Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Podrzutek w stylu retro (Maria Kruger, „Po prostu Lucynka P.”)

Posted on 15 kwietnia 201326 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Ta powieść była retro już w chwili wydania trzydzieści lat temu. Mamy rok 1970. Szczytem luksusu jest mieszkanie znanej aktorki, urządzone „pod piekielną modernę” („Wszystko z gąbki, plastiku i nadmuchiwane. […] zielona wykładzina udająca trawę, a sufit był pomalowany na niebiesko w białe obłoczki”), przyjaciół zaprasza się do domu na telewizję, bo nie wszyscy jeszcze mają aparaty. Podaje się przy tej okazji jajecznicę, słone paluszki, owoce, jogurt, razowy chleb z masłem i ogórkiem, a po gościach luksuje się pokój.

W tej pięknej epoce Lucynka Prandota, córka dziennikarza i świeżo upieczona maturzystka, przygotowuje się do egzaminów wstępnych na studia i rozsmakowuje w dorosłości. Rozmowy z ojcem, trochę nauki, ale głównie odpoczynek: spacery, spotkania z przyjaciółkami, odrzucanie zalotów Daniela, kolegi z klasy. Czyli jak to w powieści dla młodzieży: czas dojrzewania i pierwszych uczuć. Najwyraźniej jednak autorka uznała, że to za mało na porządną książkę. Należało coś skomplikować. Ojciec Lucynki wyjeżdża służbowo za granicę, by komentować mecze piłkarskiej reprezentacji, a samotnej dziewczynie zostaje dostarczone dziecko. Dostarczone i porzucone przez wyrodną matkę, która ma zamiar ruszyć w świat, by robić karierę.
Motyw nastolatki z podrzutkiem do oryginalnych nie należy, że przypomnę tylko Rillę ze Złotego Brzegu. Maria Kruger też wykorzystała go w swojej „Szkole narzeczonych”, ze znacznie jednak lepszym efektem niż w „Lucynce P.”. Jak wiadomo, opieka nad maluchem ma służyć wyrobieniu w młodej bohaterce odpowiedzialności, pomóc się ustatkować i nabrać doświadczenia wychowawczego – bardzo pożytecznego w późniejszym życiu. Kompletnie zielonej Lucynce przydaje się wsparcie przyjaciółki Beśki i niezastąpionej gosposi, pani Lodzi. Dziewczyna wchodzi w obowiązki opiekunki, a na dodatek próbuje rozwiązać zagadkę pochodzenia niemowlaka.

Dobrze zapowiadająca się powieść (interesująco zarysowany stosunek Prandoty do córki, bolesne przejścia rodzinne, które same w sobie mogłyby wystarczyć za temat książki,  wiarygodne, sympatyczne, choć niekiedy kreślone dość pobieżnie postacie Lucynki i jej rówieśników; drewniany jest tylko brat głównej bohaterki), z niebanalnie prowadzoną narracją – głos oddawany jest kolejnym postaciom, w tym także pobocznym – w chwili pojawienia się podrzutka wyraźnie rozłazi się w szwach: mamy historię ni to o komplikacjach życiowo-uczuciowych, ni to komedię omyłek. Tempo akcji spada razem ze spadkiem aktywności przemęczonej Lucynki. Gdzieś w tle przemykają jej rówieśnicy, tata Prandota śle entuzjastyczne wiadomości z wyjazdu, poszukiwania ojca dziecka postępują niemrawo, za to niemowlak podbija bez reszty Lucynkę i panią Lodzię, co może tłumaczyć niechęć do znalezienia wreszcie jego prawnego opiekuna. Nieco ożywienia wniósłby humor, ale jedna pani Lodzia, która używa słów „frenetycznie” i „panicznie” w niewłaściwych znaczeniach, to za mało. Niedookreślone są też realia; chociaż pojawia się dokładna data wydarzeń, to i owo zgrzyta, jakby autorka na szybko poprawiła wcześniejszy maszynopis i oddała go wydawnictwu. Moim zdaniem zmarnowany został pomysł na dobrą książkę o relacjach rodzinno-przyjacielsko-uczuciowych, w zamian otrzymaliśmy dość naiwną fabularnie historyjkę (koszmarne zakończenie!), troszkę nudnawą, choć nie pozbawioną do końca wdzięku.

Maria Kruger, Po prostu Lucynka P., Iskry 1980.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

65 thoughts on “Podrzutek w stylu retro (Maria Kruger, „Po prostu Lucynka P.”)”

  1. kasia.eire pisze:
    15 kwietnia 2013 o 18:02

    I to jest dowód na to, że pewnych książek nie powinno się oceniać, kiedy przejdzie ich czas. Pamiętam, kiedy sięgnęłam po nią jako nastolatka (czas wakacji), łyknęłam ją jednym haustem i byłam zachwycona. Do tej pory stoi na półce i traktuję ją jak najwspanialszy, czytelniczy relikt przeszłości.
    Czytałam ją w tamtych latach i nic mi tam nie zgrzytało, czyli nie jest tak daleka od ówczesności, jak piszesz

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2013 o 18:54

      Mój główny zarzut dotyczy miałkości fabuły, a nie oderwania od rzeczywistości. Nie wiem, jak zareagowałbym na tę książkę ćwierć wieku temu, może byłbym mniej ostry, chociaż pochlebiam sobie, że sztukowanie fabuły na siłę bym dostrzegł:) W każdym razie Lucynka do pięt nie sięga Godzinie pąsowej róży:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. zakurzona pisze:
      15 kwietnia 2013 o 19:10

      och, „godzinę pąsowej róży” uwielbiam :)
      w ogóle sobie przypominam sporo książek z „nastolatkostwa” ostatnio i chyba do niektórych wrócę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2013 o 19:13

      Powroty ryzykowne są, chociaż uważam, że jeśli coś nam się naprawdę podobało, to będzie się podobało nadal, choćby przez zwykły sentyment:) A co masz w planach?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. zakurzona pisze:
      15 kwietnia 2013 o 19:30

      nie tak dawno czytałam „godzinę..” właśnie i „Małgosia kontra Małgosia”
      a teraz myślę o panu samochodziku :)
      kiedy czytałam tę recenzję, gdzieś w okolicach „czas dojrzewania i pierwszych uczuć” chciałam Ci napisać, że teraz brak właśnie takich zwykłych książek o życiu nastolatków, większość idzie w wampiry, przedziwne komplikacje itd, a o najnormalniejszej codzienności jest bardzo niewiele, a przecież ich potrzeba (i ja takie uwielbiałam jako nastolatka), ale potem napisałeś o tym niemowlęciu i udziwnianiu i stwierdziłam, że to chyba nie jest książka o jaką chciałabym dziś walczyć :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2013 o 19:37

      Ten podrzutek, moim zdaniem, jest tak samo nierealistyczny dziś, jak był 30 i 40 lat temu. Chociaż jak się słyszy o dwu- czy trzylatku zostawionym na lotnisku, to się człowiek zaczyna wahać. Myślę, że i dziś dałoby się znaleźć coś o młodzieży i dla młodzieży bez udziwnień, ale tak naprawdę nic godnego polecenia mi nie wpadło w ręce.
      U mnie Pan Samochodzik spadł z piedestału wieki temu, jeśli już – to wyłącznie serial z Mikulskim:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. kasia.eire pisze:
      15 kwietnia 2013 o 20:23

      Mówisz, że widziałbyś szwy, że cytuję „pochlebiam sobie, że sztukowanie fabuły na siłę bym dostrzegł” – czytałam ją 33 lata temu i nie dostrzegłam, natomiast jak mówię, byłam zachwycona. Widocznie naiwny ze mnie głupol.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2013 o 20:34

      Nie wydaje mi się, żebym zarzucał Ci naiwność albo głupotę, ani nie odmawiam Ci prawa do zachwytu Lucynką. Mnie się też podoba mnóstwo rzeczy, które wiele osób uważa za tandetne i np. zupełnie nieśmieszne. Skoro jednak w wieku kilkunastu lat znieść nie mogłem drewnianego języka Tomków albo historyjek Karola Maya, to mógłbym dostrzec wady i tej powieści. Jak napisałem, wystarczyłaby odrobina humoru, żeby książka była lżej strawna. Szkoła narzeczonych obiektywnie jest słaba, ale dzięki humorowi i wdziękowi wspominam ją bardzo miło. Mimo podrzutka:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. kasia.eire pisze:
      15 kwietnia 2013 o 20:38

      Nie znam Szkoły narzeczonych, może podobałyby mi się jeszcze bardziej. Tomków, Maya i Pana Samochodzika (starego ormowca, wielbiciela dzieci) nigdy nie lubiłam, nie załapałam fazy na te książki. Nigdy nie wiedziałam, w czym rzecz, skąd te zachwyty. Pewnie, rozumiem, że to działa w obie strony, czyli ja się nie zachwycam czymś, czym ktoś inny bardzo

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2013 o 20:45

      Pan Samochodzik nie był bardzo starym ormowcem:P A a propos naszej rozmowy przypomniało mi się, jak kiedyś ktoś w Biblionetce przeanalizował Timura i jego drużynę, dochodząc do wniosku, że to szkodliwe, antypolskie i w ogóle be – podczas gdy ja darzę Timura dużym sentymentem i mimo wad, z których zdaję sobie sprawę, nie jestem w stanie tak po prostu wyrzucić tej książki na śmietnik historii, czego domagał się autor analizy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. kasia.eire pisze:
      15 kwietnia 2013 o 21:11

      Relatywnie, w stosunku do tych dzieciaków, co się z nim plątały, był stary. I był ormowcem. Nawet prof. Mikołejko o tym wspomina u siebie. Pamiętam, że było o tym wspomniane w którejś części i ja nie wiedziałam, co to znaczy, ojciec mi wytłumaczył, dosyć sarkastycznie, stąd pamietam. Czytałam jedną całą i jednej poł, patrz i musiałam akurat na to natrafić.
      A jeśli chodzi o zostawianie dzieci w domu na chwilę, uwierz mi, że w tamtych czasach zdarzało się to często. Jeszcze jak byłam ja młodą matką, dosyć powszechne było wyskoczenie do sklepu osiedlowego, kiedy dziecko śpi. Bałam się, ale inne matki tak robiły

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2013 o 21:22

      Przecież nie przeczę, że był ormowcem. Nie pamiętam, w którym tomie jest o tym mowa, ale jest. (Sprawdziłem – w Księdze strachów).
      Co do praktyk opiekuńczych – wiem, że tak było, być może też byłem zostawiany. Autorka nie widziała w tym nic dziwnego, nawet dziś pewnie niektórzy rodzice taki system stosują. Mnie jednak włos na głowie stawał, nic na to nie poradzę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. kasia.eire pisze:
      15 kwietnia 2013 o 21:37

      Sorry, to ja mam coś z percepcją, bo myślałam, że jak napisałeś, że pan samochodzik nie był bardzo starym ormowcem, to zaprzeczenie dotyczy ormowca bardziej niż starego (ja z kolei nie napisałam 'bardzo’ haha)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 05:19

      To wszystko przez tę wiosnę, temperatura skacze, i ciśnienie:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    15 kwietnia 2013 o 20:13

    Właśnie miałam Cię zapytać o tego niemowlaczka, bo pojawia się na okładkach nowszych wydań. Podejrzewałam, że to dziecko tytułowej Lucynki, ale wtedy takie tematy jak ciąża nastolatki w książkach dla młodzieży raczej nie miały racji bytu. Motyw opieki nad maluchem jest rzeczywiście dość popularny, dziś w księgarni przeglądałam coś takiego.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2013 o 20:21

      Na widok Lucynki z dzieckiem plotki aż huczały, ale jakoś bez konsekwencji. W ogóle autorka wrzuciła mnóstwo potencjalnych wątków i wszystkie porzuciła. Nawet wątek podrzutka zakończony jest w sposób, który wywołuje u czytelnika facepalm :P Natomiast podrzucona przez Ciebie książka zapowiada się sympatycznie:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. zakurzona pisze:
      15 kwietnia 2013 o 20:47

      „Ten podrzutek, moim zdaniem, jest tak samo nierealistyczny dziś, jak był 30 i 40 lat temu. Chociaż jak się słyszy o dwu- czy trzylatku zostawionym na lotnisku, to się człowiek zaczyna wahać.”
      przeczytałeś opis tej książeczki polecanej przez Lirael? Ja jestem jednak obrzydliwie racjonalna. Nie umiem sobie wyobrazić, że teraz jest możliwe zostawienie 2 małych dzieci pod opieką 12 i 14-latka na tydzień. Choćby nie wiem jak zabawnie to opisać, takie rzeczy się raczej (poza rodzinami patologicznymi) nie zdarzają. Ciężko byłoby mi to łyknąć, no ale nie jestem 11-latką :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      15 kwietnia 2013 o 21:01

      Owszem, nam to ciężko łyknąć. Przy Lucynce kilka razy włos stawał mi dęba, ponieważ śpiące niemowlę beztrosko zostawiano w domu same, gdy dorosły musiał wyjść na miasto. Co ciekawsze, po powrocie dziecko spało dalej. Kiedyś by mi to nie zgrzytnęło, teraz i owszem. Zresztą sam mam całkowicie odmienne doświadczenia, bo wystarczyło dać krok z pokoju, żeby progenitura ryczała w niebogłosy. Całość problemu zasadza się na tym, ile nieprawdopodobieństwa jesteśmy w stanie przełknąć dla dobra fabuły:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. momarta pisze:
    15 kwietnia 2013 o 21:29

    Żeście się rozbuchali z tymi niemowlakami!:) Swoją drogą, ciekawe jak to jest, że tyle dzieci z naszego pokolenia przeżyło, miast umrzeć śmiercią nagłą?
    Co zaś do książki – waham się pomiędzy uznaniem, że kiedyś ją czytałam, a stwierdzeniem, że jednak nie. Więcej argumentów mam „za”, ale głowy nie dam. Swoją drogą, co Cię podkusiło?
    Krueger wydaje mi się dość nierówna – o ile przyłączam się do zachwytów nad „Godziną pąsowej róży” (choć nie wiem na ile duża zasługa w tym wydania, którym dysponowałam, opatrzonego fotografiami z filmu, z absolutnie pięknymi wówczas Lucyną Winnicką i Elżbietą Czyżewską), o tyle jakieś jej bajki, które czytałam, w ogóle do mnie nie przemawiały. Cały czas waham się też, czy przetestować na dzieciach „Karolcię”…

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 05:21

      Wiadomo, my, Polacy, lubimy sobie pogadać o dzieciach, zwłaszcza cudzych:)) Do książki nic mnie nie podkusiło: po pierwsze stała na półce z książkami do przeczytania, a to chyba wystarczy, żeby po nią sięgnąć:) Po drugie wziąłem przykład z Bazyla i zamierzam przez jakiś czas czytać bezpretensjonalne czytadła.
      U nas dwa tomy Karolci weszły bezboleśnie, nawet z zaciekawieniem, ze dwa lata temu. Dochodziło do rozmów „co bym zrobiła, gdybym miała koralik?” :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. zakurzona pisze:
      16 kwietnia 2013 o 06:43

      Momarta
      chyba i tak będą musiały tę Karolcię, bo to lektura.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. Bazyl pisze:
      16 kwietnia 2013 o 09:57

      Bosz, stworzyłem potwora, który miast inwestować w rozwój osobisty, będzie się odmóżdżał pulpą. Jeszcze trochę i moja Żona namówi Cię na „Klan” :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 10:07

      Zaraz tam pulpą:P Mam nieprzebrane zasoby młodzieżówek, kryminałów nowszych i starszych, książek dla dzieci itepe. Do Greya mi daleko:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. momarta pisze:
      16 kwietnia 2013 o 10:35

      Zakurzona: niekoniecznie. Teraz to co jest lekturą zależy od tego, z jakich podręczników korzysta szkoła. My mamy książki z MAC Edukacja, więc bez Karolci (zdaje się, że czytają ją ci, którzy korzystają z Nowej Ery).

      ZWL: „stała na półce z książkami do przeczytania”, to faktycznie wystarczający powód:P Ja ostatnio coraz większą przyjemność (porównywalną z odmóżdżania pulpą) czerpię z książek dla dzieci. Tylko w ciągu minionego tygodnia moja łazienka słyszała chichoty nad Miziołkami oraz rechoty nad „Koszmarnym Karolkiem” (po namyśle doszłam do wniosku, że się tego nie wstydzę).

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 10:54

      Taki sam dobry, jak każdy inny:) A czego tu się wstydzić z dziecinnymi książkami? Namawiam Starszą na Karolka, bo sam bym chętnie poczytałem, ale się zraziła, bo jej w oko wpadł „KKarolek i wszy”. Kropla drązy skałę, więc nie tracę nadziei:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. momarta pisze:
      16 kwietnia 2013 o 11:03

      Mojemu też wpadł w oko „Karolek i wszy”, więc rzucił się na niego czym prędzej!:P (Drugi punkt dla matek chłopców!) Na razie czyta szybciej niż ja, bo mam już ze dwie zaległe.
      Dla zachęty, Karolkowy dowcip: Idą dwa koty przez pustynię. Jeden mówi do drugiego: „nie ogarniam tej kuwety”.
      (i wyszło szydło z worka: inni czytają poezję i Henry’ego Jamesa, a niektórzy są w stanie zrozumieć wyłącznie dowcipy z książek dla ośmiolatków:( idę szukać Grey’a!)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      16 kwietnia 2013 o 11:42

      A ten „Karolek” oprócz tego, że opowiada suchary to dobry by był dla 7latka? :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 12:39

      To taki upgrade’owany Mikołajek chyba, chłopięcy odpowiednik wszystkich Hań i Zuziek, które Starsza łyka w zastraszającym tempie. Powinien się nadać, ale skontroluj rodzicielskim okiem wpierw.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. momarta pisze:
      16 kwietnia 2013 o 14:06

      Bazylu, za „suchary” podpadłeś!:P Nie moja wina, że jestem dowcipowo zacofana:(
      ZWL: a czemu upgrade’owany? Nie wiem też, czy to podobne do Hani Humorek, bo nie czytaliśmy, ale jak dla mnie dla siedmiolatka będzie ok i nie ma tam raczej niczego, czego można by się bać.
      Aha. Pedagogicznie chyba niezalecane, ale osobiście i aktualnie akurat to chromolę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 17:00

      Bo klasyczny Mikołajek nie miał komórki i internetu, a Karolek pewnie ma, więc jest wersją 2.0:))

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. momarta pisze:
      16 kwietnia 2013 o 19:30

      Starszy donosi, że Karolek ma komputer, ale komórki nie, więc chyba tylko 1.5!:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 19:31

      Na pewno dostanie z okazji komunii i wtedy będzie 2.0:PP

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. momarta pisze:
      16 kwietnia 2013 o 19:33

      Przestań! Byłam dziś na kościelnym zebraniu w sprawie komunii i mam fula, gdy o komunijne tematy chodzi.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    15. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 19:35

      U nas indoktrynacja rodziców przeprowadzana była z rzadka, a teraz zmienia się proboszcz i pewnie już więcej umoralniania rodziców nie będzie:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    16. momarta pisze:
      16 kwietnia 2013 o 19:42

      U nas indoktrynacja dostosowana do okazji – nie mam uwag (i też z rzadka). Bardzo szkodzi natomiast kontakt z rodzicami i ich wizjami na temat: a) dziecięcych strojów komunijnych; b) prezentów, c) rozmiarów imprezy z okazji. Następnym razem wezmę zatyczki do uszu, albo co.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    17. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 19:46

      My jakoś olewczy jesteśmy, goście dostaną herbaty w kubkach i po kurzym udku:P Za to w pobliskim pałacu typu gastronomia z wyszynkiem są już (od zeszłego roku) zabukowane cztery komunijne imprezy:) O prezenty wolimy się nie dowiadywać, bo nie stać nas na kolejny kredyt:DD

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    18. Bazyl pisze:
      17 kwietnia 2013 o 06:14

      @momarta Phi, teraz to ja też jestem dowcipowo zacofany, ale były czasy, że w tej dziedzinie byłem lwem salonowym. Całe szczęście odbywające się po siatkóweczce seanse w pizzerii ładnie uzupełniają wiedzę :D Nic to, „Karolka” wypróbuję, a może nawet, jak mie się zechce, podzielę wrażeniami :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    19. Bazyl pisze:
      17 kwietnia 2013 o 09:37

      A z „Dziennikiem cwaniaczka” mieliście może do czynienia?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    20. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 kwietnia 2013 o 11:40

      Starsza chwilowo prycha pogardliwie w bibliotece. Ale za to dziś dała się przekonać do Karolka, zobaczymy:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    21. Bazyl pisze:
      17 kwietnia 2013 o 12:53

      Co prawda na razie nie planuję, bo to dla starszych gości, ale zapobiegawczo wybiegam myślą wprzód. Więc czekam na wrażenia, jakby kiedyś … :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. czytanki.anki pisze:
    16 kwietnia 2013 o 08:03

    Będąc nastolatką czytałam wszystkie chyba książki Kruger. Tę nawet miałam i pewnie mi się podobała, choć nic z niej nie pamiętam.;( Przyłączam się grona zwolenników „Godziny pąsowej róży” – i w wersji książkowej, i filmowej, i teatralnej. Podróż w czasie to jednak udany chwyt.;)
    A tydzień temu z darów bibliotecznych przygarnęłam „Brygidę” Kruger czyli coś dla dorosłych. Zobaczymy, jak się autorka spisała.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 08:18

      Sprawozdaj koniecznie:) Ja przygarnąłem z kolei Niziurskiego dla dorosłych, Eminencje i bałłabancje i bardzo jestem go ciekaw.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. czytanki.anki pisze:
      16 kwietnia 2013 o 08:47

      Za sam tytuł bym przygarnęła tego Niziurskiego.;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 08:51

      Prawda, że tytuł rozkoszny? Niestety, opinie w sieci wskazują, że na niewiele poza tytułem można ponoć liczyć.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. czytanki.anki pisze:
      16 kwietnia 2013 o 10:21

      Streszczenie i okładka dla mnie mocno zachęcające.;) Może wystawiający opinie nie lubią/czują klimatu PRL-u?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 kwietnia 2013 o 10:52

      Na to liczę:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. maiooffka pisze:
    17 kwietnia 2013 o 09:43

    „Karolcie” to jedne z najprzyjemniejszych lektur z podstawówki były :)

    Lucynkę również czytałam, ale dużo później – gdy już w ogóle czytałam coś poza lekturami. Tak w okolicach Minkowskiego, Siesickiej, Webster, Bahdaja i innych. Wtedy brało się garściami z biblioteki i wszystko było bardzo udane. I niech już tak zostanie :) Siesicka po latach lekko rozczarowała jednak, więc więcej powrotów nie planuję i odradzam.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 kwietnia 2013 o 12:28

      Tak, też brałem naręczami, piękne czasy:) Siesicką niezbyt trawiłem, więc powrotu nie planuję i tak.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      17 kwietnia 2013 o 12:52

      Racja. Człowiek czerpał radość z czytania pełnymi garściami, a teraz to tylko nosem kręci :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. maiooffka pisze:
      17 kwietnia 2013 o 12:57

      Zakładam, że Siesicka nie jest gorsza od reszty lektur tamtego okresu. Po prostu z pewnych rzeczy się wyrosło, panta rei i te sprawy ;) Ale młodzieży nadal bym polecała z czystym sumieniem. Podobnie jak Kruger – stara dobra powieść „young adult” ;P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 kwietnia 2013 o 13:02

      Mnie się Siesicka i w epoce nie podobała, pojęcia nie mam czemu, bo nie odstawała poziomem od reszty:P Jeszcze ze Słonecznikami Snopkiewicz miałem tak samo, wokół zachwyty, fakt że głównie żeńskie, a ja nic, przeczytałem wzruszyłem ramionami.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. Bazyl pisze:
      17 kwietnia 2013 o 13:14

      U mnie widocznie trafiła w dobry czas, a za młodego nie miałem przyjemności czytać :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. maiooffka pisze:
      17 kwietnia 2013 o 14:04

      ZWL, Snopkiewicz nie czytałam, o ile dobrze kojarzę. Ale brałam w tamtym czasie książki jak szły, po kolei z półek biblioteki dla niedorosłych, więc wszystko możliwe :) Choć w takim razie bez wrażenia by pozostały.

      Bazylu, Woalki, Wachlarze i Falbanki wspominałam jeszcze przez kilka lat. Na nich chyba skończyłam nawet znajomość z Siesicką, bo reszta wydała mi się już zbyt od nich odległa, a przez to słabsza. Jak z Borejkami – po nich choćby potop ;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 kwietnia 2013 o 15:49

      Bazyl: trafiłeś jakąś chyba nietypową Siesicką, a na pewno mniej znaną. Mniej znaną mnie na pewno:)
      Maiooffka: Słoneczniki szły w parze z Tabliczką marzenia i moje koleżanki rozpływały się po prostu nad tymi książkami. Żałuję, że nie zapisywałem sobie tego, co hurtowo brałem z biblioteki, ładny kawałek czytelniczej historii mi przepadł:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. maiooffka pisze:
      17 kwietnia 2013 o 17:30

      Moje koleżanki rozpływały się najwyżej nad Bravo, więc nie miałam tak wymagającej grupy rówieśniczej ;P

      Konkurs na najbardziej kompromitująca lekturę czasu dorastania czas zacząć? ;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 kwietnia 2013 o 19:28

      W moich czasach niemieckojęzyczne Bravo było towarem dostępnym nielicznym, z importu prywatnego, i budziło dziką zawiść:) Rozpływaliśmy się do najwyżej nad plakatami z Dziennika Ludowego.
      A lektur kompromitujących sobie nie przypominam:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. maiooffka pisze:
      17 kwietnia 2013 o 20:33

      To w DL były jakieś plakaty? Snopowiązałka miesiąca z autografem operatora przodownika ;)

      Lista stosowna, z epoki, zaraz by pamięć rozjaśniła w temacie przypadkowych bubli :) Ja do dziś pamiętam różową okładkę krzycząca do mnie tytułem „Nigdy nie mów żegnaj!”. Chyba z wykrzyknikiem właśnie. Bardzo wzruszająca kopia Love story dla nastolatki amerykańskiej ;)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 kwietnia 2013 o 20:35

      Koleżanka sobie nie kpi, w soboty pod kioskami rozgrywały się sceny dantejskie, bo można sobie było skompletować gustowne portrety członków grupy Europe albo George’a Michaela. Zresztą kopiowane z niemieckiego Bravo przez redakcję, która podnosiła sobie sprzedaż:))

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. maiooffka pisze:
      17 kwietnia 2013 o 20:45

      Ja pod kioskami pamiętam tłumy, kiedy któraś gazeta pierwsze loterie zdrapkowe wypuściła. Ciekawe czasy za nami jakby nie było :)

      W książkach retro tylko Przegląd Sportowy czytywali. Nikt nie uwiecznił plakatów Bravo z Dziennika Ludowego.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 kwietnia 2013 o 20:46

      W książkach mniej retro Listę Przebojów Trójki i plakaty z GL uwieczniła Izabela Sowa w Zielonym jabłuszku:) A Przegląd Sportowy to w Księdze urwisów czytywali, pod ławką podczas lekcji:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. maiooffka pisze:
      17 kwietnia 2013 o 21:05

      I u Musierowicz Hajduk chyba też kupował i czytywał Przegląd. Aż go Dziurawiec zgromił. I nie dam za to głowy, ale chyba Poldek w „Podróży za jeden uśmiech” również gustował w tym tytule. Dla mnie to istna egzotyka epoki :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    15. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 kwietnia 2013 o 21:07

      Hajduk pożyczał PS od Pawełka Nowackiego:)) A Poldek faktycznie czytywał. Ciekawe, czy we współczesnych powieściach młodzieżowych występują tzw. małe realia:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    16. maiooffka pisze:
      17 kwietnia 2013 o 21:50

      Może małe realia ze świata wampirów i wilkołaków – weryfikacja poza naszym zasięgiem ;P

      Hajduk chyba kręcił się koło kiosków, kiedy uprawiał stalking za Cesią. Kupowanie Przeglądu dawało mu alibi? Ale może coś pokręciłam.
      Jestem gotowa wszystkim męskim bohaterom peerelowskich młodzieżówek przypisać ten Przegląd: i Tolkom Bananom, i u Nienackiego, wszystkim ;) Dysonans poznawczy pewnie – bo kto czyta takie nudy jak PS?! ;P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    17. zacofany.w.lekturze pisze:
      18 kwietnia 2013 o 04:21

      Itam, te wampiriady zawsze rozgrywają się wszędzie, czyli nigdzie. Jakie tam małe realia:P Co niby mieli czytać biedni chłopcy w siermiężnych czasach? Trybunę Ludu? Chociaż tam ponoć też świetna rubryka sportowa była:)
      Podoba mi się interpretacja działań Hajduka: „stalking za Cesią” – faktycznie nosi wszystkie znamiona przestępstwa:D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. koczowniczka pisze:
    1 maja 2013 o 10:40

    Z książek Kruger dla dorosłych dobre jest „Gorzkie wino”. „Brygida” średnio mi się podobała, chwilami autorka przynudza. Co ciekawe, w „Brygidzie” także jest wątek małej porzuconej sierotki. Dziecko zostało wyrzucone z domu przez złą macochę i opiekuje się nim siostra-maturzystka :-)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d