Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Jak z folderu biura podróży (Adam Bahdaj, „Piraci z Wysp Śpiewających”)

Posted on 19 czerwca 201331 stycznia 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Gdyby Adam Bahdaj pisał współcześnie i gdyby istniała jeszcze Jugosławia, podejrzewałbym, że jakieś tamtejsze ministerstwo turystyki zaprosiło tego autora na długie wakacje w swoim kraju, dało sute diety i prosiło, by sławił uroki jugosłowiańskich gór i plaż. „Piraci z Wysp Śpiewających” powstali jednak pół wieku temu, kiedy Polakom każdy zagraniczny wojaż jawił się jako niedostępny luksus, mogę więc uwierzyć, że Bahdaj opiewał góry Sinjajevina i adriatyckie wybrzeże z potrzeby ukazania rodakom kawałka szerokiego świata, do którego zapewne miał łatwiejszy dostęp niż jego czytelnicy.

Jugosławia, według Bahdaja, to piękne góry z czystymi jeziorami i balsamicznymi lasami, zabytkowe miasta pełne pamiątek po Rzymianach czy Wenecjanach, ciepłe morze usiane romantycznymi wysepkami, a także życzliwi i gościnni ludzie, którzy na dźwięk polskiej mowy jeszcze szerzej otwierają serca. Szczególnie jeśli spotkają kogoś takiego jak wujaszek Leon.

Wuj Leon bowiem to postać nieprzeciętna, z rudą brodą godną pirata, partyzancką przeszłością, znajomością języków obcych i nieprzepartym urokiem osobistym. Ma też starodawny samochód zwany pieszczotliwie „mamutem” oraz siostrzeńca, którego zabrał na wakacyjną wyprawę do Jugosławii. Po czym niemal zaraz na jej początku lekkomyślnie zgubił wszystkie przydziałowe dewizy w kwocie stu dwudziestu dolarów. W przeciwieństwie swego czternastoletniego towarzysza podróży, Marcina, nie wydawał się tym szczególnie przejęty i zamierzał jechać dalej, żywiąc się tym, co da natura i rozbijając namiot w co urokliwszych miejscach.

I tak bez pieniędzy, ale za to z uśmiechami na twarzach bohaterowie zwiedzali Jugosławię, popadając w rozliczne tarapaty, z których zawsze wychodzili obronną ręką. O fabule trudno mówić, to raczej ciąg epizodów – dramatycznych, jak zagubienie się w jaskini, awanturnicznych – jak wyprawa paczki małolatów motorówką na pełne morze, czy zabawnych – jak oswajanie dzikiego osła. Wszystko, rzecz jasna, przy słonecznej pogodzie i na tle krajobrazów godnych folderu każdego biura podróży. Nasi bohaterowie nie cenili sobie jednak tłocznych kurortów i eleganckich hoteli, drażniła ich ciżba turystów, która wręcz uniemożliwiała spokojne kontemplowania uroków świata. „Wśród ruin kłębiło się mrowie turystów. Ogromnie im się podobały te ruiny, bo cały czas tylko fotografowali. Nic, tylko pstryk, pstryk! Na tym przecież polega nowoczesna turystyka. Jedzie się tysiąc kilometrów po to tylko, żeby zrobić tysiąc i jedno zdjęcie. […] Potem [turysta] wraca do Paryża, Londynu, Frankfurtu i chwali się, gdzie to on nie był i czego nie widział, a właściwie nic nie widział, bo patrzał na wszystko przez obiektyw swego aparatu”. Aktualne, czyż nie? Tyle że dziś nawet nie trzeba wracać do domu, żeby się pochwalić, wystarczy komórka z dostępem do internetu.

Bahdaj wykazał się godną podziwu powściągliwością – obcą choćby Zbigniewowi Nienackiemu – i nie okrasił książki encyklopedycznymi informacjami o geografii i dziejach miejsc występujących w książce. Dzięki temu bez trudu można uwierzyć, że jej narratorem jest prawdziwy nastolatek.

Z sielankowymi „Piratami” najlepiej zaszyć się w upalne popołudnie w jakimś przyjemnym cieniu i popijając wodę z cytryną, czytać niespiesznie w oczekiwaniu na własne wakacje. Oby równie udane, jak te wujaszka Leona i Marcina.

Adam Bahdaj, Piraci z Wysp Śpiewających, ilustr. Hanna Kohlmann-Maczubska, Nasza Księgarnia 1980.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

33 thoughts on “Jak z folderu biura podróży (Adam Bahdaj, „Piraci z Wysp Śpiewających”)”

  1. Elen U pisze:
    19 czerwca 2013 o 19:03

    Oczywiście czytałam, swego czasu zaczytywałam się w Bahdaju, Nienackim czy Niziurskim, chyba wszystko co było w bibliotece tych autorów przeczytałam :) Aż chciałoby się przypomnieć sobie perypetie bohaterów, bo darzę ich sentymentem, ach jaka lektura była wciągająca :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 czerwca 2013 o 19:10

      Nic przecież nie stoi na przeszkodzie powtórkom, co najwyżej obawa przed rozwianiem przyjemnych wspomnień o książkach młodości. Chociaż Bahdaj z Niziurskim, w przeciwieństwie do Nienackiego, wyjątkowo dobrze znoszą powroty po latach:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. life4youu pisze:
      19 czerwca 2013 o 20:58

      zgadza się

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. Bazyl pisze:
      20 czerwca 2013 o 06:18

      Potwierdzam i mam nadzieję, że wkrótce dam dowód :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 czerwca 2013 o 06:22

      Bazyl: czekam niecierpliwie:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. momarta pisze:
    19 czerwca 2013 o 20:15

    Dlaczego uważasz, że taki opis to tylko „według Bahdaja”? W odniesieniu do
    Chorwacji i Czarnogóry przytoczony przez Ciebie opis jest nadal w pełni aktualny, także jeśli chodzi o skutki wywoływane przez „dźwięk polskiej mowy”. Gdyby Bahdaj tego nie zrobił przede mną, sama pewnie bym napisała taki pean:)
    Akurat tej książki jednak nie czytałam – jaka to jest kategoria wiekowa, Twoim zdaniem?

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 czerwca 2013 o 20:28

      Nie mam doświadczeń osobistych, więc „według Bahdaja”. Chociaż według Perepeczki też, pięknie opisywał Kotor i okolice:)
      Kategoria wiekowa 10-12 lat, moim zdaniem.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      19 czerwca 2013 o 20:47

      W Perepeczce takie opisy mi umknęły, najwyraźniej za bardzo skupiłam się na hali Olivii:P (choć to chyba nie w tej części? a może w tej, sama nie wiem).
      A brak osobistych doświadczeń należy jak najprędzej nadrobić, choć z każdym rokiem wszystko coraz bardziej się zmienia, moim zdaniem na niekorzyść.
      „Piraci…” w takim razie poczekają (choć za tytuł mieliby u Starszego dużego plusa); zastanawiam się tylko którym innym Bahdajem zaatakować dziatwę na początek.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 czerwca 2013 o 20:55

      Kotor jest bodajże w Podwodnym świecie Dzikiej Mrówki, nie chce mi się iść do półki i sprawdzać:P Świat ogólnie schodzi na psy z każdym rokiem. A moja dziatwa z wybałuszonymi oczami oglądała Wakacje z duchami, to może Twoja dziatwa wysłucha książki z zainteresowaniem. Chociaż nie wiem, czy uda Ci się wygenerować odpowiednio ponure „Przebacz mi, Brunhildo” :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      19 czerwca 2013 o 21:19

      Wygenerować to ja jestem w stanie absolutnie wszystko, ponura Brunhilda to pryszcz!:P Waham się między Wakacjami a Czarnym Parasolem, ale ponieważ już od miesiąca jesteśmy w „dusznym” klimacie („Mały duszek” i „Czarownica piętro niżej”), więc pewnie dam szansę Brunhildzie.
      Wracając jednak do Twojego posta, tak się zastanawiam czy ci zagraniczni turyści już wtedy mieli dostęp do cyfrówek, że liczyli zdjęcia w tysiącach? Pamiętam jak dziś, że na pierwszy wyjazd do Chorwacji zabraliśmy dwa filmy po 36 klatek każdy, a na miejscu, płacząc nad każdą wydaną na ten cel kuną, szarpnęliśmy się na jeszcze jeden, 24-klatkowy. Wydawało nam się wówczas naiwnie, że zrobiliśmy baaaardzo dużo zdjęć!:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 czerwca 2013 o 05:56

      Doskonale pamiętam skąpienie każdej klatki:)) Przypuszczam, że w tysiące szły zdjęcia łącznie wykonane przez wszystkich turystów, chociaż kto ich tam wie, kapitalistów:))
      „Parasol” średnio pamiętam, więc dalej popieram „Wakacje”:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      20 czerwca 2013 o 06:22

      @momarta A czytacie w ogóle? U mnie scenariusz popołudniowy wygląda ta: dziki gon, kolacja, spanie (ostatnio bez mała w czasie kolacji). I dlatego „Do przerwy 0:1” wypożyczone z myślą o zafiksowanym na „nodze” Starszym, przeczytałem w końcu sam. Z prawdziwą przyjemnością :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. momarta pisze:
      20 czerwca 2013 o 10:42

      Czytamy, nie ma że zmiłuj! Ostatnio zdarza mi się wracać do domu dość późno, ale dzieci grzecznie i karnie czekają w piżamkach i już od progu biegną z książkami w rękach. Młodszy wprawdzie odpada po czterech stronach, ale Starszy dzielnie walczy! Ale to egzemplarz, który kazał mi czytać w sylwestra o drugiej w nocy, więc może nie być typowy:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      20 czerwca 2013 o 12:29

      A ja chyba w weekend nadrobię, bo już bym chciał zakończyć MacDonalda i przejść do czegoś innego. Takie ciupanie po dwie stroniczki mnie wykańcza :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Marlow pisze:
    20 czerwca 2013 o 06:36

    Trochę „folderowych” klimatów skrzyżowanych „encyklopedycznymi” wykładami a la Nienacki doprawionych ideą „bij Niemca” jest w „Złotych koronach książąt Dardanów” i „W cieniu hetyckiego sfinksa” Paukszty. Kiedyś mi to zupełnie nie przeszkadzało i czytałem je z zapartym tchem czekając na kolejną część :-).

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 czerwca 2013 o 06:38

      Słowo klucz to „trochę”, Nienacki nie wiedział, kiedy przestać, ale i tak Szklarskiego nie pobił:PP Z Paukszty to ja tylko „Straceńców” i „Buntowników”, ale bez szału.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. moleslaw pisze:
      20 czerwca 2013 o 07:09

      Nie było tak zle z Nienackim , zapominamy że wtedy nie było internetu a o książki wartościowe ( jeśli chodzi o rzetelną wiedzę) i encyklopedie było trudno i niejeden uczeń mógł zabłysnąć wiedzą właśnie dzięki takim powieściom jak ” Pan Samochodzik…” czy ” Tomek …” Szklarskiego. Nie wspominając już nawet ilu historyków sztuki czy antropologów aktualnie panu Nienackiemu zawdzięczamy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. Nutinka pisze:
      20 czerwca 2013 o 07:12

      Straceńcy i Buntownicy mi się podobali. Na tyle mocno, że zakupiłam okazyjnie Znaki ogniste. A i Dardany oba czekają na półce. :)
      Z cyklu „bij Niemca” teraz powtarzam sobie Bunscha. Jak się oko przymknie na to przerysowanie to całkiem szybko i przyjemnie się przyswaja. ;)
      Jakoś niedawno próbowałam czytać któregoś Samochodzika i poległam – nuuuuudy, panie dzieju, nudy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 czerwca 2013 o 07:32

      Moleslaw: nie chodzi o to, że panowie upowszechniali wiedzę, tylko o formę. Nienackiemu wychodziło to i tak trochę sprawniej: a to niby przewodnik zacytuje, a to pan Tomasz wykładzik strzeli, w końcu naukowiec. Najlepsze były wykłady o antropologii w Wyspie Złoczyńców. U Szklarskiego dużo gorzej to wypadało.

      Nutinka: mam alergię na wiek XVII, a szczególnie jego wojny. To już wolałem „Przyłbice i kaptury” Korkozowicza.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. Marlow pisze:
      20 czerwca 2013 o 08:07

      Znajomość z Pauksztą zaczynałem od „Wszystkich barw codzienności” podprowadzonych Rodzicom z ich biblioteczki, z perspektywy czasu nie dziwię się, że Tyrmand nie miał o nim zbyt dużego mniemania :-). Szklarskiego nie kojarzę jako „encyklopedysty” ale to może dlatego, że nie byłem specjalnym fanem „Tomków” za to Nienackiemu zawdzięczam pierwociny wiedzy na temat wolnomularstwa i ikon, no i osiągnięć radzieckiej antropologii :-)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Nutinka pisze:
      20 czerwca 2013 o 08:11

      Na alergię podobno nie ma rady. ;) W sumie to ja też nie przepadam za XVII wiekiem, ale jest to niestety lepiej napisane niż „Przyłbice i kaptury”. Niestety, bo Korkozowicza po prostu lubię (obawiam się, że część tego lubienia pochodzi od Rocha Siemianowskiego, który i czyta audiobooka, i gra rolę Czarnego w serialu). Ale już „Jeźdźców apokalipsy” nie zmogłam, częściowo przez czas akcji, a częściowo pewnie przez czarno-białe postacie, nie pamiętam.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 czerwca 2013 o 08:38

      Marlow: wykłady w Samochodzikach rażą dorosłych, wcześniej się chłonęło, moja wiedza antropologiczna też z Nienackiego pochodzi.

      Nutinka: Korkozowicza czytałem w VI klasie, gdzie mi tam wtedy było do subtelności stylistycznych:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Marlow pisze:
      20 czerwca 2013 o 08:53

      Po 30 latach w książkach dla młodzieży mogą razić nie tylko wykłady, ale na szczęście jak się okazuje jakoś mi nie zaszkodziły (tzn. książki) :-) Nie wiem czy dlatego, że byłem tak odporny albo mało rozgarnięty, że tego nie dostrzegałem albo też po prostu tak nieudolnie usiłowano wyprać mózgi :-)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 czerwca 2013 o 09:14

      Chyba nikomu nie zaszkodziły, zdaje się, że po prostu większość autorów jednak nie indoktrynowała nas zbyt energicznie:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  4. Nutinka pisze:
    20 czerwca 2013 o 07:08

    Piratów nie czytałam, widzę, że to błąd. ;) A moje dziecię już wyszło poza kategorię wiekową i woli wampiry (chociaż ostatnio jakiegoś chłamu nie doczytała, stwierdziła, że nie warto). :(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 czerwca 2013 o 07:09

      Bardzo relaksująca powieść:) Moja Starsza weszła w Kosika i dzielnie czyta.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Nutinka pisze:
      20 czerwca 2013 o 07:15

      Moja Kosika to już na wyrywki zna. Teraz w szkole omawiają, jako lekturę z wyboru klasy. Ale i tak mało kto przeczytał – pod koniec roku brakuje bata. ;)
      A mnie się udało ostatnio wygrać w jakimś konkursie ten nowy tom opowiadań, dzięki czemu miałam dla Agi prezent. Oczywiście pochłonięty od razu.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 czerwca 2013 o 07:33

      Ja planuję podsunąć Starszej te opowiadania, jeśli będzie chciała kontynuować, drugi tom to jednak trochę za duży hardkor jak na ośmiolatkę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. bookfa pisze:
    24 czerwca 2013 o 10:39

    Ach te podroze za przydzialowe 120 dolarow…

    Bahdaja przeczytalam prawie wszytko, ale tego akurat nie. Musze nadrobic, bo to powiesc o miejscach mi znanych.
    Nie pamietam dokladnie, dlaczego akurat tego nie czytalam, ale podejrzewam, ze piraci w tytule mnie zmylili ;P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  6. zacofany.w.lekturze pisze:
    24 czerwca 2013 o 11:00

    Bookfa: Też trafiłem na Piratów dopiero teraz, więc chyba nie byli jacyś superpopularni, mimo czterech wydań:)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. Lucyna pisze:
    11 września 2019 o 13:53

    Po przeczytaniu Twojego wpisu czuję się niemal zmuszona do sięgnięcia po tę książkę. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy jest tak ogromna pogoń za pieniędzmi. Wydaje się, że książka mocno zachęca do podróży, może to pomysł na kolejne lata życia? :)
    Zapraszam też na http://www.czytelnika.pl, może uda się znaleźć jakieś ciekawe recenzje, które zachęcą do ciekawych lektur :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. Jurek pisze:
    26 kwietnia 2025 o 13:58

    „Piraci…” to najlepsza – według mnie – książka Bahdaja. Oko szybko ogarnia otoczenie, jak u nastolatka. Wielokrotnie czytałem ją w wieku dorosłym, aby przypomnieć sobie ten bahdajowski sposób opowiadania rzeczywistości. Była na tyle zachęcająca, że będąc po raz pierwszy na Bałkanach, przejechaliśmy z żoną niemal całą trasę bohaterów. Od tej pory, wielokrotnie jadąc przez Serbię i Czarnogórę, zawsze przypominam sobie „Piratów…”.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. Pingback: Księgozbiory polskie, cz. 23: Jarmark książek – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
4 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d