Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Kosmiczny Eden czy cmentarzysko? (Stanisław Lem, „Eden”)

Posted on 27 stycznia 20133 listopada 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Eden

W cyklu Jamesa White’a o szpitalu kosmicznym  kontakty z obcymi cywilizacjami są może nie na porządku dziennym, ale następują na tyle często, że powstały wyspecjalizowane w nich służby i opracowano drobiazgowe procedury postępowania, by zetknięcie nieznanych ras rozumnych miało jak największe szanse powodzenia. W optymistycznej wizji White’a niechęć do kontaktu czy strach przełamują zwykle humanitarne gesty: jeśli ktoś leczy twoich rannych czy chorych, nie może być zły.

Według Stanisława Lema zetknięcie się dwóch obcych światów niekoniecznie musi skończyć się porozumieniem.

I nie chodzi tu o niemożność przełamania różnic czy znalezienia wspólnego języka, ale o absolutny brak zainteresowania jednej ze stron nawiązaniem kontaktu.

Załoga rakiety, która lądowała awaryjnie na planecie Eden, zauważyła ślady cywilizacji. Podczas rekonesansów razem z kosmonautami oglądamy plastycznie opisane miejsca: roślinną fabrykę, produkującą bez końca rzeczy, które wyglądają na buble, ogromne, cylindryczne cmentarzysko, klaustrofobiczne miasto, ale przede wszystkim ze zgrozą odnotowujemy, że na planecie trwa masowy mord. Eden przypomina wielki grób. Ziemianie gubią się w domysłach, próbują dopasować to, co widzą, do ziemskich doświadczeń – w pierwszym odruchu chcą opowiedzieć się po stronie prześladowanych, wspomóc ich posiadanym arsenałem. Czy mają do tego prawo? Czy pomogą w ten sposób komukolwiek? Czy nie zaszkodzą sobie?

„Eden” zapowiada się początkowo na „międzyplanetarną robinsonadę”:

mamy utalentowanych rozbitków, dysponujących wiedzą i umiejętnościami, nieznany świat, który można eksplorować, perspektywę kontaktu z cywilizacją, otrzymania pomocy. Szybko jednak ten nastrój rodem z Juliusza Verne’a ustępuje; atmosfera się zagęszcza. Pojawia się niepewność, niepokój, oczekiwanie czegoś nieuchwytnego – a każde nowe odkrycie budzi nieokreśloną grozę. Lem tworzy sugestywne opisy Edenu, duszne, przytłaczające; wszystko wręcz krzyczy, domaga się, by nie wnikać głębiej, by pozostawić sprawy swojemu biegowi. Krok po kroku zbliżamy się do wyjaśnienia zagadki. Planeta i jej władze na wiele sposobów okazują, że intruzi nie są mile widziani.

Książka niesie liczne ostrzeżenia:

nie tylko przed nadmiernie optymistyczną wizją ewentualnych kontaktów z Obcymi, ale przede wszystkim przed tym, co ludzkość może zgotować sobie sama: przed manipulowaniem językiem przez władze, przed kontrolą nad każdym aspektem życia obywateli, starannym izolowaniem ich od wpływów zewnętrznych (w chwili wydania wszystko to nasuwało z pewnością skojarzenia ze stalinizmem), czy wreszcie przed eksperymentami biotechnologicznymi (co z kolei nam wydaje się aktualne). „Eden” powstał w 1958 roku, a bardzo niewiele o tym świadczy. Ot, w rakiecie jest biblioteka wypełniona książkami, obrazy z życia planety utrwalane są na taśmie filmowej, a podczas rozmów z Obcym w użyciu jest tablica i kreda. Całość nadal jednak robi ogromne wrażenie oryginalnością i śmiałością wizji; budzi podziw swoją przenikliwością i uniwersalnym przesłaniem.

 Stanisław Lem, Eden, Agora 2008.

27 thoughts on “Kosmiczny Eden czy cmentarzysko? (Stanisław Lem, „Eden”)”

  1. Oleńka pisze:
    27 stycznia 2013 o 22:05

    Wspaniała powieść. Czytałam dawno dawno temu, miło było sobie przypomnieć atmosferę Edenu i moje ówczesne odczucia. Na tyle miło, że chętnie wróciłabym do ponownej lektury.

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 stycznia 2013 o 22:09

      To jest książka, którą można (a może nawet powinno się?) czytać wiele razy. Sam chętnie wrócę za jakiś czas.

      Odpowiedz
  2. momarta pisze:
    27 stycznia 2013 o 22:29

    Bardzo dawno to czytałam i teraz mam wrażenie, że połowa sensów mi umknęła. Pewna jestem jednak, że ta książka powinna być zawsze wyciągana jako dowód w dyskusjach z tymi, którzy uważają że czytanie o obcych planetach i statkach kosmicznych jest poniżej ich czytelniczej godności.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 stycznia 2013 o 05:18

      Zdecydowanie powinna być wyciągana:) W każdym razie ja się do Lema ostatecznie przekonałem i zamierzam teraz zgłębiać systematycznie jego książki, a nie tylko Bajki robotów i Cyberiadę:P

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      28 stycznia 2013 o 08:25

      Bajki i Cyberiadę zostaw lepiej gdzieś na podorędziu, bo niektóre pozycje tak przytłaczają, że trzeba je przegryźć czymś lżejszym. Do takiego np. „Golema XIV” podchodziłam już kilka razy i za każdym razem z takim samym – mizernym – skutkiem…

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 stycznia 2013 o 08:26

      Oba tomy stoją dumnie na półce, ale zamierzam teraz iść w Szpital przemienienia, Solaris i Wysoki zamek, nadrabiać te lata, kiedy się nie poznałem na Lemie:)

      Odpowiedz
    4. Anna Cała pisze:
      28 stycznia 2013 o 10:47

      A ja czytam właśnie „Arcydzieła.[ponoć] Najlepsze opowiadania SF stulecia” i na razie – a jestem w połowie książki – żadne nie może się równać chociażby z dowolnym opowiadaniem o pilocie Pirksie. Czy to możliwe, że po prostu jestem zupełnie nieobiektywna, czy pan Lem był absolutnie zjawiskowy?

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 stycznia 2013 o 11:49

      Nie będę udawał, że cokolwiek z Pirxa pamiętam, bo czytałem ho ho lat temu, ale zjawiskowość Lema nie jest wykluczona:)

      Odpowiedz
  3. life4youu pisze:
    28 stycznia 2013 o 00:54

    Pod ostatnim akapitem się podpisuję.

    Odpowiedz
  4. Zjadacz Liter pisze:
    28 stycznia 2013 o 08:04

    Cieszę się, że przekonałeś się do Lema :) Jest zatem nadzieja, że częściej będziesz zamieszczał recenzje jego książek. „Eden” czytałem już kilka razy, raz w dalekiej młodości nawet słuchałem w radiowej Trójce. Leciały wtedy na prawdę dobre książki. Chyba najlepsze w tej książce są opisy i to odkrywanie prawdy, niczym w powieści detektywistycznej.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 stycznia 2013 o 08:08

      Fakt, to pierwszy Lem, który mnie zachwycił bezwarunkowo:) Będzie więcej o jego książkach. Na mnie największe wrażenie zrobiła atmosfera, budowanie napięcia, ta niepewność, do tego rzeczywiście znakomite opisy.

      Odpowiedz
    2. life4youu pisze:
      28 stycznia 2013 o 20:12

      A czytałeś może Listy Mrożka do Lema i odwrotnie?

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 stycznia 2013 o 20:14

      Na razie przeglądam, wyciągając smaczki do Płaszcza zabójcy, ale całość jest bardzo kusząca:)

      Odpowiedz
  5. Lirael pisze:
    28 stycznia 2013 o 09:04

    To już wcale się nie dziwię, że (jak już kiedyś wspominałam) widziałam książkę Lema w szkolnej bibliotece w Helsinkach, tutaj niezbity dowód. :)
    Mnie „Kongres futurologiczny” nie poruszył aż tak bardzo,żeby natychmiast sięgnąć po kolejną powieść Lema, ale na pewno będę go zgłębiać. „Eden” zdecydowanie do mnie przemawia.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 stycznia 2013 o 09:09

      Mnie się wydawało, że Lem jest strawny tylko w takich „lżejszych” formach jak Kongres czy Dzienniki gwiazdowe, i żałuję, że wcześniej nie sprawdziłem nic innego. Jako świeżo nawrócony będę Eden polecał:)

      Odpowiedz
  6. czytanki.anki pisze:
    28 stycznia 2013 o 10:02

    Ostatnie zdanie recenzji nie pozostawia wyboru – nic tylko czytać.;) Powiało takim mrokiem, że czuję się mocno zachęcona do zgłębienie tego anty-Edenu.
    Zawsze mi się jednak wydawało, że z kontaktów z Obcym(i) (w kinie i książkach) nic dobrego jeszcze nie wynikło?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 stycznia 2013 o 11:53

      No nie wynikło, zawsze tylko było dużo sprzątania, ta zielona galareta pewnie jest bardzo przylepna:)

      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      28 stycznia 2013 o 13:28

      Zakładając, że coś by po Ziemianach zostało z takich spotkań.;)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 stycznia 2013 o 13:29

      Zawsze parę sztuk na pobojowisku zostaje, Hollywood lubi szczęśliwe zakończenia:) Ale ET był słodki, tak w ogóle:)

      Odpowiedz
    4. life4youu pisze:
      28 stycznia 2013 o 20:14

      Wiem, wiiem, wiem co by zostało (nie) dobre wrażenie odbijające się czkawką!

      Odpowiedz
    5. czytanki.anki pisze:
      29 stycznia 2013 o 14:30

      Słodki? Paskuda mała.;)

      Odpowiedz
    6. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 stycznia 2013 o 14:34

      Ale jakie wnętrze dobre i szlachetne:)

      Odpowiedz
  7. Simon pisze:
    28 stycznia 2013 o 12:24

    Do Lema mam dziwny stosunek. Potrafi mnie – i mówię tu o tych najbardziej uznanych dziełach – zachwycić, jak np Solaris, i zdecydowanie odrzucić, jak w przypadku Kongresu Futurologicznego. Tak więc po jego kolejne tytuły zawsze sięgam z dozą niechęci, ale jednak sięgam, bo mimo faktu, że nie wszystko mi podchodzi, mam do Lema szacunek.
    Edenu jeszcze nie czytałem, ale prędzej czy później się to zmieni.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 stycznia 2013 o 12:26

      Nie wiem, czy są autorzy, którzy zachwycają każdą swoją książką, szczególnie jeśli napisali więcej niż trzy i tworzyli przez dziesięciolecia.

      Odpowiedz
  8. martka pisze:
    28 stycznia 2013 o 18:09

    Idź koniecznie w „Szpital” i „Solaris”, to są chyba dwie moje ulubione :) Chociaż najlepsze w Lemie jest chyba to, o czym piszesz na końcu – ile lat świetlnych by nie upłynęło, on się nigdy nie zestarzeje…

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      28 stycznia 2013 o 18:11

      Takie są najbliższe plany i mam nadzieję, że teraz już znajomości z Lemem nic nie zakłóci:)

      Odpowiedz
  9. Agnes pisze:
    31 stycznia 2013 o 12:33

    Kocham Pirxa od lat. To tak na marginesie, bo notka o Edenie. Eden czytałam, ale chyba byłam za mała, żeby porządnie zrozumieć (pochłaniałam Lema pacholęciem będąc). Odkurzę sobie. Kiedyś.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT