Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Wiech, „Firma Lalka”

Posted on 4 listopada 201219 maja 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Na Krakowskim zatrzymała się grupa turystów. Poustawiali na chodniku walizeczki i otoczyli zwartym kołem przewodnika, który donośnym głosem udzielał im objaśnień.
Przystanąłem, nie dlatego by było w tym coś niezwykłego. Warszawa jest teraz miastem „turystycznym”, nie gorszym od Rzymu, Aten, Łowicza czy Krakowa…
Zafrapowały mnie atoli objaśnienia.
– Jeżeli o wiele rzuciem teraz okiem ciut-ciut na prawo, to cóż my ujrzem? – mówił przewodnik. – Ujrzem na słupie osobę płci żeńskiej w siedzącej pozycji, z arbuzem czyli tyż inszą dynią w ręku. Kto to być może ta kobieta? – zapytamy się sami siebie. Ale wzruszem tylko ramionamy, bo w żaden żywy sposób nie będziem się mogli domyślić, że to nie jest żadna kobieta z arbuzem, tylko niejaki Mikołaj Kopernik osobiście i własnoręcznie. A arbuz nie jest arbuz, tylko globus, któren jest odrobiony z żelaznych giętych flachajz, bo naturalny, czyli dechturowy, długo na deszczu by nie wytrzymał, pomarszczyłby się. i wyglądałby jak torba jabłek czy inszych pomidorów. Kto był Mikołaj Kopernik, tego już nie potrzebujem objaśniać, bo każden pętak w szkolnem wieku nam powie, że w charakterze derektora PIM-u się zatrudniał, czyli żył z przepowiadania niepogody.
Dlaczego w damskiej konfekcji jest tu odrobiony de­talicznie nie wiadomo i stanowi to tak zwaną tajemnice historyczną.
Teraz, o wiele spojrzem ciut-ciut na lewo, widziem kamienice dwupiętrowe, osiem okien frontu i zapytanie sobie zrobiem, dlaczego żeśmy się faktycznie na nią spojrzeli.
Bo kamienica jak kamienica i niczem się na oko nie odznacza. A mimo tego stanowi tak zwany zabytek, chociaż jest świeżo od samych fondamentów przez przodowników pracy systemem szybkościowem wybudowana.
Otóż w tem świeżo wybudowanem zabytku niejaki Bolesław Prus kilkadziesiąt lat temu nazad prowadził skład zabawek pod firmą „Lalka”.
Otóż ten Prus Bolesław zaczął uderzać do jednej hrabini. Ta owa hrabinia, chociaż była mocno mortusowa, a Prusoszczak miał forsy jak lodu, z miejsca go obcięła. „Skarz mnie Bóg, fi donc, nie wyjdę za prywatne inicjatywę!”
Bolka nagła krew zalewała, celinder sobie kupił, derożkie na godziny wynajął, stale i wciąż po cukierniach i interesach gastronomicznych przesiadywał, hrabiom kolacje stawiał, z księciamy na per ty był, ale to nic nie pomogło.
Hrabinia owa, choć sama marnego charakteru była, jednak stale i wciąż swoje: „Niech ja skonam, fi donc – nie wyjdę za prywatne inicjatywę!”
I dawaj z hrabiamy do Saskiego Ogrodu na ksiuty uczęszczać.
Bolek za fontannę się chował, widział to i cierpiał na serce.
Rzecz jasna, że w tych waronkach interesu nie mógł jak się należy dopilnować i firma „Lalka” zaczęła podupadać. Subiekci towar pod jesionkamy wynosili i na Kiercelaku opylali. Gumowe piszczące lalki, czyli naguski, szmaciaki w krakowskich strojach, wszystko to za pół darmo na lewo można było nabyć.
A tu podatek za podatkiem leci, licytacja licytacje goni. Trzy razy sztuczne plajty urządzał, ale to nic nie pomagało. Gryzł się, zmizerniał w oczach i krugom się hrabini oświadczał. A ona na to tylko wciąż, że nie i nie!
Coraz niżej ten Prusoszczak upadał – ryzę papieru kupił i powieść zaczął pisać w czterech tomach. Pod tem tytułem: Lalka. Tam te hrabinie na perłowo zrobił bez sercowe zemstę. Sam pod Częstochowę na letniaki wyjechał, ale przedtem u Spiessa kilo kaliflorku kupił i siarki kilo. Do walizki wsadził i na letniakach kamień wyszukał, dziurę w niem kazał wybić. Pigułę z kaliflorku i siarki uskutecznił, list skopiował do Urzędu Skarbowego, że życie sobie zmuszony jest odebrać, i razem z tem kamieniem w powietrze się wysadził.
Rzecz jasna, że do pucu – wybuch faktycznie był, kamień w kawałki się rozleciał, ale on w ostatniej chwili odskoczył i zza węgła na całą eksplozje kapował.


Potem, już jako nieboszczyk, do Radomia się przeniósł i tam fabrykie cukierków założył pod firmą „B. Pruszkowski i S-ka”. Książka była do płaczu i pouczająca, totyż na te pamiątkie w tem danem domu, który tu widziem, tablica się została wmurowana ze streszczeniem całego wypadku.
No, ale dosyć o tem Prusie – przerwał przewodnik spojrzawszy triumfalnie po słuchaczach – teraz pójdziem troszkie dalej i pokażem .państwu szanownemu, co się robi z ulicą Świętokrzyską. […]
Ruszyłem z wycieczką w stronę Świętokrzyskiej. Po drodze zagadnąłem przewodnika:
– Bardzo pana przepraszam, pan jest tu z czyjego ramienia?
– Z żadnego ramienia, tylko z Powązek jestem. Warszawski rodak z dziada pradziada samodzielnie Warszawę ludziom pokazuje, bo się kręcą jak w przeręblu i sami nie wiedzą, gdzie się obrócić. Ja jeden wiem, co warto zobaczyć, a teraz tak się buduje, że naprawdę jest co oglądać!

Stefan Wiechecki „Wiech”, Śmiej się pan z tego, t. 2, Państwowy Instytut Wydawniczy 1956, s. 257–259.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

30 thoughts on “Wiech, „Firma Lalka””

  1. Kasia Sawicka pisze:
    4 listopada 2012 o 16:01

    Pięknie opowiedziane, piękna historyja, a niech mnie kule biją, nie znałam takiej genezy „Lalki” :) Prus jako swoisty Wokulski.. Pysznie! Więcej proszę :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 listopada 2012 o 16:05

      Będzie, będzie. Październik był z Grodzieńską, listopad będzie z Wiechem :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    4 listopada 2012 o 16:08

    Zastanawiam się, co się stanie, jak notkę przeczyta jakiś maturzysta i potraktuje ją jako streszczenie „Lalki”. :)
    Mam nadzieję, że w czasie najbliższej wycieczki do stolicy,trafi nam się równie elokwentny przewodnik. :)
    P.S.
    Zdjęcie dołączone do fragmentu pięknie współgra z nowym szablonem.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. Lirael pisze:
      4 listopada 2012 o 16:08

      Obydwa zdjęcia. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 listopada 2012 o 16:12

      Maturzysta sam sobie będzie winny, ale ponoć do zdania matury nie jest już potrzebna znajomość żadnej książki:PP Zastanawiam się, czy dla uzyskania stosownej harmonii barwnej nie powinienem przerabiać okładek na czarno-białe :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. Lirael pisze:
      4 listopada 2012 o 20:23

      Miejmy nadzieję, że maturzyści jednak od czasu do czasu coś czytują. :)
      W ramach ozdobników szablonu mogę udostępnić fotosy Bonisławy, która z natury jest czarno-biała, rudziutkie podpalenia się skrzętnie zatuszuje. :)
      Okładek może jednak nie przerabiaj, ale te zdjęcia się tak ładnie komponują.
      I też się cieszę na ciąg dalszy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 listopada 2012 o 20:32

      Zachowam jakieś kolorki w takim razie, chociaż ten monochromatyzm mnie zaczął pociągać. O fotosy Bonisławy zwrócę się w razie jakiegoś wpisu kynologicznego:)) Poczułem natchnienie do powtórzenia sobie po raz tysięczny Cafe pod Minogą i skończenia wreszcie kontynuacji pod wdzięcznym tytułem Maniuś Kitajec i jego ferajna:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. Lirael pisze:
      5 listopada 2012 o 19:01

      Myślałam, żeby jakiś rzucik monochromatycznych Bonisław po bokach dodać, ale trudno. :) Uznajmy, że ona jest za mało skandynawska. :)
      Z góry dzięki za kolejne odcinki. Tytuł kontynuacji rzeczywiście intrygujący. Chyba będą jakieś motywy orientalne. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 listopada 2012 o 20:21

      Maniuś Kitajec jest warszawski rodak, chociaż orient życiowy ma faktycznie na wysokim poziomie :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. Lirael pisze:
      5 listopada 2012 o 20:39

      Ten Kitajec mi się tak orientalnie skojarzył, ale orient życiowy najważniejszy. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 listopada 2012 o 20:44

      Tak jest, chociaż sama książka słabsza od Cafe, niestety.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. momarta pisze:
    4 listopada 2012 o 17:01

    Opis pomnika wielce udany! Co do składu zabawek też bym się nie czepiła – clou oddał? oddał! Ba, nawet wyjaśnił co się naprawdę stało z panem prywatną inicjatywą, choć inni do dziś się nad tym głowią:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 listopada 2012 o 17:28

      Tak jest, zasadnicze punkty się zgadzają, a że detale nie, to już doprawdy nie czepiajmy się:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. guciamal pisze:
    4 listopada 2012 o 19:24

    Podoba mi się i zacytowany fragment i mowy wygląd bloga, tak się tu … czysto? zrobiło. Czysto to chyba nieodpowiednie słowo, ascetycznie?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      4 listopada 2012 o 20:04

      A dzięki. Właśnie o taki efekt mi chodziło:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Agnes pisze:
    5 listopada 2012 o 00:28

    A Wiech w jakiejś serii audiobooków będzie, muszę przypilnować.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 listopada 2012 o 05:10

      A mignęły mi audiobooki Bellony w koszach z wyprzedażą w hipermarkecie :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. monotema pisze:
      5 listopada 2012 o 07:15

      I „empacze” dają tanio na pewnej stronie z książkami elektronicznymi – za piątaka.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. monotema pisze:
    5 listopada 2012 o 07:00

    „Beznadzieja” zmieniła ubranko, ho ho. Całkiem szykowne. A Wiecha to chyba kiedyś w radiu dawali, ale zamierzchłe to czasy. Słuchałam, a jakże. Czytałam takoż.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 listopada 2012 o 07:03

      A dziękuję:) Wiech chyba wyszedł z mody zupełnie, szkoda:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. monotema pisze:
      5 listopada 2012 o 07:08

      Dzięki Twojemu wpisowi rozniesie się po blogach jak zaraza. Nie martw się :-)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 listopada 2012 o 07:12

      Nie zmartwiłbym się, gdyby się rozniosło:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  7. czytanki.anki pisze:
    5 listopada 2012 o 08:00

    Wiech jak Wiech, ale nowa odsłona bloga – przednia!;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 listopada 2012 o 08:02

      Dzięki :) Ale Wiechowi też się garść zachwytów należy :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      5 listopada 2012 o 09:01

      Trudno mi będzie. Wiech nie jest zły, ale wyrosłam z niego w szkole podstawowej.;(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  8. Marlow pisze:
    5 listopada 2012 o 12:59

    Panowie pewnie się koniec końców na Powązkach spotkali, tyle że gdzie leży „przewodnik” – nie wiadomo …

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      5 listopada 2012 o 20:45

      Fakt, nikt pewnie nie zadbał o uhonorowanie obywatela z inicjatywą.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. montgomerry pisze:
    5 listopada 2012 o 21:22

    O la la!! Bravo!

    Wiecha, czytałam lata temu:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  10. Mama w dużym domu pisze:
    19 maja 2015 o 11:52

    Wiech my love :) no żem się spłakała z tego wzruszenia…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. visage zacofany.w.lekturze pisze:
      19 maja 2015 o 12:13

      Czyli opłaca się czasem odgrzać stary wpis :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d