Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Obyczaje godowe kowali

Posted on 22 kwietnia 20135 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Spacer po nasłonecznionym chodniku.
„Tatusiu, to stytawka” – mówi Młodsza na widok owada o czerwonym grzbiecie w charakterystyczne czarne plamy.
„To nie szczypawka – odpowiadam rutynowo. – To kowal”. 
W kowalach jestem obkuty, bo ta rozmowa powtarza się od kilku lat o tej porze roku, najpierw ze Starszą, a teraz już i z Młodszą. 
Pospolity kowal bezskrzydły (Pyrrhocoris apterus) – pluskwiak z rodziny kowalowatych – to bowiem nie byle owad, to owad uwieczniony w poezji. W 1912 roku tak pisała Maria Kossak:
Ukryte pulsowanie tajemniczych światków
tam śmiga rudy pająk w znanych sobie celach
tu żuk dąży w alkowę storczykowych płatków
i nikną dwa kowale w kampanuli celach 
Nie zwróciłbym uwagi na ten owadzi trop, gdyby nie barwne, jak zwykle, objaśnienie Magdaleny Samozwaniec:

W wyżej zacytowanym wierszu jest zwrot: „i nikną dwa kowale w kampanuli celach”. Nie wtajemniczonym w nomenklaturę owadów należy wytłumaczyć, że „kowale” to żuki o czarno-czerwonych skrzydełkach. Wzmiankuję o tym, ponieważ w jej późniejszym wierszu, wchodzącym w skład tomiku Niebieskie migdały, jest zwrotka brzmiąca: „Jechał Kowal na Kowalu niby koral na koralu”,  która mocno oburzyła pewne krakowskie mieszczki. „Jak może jechać, moja pani, kowal na kowalu? Rozum straciła ta starsza Kossakówna – a może… może… wie pani, bywają takie zboczenia…”

No i jak po czymś takim nie uzupełnić wiedzy entomologicznej? Kowal, jak się okazuje, ma ciekawe zwyczaje godowe i właśnie teraz wszędzie pełno sczepionych odwłokami parek, które dbają o przedłużenie gatunku. Ich widok nieodmiennie budzi zaciekawienie u dzieci, mnie przemyka zawsze przez głowę „Jechał Kowal na Kowalu niby koral na koralu…”, ale nie czas wtedy na poezję – bo trzeba oględnie wyjaśnić progeniturze czym zajmują się „szczypawki”…
Cyt. za: Magdalena Samozwaniec, Zalotnica niebieska, Wydawnictwo Literackie 1973, s. 72.

41 thoughts on “Obyczaje godowe kowali”

  1. tamaryszek pisze:
    22 kwietnia 2013 o 18:16

    I nie ma takiego Brzdąca, coby kowala zaseplenił.;)
    Dzięki. Bo dla mnie czerwony kowal na kowalu to pierwszyzna. Jestem beznadziejnie zacofana (jeśli się porównam z Twoją Młodszą). A jeszcze szybko sprawdziłam, co to ta kampanulla – dzwonek! I już jestem w domu. I wiem nie tylko, że dzwoni, ale nawet w którym kościele.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 kwietnia 2013 o 19:06

      Tak, tak, poczciwy kowal nie nadaje się na ćwiczenie logopedyczne. Dobrze, że nie padło na wciórnastka tytoniowca:)

      Odpowiedz
  2. momarta pisze:
    22 kwietnia 2013 o 20:07

    Post pod tytułem: jak sprowadzić poetów do poziomu robali:)
    Ze mną i moimi dziećmi chyba coś nie tak, bo ani jednego kowala w tym roku nie widzieliśmy. Żuka w storczykowej alkowie też zresztą nie:(

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 kwietnia 2013 o 20:09

      Bo to pod lipami trzeba szukać:) Ale może chociaż motyla Emanuela dojrzeliście albo pszczółkę Maję? A post pod tytułem: jak poeci wynoszą robale do poziomu sztuki :P

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      22 kwietnia 2013 o 20:20

      Na zdjęciach to nie wygląda na lipę, chciałam napomknąć. Chyba że to lipa!:P
      Na motyle jeszcze za wcześnie – Emanuel wszak taki wrażliwy!

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 kwietnia 2013 o 20:23

      Lipa rośnie trochę z boku od chodnika, a kowale się włóczą po okolicy, pluskwiaki jedne. Emanuel ma kapelusik do ochrony uszek, więc nic mu nie powinno być straszne, chyba że zaszył się w jakiejś „kampanuli celi” z Makową Panienką i opowiada jej bajki:P

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      22 kwietnia 2013 o 20:36

      Wiesz co, jutro lepiej popatrz sobie na chmurki, radzę z życzliwością i troską!:P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 kwietnia 2013 o 20:37

      Pójdę na spacer, nałapię robali i podeślę Ci w paczce, żebyście nie byli poszkodowani:D

      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      22 kwietnia 2013 o 20:44

      Ponieważ właśnie zostałam wyedukowana przyrodniczo, ośmielę się wyrazić obawę, czy aby dochodzące z paczki odgłosy związane z ciekawymi zwyczajami godowymi (w końcu jakoś trzeba zabić czas w podróży) nie skłonią przewoźnika do wyrzucenia paczki na zbite czułki?

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      22 kwietnia 2013 o 20:47

      Podwójna folia bąbelkowa da radę:P

      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      22 kwietnia 2013 o 21:01

      Przestań, nawet kowale potrzebują tlenu. To ja już dobrowolnie poszukam tego Emanuela (i pogonię Makową Panienkę, jak będzie trzeba), a Ty ułaskaw robale:)

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2013 o 07:24

      Dobra, robale wypuszczone na wolność:P

      Odpowiedz
  3. Agnes pisze:
    22 kwietnia 2013 o 20:50

    Krzysiu mnie doprowadził do kowali pod lipą, tryumfalnie oznajmiając „pacz mama biedronka”.
    Bo podobne, nie?

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2013 o 07:25

      Owszem. Ale chwilowo biedronek mam dość, właśnie spędziliśmy kwadrans nad jedną. Na szczęście była wyjątkowo odporna, bo powinna dawno zejść na zawał.

      Odpowiedz
  4. Dominika Fijał pisze:
    22 kwietnia 2013 o 21:03

    U nas na wsi nosi nazwę nieco makabryczną – Trupia czaszka …

    Odpowiedz
    1. Lirael pisze:
      23 kwietnia 2013 o 05:27

      Ciekawe i coś w tej nazwie jest, zwłaszcza z perspektywy wyglądają jak odstraszające totemy. :)

      Odpowiedz
    2. wiki.bibliofilka pisze:
      23 kwietnia 2013 o 12:36

      u mnie to zawsze były „robaczki kościółkowe”, bo zawsze pełno ich na przykościelnej kostce łaziło. Choć lip tam nie ma, ale są kasztany.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2013 o 18:55

      To trochę przyjemniejsza nazwa niż trupia czaszka:)

      Odpowiedz
  5. Lirael pisze:
    23 kwietnia 2013 o 05:32

    Krakowskie mieszczki chyba prowadziły spis różnych podejrzanych rzeczy związanych z córeczkami pana Kossaka, one były podpadnięte na całej linii. :) Na pewno podejrzany fragment o kowalach dopisały, zacierając łapki, o tak. :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2013 o 07:26

      Na pewno zacierały łapki w ten właśnie sposób:P

      Odpowiedz
  6. Isadora pisze:
    23 kwietnia 2013 o 07:01

    Nie cierpię robali, zwłaszcza tych cmentarnych. Ale wyjaśnić dziecku trzeba… Dobrze, że nie trafiło na szrotówka kasztanowcowiaczka :D

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2013 o 07:26

      U nas nie są cmentarne, okupują głównie trakty spacerowe:))

      Odpowiedz
  7. Iza pisze:
    23 kwietnia 2013 o 07:04

    Córka właśnie wczoraj wypatrzyła to robactwo, dzięki za podrzucenie nazwy:).

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2013 o 07:28

      Proszę uprzejmie. Ponoć rodzice powinni wprowadzać dzieci w świat przyrody operując konkretami, a nie mówiąc „kwiatek” i „owad”. Ja, niestety, mam ubogi repertuar konkretów:(

      Odpowiedz
  8. Bazyl pisze:
    23 kwietnia 2013 o 10:00

    Dobrze, że to nie był pająk z dronką :P A nawiązaniami literackimi jestem oczarowany. I zazdrosny, że Kolega takie rzeczy raczy pamiętać :D

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2013 o 10:11

      „Szczególnie jak mnie co wzruszy rzuca mnie się na uszy”, znaczy na pamięć:)

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      23 kwietnia 2013 o 10:37

      No, mnie akurat same głupoty (vide ta dronka u góry) :P

      Odpowiedz
  9. czytanki.anki pisze:
    23 kwietnia 2013 o 11:41

    Biorąc pod uwagę wymowę wpisu – czuć wiosnę (i hormony) w powietrzu.;) My na te robaczki mówiliśmy tramwaje.

    Odpowiedz
    1. Eireann pisze:
      23 kwietnia 2013 o 18:41

      My też :-)

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2013 o 18:56

      Ładna nazwa, całkiem pasuje:)

      Odpowiedz
    3. czytanki.anki pisze:
      24 kwietnia 2013 o 06:30

      @ Eireann

      Naprawdę? Czyżby wrocławskie tramwaje były kiedyś czerwone?

      Odpowiedz
    4. Eireann pisze:
      24 kwietnia 2013 o 15:28

      Aniu, o ile wiem, to wrocławskie tramwaje zawsze były niebieskie (przynajmniej po II wojnie). Myślę, że chodziło właśnie o to, że one sczepione chodzą jak dwa wagoniki. A u Was nie z tego powodu tak się je nazywało?

      Odpowiedz
    5. czytanki.anki pisze:
      25 kwietnia 2013 o 12:36

      Myślę, że to Ty masz rację.;) Mnie się zawsze wydawało, że chodzi o kolor warszawskich tramwai.;)

      Odpowiedz
  10. zakurzona pisze:
    23 kwietnia 2013 o 17:38

    jak zobaczyłam zdjęcie wiedziałam, po prostu wiedziałam, że zacytujesz Samozwaniec :) moje myśli poszły widać tym samym tropem.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2013 o 18:57

      O proszę, a ja sobie pochlebiałem, że tylko ja zwróciłem uwagę na ten fragment:)

      Odpowiedz
  11. moleslaw pisze:
    23 kwietnia 2013 o 19:19

    Lobale ble. Aktualnie jesteśmy na etapie kochanych mlówek. Szukamy ich codziennie po przedszkolu i się zachwycamy, choć dziś doszedł nowy element, padło pytanie „Mogę zdepnąć ?” i oczywisty przy tym gest podniesienia nogi co wywołało głośny sprzeciw i wykład pt. „Mrówki są miłe i pożyteczne” oraz cichą modlitwę by te cuda przyrody trzymały się z daleka od moich nóg.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      23 kwietnia 2013 o 19:22

      No przecież mrówki są miłe i pożyteczne, a poza tym ich ugryzienia leczą reumatyzm ponoć:))

      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      25 kwietnia 2013 o 12:40

      Mało tego – ichsze płyny ustrojowe podobno rewelacyjnie leczą katar.;) Wystarczy (sic!) położyć na kwadrans chustkę na mrowisku, zaczekać aż ją oblezą, strząchnąć i można już się zaciągać.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      25 kwietnia 2013 o 12:44

      Pierwsze słyszę, ale mam niedaleko spore mrowisko, więc w razie nieżytu będzie w sam raz:)

      Odpowiedz
    4. czytanki.anki pisze:
      26 kwietnia 2013 o 08:32

      Daj znać, czy działa.;)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      26 kwietnia 2013 o 08:33

      Właśnie mi się rozkręca katar sienny, to przy najbliższym spacerze poszukam mrowiska:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT