Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Ostrożnie z życzeniami (Edith Nesbit, „Pięcioro dzieci i coś”)

Posted on 24 lutego 201331 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)


Przez niemal całą podstawówkę miałem we wrześniu jeden problem: co napisać w wypracowaniu pod tytułem „Moja wakacyjna przygoda”. Dusza, rozpaskudzona przez literaturę, odmawiała uznania za przygodę czegoś tak przyziemnego, jak ganianie po podmokłym lasku cielaków, które sforsowały ogrodzenie pastwiska, albo wizyty na babcinym strychu, który co prawda nie był ciemny, ale gdzie każdy krok groził spadnięciem piętro niżej, bo deski powały były spróchniałe. Dusza domagała się co najmniej pościgu za dywersantem (to po przeczytaniu „Księgi urwisów”) albo spotkania z Piaskoludkiem (a to już skutek czytania Edith Nesbit). Ani dywersant, ani Piaskoludek jakoś nigdy nie stanęli mi na drodze. Może na szczęście, bo i z jednym, i z drugim są same kłopoty.

Tajemniczego, wiecznie naburmuszonego duszka zwanego Psammetychem odkopała w kamieniołomie czwórka rodzeństwa, spędzająca wakacje na wsi. Stworek miał zdolność spełniania życzeń i jak wszelkie tego typu baśniowe istoty tylko czyhał na pierwsze zdanie, w którym nieopatrznie padnie czasownik „chciałbym”. Zrobiwszy swoje, mógł z powrotem zapaść w drzemkę, zostawiając naszych bohaterów ze skutkami mniej lub bardziej nieprzemyślanego życzenia: a to chcieli być piękni jak nie powiem co, a to mieć mnóstwo… eee pewnego czegoś. Raz zmienili swojego małego braciszka w nie zdradzę kogo, raz średniego brata w kogoś jeszcze dziwniejszego. Wszystko obracało się przeciwko nim, choćby nie wiem jak starannie zawczasu rozważali wszystkie za i przeciw posiadania skrzydeł.
Wpakować się w tarapaty z pomocą czarów nie było trudno, ale wydobywać się z nich należało już własnym przemysłem – i wtedy młodzi bohaterowie okazywali się całkiem przedsiębiorczymi dziećmi, nie stadkiem rozpieszczonych panienek i paniczów. W ogóle jest to sympatyczna gromadka, zżyta ze sobą, bystra i obdarzona poczuciem humoru. Obserwując poczynania Antei, Janeczki, Roberta i Cyryla trudno uwierzyć, że należą oni do epoki wiktoriańskiej, że noszą kapelusze i pończochy, sukienki z halkami i marynarskie kołnierze. Niańki raczej by ich nie stawiały za wzór do naśladowania swoim podopiecznym. Brakuje też tak kojarzonego z tym okresem dydaktycznego smrodku, który powinien się unosić z każdej strony – autorka najwyraźniej lekceważy sobie swoje obowiązki w tym względzie, relacjonuje przygody z humorem i bez przynudzania, a nauki moralne pozostawia na boku. Chcecie sobie zakarbować, że z życzeniami trzeba postępować ostrożnie, że kraść ani oszukiwać nie można – proszę bardzo. A nie chcecie – to po prostu dobrze się bawcie. I kolejne pokolenia tak właśnie robią.
Edith Nesbit, Pięcioro dzieci i „coś”, tłum. Irena Tuwim, ilustr. Maria Orłowska-Gabryś, Znak Emotikon 2013.
Za przesłanie książki dziękuję wydawnictwu Znak Emotikon.

37 thoughts on “Ostrożnie z życzeniami (Edith Nesbit, „Pięcioro dzieci i coś”)”

  1. Lirael pisze:
    24 lutego 2013 o 15:23

    Ja też ganiałam, też po podmokłym i też po lasku, ale nie cielaki, tylko kota cioci, bo byłam przerażona, że sam nie będzie potrafił wrócić do domu. :)
    Nie zauważyłam, żeby moje życzenia jakoś szczególnie często się spełniały, ale jeśli zaczną, będę uważać. :)
    Świetny tekst, w dodatku sprawił, że podskakuję z radości na myśl o tym, że właśnie idzie do mnie paczka wypełniona po brzegi książkami Edith Nesbit. :D Co wyznaję ze skruchą, bo miałam ograniczyć zakupowe szały.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 lutego 2013 o 15:25

      Kot na podmokłym gruncie trudniejszy do złapania niż cielaki, które należało przegnać na pastwisko:) Paczka pełna książek Nesbit to nie grzech, sam poluję na Czarodziejskie miasto, które kiedyś robiło na mnie wielkie wrażenie – koniecznie wydanie z ilustracjami Szancera. A co konkretnie kupiłaś?

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      24 lutego 2013 o 15:49

      Tak, w dodatku trochę bardziej zwrotny i nieprzewidywalny niż cielaki. :) Misja zakończyła się fiaskiem. Wróciłam do domu, zanosząc się płaczem, po czym zobaczyłam uciekiniera w malowniczej pozie na podwórku, spokojnie wygrzewał się na słoneczku. :)
      Lista zakupów: „Historia amuletu”, „Feniks i dywan”, „Poszukiwacze skarbów”, „Złota księga Bastablów”, „Przygody młodych Bastablów”. :) „Czarodziejskiego miasta” niestety nie mam, ale to się wkrótce zmieni. :P

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 lutego 2013 o 16:08

      Piękny zestaw, Bastablów nawet w dzieciństwie nie czytałem.

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      24 lutego 2013 o 16:14

      Dzięki. :) Ja też będę nadrabiać zaległości.

      Odpowiedz
  2. anek7 pisze:
    24 lutego 2013 o 17:01

    Szczęśliwe miejskie dzieci…
    Cielaki a także ich mamusie to była szara rzeczywistość a nie wielka przygoda, która mnie kojarzyła się z… wyjazdem na zakupy do Krakowa;) Chociaż były jeszcze półkolonie w szkole, a jak trochę urosłam to obozy harcerskie:)

    „Pięcioro dzieci” też sobie ostatnio przypomniałam na okoliczność Znaku i dalej się tak samo podoba:)
    A przy okazji zastanawiałam się ostatnio kto napisał „Czarodziejskie miasto” i jaki ta książka miała właściwie tytuł, bo pamiętałam tylko trochę fabuły – a tu proszę też Nesbit. Chyba pod pozorem wypożyczenia dla Piotrka poszukam jej w bibliotece.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 lutego 2013 o 17:28

      Punkt widzenia zależy od miejsca zamieszkania:)) Chociaż lubiłem lato na wsi, to jednak pozostałem dzieckiem miejskim. Co do Czarodziejskiego miasta – nie czytałem od wieków, jestem ciekaw, czy przetrwało próbę czasu.

      Odpowiedz
  3. Panna swawolna pisze:
    24 lutego 2013 o 17:21

    To jedna z tych książek, które w dzieciństwie czytałam raz za razem, mam nawet swoje stare wydanie na półce. Cieszę się, że powstają wznowienia takich książek, a nie tylko Monster High i inne Pamiętniki Księżniczki.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 lutego 2013 o 17:30

      Na szczęście nikt nie wpadł na pomysł, żeby te klasyki odesłać do lamusa:) Chociaż, być może, te wznowienia to odpowiedź na sentymenty rodziców po prostu:)

      Odpowiedz
  4. momarta pisze:
    24 lutego 2013 o 19:15

    Myślałam, że sentyment do pani Orłowskiej-Gabryś skłonił Cię do wysupłania zaskórniaków na to wydanie, ale jednak nie (w każdym razie nie zaskórniaki, bo sentyment może i tak:P).
    My już pomału dojrzewamy do kolejnej części, choć w międzyczasie wygrzebałam kolejnego starocia, także z cyklu „prekursor fantastyki” i chyba przepcha się w kolejce.
    A z wypracowaniami na temat wakacji nigdy nie miałam problemów – czy ktoś powiedział, że musiała być w nich wyłącznie prawda?:P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 lutego 2013 o 19:59

      Akurat zaskórniaki bym na panią Orłowską-Gabryś wysupłał bardzo chętnie, ale wyszło inaczej:) Zdradź koniecznie, co wygrzebałaś i nie pisz zagadkami. U mnie, niestety, wszystkie tzw. wolne wypracowania były porażką, fantazji nie mam za grosz, więc żadne tam wakacyjne przygody ani „jak wyobrażasz sobie życie na Marsie” w grę nie wchodziły:(

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      24 lutego 2013 o 20:44

      Czasem bym chciała, żeby jakieś wydawnictwo zechciało mi hurtowo przysyłać książki dla dzieci, co znacznie podreperowałoby mój budżet; niestety jednak nie jest to i nie będzie możliwe:(
      Zaraz tam zagadki! Ostatnia powtórka z „Hobbita” tak bardzo mnie zniesmaczyła, że postanowiłam sprawdzić jego domniemane praźródło (wiem wszak, że z epigonami różnie bywa!). George MacDonald „Księżniczka i koboldy” – oto to dzieło (niestety w koszmarnie ilustrowanym wydaniu).

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 lutego 2013 o 20:57

      Nie wywołuj wydawnictwa z lasu, nie wiadomo, kto się tam czai za winklem:P moim zdaniem, jesteś na najlepszej drodze do odebrania fetyszyzowanego w pewnych kręgach blogowych maila z nagłówkiem „propozycja współpracy”:P I oby to nie było równie fetyszyzowane w niektórych kręgach wydawnictwo specjalizujące się w tarocie i podręcznikach różdżkarstwa:PP A o tych koboldach pierwsze słyszę, więc czytaj i opisuj, ku chwale literatury:)

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      24 lutego 2013 o 21:07

      Najwyraźniej mówienie zagadkami mi dziś pisane:P Maila już odebrałam, co niczego nie zmienia (i nie, nie był od wróżek ani wydawców ckliwych romansów). I bez współpracy stąpam po kruchej linie, więc wszelkie propozycje jestem zmuszona zbywać uprzejmymi podziękowaniami,roniąc jednak przy tym obficie łzy nad stanem swojego konta, nadwerężanego co i rusz przez niecnych wydawców znakomitych dzieciowych książek:(
      A pierwszy rzut oka na MacDonalda wypadł pozytywnie; przynajmniej coś się tam dzieje i nawet ta królewna całkiem znośna:P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 lutego 2013 o 21:15

      A no widzisz:) Po pierwszym mailu nadejdą następne. A większość książek dla dzieci też kupuję za ciężko zarobione, ale dzieciom żałował nie będę, nawet na Mapy:) Chociaż założę się, że nie spojrzą na nie, gdy przyjdzie przesyłka, i sam będę się napawał.

      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      24 lutego 2013 o 21:26

      Daj im choć szansę, co? Myślę, że to mądre dzieci i poznają się na tym, co dobre, choć być może faktycznie poziom szału u mnie w domu był cokolwiek wyjątkowy i u Was nie musi sięgnąć szczytów (a to może nawet i lepiej, bo bardzo to męczące).

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      24 lutego 2013 o 21:30

      Starsza się rzuci na Zuźkę D. Zołzik, a młodsza na drugie Mamoko, więc tatuś będzie się mógł samotnie delektować bestsellerem. Możliwości szału jednak nie przekreślam, bo mieliśmy szały w przeszłości, a dziś jeszcze można jakieś zaobserwować:PP

      Odpowiedz
  5. czytanki.anki pisze:
    25 lutego 2013 o 07:32

    Czytałam w dzieciństwie jako książkę luksusową, z trudem zdobytą. Do dzisiaj trochę smutno mi się kojarzy, może w kiepskim okresie ją czytałam.
    A propos tytułu i ostatniego akapitu: Anglicy mają powiedzenie, które b. lubię: bądź ostrożny w swoich pragnieniach, mogą się spełnić. Jakie prawdziwe.;)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 lutego 2013 o 07:40

      Prawdziwe:) Trochę zbliżone do swojskiego „Jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu marzenia spełnia”:)

      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      25 lutego 2013 o 14:15

      O, tego nie znałam, ale zapamiętam.;)

      Odpowiedz
  6. maiooffka pisze:
    25 lutego 2013 o 09:59

    Przyłączam się do postulatu o nudniejszą literaturę dziecięcą – niech nie mąci młodym w głowach więcej! ;P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 lutego 2013 o 10:02

      Twój postulat jest chyba spełniany na bieżąco, w każdym razie tak można sądzić po pobieżnym przejrzeniu tego, co w dowolnym hipermarkecie leży na półkach z książeczkami dla dzieci. Nie tylko nudne, ale źle napisane i kiepsko zilustrowane:P

      Odpowiedz
    2. maiooffka pisze:
      25 lutego 2013 o 10:23

      Z dziecięcymi książkami łączy mnie albo starsza klasyka, albo egzemplarze wystarczająco pogrubiane i utwardzane, by młode zęby długo mogły żuć swój prezent ;P
      A postulat popieram z czystej sympatii i solidarności :)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 lutego 2013 o 10:25

      Jeśli chodzi o jakość tektury do żucia, to współczesnym publikacjom niczego nie można zarzucić. Żują się świetnie:)

      Odpowiedz
    4. maiooffka pisze:
      25 lutego 2013 o 10:39

      Edycje witaminizowane byłyby hitem ;)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 lutego 2013 o 10:44

      Myślę, że chińskie drukarnie już tylko czekają na pierwsze zamówienia:)

      Odpowiedz
    6. maiooffka pisze:
      25 lutego 2013 o 11:02

      „Chcesz więcej witaminy – kup książkę z melaminy”! :P

      Odpowiedz
  7. Bazyl pisze:
    26 lutego 2013 o 11:37

    Ja co prawda ze wsi, ale z rodziny niegospodarskiej, więc wakacje ze zwierzyną i przydatkami zaliczałem u wujostwa. A najbardziej to lubiłem orkę „władkiem” i zwożenie zboża. Ok, nie wracajmy do lat dzieciństwa, bo się zrobi sentymentalna wspomnieniówa na 200 wpisów :P
    Książce się przyjrzę jak tylko będzie w biblio :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 11:39

      A co sobie będziemy wspominków żałować, hę? Jakieś wydanie będzie w biblio na pewno, w końcu rzecz swoje lata ma:)

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      26 lutego 2013 o 12:24

      Nie wiem tylko jak moje łotry. Ostatnio to najlepiej jakbym miał ilustrowaną wersję scenariusza wszystkich części „Piratów z Karaibów”. Ot, pokłosie kupna gry na Xboxa :(

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 12:27

      Pokaż im zajawkę filmu, może im się spodoba:)

      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      26 lutego 2013 o 14:15

      Myślisz, że „Piraci” dla facecików w wieku 7 i 5, to dobry pomysł? :P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 14:36

      Piraci facecikom w takim wieku spodobają się na pewno, ale myślałem o zajawce Pięciorga dzieci i cosia:P

      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      26 lutego 2013 o 20:48

      Tak to jest, jak się gada w kuluarach i pisze w komentarzach :) Popróbuję z książką. Prawidłową kolejność przyswajania trzeba trzeba im zaszczepić :D

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 lutego 2013 o 20:50

      W ramach zachęcania rzucaj takie hasła, jak „góra złota”, „olbrzym”, „Indianie”, „oblężenie zamku”, „przebijanie dętek w rowerze”. Coś powinno chwycić:)

      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      27 lutego 2013 o 06:45

      Z tym przebijaniem to już przesada. Rowery na klatce stoją :P

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      27 lutego 2013 o 07:52

      Więc pomiń to o dętkach:P

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT