Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Stefania Grodzieńska „Z mojego warsztatu twórczego”

Posted on 22 października 20125 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)


Podaję krótkie fragmenty moich prac, które niebawem ukażą się na półkach księgarskich.

Opowieść morska
Wciągnął obersztangę1 na bajer. Blaufunda zafalowała lekko na wasermordzie2. Spojrzał niespokojnie na niebo: od północy ciągnęły groźne, postrzępione kalabraki. Z trudem zacupował unterklopsy3 do wypselkufy, ale mimo to bakiertrapsa przechylała się niebezpiecznie.

Kołyszącym się krokiem podszedł cyper.

– Trzeba przymajdać4 greps do lufklempy5 – rzekł stanowczo.

1 Obersztanga – bryklapa z ruchomym bachrakiem.

2 Wasermorda – duża obersztanga.

3 Unterklopsy – klopsy, które się zacupowuje do wypselkufy.

4 Przymajdać – popularne wyrażenie marynarskie.

5 Lufklempa – rodzaj klemplufy.

Opowieść narciarska
Przypiął narty. Były to nowoczesne pinczery z ulepszonymi hapsami.

Odepchnął się i zaczął zjeżdżać piękną roladą. Nabrał pędu, przeskoczył przez niedużą grumpę, opanowanym1 purgenem okrążył oblodzoną gołdę i klasycznym klipsem ześliznął się w stronę lasu, zataczając lekko regularne pipsztaki.

1 Opanowany – wyćwiczony.

Futurologiczna powieść pt. „Rok 1960”
Posiedzeńcy ukrzesłowali się. Zebranił zagajeniec:

– Obywatele, jeśli podaniewnosiec racjonuje, to nie wolno go biurokraczyć. Szybkie zalatwiactwo petentujących to środek uwarunkowujący poprawozaistnienie rzeczostanu. Następni problemostawiacy odreferowią tu inne nasze potrzebolączki chwilobieżące, przy czym zapotrzebowujemy streszczactwa, czym samym zamożliwiejemy przystąpienie do skrócieństwa niniejszego posiedzebrania.

Stefania Grodzieńska.
Stefania Grodzieńska, Jerzy Jurandot, Ni psy, ni wydry, czyli wcześni my, Czytelnik 1990, s. 170–171.

***
Nie wybieram się na rozpoczynające się w tym tygodniu krakowskie Targi Książki, dostałem za to właśnie projekt reklamy mojego bloga, który ukaże się w targowym wydaniu „DużegoKa”. Grafikę zaprojektował p. Grzegorz Raczek.


30 thoughts on “Stefania Grodzieńska „Z mojego warsztatu twórczego””

  1. patrycja pisze:
    22 października 2012 o 19:45

    Twórczość nad wyraz techniczna, bez słownika ni w ząb. Niby człowiek na nartach jeździ, a jak mało wie…
    Sukcesów tych i tamtych gratuluję!

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2012 o 19:46

      Prawdziwa proza zaangażowana:) Dzięki:)

      Odpowiedz
  2. momarta pisze:
    22 października 2012 o 19:57

    Czyżby stało się jasne, skąd inspirację czerpał Lem?
    „Potrzebolączki chwilobieżące” – muszę zapamiętać! Słyszałam, że najlepiej zapamiętuje się podczas ćwiczenia pipsztaków…

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2012 o 20:00

      Ale tylko wtedy, gdy od północy ciągną groźne, postrzępione kalabraki. I nie zapomnij wypoziomować bakiertrapsy:P Inaczej nici z zapamiętywania :D

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      22 października 2012 o 20:09

      Jeśli będę miała wasermordę, nic nie będzie mi straszne! Na razie idę jednak coś przymajdać.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2012 o 20:14

      Tylko uważaj, bo droselklapa tandetnie blindowana i ryksztosuje:P Chociaż to z innej bajki :D

      Odpowiedz
  3. Lirael pisze:
    22 października 2012 o 20:12

    Reklama świetna! Tylko Leninek się obrazi, bo obcy kotek pozuje, w dodatku kolorystyka inna. :)
    „Opowieść morska” mnie niezdrowo zafascynowała. Zawsze czytając coś z wątkiem marynistycznym z nabożnym skupieniem patrzę na te dziwne wyrazy. :) U Grodzieńskiej genialne są też przypisy. Niezwykle pomocne. :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2012 o 20:16

      Na razie kochany Leninek ma za uszkami, bo dopiero przywlókł się do domu, a to już po ciszy nocnej:P I nie może nawet powiedzieć, że wieczór taki piękny i chodziło piechotą, bo zimno i mokro:) A co do terminologii żeglarskiej, to też jestem pełen nabożnego podziwu jako szczur lądowy:)

      Odpowiedz
  4. Charlie Librarian pisze:
    22 października 2012 o 20:33

    Świetne to:) Zwłaszcza fragment o roku 1960:)

    Reklama przyjemna:)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 października 2012 o 20:34

      Szkoda że autorka nie rozwinęła tematu, byłaby prekursorką Kongresu futurologicznego :D

      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      23 października 2012 o 09:13

      Święte słowa. Przy czym słownictwo z Roku 1960 łatwiej ogarnąć niż z KF.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2012 o 09:16

      E tam, słownictwo Lema też się dało ogarnąć:P Swoją drogą, ciekawe, czy Grodzieńska słyszała o Roku 1984 i tamtejszej nowomowie, czy po prostu inspirowała się Trybuną Ludu:))

      Odpowiedz
    4. czytanki.anki pisze:
      23 października 2012 o 10:40

      Dało, ale u SG łatwiej wydedukować z kontekstu. U Lema nie zawsze tak było. Tytuł nie może być przypadkiem, a język propagandy aż się prosił, żeby go poddawać obróbce.;)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2012 o 11:06

      Faktycznie aż się prosił, zresztą satyr na biurokrację Grodzieńska popełniła całkiem sporo:D

      Odpowiedz
  5. Kasia Sawicka pisze:
    23 października 2012 o 06:55

    Grodzieńska prekursorką kongresu futurologicznego, masz zdecydowanie rację! Tekst o roku 1960 jest genialny, popieram, że szkoda, że tego nie rozwinęła..
    A reklama super! Na dodatek jaka prawdziwa! :) W zasadzie Ty się nie potrzebujesz reklamować..;) I jak tak oceniłam w kontekście tej reklamy swoje czytanie, to chyba nie jest źle, bo mam taki misz-masz pomiędzy nowościami a nadrabianiem zaległości ;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2012 o 07:19

      Fantastyka najwyraźniej Grodzieńskiej nie pasowała, co innego scenki małżeńskie. Faktycznie szkoda:) A reklamy nigdy za dużo, szczególnie w taki zacnych okolicznościach przyrody jak targi książki:) Ja zamierzam nieco bardziej przyłożyć się do zaległości.

      Odpowiedz
    2. Kasia Sawicka pisze:
      23 października 2012 o 08:14

      Z zaległościami mam podobnie – obiecuję sobie stale, że nadrobię. I staram się, ale czasami jakaś okropna, obrzydliwa nowość wpadnie mi w oko (jak ostatnio Patti Smith czy Oriana Fallaci) i nie ma zmiłuj, to bywa silniejsze ode mnie ;) Stąd przekładaniec się swoisty robi, nowości z zaległościami. Ale wszystko to sprawia mi frajdę i ogromną przyjemność, a wychodzę z założenia, że przyjemność czytania przede wszystkim :)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2012 o 08:21

      Tak jest:) Grunt to nie przyjmować założenia, że jak się coś nie ukazało piętnaście minut temu, to już staroć nieciekawy i nic nie warty:D

      Odpowiedz
    4. Kasia Sawicka pisze:
      23 października 2012 o 08:25

      No nieeee, takie założenie jest mi obce. I zadziwia, ale wiem, że są i tacy czytelnicy (z takimi założeniami).. Cóż, bywa :)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2012 o 08:29

      Bywa, kiedyś mi się ktoś taki dziwował przy książce sprzed 30 lat, jakby to normalnie tabliczka gliniana z Gilgameszem była:P „Nie lada wyzwanie…”, napisał. No faktycznie :P

      Odpowiedz
  6. Iza pisze:
    23 października 2012 o 08:15

    Wypasiona reklama. Czy to Leninek czy kot -model?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2012 o 08:22

      Kot model, tylko zawodowiec by wytrzymał sesję w tych okularach:DD

      Odpowiedz
  7. Magda K-ska pisze:
    23 października 2012 o 08:19

    A ja jestem zachwycona projektem reklamy, ten kot trochę mi przypomina Behemota:)taka mądrość z niego bije.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2012 o 08:22

      Dziękuję w imieniu kota:D

      Odpowiedz
  8. Bazyl pisze:
    23 października 2012 o 10:57

    Ale wiesz, że jak dorwę egzemplarz, to Ci odeślę do podpisania :D A Grodzieńska miodzio, coś chyba w końcu upoluję :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2012 o 11:07

      Nawet czułą dedykację Ci wpiszę:) A Grodzieńskiej poszukaj koniecznie, bo warto.

      Odpowiedz
  9. Beata pisze:
    23 października 2012 o 17:18

    Widzę, że odgrzebujesz książki Grodzieńskiej spod warstwy kurzu. Bo to niedoceniona chyba pisarka, a piszę „chyba”, bo zaliczam się do tych, którzy nie znają jej utworów, ale czują, że warto po nie sięgnąć.:)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 października 2012 o 17:30

      U mnie Grodzieńska kurzem nie zarasta, stale jest podczytywana, choćby po jednym utworku:) Ale cieszę się, że mogłem ją przedstawić tym, którzy jej nie znają – miłej lektury:D

      Odpowiedz
  10. bibliog3 pisze:
    27 października 2012 o 22:35

    A ja na Targi się wybrałam, ale dopiero dziś wpadłam tam na specjalne wydanie „DużegoKa” i spieszę z gratulacjami cudnej reklamy prasowej! Teraz to już pełen profesjonalizm! :) Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 października 2012 o 08:10

      A dziękuję niezmiernie, cieszę się, że Ci się podoba:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT