Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Radź sobie sam, Sylwku! (Wiktor Zawada, „Szukam pana Kalandra”)

Posted on 9 czerwca 201329 czerwca 2020 by Piotr (zacofany.w.lekturze)


Sylwek Mącik: „ani »orzeł« klasowy, ani ostatni »osiołek«. Ot, zwyczajny chłopiec, jakich wielu spotykamy każdego dnia na swojej drodze”. Ten zwyczajny chłopiec, dzięki wstawiennictwu swojego polonisty, dostaje promocję do następnej klasy liceum, po czym konkursowo podpada gronu pedagogicznemu i własnym rodzicom. Krewki ojciec widzieć nie chce jedynaka na oczy, zabiera matkę chłopaka i wyjeżdża na wieś. A ty, Sylwku, radź sobie sam.

W gruncie rzeczy Sylwek to porządny, chociaż chwilami naiwny chłopak, więc postanawia wziąć się w garść i znaleźć jakąś pracę. Po ostrej rywalizacji zdobywa posadę gońca w lokalnym „Gońcu Wieczornym”. Poznaje tajniki pracy redakcji, bierze udział w kilku spektakularnych dziennikarskich wyczynach, które elektryzują miasto, nawet sam zaczyna pisać krótkie notatki. Rzecz jasna, przy okazji wiele razy daje się wkręcić i pada ofiarą licznych psikusów, zwłaszcza w drukarni, którą sobie szczególnie upodobał.
Rywalem Sylwka o pracę był Józek Kurzawa zwany „Kardynałem”, mający już to i owo na sumieniu. Mącik jednak, z delikatną zachętą „czynników oficjalnych” w postaci sierżanta MO, stara się z Józkiem zaprzyjaźnić i pomóc mu wyjść na prostą. Sam, oczywiście, przy tym daje się wykorzystywać i wpada w kłopoty.
Pisząc o „Tajemnicy zielonej pieczęci” Hanny Ożogowskiej, Elenoir zauważyła, że powieściowy element chuligański nosił się w latach pięćdziesiątych z charakterystycznym bikiniarskim szykiem. Późniejsi literaccy chuligani czerpali z wizerunku gwiazd rock’n’rolla czy polskiego bigbitu. I tak Józek „Kardynał” na wizytę do Hanki, koleżanki Sylwka, stroi się nad wyraz elegancko:

Gdyby nie fioletowa, tak dobrze mi znana twarz, przysiągłbym, że w progu stoi jeden z mistrzów mocnego uderzenia. Słynny Beatles, bądź przynajmniej filar NO TO CO. Pod szyją miał żabocik nieskazitelnej czystości, klatkę opinał serdaczek w haftowane kwiatuszki, okrągłe jak rury spodnie ściśle opinały muskularne nogi, obute w trzewiki z zadartymi nosami i na damskim obcasie. Całość osoby wieńczył fantazyjnie zakręcony lok i bokobrody jak u stangreta hrabiego Potockiego, sięgające w dodatku do dolnej szczęki. Bokobrody musiały być chyba doklejone, bo pamiętam, że na basenie miał co najmniej o połowę skromniejsze. W tej chwili od osoby gościa powiało stuprocentowym adikałonem.

Bigbitowy styl na rysunku Ludwika Paczyńskiego.
(Oryginalny styl a la NO TO CO wyglądał tak:)

 

To zresztą tylko jeden z licznych w tej książce smaczków z epoki późnych lat sześćdziesiątych. Poza tym jest mowa o chuligańskich wybrykach, bezwładzie biurokracji, której obojętny jest los pamiątek narodowych, kreatywnej księgowości, bezmyślności handlowców, którzy nie chronią sklepów przed włamaniami, a także – co pozostaje tematem wiecznie żywym – o upadku piłki nożnej. Akcja rozgrywa się w nienazwanym mieście położonym nad Brudnicą. Ponieważ Wiktor Zawada był dziennikarzem lubelskim, można podejrzewać, że właśnie Lublin służył mu jako wzór dla miejsca akcji (dziękuję Lirael za konsultacje topograficzne). „Wąskie ulice mieszczańskich kamienic zdobnych w balaski i kopułki oraz nieliczne skąpe w zieleń placyki otoczyły pierścieniem kolorowe osiedla i nowoczesne, przeszklone fabryki”. Uroczy obrazek, chociaż z innego zdania wynika, że te kolorowe osiedla nie miały, jak to zwykle w tamtych czasach i jeszcze długo po nich, żadnej potrzebnej mieszkańcom infrastruktury, skoro „owo »city« do dziś pozostało jednak centrum handlowo-biurowym i miejscem codziennych pielgrzymek mieszkańców kolorowych osiedli”.
Niezłe tempo i mnóstwo humoru to główne zalety powieści. Znakomicie scharakteryzowani są pracownicy redakcji „Gońca”: cała menażeria dziennikarska i woźny, pan Aleksander. Wiele dowiadujemy się o pracy drukarzy z epoki przedcyfrowej. Trochę słabiej wypadają starania Sylwka o umoralnienie Józka „Kardynała”: przez swe szlachetne działania Mącik wpada w rozmaite tarapaty, a przy okazji czytelnik narażony jest na wysłuchiwanie, wraz z bohaterem, licznych kazań. Pod koniec smrodek dydaktyczny robi się dość gęsty i daje się go wytrzymać tylko dzięki temu, że równoważą go detale pracy w drukarni. Mimo to „Szukam pana Kalandra” ma wciąż wiele uroku, a przy okazji jest też dokumentem czasów Władysława Gomułki, choć to z pewnością nie było zamiarem autora.

Wiktor Zawada, Szukam pana Kalandra, ilustr. Ludwik Paczyński, Wydawnictwo Lubelskie 1971.

***
Jeszcze przez tydzień, do 14 czerwca, można głosować w plebiscycie na najlepszą młodzieżową powieść powstałą w czasach PRL-u. Zgłosiliście do tej pory ponad 200 tytułów, ale mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Zapraszam do wspólnego wspominania!

Podobne pozycje:

Kaktusy z Zielonej Ulicy

Wiktor Zawada

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

17 thoughts on “Radź sobie sam, Sylwku! (Wiktor Zawada, „Szukam pana Kalandra”)”

  1. B. pisze:
    10 czerwca 2013 o 08:29

    Za namową taty sięgnęłam w któreś wakacje po tę książkę i pamiętam, że mi się podobała. Czy to będzie teraz taki cykl wspomnieniowy? Będziesz przypominał książki z dzieciństwa? Bo lubię takie podróże sentymentalne… ;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2013 o 10:16

      Cyklu nie będzie, ale nabieram coraz większej ochoty na powtórki rozmaitości, więc to i owo się czasem pojawi:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    10 czerwca 2013 o 09:39

    Tego akurat Zawady nie znam, a pierwszą część znanych mi „Kaktusów” opisywałem TUTAJ :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2013 o 10:18

      Twój tekst zburzył mi wtedy miłe wrażenie, że tego autora mam tylko dla siebie, bo nikt, nikt się nie przyznał, że go zna albo że chociaż słyszał. A teraz się okazuje, że tłumy czytały i lubiły Kaktusy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      10 czerwca 2013 o 13:38

      Jak dla mnie możesz powrócić do opcji „inclusive”: ja nie czytałam ani Kaktusów, ani Pana Kalandra i w ogóle prawie pierwsze słyszę, i zastanawiam się, czy rodzice nie oszukali mnie z moją datą urodzenia, bo przecież chyba powinnam?:(
      Modę jednak zdecydowanie wolę współczesną, także w zakresie owłosienia.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2013 o 18:06

      Chętnie bym wrócił do tej opcji, ale niestety – złudzenia legły w gruzach. Takie są skutki zadawania się z książkową blogosferą :P Żabociki chyba niedawno wróciły do łask?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      10 czerwca 2013 o 19:46

      Kontakty z książkową blogosferą są szkodliwe, to już dawno zostało ustalone:)
      Jeśli chodzi o żabociki, to w moim stroju urzędowym występują jako stały element wyposażenia, w związku z czym nie wiem czy jestem bardziej trendy, czy raczej retro?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2013 o 20:04

      Jeśli żabocik z poliestru, to w ogóle sam smak i absolutnie jesteś trendy :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      10 czerwca 2013 o 20:16

      Bingo, poliestrowy non-iron! To tłumaczyłoby dlaczego niektórzy ze spotkania ze mną wychodzą tacy zdziwieni – po prostu nie nadążają za modą! Poważnie rozważam wystąpienie z inicjatywą ustawodawczą, polegającą na zawnioskowaniu o dołączenie do stroju serdaczka w kwiatuszki, bo w porównaniu z osobnikiem zaprezentowanym na ilustracji czuję się jakaś niepełna…

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2013 o 20:30

      Zamiast narażać pracodawcę na zakup niewątpliwie kosztownego serdaczka, pokryj (w czynie społecznym) strój roboczy gustownie haftowanym kwieciem – na wzór dziewczęcia z ilustracji :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. momarta pisze:
      10 czerwca 2013 o 20:36

      Zważywszy na fakt, iż takowe kwiecie musiałabym następnie wyszyć na strojach kilku ładnych tysięcy koleżanek i kolegów po fachu, zaczynam podejrzewać iż podsunięcie mi takiego pomysłu zmierza prostą drogą do tego, bym z braku czasu zamilkła, a w szczególności nie pozostawiała tu i ówdzie podobnych temu, głupawych komentarzy:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2013 o 21:23

      Cóż za niegodne, niskie podejrzenie! Dla koleżeństwa urządź kurs haftu krzyżykowego i niech sami przyozdabiają. Dla tych o dwóch lewych rękach należy zabezpieczyć stosowne kwietne wprasowanki, którymi przyozdobią fałdy służbowej odzieży.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Lirael pisze:
    10 czerwca 2013 o 18:18

    To ja bardzo Ci dziękuję za miłą wzmiankę o kozim grodzie! :) Nieczęsto Lublin bywał tłem wydarzeń w książkach dla dzieci i młodzieży.
    Gwoli ścisłości: rzeczywiście wzmiankowane „kolorowe osiedla i nowoczesne, przeszklone fabryki” to ewidentna propaganda sukcesu. :)
    Pierwowzorem Gońca Wieczornego był zapewne Kurier Lubelski albo Sztandar Ludu, bo takie gazety wtedy u nas wychodziły. Muszę koniecznie przeczytać tę powieść, między innymi dla lokalnych smaczków.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 czerwca 2013 o 18:51

      Zawada opisywał Lublin i Zamość (ten w książkach wojennych), które też polecam, mało komu udało się napisać zabawną młodzieżową powieść o okupacji. Redakcja Gońca pewnie po części została opisana z autopsji – opis nieco tylko ustępuje temu z Mszy za mordercę Bożkowskiego:)
      A książkę chętnie pożyczę, mam jeszcze dwie inne, ale muszę sobie powtórzyć.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      11 czerwca 2013 o 04:35

      W Zamościu byłam kilka razy, ale nie znam go zbyt dobrze, więc tu raczej skupię się na przygodach. :)
      Z góry dzięki za pożyczkę, kiedyś chętnie skorzystam. Ciekawa jestem, czy te dwie pozostałe powieści Zawady też nie straciły na uroku.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 czerwca 2013 o 04:53

      Raźno zmierzam w stronę powtórki Kaktusów z Zielonej Ulicy oraz Globusa i pałki. Bazyl czytał Kaktusy niedawno i był zadowolony.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      11 czerwca 2013 o 07:34

      Potwierdzam. Dowód podlinkowany powyżej :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Iwona Zimnicka
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Narrator opowieści, wykładowca uniwersytecki, miał dość środków, żeby w obawie przed atomową zagładą zarezerwować sobie miejsce w schronie w hotelu Termush na wybrzeżu Atlantyku. Oczekiwana katastrofa nadchodzi, a gdy najgorsze przeminie, goście mogą wyjść z jaskiń, by ocenić, jak zmienił się świat. Apokaliptyczne wizje, jakie podsuwała ocalałym wyobraźnia, okazały się mylne. Tym trudniej było pojąć, że nic już nie będzie takie, jak przedtem. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Iwona Zimnicka
5 dni ago
View on Instagram |
1/5
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d