Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Maria Zientarowa, „Święta bez dzieci”

Posted on 23 grudnia 201231 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Matka Pawła była szalenie zdenerwowana. Telefonowała do mnie już od przedświątecznej środy, mniej więcej cztery razy dziennie.
– Moja kochana – mówiła – ja już nie wiem, co zrobić z tą Wilią. Paweł jedzie w niedzielę rano na rykowisko, to znaczy, przepraszam, na zimowisko, to się teraz tak nazywa, ale oni tam chyba będą jeździć  na nartach, a mąż wraca z terenu w sobotę w nocy, a Wilia w tym roku wypada w niedzielę, a tymczasem mówią, że może być wyprawiona też w sobotę, ale co to za Wilia bez męża.
– No to zróbcie w niedzielę – poradziłam.
– To znowu Pawła nie będzie.

– To już nie wiem.

– To może przyjdziecie do nas?
– Którego dnia?
– Żebym ja wiedziała!
– A jak zrobiliście w zeszłym roku?
– No zwyczajnie w Wilię.
– No to zróbcie tak samo.
– No właśnie. Tylko w sobotę czy w niedzielę?
– A co mówi Paweł?
– Nic. Tylko że jedzie w drelichowych spodniach, a tu mróz i że szalika za nic nie włoży, bo tego nikt już nie nosi, i żebym mu uszyła flanelowy pokrowiec na gitarę, bo on ją musi zabrać i boi się, żeby mu się nie przeziębiła. […]
W piątek późnym wieczorem zadzwoniła znowu matka Pawła i powiedziała, że wszystko już się ułożyło, że zrobiła dziką awanturę międzymiastową mężowi i zażądała, żeby przyjechał na sobotnią Wilię. I że pewnie przyjedzie, a jak nie, to ponieważ się teraz gniewają na siebie, to będzie można zrobić spokojnie Wilię bez niego. I żebyśmy przyszli.
– Musicie – dodała. – Co to za Wilia bez dzieci. Przyrzekłam, że przyjdziemy.
Potem zadzwoniła teściowa, że u niej Wilia jest w niedzielę i zaprosiła.
W sobotę ogarnęła mnie panika i pobiegłam do garmażerni, gdzie kupiłam rybę faszerowaną i w galarecie, sałatkę śledziową, zimny schab, zimną cielęcinę i pół kilo tatara.
Całe popołudnie schodziłam do sklepu po chleb, bo wciąż nie przywozili, a gdy wreszcie przyjechały bochenki, kupiłam z tego wszystkiego trzy.
Na moje nieszczęście zauważyłam na półce puszki rumuńskiego zielonego groszku po dwanaście pięćdziesiąt i kazałam sobie dać cztery.
Gdy już wychodziłam, nie było prawie ludzi w sklepie i panny zabierały się praktycznie do fajerantu, kiedy przywieziono skrzynki z pomarańczami. Nie było wyjścia, kupiłam dwa kilo i zostało mi w kieszeni dwanaście złotych i czterdzieści pięć groszy.
Mąż już był w domu. Był bardzo zadowolony z siebie, bo przyniósł dwa bochenki chleba lecytynowego z Delikatesów (nie starzeje się) i dwa kilo pomarańczy. Zostało mu w kieszeni siedem złotych osiemdziesiąt.
Ojciec Pawła zdążył na sobotę wieczór do domu i nawet przywiózł ze sobą zająca z terenu i żonie zaaplikował czeski naszyjnik ze sztucznych brylantów i rubinów oraz takież kolczyki. Paweł dostał dwa szaliki wełniane, dwie pary rękawiczek narciarskich z nieprzemakalnego płótna i trzy powieści współczesne dla młodzieży. Mój mąż dał mu scyzoryk, a ja wyciągnęłam demagogicznie płytę Presleya zakupioną w prywatnym komisie.

 

Scena z serialu „Wojna domowa”.
Jedliśmy wszystko co trzeba i matka Pawła ani razu nie powiedziała mu, żeby już przestał, bo się przeje, co wymagało rzeczywiście wielkiej dyscypliny wewnętrznej.
Pożegnaliśmy się wcześniej, bo nazajutrz skoro świt miał się odbyć odjazd Pawła i wzięliśmy sodę oczyszczoną, pastylki „Vichy” oraz po gumowym worku z gorącą wodą do łóżka. Spaliśmy marnie.
Już w niedzielę rano zaczęto dzwonić w sprawie jedzenia. „Może byście przyszli, mamy indyka”. Ponieważ wieczór mieliśmy zajęty, załamaliśmy się dopiero po czwartym zaproszeniu i zgodziliśmy się przyjść o piątej na godzinkę, pod warunkiem, że nie będzie nic do jedzenia. Gospodarze mieli Wilię poprzedniego dnia, więc na stole stała ryba w galarecie, zimne mięsa, ćwikła, pasztet i owoce. Zjedliśmy makowiec i placek, popiliśmy herbatą i zostawiliśmy gospodarzy przy pełnym stole. Byli wyraźnie podenerwowani.
Wilię niedzielną zjedliśmy u teściowej.
W poniedziałek nie jedliśmy śniadania. Ale zgodziliśmy się po zapewnieniach, że nie będzie prawie nic do jedzenia, na odwiedzenie jednych znajomych pomiędzy pierwszą a drugą, innych około piątej, a na kolację byliśmy już umówieni od dawna u mojej kuzynki. Pasztet najlepszy był na drugiej wizycie.
We wtorek telefony były już błagalne. „Przyjdźcie i pomóżcie coś zjeść”. Pomogliśmy w dwóch miejscach i to tylko dlatego, że byli to naprawdę bliscy ludzie. Wszędzie szliśmy piechotą i zanosiliśmy pomarańcze.
We środę po południu przyszła matka Pawła. Wyglądała niedobrze. Dałam jej świeżo parzony „Yunan” bez cukru i bez cytryny. Dała mi jakieś szwajcarskie białe pigułki, które dostała od kogoś z Ministerstwa Spraw Zagranicznych – antidotum pobankietowe.
– To były pierwsze święta bez Pawła – westchnęła – i musieliśmy wszystko sami zjeść. Na przyszły rok będzie jeszcze gorzej, bo Wigilia wypada w poniedziałek. Trzeba go będzie jakoś zatrzymać w domu.

Maria Zientarowa, Wojna domowa, Trio 1994, s. 32–37.


Za oknem biało i mroźnie, choinka ubrana, w karmniku słonecznik dla ptaków. Życzę Wszystkim wesołych, rodzinnych i zdrowych Świąt. 


Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

20 thoughts on “Maria Zientarowa, „Święta bez dzieci””

  1. montgomerry pisze:
    23 grudnia 2012 o 11:10

    Na tvp1 dziś raczyli nadać „Wojnę domową”:))- nie wiem jak to było w przypadku innych niedziel, ale ja TV rzadko oglądam.
    Wszystkiego dobrego i rodzinnego świętowania:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  2. czytanki.anki pisze:
    23 grudnia 2012 o 11:32

    Miłego świętowania.;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. Imani pisze:
    23 grudnia 2012 o 12:08

    Wspaniałych, ciepłych, rodzinnych, pełnych miłości i radości Świąt!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. guciamal pisze:
    23 grudnia 2012 o 16:52

    Na Wigilię idę do siostry, drugiego dnia świąt wyjeżdżam na parę dni, pierwszego dnia świąt mam jednego gościa. Upiekłam trzy ciasta, cztery rodzaje mięsa, zrobiłam pasztet, tatara, będzie ryba w galarecie, wędlina, sałatka. No i kto to wszystko zje? a w dodatku nie mam pastylek po-bankietowych:( Zdrowych, spokojnych, pogodnych Świąt a pod choinką cały worek wolnego czasu :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  5. Kaye pisze:
    23 grudnia 2012 o 18:16

    Wesołych, spokojnych i pełnych radości Świąt Bożego Narodzenia!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. Kasia Sawicka pisze:
    23 grudnia 2012 o 19:38

    Jeden z fajniejszych fragmentów :D :D
    Sama nie obchodzę (bom ateistka, męża tylko mam nieprzychylnego do zamknięcia tradycji prezentowej ;D) ale Tobie oczywiście miłego świętowania życzę:D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. Lirael pisze:
    23 grudnia 2012 o 20:10

    W tym roku właśnie jest „jeszcze gorzej, bo Wigilia wypada w poniedziałek”. :D
    Życzę Ci licznych przysmaków (nie w nadmiarze, bo – jak widać w dzisiejszym fragmencie „Wojny domowej” – to bywa… kłopotliwe :), wbrew tytułowi serialu pokoju domowego i nie tylko, wspaniałych prezentów i spokojnych, roześmianych Świąt!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. zacofany.w.lekturze pisze:
    23 grudnia 2012 o 20:16

    Dziękuję za życzenia:)
    @Guciamal: poszalałaś gastronomicznie, tatara zazdroszczę, u nas wyklęty od czasów krowiej wścieklizny:((
    @Kasia: można ubrać ateistyczną choinkę i polecam szkoleniowo obrazek na wypadek szmerów w podświadomości: http://ysabellog.wordpress.com/2012/12/23/moi-kolednicy/most-pleasant-celebration/
    @Lirael: przysmaki chyba ograniczone w liczbie będą, liczne kobiety na dietach zasiądą przy stole:(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. Kasia Sawicka pisze:
      24 grudnia 2012 o 08:47

      świetne! a życzenia odnośnie Nowego Roku będę cytować!! :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. guciamal pisze:
      26 grudnia 2012 o 15:01

      Tatar z łososia- od czasu złapania toksoplazmozy- także nie jadam surowej wołowiny :) Pozdrawiam poświątecznie

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 grudnia 2012 o 17:46

      Ach, z łososia:) Też dobry, ale to jednak nie do końca to samo:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  9. momarta pisze:
    23 grudnia 2012 o 23:58

    Kiedy żyła jeszcze moja babcia, każdorazowa Wigilia przypadająca w niedzielę wprowadzała ją w popłoch i zazwyczaj próbowała przeforsować, by zorganizować ją już w sobotę. Co oznaczało jeden dzień więcej na zjedzenie wszystkiego…
    U nas ostatnio z ilością jedzenia normalnie (pomimo że nikt nie jest na diecie), więc Guciowy zestaw mnie lekko przytkał, a zwłaszcza tatar – o takim daniu wigilijno-świątecznym jeszcze nie słyszałam:)
    Najlepsze życzenia!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 grudnia 2012 o 07:50

      Tatar świątecznie jak najbardziej pasuje, osobiście mogę jeść każdą ilość każdego dnia:)) U nas w domu jakoś z tym orgiastycznym gotowaniem i jedzeniem nie było chyba najgorzej, chociaż oczywiście lodówka pękała w szwach:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. guciamal pisze:
      26 grudnia 2012 o 15:03

      Tatar łososiowy:) a zestaw nie tylko wigilijny (wigilijny był tylko wkład do kolacji) reszta była na święto- pierwszy dzień :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  10. Agnes pisze:
    24 grudnia 2012 o 00:46

    Cudowne. To zawsze tak było? Pewne rzeczy są stałe :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 grudnia 2012 o 07:48

      To się nazywa tradycja:))

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  11. be.el pisze:
    25 grudnia 2012 o 06:57

    Wesołego świętowania dla małych i dużych. Rozumiem, że gwiazdor był:))))

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  12. grendella i milvanna pisze:
    25 grudnia 2012 o 16:52

    W samym środku świąt, wszystkiego dobrego, lepszego i najlepszego !

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  13. Bazyl pisze:
    28 grudnia 2012 o 14:24

    Wiem, że dziś to musztarda po obiedzie, ale wszystkiego dobrego!
    PS. Na obiad jedziemy dziś do Mamy. Będą świąteczne flaczki i wyjadanie ciast, które „się upiekły” :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 grudnia 2012 o 14:32

      U nas już jakby wszystko wyjedzone, jakiś samotny śledź na dnie słoika został:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d