Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Produkcyjniak na specjalne życzenie

Posted on 10 października 20125 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)


Magdalena Samozwaniec
W odlewni
Parodia nowelki produkcyjnej
– Jeszcze i tu musieli nam babę wtrynić – zrzędził stary mistrz-odlewnik, Marcin Klepka, zerkając spode łba na dorodną postać młodej dziewczyny stojącej przed nim w skromnym, aczkolwiek gustownym ceratowym fartuchu, o włosach czarnych i kręconych jak wełna żużlowa.
– Nie gniewajcie się, ojczulku – rzekła miękko i delikatnie pogładziła go po ramieniu dłonią w azbestowej rękawicy. Pod tą niewinną pieszczotą stary zmiękł.
– No trudno – rzekł – skoro was już tutaj przydzielili, to niech tak będzie, żeby mi tylko wypadków w ludziach nie było. Zakocha się w was który z tych młokosów i robota na tym ucierpi. Słyszane to rzeczy, aby baby odlewy robiły – zamamrotał przez usta, co było jego zwyczajem.
– Czasy, kiedy dziewczęta tylko rodziły dzieci i karmiły męża, minęły bezpowrotnie – zauważyła twardo. Przy tych słowach oczy dziewczyny zabłysły, jak gdyby ktoś na niezapominajki wylał roztopioną stal.
– Idźcie doglądnąć pieca, czy wszystko w porządku – machnął ręką stary majster.
Formiarka zaczęła długim prętem grzebać w piecu i dorzucać drwa.
– Ładunek dostateczny! – zawołała. – Waga też.
– Zna się na rzeczy! – mlasnął stary wyga do siebie.
Przed wanną giserską, mogącą pomieścić dwadzieścia ton stopionego żeliwa, wznosił się czworobok w kształcie sześcianu. Przykryty daszkiem przypominał cienistą altanę. Formiarka weszła na chwilę do formy, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. W tej doskonałej formie zastał ją kolega, Jasiek Miętus. Spojrzał na nią gorąco i rzekł czule:
– Czy wszystko w porządku? Można zaczynać?
– Tak – odparła i mimowolny rumieniec oblał ją aż po szyję. – Można zaczynać – odparła wymijająco. – Trzeba dać znak sternikowi!

W obszernej hali dudniło, brzmiało i klaskało jak na sali koncertowej podczas V symfonii Bacha. Młoty uderzały w kotły, a kotły w trąbki Eustachego tworząc razem jakąś dziką sarabandę najczystszych tonów. Jak węże syczały wentylatory. Jasiek skoczył na podwyższenie i rozpoczął komendę:
– Zatrzymać, powoli popuszczać, powoli, w imię Postępu!
Dźwig z wypełnioną po brzegi wanną, z której buchały płomienie żółte, zielone, czerwone i tęczowe, zaczyna spływać pomału. Jeden niebaczny ruch, jedno nieopatrzne słowo, a ognista ciecz może się wylać i spalić wszystko dookoła nie wyłączając ludzi. Nagle – co to? Ludzie zastygli w bezruchu, tylko im oczy i ręce latają w tę i tamtą stronę. Wanna przechyla się złowieszczo na bok, moment, a ciekliwy ogień wyleje się i wszystko zwęgli dookoła. Wszyscy mężczyźni potracili głowy z wyjątkiem niej!
Bohaterskim ruchem rzuca się na wannę – jak lwica na swoje młode – i jednym wprawnym pociągnięciem przywraca równowagę. Jeden wielki oddech ulgi wzbił się pod strop i zawisł jak giserski kocioł.
– Zuch dziewczyna! – pierwszy odchrząknął majster Klepka ocierając pot z czoła azbestową rękawicą. – A niech ją… – i w tym miejscu zalał się łzami. — Koleżanka formiarka uratowała nam życie – sapnął.
– Głupstwo, nie ma o czym mówić – broniła się dziewczyna – takie dwadzieścia ton to dla mnie drobiazg…
– A czy wiecie – wtrącił wesoło Jasiek Miętus – że wy mogliście być pierwsi spaleni żywcem, gdyby się było nie udało?…
– Co tam życie wobec odlewu – odparła z prostotą.
Gdy to wyrzekła, Jasiek poczuł, że ona i on i że na całe życie…
– No, teraz dość zabawy i gadaniny – idźcie zobaczyć, koleżanko, czy odlew wystygł i czy go można wydobyć z formy – rzekł, a te słowa zabrzmiały dla niej jak pocałunek, jak miłosne wyznanie…

Magdalena Samozwaniec, Moja wojna trzydziestoletnia, Czytelnik 1975, s. 191–193.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

68 thoughts on “Produkcyjniak na specjalne życzenie”

  1. Bazyl pisze:
    10 października 2012 o 19:29

    A może konkurs na tekst ku chwale? Taki na tysiąc znaków :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 19:32

      A ku czyjej chwale? :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      11 października 2012 o 06:41

      Minionego systemu? Obecnego? Wszystko jedno, byle w konwencji :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 07:05

      To zaczynaj:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      11 października 2012 o 08:06

      Stefaniak, majster drugiej klasy, największy przodownik, jakim dysponowała baza położona w pobliżu Pcimia, szedł fotonowym ciągiem przez skrajny kwadrant PGRu, w którym pracował.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 08:07

      Szalenie obiecujący początek. Prosimy o ciąg dalszy:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      11 października 2012 o 09:33

      Myślałem, że kolektyw pociągnie :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 09:41

      Sprytnie:PP

      Stefaniak, majster drugiej klasy, największy przodownik, jakim dysponowała baza położona w pobliżu Pcimia, szedł fotonowym ciągiem przez skrajny kwadrant PGRu, w którym pracował. Idąc, zaciągał się wonnym dymem sporta połączonym z upojnym zapachem kwitnącego rzepaku i ciepłym zapachem obornika z pobliskiej chlewni. Jego gumofilce w zetknięciu z rzadkim błotem wydawały przyjemnie mlaszczący odgłos.
      – Ech, zwołać by chłopów i wreszcie drogę porządną w czynie społecznym zrobić – rozmarzył się.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      11 października 2012 o 10:43

      Ledwie wypowiedział te słowa, poruszyły się pobliskie łopiany i wyszedł spod ich liści gnom jakowyś, złym okiem błysnął i przepitym basem zagaił:
      – Kopsniesz szluga?
      Zaskoczony Stefaniak odruchowo sięgnął do kieszeni kufajki i wyciągnął pogniecioną paczkę, którą następnie podał podejrzanemu indywiduum. Małe coś wsadziło sporta między spieczone wargi, zdobiące jego szpetną facjatę, a następnie buńczucznie zawołało:
      – Ognia, dla zaplutego karła reakcji!

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 10:47

      (Bazyl, Ty bardziej w stronę Waligórskiego idziesz niż produkcyjniaka::)

      Zaciągnął się karzeł głęboko, gwiazdę pięcioramienną z dymu zgrabnie wypuścił i rzecze:
      – Poratowałeś mnie w potrzebie, to i ja cię poratuję. Widzisz tamtą stodołę, co po kułaku została? Tam znajdziesz wszystko, czego najbardziej potrzebujesz.
      Po czym splunął siarczyście w błoto i zniknął z cichym pyknięciem.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. Bazyl pisze:
      11 października 2012 o 12:49

      Jeszcze się smród, po pokurcza pyknięciu, dobrze po okolicy nie rozszedł, a już Stefaniak, niczym wicher rewolucji, rzucił się ku wskazanemu budynkowi. Człapiąc przez bagnisko, znoszonymi filcami dobywając z gliniastej brei iście proletariackie pierdnięcia, parł jak pcimski Potiomkin ku, jak sądził, realizacji swych marzeń. Dopadł w końcu wiszących na jednym zawiasie drzwi i gwałtownym szarpnięciem otwarł je na ościerz. To co ujrzał na środku izby sprawiło, że powietrze wyszło z jego, wyćwiczonych gromkim śpiewem „Międzynarodówki”, płuc, a i nogi odmówiły posłuszeństwa. Niepomny niestosowności okrzyku, wrzasnął: „Jezusie!” i zemdlał w progu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. Bazyl pisze:
      11 października 2012 o 12:51

      Ok, za oścież, należą mi się stokrotne baty. A co do formy, to w przeciwieństwie do bohaterki wpisu, nie jestem jak widać w najlepszej :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 12:57

      Rany, ale suspens żeś zaserwował:P

      Leżałby w tym progu pewnie do rana, gdyby nie to, że pechowo upadł na grabie i metalowe zęby dotkliwie przebiły się przez watowaną fufajkę, boleśnie raniąc go w żebra. Przetarł załzawione oczy, nie dowierzając cudnej wizji. Oto pośrodku klepiska stał przedmiot jego marzeń. Wielki, zwalisty wręcz, nieco może przykurzony tylko i podrdzewiały walec parowy. Skąd wziął się w tej ruderze? Nie wiadomo. Może kułak chytry wyszabrował go na ziemiach odzyskanych i na traktor chciał przerobić, a może walcować chciał pegeerowskie pola, żeby niszczyć plony.
      Stefaniak odwrócił się na pięcie i runął w kierunku wioski, aż bryzg szedł spod gumofilców.
      -Chłopy, chłopy! – wrzeszczał. – Ruszajta się, drogę se będziem budować.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. Bazyl pisze:
      11 października 2012 o 13:13

      ROTFL! Za diabła nie uwierzysz, że ja też w tej chałupie wykoncypowałem sobie walec :D Ciąg dalszy nie nastąpi, bo czasu brak :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 13:15

      To może ktoś jeszcze się włączy:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    15. Bazyl pisze:
      11 października 2012 o 18:50

      Tu, na górę, to już nikt oprócz nas dwóch, nie zagląda :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    16. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 18:54

      Ech:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    17. Lirael pisze:
      12 października 2012 o 04:52

      Zagląda, jak najbardziej zagląda! Tylko zachwyt odbiera mowę. Teksty niewyobrażalnie przecudnej urody!!!!!!!
      Zastanawiam się tylko, czy Stefaniak palił papierosy. Jego oddech powinien chyba pachnieć świeżo wydojonym mlekiem od krów z bezkresnych mazowieckich równin. :) W połączeniu z rzepakiem i „ciepłym zapachem obornika” byłaby ciekawa kompozycja zapachowa.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    18. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 października 2012 o 05:22

      Nie ma możliwości, żeby nie palił:)) Musiał jakoś zabijać zapach obornika:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    19. Bazyl pisze:
      12 października 2012 o 07:34

      Eee tam, w tym cały urok. Jak to u mnie naród mówi: nie ma to jak na wsi rankiem, pachnie gnojem i rumiankiem :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    20. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 października 2012 o 07:45

      Ładnie powiedziane:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    10 października 2012 o 19:49

    O matko!!! Oczy dziewczyny zabłysły, jak gdyby ktoś na niezapominajki wylał roztopioną stal. :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 19:51

      Mnie się bardziej podoba gustowny ceratowy fartuch. Ciekawe, czy towarzyszka formierka odnalazłaby się w ceratowych butach z Paryża:PP

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      10 października 2012 o 19:53

      Może raczej buty azbestowe, pasowałyby do rękawicy. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 19:56

      Mogłyby być z azbestowej ceraty:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. B. pisze:
      10 października 2012 o 20:01

      Azbestowa rękawica i niewinna pieszczota. To się nie kłóci?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 20:19

      Każdemu jego fetysz:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Lirael pisze:
    10 października 2012 o 19:50

    Lwice rzucają się na swoje młode?!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 19:53

      Oczywiście, szczególnie na dźwięk V symfonii Bacha:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Lirael pisze:
    10 października 2012 o 19:52

    Niniejszym wprowadzam do codziennego słownika: takie dwadzieścia ton to dla mnie drobiazg… :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 19:54

      Idealne przy przeprowadzce z dużym księgozbiorem:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. B. pisze:
      10 października 2012 o 19:59

      Wtedy można od razu cały regał z zawartością przenosić. Jaka oszczędność czasu!

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 20:06

      I to nawet na długie dystanse, obejdzie się bez ciężarówki do mebli:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. B. pisze:
      10 października 2012 o 20:08

      Takie duże masz mieszkanie, że ciężarówka jest potrzebna do przewożenia mebli? :o

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 20:14

      Mnie taczka wystarcza, ale czasem ludzie przeprowadzają się z jednej dzielnicy do drugiej:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. B. pisze:
      10 października 2012 o 20:16

      yyy… miałam na myśli tylko przemeblowanie, ale fakt – wyraziłam się nieprecyzyjnie :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 20:20

      Nie jestem wielbicielem przemeblowań, tylko bałagan i porysowane podłogi:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Lirael pisze:
    10 października 2012 o 19:56

    „Zamamrotał przez usta, co było jego zwyczajem” – to znaczy inni jakoś inaczej mamrotali? :P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 19:57

      Inni może cedzili przez zęby:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      10 października 2012 o 19:59

      Praca była niebezpieczna, na pewno niejedna jedynka wpadła do kotła, to i potem cedzili.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 20:24

      Znaczy cedzili przez zęby grabi?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      11 października 2012 o 04:55

      Jak stracili uzębienie w heroicznej walce o wykonanie planu, to już mogli cedzić tylko przez grabie. :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. B. pisze:
    10 października 2012 o 19:57

    Nijak nie mogę sobie wyobrazić tego gustownego ceratowego fartucha… Włosy czarne i kręcone jak wełna żużlowa, taaaaa… No, niepowtarzalne porównanie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 20:02

      Szalenie gustowna rzecz taki fartuch

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      10 października 2012 o 20:03

      Taki trochę a la Star Wars. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. B. pisze:
      10 października 2012 o 20:04

      Faktycznie… szał :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      11 października 2012 o 04:59

      Będzie jak znalazł na karnawał. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. Lirael pisze:
    10 października 2012 o 19:58

    Ja bardzo przepraszam, ale to mi pachnie Freudem: „Formiarka zaczęła długim prętem grzebać w piecu i dorzucać drwa”.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 20:04

      Freud wykluczony jako burżuazyjne wypaczenie, to musi mieć jakieś bardziej poprawne konotacje, np. z folkloru:PP

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. B. pisze:
      10 października 2012 o 20:05

      Czekam na rozwinięcie tego folkloru:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 października 2012 o 20:07

      Taka Baba Jaga grzebała w piecu łopatą do chleba zanim przystąpiła do wrzucania Jasia, czyż nie?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. B. pisze:
      10 października 2012 o 20:09

      No niby grzebała…

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. Lirael pisze:
      11 października 2012 o 04:58

      Fakt, wypaczenie iście burżuazyjne. To może raczej dorzucanie drew przez hożą dziewoję alegorią walki rewolucyjnej?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 07:08

      Ładnie powiedziane:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. czytanki.anki pisze:
    11 października 2012 o 06:43

    Pomarudzę: Samozwaniec stroiła sobie żarty z gatunku, a to nie to samo co produkcyjniaki pisane z przekonania.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 07:08

      Stroiła, ale główne cechy gatunkowe udało jej się pokazać:) Zastanawiam się, czy jakieś produkcyjniaki były pisane z prawdziwego przekonania. Szybki przegląd zbiorów wykazał, że mam jedno socrealistyczne dzieło na składzie, nazywa się Fundamenty i jest o uruchomieniu PaFaWagu bodajże. Ja to sobie położę na wierzchu:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      11 października 2012 o 07:45

      Fundamenty to ja rozumiem!;) Czekam na dogłębną analizę.;)
      Myślę, że znalazłoby się grono twórców z przekonania, przynajmniej we wczesnym okresie nowej epoki.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 07:47

      Jeśli zatęsknię za atmosferą wytężonej pracy do wtóru pieśni masowych, to nie omieszkam zanalizować:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. Echo pisze:
    11 października 2012 o 09:39

    Formiarka byla w formie.
    „Formiarka weszła na chwilę do formy, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. W tej doskonałej formie zastał ją kolega, Jasiek Miętus. Spojrzał na nią gorąco i rzekł czule:
    – Czy wszystko w porządku? Można zaczynać?
    – Tak – odparła…”
    Formiarka byla w formie! „Wszyscy mężczyźni potracili głowy z wyjątkiem niej!”
    Formiarka byla w formie.
    A wspolczesnie ile to czlowiek musi sie napracowac (nad soba), napocic, naczytac blogow (o odchudzaniu) aby byc w formie. Ach te 'tamte’ czasy…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 09:44

      Wtedy kobieta nie mogła być przesadnie szczupła, bo nijak by jedną ręką tych 20 ton nie przesunęła:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Echo pisze:
      11 października 2012 o 09:51

      …no ale na chwile mogla… Mozna tez byc w formie (dobrej lepiej) psychicznej…

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 09:52

      W dobrej formie psychicznej, to mogła myślą te ciężary przesuwać:PP

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Echo pisze:
      11 października 2012 o 10:00

      No i to imie/nazwa/nick 'Formiarka’ – for miarka – dla miarki czego?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  10. To przeczytałam pisze:
    11 października 2012 o 13:59

    No dobrze, to jest parodia, ale mamy teraz całkiem serio produkcyjniaki z korporacji…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 17:08

      akurat powieści z życia korporacji nijak się mają do socrealistycznych produkcyjniaków, które miały sztywno zakreślone ramy ideologiczno-fabularne. Ot, tyle że akcja się też rozgrywa w miejscu pracy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  11. brykanty pisze:
    11 października 2012 o 20:51

    W nawiązaniu do wspomnianego wyżej Waligórskiego przypominam nieco melancholijny Produkcyjniak:

    Produkcyjniak

    …więc on pracował przy nitach, a ona przy szlifierce,
    I czasem – gdy się mijali – patrzyła na niego z uwagą,
    A jemu wtedy mocniej niż zwykle biło serce
    I jakoś prędzej i lepiej nitował kolejny wagon
    Chodzili obydwoje do zakładowej stołówki,
    Czasami kręcili nosami, że ciągle mielone kotlety
    I od tych kotletów zaczęły się nawiązywać rozmówki
    I poszli raz do teatru, bo były ulgowe bilety.
    Aż wreszcie się zakochali, kiedyś, jesienią bezlistną,
    Nie dość im było spotkań i rozmów ciągle nie dość…
    A ona poprzednio żyła z siwawym brygadzistą
    I teraz ten brygadzista zaczął jej robić na złość.
    Dziewczyna po nocach płakała, a wydział plotkował i gadał,
    A chłopak z tym brygadzistą pobili się kiedyś przy piwie
    I wreszcie nawet zebrała się Zakładowa Rada,
    I prezes do brygadzisty zawołał: – Ja wam się dziwię!!!
    I wszystko skończyło się dobrze. Ślub odbył się właśnie dziś.
    Garnitur i barwna sukienka wiszą na wspólnym wieszaku,
    A chłopcu ani dziewczynie nie przejdzie nawet przez myśl,
    Że grali dwie główne role w klasycznym produkcyjniaku…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 października 2012 o 20:53

      Cudnie, dziękuję Ci bardzo:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  12. bookfa pisze:
    11 października 2012 o 21:53

    Ha, ha, ha…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d