Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Joseph Conrad, „Gotowanie”

Posted on 9 kwietnia 201320 września 2019 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Przedmowa do Podręcznika gotowania dla małej rodziny Jessie Conrad

Spośród wszystkich książek, jakie wyprodukowano ludzkim talentem i przemysłem od zamierzchłych wieków, tylko książki kucharskie są, z punktu widzenia dobrych obyczajów, ponad wszelkimi podejrzeniami. Każdy inny kawałek prozy może podlegać dyskusji, a nawet podejrzeniom odnośnie [do] intencji autora, natomiast zamiar piszącego książkę kucharską jest tylko jeden i to oczywisty. Celem, który może mu przyświecać, może być tylko pomnożenie zadowolenia rodu ludzkiego.
Ten wzgląd ogólny, a także uczucie czułego zainteresowania, z jakim przywykłem spoglądać na wszelkie poczynania autorki, skłaniają mnie do skreślenia tych kilku słów wstępu do tej książki. Bez brania na siebie odpowiedzialności za jej wskazówki (wyznaję, że jest niemożliwe, bym mógł zdobyć się na przeczytanie książki kucharskiej), występuję skromnie, ale wdzięcznie jako Żywy Przykład jej praktycznych umiejętności. Tych umiejętności, które śmiem oceniać jako najbardziej udane. W ciągu wielu bezcennych lat składały się one na sumę mego codziennego zadowolenia.
Dobre gotowanie jest czynnikiem obyczajowości. Przez dobre gotowanie rozumiem przyrządzanie prostego pokarmu w życiu codziennym, a nie bardziej czy mniej biegłe przygotowywanie próżniaczych uczt i rzadkich dań. Sumienne gotowanie to nieprzyjaciel obżarstwa. Wyszkolona delikatność podniebienia, podobnie jak wydoskonalona delikatność uczuć, sprzeciwia się nieprzystojnemu przesytowi. Przyzwoitość naszego życia jest w dużej mierze sprawą dobrego smaku, prawidłowej oceny tego, co jest piękne w prostocie. Sumienne gotowanie pomagając procesom trawienia wywołuje pogodę umysłu, łagodność myśli oraz to pobłażliwe spojrzenie na ułomności naszych sąsiadów, które jest jedynie autentyczną formą optymizmu. Oto są jego tytuły do naszego szacunku.
Pewien wielki autorytet w sprawach Indian północnoamerykańskich tłumaczył chmurne i nadmierne okrucieństwo charakterystyczne dla tych dzikich ludzi przy pomocy teorii, że jako rasa cierpieli oni nieustannie na niestrawność. Szlachetny Czerwonoskóry był wielkim myśliwym, lecz jego żony nie zdołały opanować sztuki sumiennego przyrządzania posiłków. I konsekwencje tego były opłakane. Siedem Narodów skupionych wokół Wielkich Jezior i Plemiona Konne z Równin były jedną wielką ofiarą szalejącej niestrawności. Szlachetni Czerwonoskórzy byli wielkimi wojownikami, wielkimi mówcami, wielkimi mistrzami gonitw na świeżym powietrzu, ale domowe życie w ich wigwamach przesłaniała chmura posępnej drażliwości, którą wywoływało zjadanie źle przyrządzanych posiłków. Żarłoczność, jaką przejawiali podczas biesiad zjadając produkty nie do strawienia, bezpośrednio prowadziła do nierozumnie gwałtownego przebiegu ich narad. Ofiary mrocznych wyobrażeń, żyli Indianie w nędznej zależności od podstępów wielkiej liczby oszukańczych medyków – szarlatanów – którzy nękali ich próżnymi obietnicami i fałszywymi medykamentami od kołyski do grobu.
Należy zauważyć, że szarlatan obecnej cywilizacji, sprzedawca patentowanych lekarstw, żeruje głównie na rasach z pnia anglosaskiego, przedstawiciele których są także wielkimi wojownikami, wielkimi mówcami, wielkimi myśliwymi, wielkimi mistrzami gonitw na świeżym powietrzu. Ale żadne cnoty nie zapewnią szczęścia, jeśli zacna sztuka gotowania nie zachowa należnego miejsca w świadomości narodu. Dużo winni jesteśmy owocnym medytacjom naszych mędrców, ale trzeźwe spojrzenie na życie wywodzi się jednak głównie z kuchni – kuchni małego domu, siedziby przeważającej większości ludu. A trzeźwe spojrzenie na życie wyklucza wiarę w patentowane lekarstwo. Sumienny kucharz jest naturalnym wrogiem szarlatana bez sumienia, i z tej racji jego trudy rodzą uczciwość i sprzyjają poczuciu przyjemności naszej egzystencji. Gdyż trzeźwe spojrzenie na życie nie może być inne jak tylko dobrotliwe i radosne, podczas gdy wyznawca patentowego lekarstwa pogrąża się w mroku nieokreślonych strachów, składających się na chmurny orszak niepożądanego trawienia.
Mocno trwając w tym przekonaniu przedstawiam tę małą książeczkę mieszkańcom małych domów, którzy są twórcami przeznaczenia narodu. Nie znając się na wartości przedstawionych w niej metod, nie mam jakichkolwiek wątpliwości co do intencji, w jakiej została napisana. Jest wysoce obyczajna. Nie może być co do tego żadnych wątpliwości, czyż nie jest to bowiem książka kucharska, jedyny produkt ludzkiego umysłu nie wywołujący jakichkolwiek podejrzeń.
Nic więcej w tym względzie nie trzeba i w rzeczy samej nie można powiedzieć. Co się tyczy celów praktycznych, uważam, że zadaniem autorki było jasne i zwięzłe przedstawienie podstawowych przepisów. I to też jest godne pochwały, gdyż skromność jest cechą, jaka przystoi artyście. Pozostaje mi tylko wyrazić nadzieję, że ta mała książeczka dzięki dobrej praktyce i rozumności przepisów będzie mogła przyczynić się do dobrego nastroju narodów.

 

Joseph Conrad z żoną Jessie i synem Johnem, 1912 rok.

 

Joseph Conrad, Gotowanie, tłum. Józef Miłobędzki [w:] Ostatnie szkice, Państwowy Instytut Wydawniczy 1974, s. 127–129.

21 thoughts on “Joseph Conrad, „Gotowanie””

  1. Lirael pisze:
    10 kwietnia 2013 o 06:14

    Ale ciekawe odkrycie! Czy w „Ostatnich szkicach” dużo takich niespodzianek?
    Mam biografię Conrada autorstwa Jessie i dużo sobie po niej obiecuję, choć niedawno przeczytałam jej miażdżącą krytykę. Graham Greene nie pozostawił na Jessie w roli biografki męża suchej nitki.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 kwietnia 2013 o 06:47

      Bliscy krewni zwykle słabo wypadają jako biografowie. Ostatnie szkice zapowiadają się smakowicie: jest Dziennik kongijski, Boże Narodzenie na morzu, zauważyłem szkice o Prouście i Galsworthym.

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      10 kwietnia 2013 o 19:29

      Właśnie usiłuję sobie wyobrazić moją biografię napisaną przez męża. :)
      A „Ostatnie szkice” zapowiadają się rzeczywiście wyśmienicie.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 kwietnia 2013 o 19:39

      Na pewno byłaby pełna superlatyw:D

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      10 kwietnia 2013 o 19:43

      :D

      Odpowiedz
  2. momarta pisze:
    10 kwietnia 2013 o 07:23

    Nie jestem w stanie zdecydować się, czy ten wstęp jest pisany serio, czy raczej nie, choć skłaniam się – niestety – ku tej pierwszej wersji. Nie to, żebym się z Conradem – co do zasady – nie zgadzała, ale obawiam się w związku z tym, że dzieło Jessie jest po prostu śmiertelnie nudne i – niestety – ciężkostrawne:(

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 kwietnia 2013 o 07:26

      Nudne w sensie, że są tam przepisy na nudne potrawy typu ziemniaki z zasmażką? Bo takie potrawy faktycznie mogą być ciężkostrawne:)

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      10 kwietnia 2013 o 07:38

      Wątpię, aby były tam takie przepisy. Gotowanie – nawet codzienne – do smaku potrzebuje lekkości i radości, a tu wszystko tak okrutnie poważnie, brr! Już mnie żołądek boli!

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 kwietnia 2013 o 07:42

      Rady Jessie wyglądały dość rozsądnie, tu cytaty: http://margaretmcarthur.com/pages/conrad.html A czy była w nich lekkość i radość to już trudno stwierdzić:)

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      10 kwietnia 2013 o 07:55

      Rozsądne aż do bólu! Choć – sądząc po zdjęciu – sama Jessie nie do końca chyba podzielała poglądy swojego męża dotyczące „nieprzystojnego przesytu”:P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 kwietnia 2013 o 07:59

      W końcu najbardziej się człowiek najada przy próbowaniu, nie? :P

      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      10 kwietnia 2013 o 08:41

      Niestety, to prawda:( Jessie na pewno też to robiła – w końcu do książki trzeba sprawdzić i wypróbować tyle przepisów! Jak mawiali mędrcy: ktoś musi próbować (i tyć), aby nie próbować (i nie tyć) mógł ktoś!:P

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 kwietnia 2013 o 08:44

      Więc proszę o więcej szacunku dla eksperymentatorki i cichej kulinarnej bohaterki :)

      Odpowiedz
    8. Lirael pisze:
      10 kwietnia 2013 o 19:25

      Właśnie, cicha bohaterka, i to nie tylko kulinarna. :) Jessie miała kłopoty zdrowotne i przez wiele lat walczyła z bólem kolana. Poza tym codzienne życie z Conradem bynajmniej nie przypominało rozkosznej sielanki. Ze wspomnień syna wynika, że ojciec bywał lekko neurotyczną, trudną osobą. Poza tym to właśnie Jessie pracowicie przepisywała utwory męża, poprawiając liczne błędy językowe i nie tylko.

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 kwietnia 2013 o 19:30

      Żony wielkich to jednak mają kiepsko: Dostojewska, Tołstojowa, teraz Conradowa. A ja naiwnie myślałem pełen zawiści, że Conrad tak perfekcyjnie ten angielski opanował:(

      Odpowiedz
    10. Lirael pisze:
      10 kwietnia 2013 o 19:52

      Syn nazywa to tak: „język nie zawsze odpowiadał wymogom angielskiej składni”. :) Były też ponoć spore kłopoty z wymową, zwłaszcza „th”. Z drugiej strony on był stuprocentowym samoukiem, nigdy nie uczęszczał na żadne kursy.

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 kwietnia 2013 o 19:57

      Jeśli chodziło tylko o składnię, to i tak nieźle, te wszystkie wyrafinowane przymiotniki, bombramsle i marsreje to dopiero było wyzwanie.

      Odpowiedz
    12. Lirael pisze:
      10 kwietnia 2013 o 20:09

      Wydaje mi się, że pod względem słownictwa i literackiego wyczucia był geniuszem, zresztą sam podkreślał, że jego przewaga nad Anglikami polega na tym, że jest wrażliwym obserwatorem z zewnątrz i że dostrzega w ich języku to, czego oni nie widzą.
      Podobno dostawał furii, kiedy Jessie znajdowała błędy. :)
      A wracając do wymowy, Conrad nauczył się angielskiego w wieku 21 lat, więc siłą rzeczy akcent nie był idealny.

      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 kwietnia 2013 o 20:12

      Na piśmie akcent, na szczęście, jest nieważny. Ale język Conrada faktycznie robi wielkie wrażenie, nawet w naszych tłumaczeniach mocno przedwojennych.

      Odpowiedz
  3. czytanki.anki pisze:
    10 kwietnia 2013 o 08:05

    szarlatan obecnej cywilizacji, sprzedawca patentowanych lekarstw – proszę, proszę, nic się nie zmienia w tej materii.;(

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 kwietnia 2013 o 08:09

      Wiedziałem, że mi się to z czymś kojarzy:) Faktycznie.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT