Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Wyścigi w literaturze (cz. III): „Pan Boczkowski” Wiecha

Posted on 12 czerwca 20135 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Najpopularniejszym typem na warszawskim torze wyścigowym jest niejaki pan Boczkowski. Wszyscy go znają, wszyscy się o niego pytają.
– Czy nie widział pan tu pana Boczkowskiego?
– Pan Boczkowski to panu zaraz załatwi.
– Ten pan Boczkowski to bardzo porządny chłop!
Takie i tym podobne zdania słyszy się stale wśród grającego narodu przy kasach, przy bombie i na paddocku. Dla nie wtajemniczonych w sekrety toru wyścigowego pan Boczkowski jest figurą legendarną i tym ciekawszą, że każdy z graczy inaczej go określa. Według jednych, ma to być szczupły blondyn w meloniku, inni znów twierdzą, że to rudy facet w amerykańskich okularach, według zdania jeszcze innych, pan Boczkowski wygląda na starego wicehrabiego, a co najmniej przypomina kelnera z „Adrii”.
Kto wie, czy by ta drażniąca tajemnica w ogóle została wyjaśniona, gdyby nie skromna sprawa o dwa złote w sądzie grodzkim. Tu się dopiero okazało, że przede wszystkim pan Boczkowski ma zeza, nosi jesionkę w szerokie kraty, jest kruczowłosym brunetem z wąsikiem, a co najciekawsze – nazywa się Moniek Frajkind.
Okoliczności te wyszły na jaw przy okazji rozpatrywania pretensji pana Tomasza Kobziaka o przywłaszczenie dwu złotych w następujących okolicznościach:
– Proszę Wysokiego Sądu, było tak: jeden mój znajomy, którego teściowa zapoznała się w maglu z ciotką chłopaka stajennego Piskorka, powiedział mnie w sekrecie, że w niedziele Jeronia ma murowany wyścig. To, ma się rozumieć, wzięłem cztery złote w kieszeń i poszedłem na wyścigi. Człowiek jestem rodzinny, więc na hazard puszczać się nie mogie, znakiem tego, myślę sobie, trzeba postawić skromnie dwa złote u Boczkowskiego.
– Dobrze, ale co to ma wspólnego ze sprawą? Cóż to za Boczkowski? – przerwał panu Kobziakowi sędzia.
– Właśnie ten pan.
– On się nie nazywa Boczkowski, tylko Frajkind.
– Faktycznie nazywa się Frajkind, ale na wyścigach się zatrudnia jako Boczkowski.
– Nic nie rozumiem.
– Zaraz panu sędziemu wytłomacze. Boczkowski dlatego, że na boczki stawki przyjmuje.
– A więc bokmacher?
– Właśnie, tylko się mówi Boczkowski, ze względu na delikatność wobec policji państwowej. Otóż ja temu panu Boczkowskiemu mówię wyraźnie: „Szanowny panie B, dwójeczka stoi na Jeronii”. I rzeczywiście, Jeronia przychodzi jak chce, a ten pan nie chce mnie wypłacić i mówi, że ja stawiałem na Emocje. Wysoki Sąd zna tego łacha, czy jest możliwość, żeby on wygrał na dwa tysiące czterysta metrów przy mokrem torze? Wykluczone, i ja za stary gracz jestem, żebym taką pomyłkie mógł popełnić, tu jest jawna granda!
– Przede wszystkim ni ma mowy, żebym ja byłbym Boczkowski. Się nie zatrudniam z tem. Po prostu można powiedzieć, zapalony grajek sportowy jestem i lubię wygrać te parę złotych, jak każdy. Pan Kobziak mi prosił, żebyśmy zagrali do spółki Emocje, to wzięłem dwa złote i razem przegrywaliśmy. To co, pójdę bić głową o barierkie, się podrzucę pod tramwaj, tak? Trudno, się stało i proszę uniewynnienie bez zawieszenia kary.
Sąd po rozważeniu tych zeznań doszedł do wniosku, że nie może być mowy o orzeczeniu przestępstwa przywłaszczenia dwu złotych, gdyż za mało zebrano na to dowodów, wobec czego pana Frajkinda uniewinnił.
Wyrok został przyjęty z ulgą przez kilku obecnych na sali „panów Boczkowskich”. 

Hala kasowa pod trybuną główną na warszawskim Służewcu.

Wiech, Śmiech śmiechem, Warszawa 1968.

18 thoughts on “Wyścigi w literaturze (cz. III): „Pan Boczkowski” Wiecha”

  1. Blank-Librophilia pisze:
    12 czerwca 2013 o 07:05

    trochę jak wielki gatsby ;)

    Odpowiedz
    1. momarta pisze:
      12 czerwca 2013 o 10:27

      Zupełnie identyczny, że też do tej pory nikt na to nie wpadł!

      Odpowiedz
    2. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2013 o 10:30

      Ale Gatsby nie miał zeza. Chyba.

      Odpowiedz
    3. momarta pisze:
      12 czerwca 2013 o 10:33

      Bo to był Gatsby po okulistycznym zabiegu operacyjnym. Przed nim miał zeza i nazywał się Boczkowski vel Frajkind. Nic dziwnego, że zmienił nazwisko – Wielki Boczkowski lub Wielki Frajkind – przecież tego nikt by nie kupił!

      Odpowiedz
    4. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2013 o 10:38

      No to wszystko jasne :P

      Odpowiedz
  2. momarta pisze:
    12 czerwca 2013 o 10:27

    I tak po prostu uniewinnił? I to bez zawieszenia kary? A opinie biegłych? A zeznania postronnych i obiektywnych świadków? Na pewno Sąd się przestraszył, że oberwie jakąś końską namiastką tortu, stąd wydał taki skandaliczny i tendencyjny wyrok!:P

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2013 o 10:29

      W niegdysiejszym sądzie grodzkim się nikt nie patyczkował i nie rozdrabniał, jak widać. Czyli o wyższości przedwojennego sądownictwa nad dzisiejszym :P

      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      12 czerwca 2013 o 10:37

      Chociaż kaliber spraw został w większości przypadków ten sam. Zwróciłabym tu uwagę zwłaszcza na miejsce zapoznania się przez teściową jednego znajomego z ciotką chłopaka stajennego Piskorka – bez magli (dosłownie i w przenośni) sądy polskie umarłyby z nudów!:P

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2013 o 10:47

      Teraz już nie ma magli, tylko anonimowe placówki maglujące. O ile w ogóle. A prawdziwy ręczny magiel to jedno z fajniejszych i bardziej przerażających wspomnień z dzieciństwa, choć niestety plotek tam nie uskuteczniano:(

      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      12 czerwca 2013 o 10:52

      Toteż pisałam, że w przenośni! Pójdź do jakiegokolwiek urzędu, gdzie pracują prawie same kobiety (tak, wiem co piszę i wiem jakiej jestem płci), a zrozumiesz co miałam na myśli.
      Prawdziwy magiel też bardzo lubiłam, choć wcale mnie nie przerażał. Najfajniej było zimą, kiedy i pranie, i ja jechaliśmy na sankach:)

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2013 o 10:56

      Nie muszę chodzić, mam niemal na co dzień:) W maglu odczuwałem jednocześnie nieprzepartą chęć, żeby włożyć rękę w maszynę i potworny lęk, że mnie zmiażdży.

      Odpowiedz
  3. Marlow pisze:
    12 czerwca 2013 o 11:11

    Ja za młodu bałem się maglownicy bo wypełniała prawie całą piwnicę i sięgała pod sufit więc robiła przytłaczające wrażenie a i nie dawałem rady jej kręcić bo byłem za mały.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2013 o 11:19

      I w skrajnym położeniu ta wielka skrzynia dotykała ściany, więc biada temu, kto przebiegał obok:)

      Odpowiedz
  4. Bazyl pisze:
    12 czerwca 2013 o 11:39

    A ja ani magla, ani wyścigów w życiu nie zaznałem. Tego pierwszego z wyjątkiem sfeminizowanego miejsca pracy, rzecz jasna.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 czerwca 2013 o 11:45

      Sfeminizowane miejsce pracy to jednak nie to samo, co mroczna piwnica z czymś takim: http://3.bp.blogspot.com/-YP2bSHl0BPY/UNmWOfGkAqI/AAAAAAAAMvk/FAS6aleoaSU/s1600/Magiel+r%C4%99czny+Zabytkowe+maszyny.jpg
      i skarbonką na opłaty wmurowaną w ścianę:))

      Odpowiedz
  5. Lirael pisze:
    13 czerwca 2013 o 05:19

    „Człowiek jestem rodzinny, więc na hazard puszczać się nie mogie” – ale cudne, zapisuję w zeszyciku ze złotymi myślami!

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      13 czerwca 2013 o 05:22

      Hasło powinno wisieć w każdym szanującym się domu:))

      Odpowiedz
  6. Anonymous pisze:
    13 czerwca 2013 o 14:58

    Radar. On the internet know more, can be purchased and look
    at this kind of Secura Turbocompresseur furnace
    articles for action. These particular wheat are designed simply enough proper in
    your ready-to-use variety.

    Check out my web page: oven crisper sheets

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT