Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Maria Zientarowa, „Byle do dżdżownicy”

Posted on 8 grudnia 201219 sierpnia 2016 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

 

Anula siedziała w pokoju i uczyła się. Siedziała tak już ze dwie godziny, rzecz niezwykła. Radio nie grało, telewizja była zamknięta. Mąż pochodził po mieszka­niu na palcach, pochodził, potem wziął czapkę i płaszcz i wyszedł.
– Wrócę na kolację – szepnął.
Sama sobie miejsca znaleźć nie mogłam.
Poszłam do kuchni i nasłuchiwałam.
Cicho, strasznie cicho.
Nie ma wyjścia, trzeba zrobić coś pracochłonnego na kolację. W tych warunkach o czytaniu nie może być mowy.
Zaczęłam trzeć ziemniaki na racuchy. Raz stuknęłam tarką o brzeg miski i aż się wzdrygnęłam, taki to był hałas.
Na szczęście zadzwonił telefon. Anula zerwała się i pobiegła. Byłam zadowolona, bo przynajmniej się dziecko rozprostuje. To siedzenie nad lekcjami skrzywia kręgosłupy.
– Wiciowce mam z głowy – usłyszałam głos Anuli. – Korzenionóżki też. Teraz jeszcze nibynóżki, no i te, co wiesz.
Przestałam trzeć.
– Rozmnażanie pantofelka umiem – dodała zmęczonym głosem. – Na pamięć. Nie wierzysz. No to ci powiem. Odbywa się ono przez poprzeczny podział mikronukleusa, po czym dzieli się makronukleus i całe ciało.
Słuchałam chwilę. […]
– Proces ten jest procesem płciowym pantofelka – mówiła Anula ponurym głosem – u którego następuje takie zapłodnienie, z jakim zetknęliśmy się rozpatrując inne gromady pierwotniaków. To nosi nazwę koniugacji. Rozumiesz, koniugacji. Cholera bierze człowieka.
– Anula, jak ty się wyrażasz – powiedziałam odruchowo, ale cicho. […]
Wyłoniłam się szybko na korytarz. Anula spojrzała na mnie błędnym wzrokiem spod grzywki.
– Patrzysz dziś na Kobrę? – spytałam, byle coś powiedzieć.
Dmuchnęła w górę, żeby rozchylić włosy, i zobaczyłam, że ma czerwone oczy od czytania.
– Nie wiem, czy zdążę – powiedziała – mam jeszcze robaki płaskie, wypławki, wirki. Ciocia nie ma pojęcia… […]
– Czego się tak kujesz? – zdążyłam wtrącić mimochodem, żeby nie uroczyć.
– Zakład – mruknęła. – Założyłam się z jednym bałwanem, prymusem, że się wyciągnę na piątkę z zoologii.
Odetchnęłam z ulgą i wróciłam do moich racuchów.
Tarłam zapamiętale w tej grobowej ciszy, aż zorien­towałam się, że jest tego chyba na cały pułk żołnierzy.
Poszłam na palcach do pokoju. […]
– Zaraz będzie kolacja – powiedziałam, ignorując jej mamrotanie. – Jak tylko wróci wujek.
– Nie ma go? – zdziwiła się Anula. – Chciałabym, żeby mnie przesłuchał, tylko że to go może krępować.
– Dlaczego miałoby go to krępować? Przecież wiesz, że strasznie lubi cię przesłuchiwać.
– Ale ciocia nie zna zoologii – powiedziała Anula tajemniczo.
– Rzeczywiście nie znam – przyznałam się.
– Za cioci czasów to takich rzeczy pewnie nie uczyli.
– Uczyli, uczyli, tylko to się zapomina – westchnęłam. […]
– Ciociu – spojrzała na mnie nie bez trudności. Wyglądała jak niestrzyżony pudel, nawet ładnie.– Ciocia by się szalenie zdenerwowała. Jakby ciocia wiedziała, w jaki sposób rozmnaża się wypławek biały, toby ciocia zemdlała. Ja chyba zadzwonię do Pawła, żeby przyszedł, on to zrobi najlepiej.
– Dobry pomysł – zgodziłam się szybko – i powiedz mu, żeby został na racuchy.
Zaczęłam smażyć. Żeby nie wiem co, to u mnie musi się tłuszcz kopcić. Po niedługiej chwili przyszedł Paweł, zakrztusił się trochę, ale pochwalił apetyczny zapach. Ten chłopak robi się coraz bardziej światowy. Poszedł do pokoju Anuli. Po paru minutach zjawił się mąż.
– Na litość boską! – krzyknął oczywiście – co za straszny smród. Czy już można?
– Można. Paweł przyszedł. Powiedz im, żeby przerwali naukę i przyszli szybko coś zjeść.
Mąż zniknął w pokoju, ale zaraz wrócił.
– Daj mi parę racuchów – zażądał. – Oni nie głodni.
– Jak to nie głodni?
– Mówią, że dzisiaj nic nie będą jeść.
Rzuciłam wszystko i pobiegłam do nich.
Paweł stał pod kaloryferem i ogrzewał sobie plecy. W ręce miał wymięty podręcznik. Anula chodziła po i pokoju i mówiła monotonnym głosem:
– Jednym z wielu przedstawicieli gromady tasiemców jest tasiemiec nieuzbrojony zwany też soliterem. Żyje on w jelitach człowieka. Długość jego dochodzi do dziesięciu, dwunastu metrów… do ścianek jelita ludzkiego tasiemiec przytwierdza się za pomocą czterech przyssawek…
– Niezbyt silnych – poprawił Paweł.
– Niezbyt silnych przyssawek – powtórzyła Anula.
– Chodźcie jeść – przerwałam nietaktownie.
Anula zwróciła do mnie twarz. Była koloru lekko zielonego.
– Ciociu – powiedziała – niech ciocia wyjdzie, bo my zaraz będziemy przerabiać proces rozmnażania się tasiemca. Cioci się nawet nie śniło, co ten tasiemiec
wyprawia w brzuchu człowieka.
– Ale racuchy – powiedziałam słabym głosem.
– Ona na pewno dziś nie będzie nic jadła – powiedział Paweł przerzucając kartki podręcznika. – Jutro też chyba nie – dodał – bo jutro, jak widzę, będziemy mieli do czynienia z glistą ludzką. Pojutrze owsiki – zatroskał się. – O jedzeniu też nie będzie mowy. Za jakie dwa dni – rozchmurzył się – dojdziemy do dżdżownicy, wtedy można ją będzie namówić na kawałek chleba z masłem.
Anula była coraz zieleńsza.

– Jak ją przesłucham, to przyjdę do kuchni – przyrzekł Paweł. – Ja to wszystko przeżyłem w zeszłym roku – dodał – tylko moja matka nie była, oczywiście, taka wyrozumiała jak pani – dodał chytrze. – Pani przecież wszystko rozumie.

„Jak ją przesłucham, to przyjdę do kuchni” – scena z serialu „Wojna domowa”.
Maria Zientarowa, Wojna domowa, Trio 1994, s. 194–198.

76 thoughts on “Maria Zientarowa, „Byle do dżdżownicy””

  1. Kasia Sawicka pisze:
    8 grudnia 2012 o 12:23

    No nie.. Nie.. Nie! Zapomniałam! Wziąć z biblioteki!! No i pielgrzymka za tydzień nieunikniona :D

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 12:25

      Zapisz sobie na karteczce, a przy okazji poszukaj Drobnych ustrojów i Przez kuchnię i od frontu, to ostatnie świetnie się zapowiada:)

      Odpowiedz
    2. Kasia Sawicka pisze:
      8 grudnia 2012 o 12:30

      Przejrzałam wnikliwie katalog – hasło: Mira Michałowska (przy okazji ile się człowiek uczy), oprócz „Wojny domowej” są jeszcze 3 pozycje, w tym „Przez kuchnię i od frontu”, oprócz tego „O Ani, Ewie, Marianie, Marsjanach i babci z Ziemi Lubuskiej” i „Przeprawa”. Brak „Drobnych ustrojów”, ale na razie te 4 muszą wystarczyć. Coś czuję, że znowu wykażę się silną wolą :D

      Nie, nie będę tu więcej zaglądać ;P Ty beznadziejnie zarażasz ;)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 12:32

      Nie będę zarażał, do końca grudnia mam w planach same beznadziejne nudziarstwa do zrecenzowania:PP Tych dwóch ostatnich tytułów nie znam, więc czekam na opinię. A Mężowi podsuń któryś z tomów, na pewno nie będzie narzekał:D

      Odpowiedz
    4. Kasia Sawicka pisze:
      8 grudnia 2012 o 12:35

      A, jak nudziarstwa, to będę zaglądać :D Ale w styczniu omijam szerokim łukiem ;P
      Mężowi poczytam na głos, bo tak to nie zajrzy (wielbiciel fantastyki) – wtedy złapie bakcyla na pewno ;)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 12:37

      Mogę się zobowiązać do przynudzania również w styczniu:) Czytanie na głos jest niebezpieczne, ostrzegam.

      Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    8 grudnia 2012 o 15:49

    Zaczęłam trzeć ziemniaki na racuchy – jak to, racuchy z ziemniakami?! U nas racuchy to takie drożdżowe placuszki, posypywane cukrem pudrem, żelazny punkt wigilijnego menu. Zero ziemniaków. Są natomiast placki ziemniaczane, już nie wigilijne, które – o zgrozo! – niektórzy jedzą z cukrem.
    Koniecznie muszę się dowiedzieć, jak rozmnaża się wypławek biały! Mam nadzieję, że nie zemdleję. :)

    Odpowiedz
    1. momarta pisze:
      8 grudnia 2012 o 19:39

      Racuchy na wigilię? Mój dziadek był z lubelskiego, ale w życiu o tym nie słyszałam. Ale przyznaję, że mnie też racuchy z ziemniakami zdziwiły. Jak racuchy, to tylko na słodko:))

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 20:05

      Tak, odkąd pamiętam. :) Ale u nas na wigilii jest mieszanka tradycji mazowiecko(mama)-lubelskich(tato), więc nie upieram się, że to jest regionalny specjał. :) U moich teściów na pewno nie ma racuchów na wigilię, więc to chyba rodzinna ekstrawagancja.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 20:24

      Pod racuchy tu się chyba ukrywają zwykłe placki, w serialu wyglądały całkiem zwyczajnie:) A placki ziemniaczane wyłącznie z cukrem i kwaśną śmietaną, klasyka:DD U nas racuchy też drożdżowe, ale deserowo, nie wigilijnie.

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 20:30

      Błagam, wszystko tylko nie placki ziemniaczane z cukrem, ble! Tylko ze śmietaną, bez cukru. :)
      Zaraz się okaże, że te wigilijne racuchy to jakiś pogański zwyczaj. :P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 20:39

      Dodatki do placków ziemniaczanych potrafią wywołać świętą wojnę, sprawdzone:) Nie rozumiem niechęci do cukru – że niby nie komponuje się z cebulą w plackach? Przesąd:) Moja babcia i mama jadały placki z chlebem, jest frakcja keczupowa, gulaszowa – takie proste danie, a tyle możliwości:D Jest też stronnictwo babki ziemniaczanej z boczkiem i kiełbasą albo bez mięsnych dodatków:) A dobry racuch jest dobry przy każdej okazji:D

      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      8 grudnia 2012 o 20:43

      Pogański, nie pogański – jak lubicie i zjadacie, to co się przejmować?
      Ja też nie rozumiem placków ziemniaczanych z cukrem. Ze śmietaną też nie, po prawdzie:) Preferuję wersję saute. Niestety, wpływ menu stołówkowego na dzieci robi swoje – Starszy stanowczo domaga się cukru do placków. Jak na razie, oszukuję go dodając do ziemniaków cukinii i marchewki, ale nie wiem, jak długo dam radę.

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 20:46

      Ale co ma cukinia i marchewka do cukru?? Wmawiasz mu, że to nie są placki ziemniaczane, więc cukier mu się nie należy? :)

      Odpowiedz
    8. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 20:49

      Wersja gulaszowa to już nie są placki ziemniaczane tylko chyba placki po zbójnicku. :) Wiem, że są różne warianty, ale mnie ten cukier gryzie się ze smakiem placków, nic na to nie poradzę. Fanem babki ziemniaczanej jest mój mąż. W latach studenckich mieszkał w Białymstoku, a to jest miejscowy przysmak. Teraz z nostalgią wspomina mistrzostwa świata w pieczeniu babki i kiszki ziemniaczanej, które tam się odbywają. Zaznaczam, że kibicował, a nie uczestniczył czynnie. :)

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 20:52

      Albo po węgiersku, Gesslerka wprowadzała jakieś rozróżnienia, ale to za subtelne dla mnie:) Wielu osobom się cukier gryzie z plackami, z kolei ja nie mogę patrzeć na moje dzieci jedzące naleśniki z keczupem, buech:P My się też babką zaraziliśmy w Białostockiem, kiszka ziemniaczana także jest w porządku, tylko rzadko ją można dostać, widać inne regiony nie gustują.

      Odpowiedz
    10. momarta pisze:
      8 grudnia 2012 o 20:59

      ZWL: nic mu nie wmawiam, te placki mają trochę inny smak i sam z siebie nie domaga się do nich cukru.
      Lirael: mi też cukier się gryzie, więc jak na razie frakcja bezcukrowa górą:))
      Naleśniki z keczupem jednak też nie dla mnie, z tym że ja w ogóle nie przepadam za keczupem.
      Z kolei babka ziemniaczana bardzo dobra rzecz. My z małżonkiem ciągle eksperymentujemy w poszukiwaniu babki idealnej, jednak coś nam nie wychodzi. Może za 40 lat, jak już nam odpowiednio ręce zgrabieją?
      A kiszka ziemniaczana na Pomorzu Zachodnim w stałej sprzedaży – palce lizać! U nas w tym roku przebój sezonu grillowego>

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:02

      W babce wszystko zależy od ziemniaków, tylko problem ze znalezieniem idealnej odmiany:) Niestety w okolicach stolicy kiszka ziemniaczana stanowi rzadki przysmak:(

      Odpowiedz
    12. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:05

      ~ Zacofany w lekturze
      Naleśniki toleruję w wersji wytrawnej, ale keczup mi niezbyt pasuje. :) Królewny lansują kuchnię fusion, a my się nie znamy.

      ~Momarta
      Zazdroszczę tej kiszki okrutnie. Słyszałam legendy, a u nas nie do dostania. Babkę piekłam, ale kiszki się nie odważę. :)

      Odpowiedz
    13. momarta pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:06

      Z ziemniakami to prawda. Choć u nas niby wszyscy ziemniakożerni, tak naprawdę nie mamy pojęcia o tym, co jemy i który ziemniak do czego się nadaje. Mi zdarzało się już jeździć po odpowiednie ziemniaki do Niemiec, bo u nas jakoś nie można ich było uświadczyć. Na dłuższą metę to jednak nieco męczące…

      Odpowiedz
    14. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:07

      ~ Zacofany w lekturze
      Moja babka nie wyszła najlepiej, ale już wiem dlaczego: to była ta niewłaściwa odmiana ziemniaków. :P

      Odpowiedz
    15. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:08

      Tak, to zdecydowanie jest kuchnia fusion:) Kochane maleństwa potrafiły wypożytkować pół butli keczupu na dwa naleśniki, więc teraz maluję im buziaki na naleśnikach i zużycie zmalało:) Właściwie to podejrzewam, że naleśniki to tylko pretekst i równie dobrze mogłyby jeść keczup łyżkami:P

      Odpowiedz
    16. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:08

      ~ Momarta
      Co mają powiedzieć mieszkańcy Peru? tam jest podobno co najmniej kilkadziesiąt odmian ziemniaków. :)

      Odpowiedz
    17. momarta pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:09

      Lirael: jak dla mnie, w kiszce nie ma wielkiej finezji. Weź jelito i napchaj do środka ziemniaków przyprawionych tak jak na ruskie pierogi, tylko podwój liczbę przypraw. Koniec. Skoro jednak mogę kupić (i to w zasadzie za bezcen), to nie pcham się z własnoręczną robotą, bo po co?

      Odpowiedz
    18. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:10

      @Lirael: z pewnością. Poza tym pewnie trzeba te ziemniaki zbierać o konkretnej fazie księżyca, o północy i na rozstajnych drogach, inaczej nic z tego nie będzie:) Nam się babka udaje losowo, pewnie czasem przypadkiem trafiały w odpowiedni układ gwiazd:D

      Odpowiedz
    19. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:12

      U nas też odmian ziemniaka sporo. W jakimś programie Makłowicza widziałem niemiecki targ kartoflany i tam przy każdej odmianie było napisane, do czego się nadaje: ta na frytki, tamta na sałatkę, jeszcze inna najlepsza w mundurkach. No szał po prostu. A u nas jedna połowa kraju ceni tylko ziemniaki białe, a druga też żółte:)

      Odpowiedz
    20. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:12

      ~ Zacofany w lekturze
      To ja uprzejmie poproszę o zdjęcie uśmiechniętych naleśników. Kiedyś była u Ciebie fotografia z wywołującymi ślinotok pierogami, czas na kontynuację. :P

      Odpowiedz
    21. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:14

      Jak kiedyś pójdę w stronę bloga kulinarno-literackiego, to naleśniki będą w pierwszym wpisie, z keczupowymi buziakami rzecz jasna:P

      Odpowiedz
    22. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:15

      ~ Momarta
      Odpadam już w przedbiegach. Perspektywa wykonywania jakichś rozpaczliwych zabiegów z jelitem w roli głównej napawa mnie grozą. :)

      Odpowiedz
    23. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:16

      No i pytanie zasadnicze: skąd wziąć jelito:) Można się niby zaczajać na zapóźnionych przechodniów w krzakach, ale strasznie potem dużo roboty z obróbką podrobów:PP

      Odpowiedz
    24. momarta pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:17

      Wracając do ziemniaków, zapomniałeś o odmianie czerwonej – u nas w zasadzie rozróżnienie ogranicza się do żółtych (białe? a co to?) i czerwonych, przy czym czerwone uważane są za lepsze.
      Makłowicz daremnie stara się uwrażliwić rodaków na ziemniaka, bardzo mu w tym kibicuję, ale myślę że potrwa to jeszcze jakieś 10-15 lat.

      Odpowiedz
    25. momarta pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:18

      No przestańcie. Naprawdę nie można u Was kupić jelit?
      Chyba faktycznie MY jesteśmy Zachodem:)))

      Odpowiedz
    26. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:18

      ~ Zacofany w lekturze
      Tak, na pewno zawiniła też niewłaściwa faza księżyca. :)
      Pomysł z podpisanymi ziemniakami przedni, od razu wiadomo, na które się zdecydować. My też oglądamy Makłowicza. :)
      Trzeba będzie poszukać jakiegoś listu albo dziennikowego wpisu o naleśnikach do Płaszcza, będzie pretekst do zrobienia obiecanego zdjęcia. :)

      Odpowiedz
    27. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:19

      Jelit? Niby w supermarkecie? Albo w mięsnym? Nie widziałem, ale nie interesowałem się szczególnie. Co to czerwone ziemniaki?? U nas są białe albo żółte.

      Odpowiedz
    28. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:20

      ~ Zacofany w lekturze
      Proponuję jakiś skandynawski kryminał, żeby się zainspirować w kwestii obróbki podrobów. :)

      Odpowiedz
    29. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:21

      ~ Momarta
      U nas też tylko białe albo żółte. :)

      Odpowiedz
    30. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:24

      Uwaga, na Allegro jest ogromny wybór jelit! Wszystkie oferty z sugestywnymi zdjęciami. Nawet baranie są.

      Odpowiedz
    31. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:25

      Chyba nie miałbym zaufania do jelit z allegro:P W kwestii obróbki podrobów to chyba najlepsze są książki o Hannibalu Lecterze:D

      Odpowiedz
    32. momarta pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:27

      Na allegro to bym się chyba nie odważyła… U nas normalnie, w mięsnym. W supermarketach nie wiem, bo nie zaglądam tam na stoiska mięsne.
      Co do braków w kolorach ziemniaków, jestem wstrząśnięta. Ale faktycznie, u nas bardziej lewicowo:)

      Odpowiedz
    33. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:28

      Zapewniam, że nie planuję kompulsywnych zakupów książkowych zastąpić nerwowym wyszukiwaniem ofert z jelitami. :)

      Odpowiedz
    34. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:29

      @Lirael: psy pewnie byłyby bardziej zadowolone z paczek z jelitami niż z książkami:D

      Odpowiedz
    35. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:31

      ~ Momarta
      Mam nadzieję, że chodzi o kolor skórki? Bo takie czerwone ziemniaki wyglądałyby jak owoc grzesznej miłości kartofla i buraka. :)

      Odpowiedz
    36. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:32

      ~ Zacofany w lekturze
      :D To by było pandemonium! Paczka zostałaby rozszarpana na strzępki jeszcze w rękach pana doręczyciela. :)

      Odpowiedz
    37. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:34

      Szczególnie jakby w upał poleżała na poczcie :D

      Odpowiedz
    38. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:40

      Pan doręczyciel na pewno byłby w gustownej maseczce. :)

      Odpowiedz
    39. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:42

      Prędzej sanepid z całego województwa byłby w stanie gotowości bojowej, a poczta zamknięta do odwołania z powodu odwaniania:)

      Odpowiedz
    40. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:48

      Obawiam się,że nie skończyłoby się na odwanianiu. Cuchnące jelita skwapliwie uznano by za groźną broń biologiczną. :)

      Odpowiedz
    41. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:49

      Wyszłabyś na terrorystkę :)

      Odpowiedz
    42. Lirael pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:54

      Powiedziałabym, że przeprowadzam badania na temat tasiemców, glist i wypławków białych. :)

      Odpowiedz
    43. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 21:56

      Wątpię, żeby to przekonało panów w kominiarkach:)

      Odpowiedz
    44. czytanki.anki pisze:
      9 grudnia 2012 o 09:11

      Docieram z opóźnieniem, ale dorzucę trzy grosze: u mnie w domu rządziły placki ziemniaczane z cukrem i/lub śmietaną. Lubię też z sosem grzybowym – pycha. A placek po zbójnicku czy też węgierski – rewelacja podczas jesiennej słoty.

      Pantofelki i ameby to dla mnie jeden z przyjemniejszych działów zoologii. Materiał wchodził do głowy jak po maśle.;)

      Odpowiedz
    45. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 grudnia 2012 o 09:15

      Dzięki za wsparcie:)) Może ten cukier do placków to taka mazowiecka specjalność?

      Odpowiedz
    46. czytanki.anki pisze:
      9 grudnia 2012 o 11:33

      Też przyszło mi na myśl.
      Ostatnio postawiłam pod murem jednego pana, którego placki ziemniaczane są wyborne. Zdradził, że dodaje do nich cukinii.;)

      Odpowiedz
    47. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 grudnia 2012 o 11:53

      Cukinia towar sezonowy, niestety.

      Odpowiedz
    48. momarta pisze:
      9 grudnia 2012 o 14:22

      Cukinia sezonowa? Ostatnio mało warzyw i owoców jest sezonowych – nawet zimą i wczesną wiosną możesz zajadać się np. malinami z Meksyku. Cukinia za bezcen też dostępna non stop – czy zdrowa, to pomijam, zaś jeśli chodzi o smak, to jej nijakość jest taka sama, czy to zimą, czy latem.
      Uwaga o wyborności ziemniaczano-cukiniowych placków działa na kulinarną stronę mego sercjak miód :P

      Odpowiedz
    49. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 grudnia 2012 o 14:28

      Ale co to za warzywo, takie pędzone zimą i sprowadzane z Peru:P Latem to mam własną z grządki za cenę paczki nasion, a nie przepłacaną:)

      Odpowiedz
    50. czytanki.anki pisze:
      9 grudnia 2012 o 14:42

      Może bakłażan się nada? Ostatnio w atrakcyjnej cenie w wielu miejscach sprzedawany.

      @ momarta

      Dodam, że mają piękny złocisty kolor, jaśniejszy od placków ziemniaczanych. Nawet moja rodzicielka takich dobrych nie robi.;)

      Odpowiedz
    51. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 grudnia 2012 o 14:50

      Ponoć można placki z samej cukinii smażyć.

      Odpowiedz
    52. momarta pisze:
      9 grudnia 2012 o 15:31

      Bakłażan mi nie pasuje – nie ta konsystencja i smak. A jeśli chodzi o cukinię, to jej cena teraz i latem niewiele się różnią.
      Placki z samej cukinii też robiłam – żeby były dobre, trzeba jednak je dobrze przyprawić i wcześniej porządnie cukinię odsączyć. Te ziemniaczano-cukiniowe chyba jednak lepsze, choć ten przepis: http://www.nigellalawson.pl/przepisy/wegetarianskie/racuchy_z_cukinii.php
      jest naprawdę niezły. I – jak widać – w nazwie też są racuchy, a nie placki:))

      A tak w ogóle, to dyskusja na ten temat chwilowo wydaje mi się mocno abstrakcyjna. U nas za oknem śnieżyca, na ziemi ze 20 cm śniegu – tu trzeba myśleć o saperce, termosie z herbatą i rumem i połciu wędzonej słoniny, a nie o cukiniowych placuszkach!

      Odpowiedz
    53. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 grudnia 2012 o 15:33

      No weź, placki smażone na tłuszczu, sycące i idealne na mrozy:)) Do tego może być herbata z rumem, a słonina dla sikorek:P

      Odpowiedz
    54. momarta pisze:
      9 grudnia 2012 o 15:38

      No przecież piszę, że potrzebuję słoniny:))

      Odpowiedz
    55. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 grudnia 2012 o 15:40

      Ale dla siebie, a nie dla ptaszków?

      Odpowiedz
    56. momarta pisze:
      9 grudnia 2012 o 15:48

      O rany, nie wiedziałam że muszę łopatologicznie:P Miałam na myśli sikorkę w znaczeniu z punktu 2.
      http://www.sjp.pl/sikora
      I na wszelki wypadek dodam: i proszę mi tu zaraz wieku nie wypominać. To taka przenośnia tylko (ewentualnie zaklinanie rzeczywistości).

      Odpowiedz
    57. B. pisze:
      9 grudnia 2012 o 16:27

      Tak odnośnie kwestii kulinarnych – u mnie w domu (nie powiem, że w całej Wielkopolsce, bo jak się okazuje Wielkopolska ma różne oblicza) racuchy są drożdżowe i na słodko, a placki ziemniaczane – odkąd pamiętam – tylko z cukrem. Ostatnio polubiłam je z kwaśną śmietaną na słodko. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, że ziemniak jem z cukrem… To jest po prostu wspaniałe! :) Mniam!

      Odpowiedz
    58. Lirael pisze:
      9 grudnia 2012 o 16:59

      Kilka razy robiliśmy cukinię w cieście piwnym – rewelacja. Tutaj przepis w wersji podstawowej, a tutaj wariant wypasiony. :) Wprowadziliśmy małą modyfikację: cukinię blanszujemy przed smażeniem.

      Odpowiedz
    59. czytanki.anki pisze:
      9 grudnia 2012 o 18:10

      Właśnie – piwo. Ponoć czyni cuda w smażonkach.

      Odpowiedz
    60. Lirael pisze:
      9 grudnia 2012 o 18:21

      Te placki są dobrym przykładem. :)

      Odpowiedz
    61. Bazyl pisze:
      10 grudnia 2012 o 09:25

      Ja jak zwykle zapóźniony, ale … W serialu na bank padają słowa placki ziemniaczane. Ja sam zaś, jako wyznawca zasady „wełna nie wełna, byle kicha pełna” (to a propos jelitowej odnogi dysputy), zjadam je z cukierem i bez śmietanery. Za to po węgiersku, to najchętniej w „Szarotce” w Bukowinie :D

      Odpowiedz
    62. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 grudnia 2012 o 09:33

      Jeśli dobrze liczę, to opcja placków z cukrem zyskuje przewagę:)

      Odpowiedz
    63. Bazyl pisze:
      10 grudnia 2012 o 09:38

      Cukier krzepi :)

      Odpowiedz
    64. czytanki.anki pisze:
      10 grudnia 2012 o 12:39

      @ Bazyl

      Niestety cukier nie krzepi, tylko tuczy.;( Tak twierdzą spece od żywienia.

      Odpowiedz
  3. kasia.eire pisze:
    8 grudnia 2012 o 16:08

    mam, użyłam, ale chyba jeszcze raz to zrobię, bo uwielbiam!

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 20:52

      Koniecznie:))

      Odpowiedz
  4. momarta pisze:
    8 grudnia 2012 o 19:49

    Widzę, że jest nowy pomysł na dietę:)) Szkoda tylko, że to nie dla mnie, bo ja ani trochę obrzydliwa nie jestem.
    A zdjęcie dla mnie idealne – uwielbiam Alinę Janowską, a moje uwielbienie datuje się właśnie od czasu tego serialu.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 grudnia 2012 o 20:25

      Ja też mogę o wypławkach czytać do upojenia, najchętniej pojadając cokolwiek, więc dieta nie dla mnie:))

      Odpowiedz
  5. B. pisze:
    9 grudnia 2012 o 16:28

    A o rozmnażaniu pantofelka i innych tasiemców nigdy nie lubiłam się uczyć…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT