ze swoją zdawkową pieszczotą na ustach, ze swoim „skowroneczkiem”, „kanareczkiem”, „wiewióreczką” – stał się Norze nie do zniesienia.

Trzeba przyznać, że Helmer zachowuje się w tej scenie jak osioł. Może, oszołomiony potokiem wymowy i powagą swego „skowroneczka”, nie umie się zdobyć na żadną odpowiedź. Ten były adwokat nie znajduje na swoją obronę ani jednego argumentu, ani jednej okoliczności łagodzącej. Mógłby przecież uprzytomnić Norze ów jej brak zaufania, który doprowadził do katastrofy. Mógłby bodaj powstrzymać jej decyzję do jutra… Ale nie, nie mógł, bo – jak rzekliśmy na wstępie – Nora nie jest poszczególnym wypadkiem, Nora to legion, którego słabemu mężczyźnie nie zatrzymać w marszu!

Gabriela Zapolska w Norze Ibsena, 1883 r.
I tak trzeba tę sztukę brać. Bo jak na poszczególny konflikt, zbyt wiele polega tu na nieporozumieniu. Ostatecznie ten Helmer był niezgorszym mężem… Że nie dość rozmawiał z nią poważnie… Mój Boże! Czy ludzie z tamtej epoki nie przeceniali trochę wartości poważnych rozmów? Dziś, gdy najśmielsze postulaty Nory zostały przez życie zdystansowane, niejedna kobieta, choćby była doktorem dwóch fakultetów i wiceministrem, będzie łasa na to, żeby jej mówić „głup­tasku” i „wiewióreczko” i podziwiać, jak w nocnej koszuli tańczy tarantelę… Nie możemy się oprzeć wrażeniu, że ten Helmer został wzięty na zbyt ostrą próbę, i to z winy samej Nory – gdyby dowiedział się wszystkiego od niej samej, może znalazłby się na wysokości zadania. Zarzuca mu, że w pewnym mo­mencie powiedział: „jestem ocalony”, że się troszczył o siebie, nie o nią, czym dał dowód egoizmu. Ależ w tym wypadku jego ocalenie, jego honor, jego sta­nowisko to jest ich wspólne dobro, wspólny kapitał – tutaj między „ja” i „ty” nie ma różnicy.

Sztuka kończy się beznadziejnie, ale kiedy jej słu­chamy dziś (może dlatego, że wobec mnóstwa nowych zmartwień nie bierzemy już tej sprawy dość serio), jest dla nas w finale wyraźny błysk nadziei. Aby ich małżeństwo było możliwe – powiada Nora – trzeba, żeby stał się cud, żeby się oboje odmienili. Taki cud nie wydaje się czymś niepodobnym. Nora pojedzie w swoje strony szukać zajęcia, rekolekcje takie wybor­nie jej zrobią. Spotka się ze wszystkimi małostkowymi szykanami, jakich ofiarą bywała wówczas samotna ko­bieta, zatęskni może za swoim „domem lalek”. Osta­tecznie osiem lat, przez które „zdawało się komuś”, że był zupełnie szczęśliwy, to jest coś. Helmer przemyśli również na nowo problem małżeństwa, oboje podzielą się swymi doświadczeniami i zaczną na nowo, na innej podstawie. Alboż takie kryzysy małżeńskie i takie psy­chiczne przegrupowania nie są czymś normalnym?

Gorzej będzie, jeżeli Nora spotka faceta, z którym będzie miała nowych troje dzieci, aby się przekonać, że znów się jej tylko zdawało, iż była szczęśliwa, i że jeszcze nie dość się zorientowała w sobie… Albo jeżeli, co gorsza, jej facet dojdzie do takiego przekonania… […]

Tadeusz Boy-Żeleński, Ibsen „Nora” [w:] Pisma, t. 26, Państwowy Instytut Wydawniczy 1969, s. 55–59.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

31 thoughts on “Pisarze ze starej szkoły (XVII): Boy o Ibsenie”

  1. momarta pisze:
    28 września 2012 o 07:53

    Takich rzeczy się nie robi, drogi Panie! I że my niby teraz mamy jeszcze o czymś dyskutować?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 września 2012 o 08:33

      Wierzę w Waszą (naszą) pomysłowość:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      28 września 2012 o 08:36

      Pomysłowość pomysłowością, ale Boy zużył mi większość określeń na Helmera: cymbał, osioł… A te pozostałe, które mi się nasuwają, są niecenzuralne:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 września 2012 o 08:40

      Polska język bogata jest, na pewno coś mniej niecenzuralnego się znajdzie:P Poza tym Boy nie podjął tropów feministycznych i genderowych, więc można by użyć np. „szowinistycznej męskiej świni”:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      28 września 2012 o 08:45

      Na to jestem zbyt subtelna:P
      A skoro już wyraziłam swoje oburzenie, to poza tym: cud i miód. Czym prędzej po powrocie do domu odgrzebuję Boya (obawiam się, że nie pamiętam gdzie stoi) i upycham kolanem gdzieś na froncie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 września 2012 o 08:47

      Nie można być zbyt subtelnym w przypadku Helmera, spodziewam się niezłej feministycznej jatki u Ani:DD

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. czytanki.anki pisze:
      30 września 2012 o 16:59

      No proszę, obeszło się bez jatki.;)
      Dobrze jest poczytać, jak Norę widział mężczyzna z innej epoki. A powiedzenie: Nora to legion, którego słabemu mężczyźnie nie zatrzymać w marszu! muszę zapamiętać i będę stosować w innych kontekstach.;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 września 2012 o 17:05

      Aż żal, że żadna z dyskutantek nie ma zacięcia genderowego:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. czytanki.anki pisze:
      30 września 2012 o 17:14

      Po pewnym czasie stanęłoby nam to zacięcie kością w gardle.;) Zwłaszcza, że wokół tyle kwestii analizuje się od strony genderowej.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 września 2012 o 17:17

      Tia, ja właśnie tkwię w genderowej analizie stalinowskich więźniarek:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. czytanki.anki pisze:
      30 września 2012 o 17:20

      Nie sądziłam, że można i tu wepchnąć gendery.;(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 września 2012 o 17:28

      Można, wszędzie można. Wynik raczej żałosny, jak całe to gender.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Zbyszekspir pisze:
    28 września 2012 o 08:20

    Ha,ha,ha:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. Sumire pisze:
    28 września 2012 o 14:20

    To zakończenie, które tak się Boyowi nie podoba, Ibsen musiał je zmienić, bo publiczność była zbyt oburzona.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 września 2012 o 14:27

      To ciekawe. A wiesz może, jak wyglądało pierwotne zakończenie?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      28 września 2012 o 20:51

      Były zmiany w wersji niemieckiej, tutaj szczegóły.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 września 2012 o 20:54

      Rany, ależ to musiała być szmira:) „Motherless!”, no litości:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Lirael pisze:
    28 września 2012 o 20:47

    I to jest fragment recenzji?! Całość przypuszczalnie zajmowała tyle stron co dramat Ibsena. :) Boy tak sumiennie streścił „Dom lalki”, że właściwie można sobie darować czytanie. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 września 2012 o 20:50

      To jest właściwie całość – do tego jest akapit o tradycji teatralnej Ibsena i drugi, o recenzowanej inscenizacji:) Większość recenzji Boya to takie miniaturowe monografie:) Raptem sześć stron druku:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      28 września 2012 o 20:53

      Podziwiam Boya, ale jednozdaniowe recenzje Słonimskiego chyba bardziej przemawiają mi do wyobraźni. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 września 2012 o 20:55

      Mistrz zwięzłości kontra Wielki Analityk:DD Ale to dzięki recenzyjnym zachwytom Boya przeczytałem choćby Dzieje jednego pocisku Struga.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. czytanki.anki pisze:
      30 września 2012 o 17:00

      Mnie też dziwi, że ten wykład nazywa się recenzją. Takie streszczanie powinno być karalne!;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 września 2012 o 17:07

      A mnie się podoba, szczególnie przy jakichś dawno zapomnianych dziełach. Tym bardziej że jednak Boy nie tylko streszcza, ale jednak też komentuje.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. czytanki.anki pisze:
      30 września 2012 o 17:17

      Ale niech to się nie nazywa recenzją. Czy w poszukiwaniach płaszczowych nie trafiła się żadna recenzja z jakiejś inscenizacji Ibsena?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 września 2012 o 17:21

      No dlaczego, w ostatnim akapicie jest recenzja inscenizacji:P Zresztą to jedyna recenzja Nory w całej spuściźnie Boya, czyżby przed wojną Ibsena nie wystawiano? Może dlatego tak obszernie Boy streścił dzieło:P Być może to samo przedstawienie recenzował Słonimski, ale nie mam go teraz pod ręką.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. czytanki.anki pisze:
      30 września 2012 o 17:23

      Wystawiano, ponoć Modrzejewska stworzyła kreację w roli Nory. Ale to rzecz jasna czasy sprzed wcześniejszej wojny.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      30 września 2012 o 17:29

      Jako recenzent Boy się na Modrzejewską raczej nie załapał:))

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. czytanki.anki pisze:
      1 października 2012 o 06:06

      To wiem, ale w końcu inne aktorki chyba też grały Norę? W końcu oprócz Wyspiańskiego coś jeszcze za czasów Boya wystawiano.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 października 2012 o 06:58

      Ale wystarczy, żeby grywano Ibsena namiętnie w Krakowie albo we Lwowie i już u Boya śladu nie ma. Pewnie trzeba się odwołać do jakiegoś dzieła o recepcji Ibsena w Polsce.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Emma pisze:
    1 października 2012 o 19:59

    bardzo mnie ciekawi, kto Gabrieli Zapolskiej położył ten dywan na głowie ;-))

    a tak serio, to miałam podobne refleksje przy czytaniu. nigdy nie mogłam nadążyć za tymi subtelnościami Nory. a już zwłaszcza: dlaczego mężowi nie powiedziała prawdy??

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      1 października 2012 o 20:06

      Ten dywanik to pewnie element ludowego stroju włoskiego:) A w kwestii motywacji Nory – to zachęcam Cię do zajrzenia do klubu dyskusyjnego u Ani, gdzie kwestia jest szeroko rozważana:)) (http://czytankianki.blogspot.com/)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d