Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Uboga krewna (Jules Verne, „Szkoła robinsonów”)

Posted on 16 lipca 201311 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Marzeniem każdego siostrzeńca jest bogaty i wpływowy wujaszek. Biada jednak lekkomyślnemu młodzianowi, gdy wuja urazi, szczególnie postępując wbrew jego woli.

Godfrey Morgan był sierotą, wychowywaną przez milionera Williama W. Kolderupa z San Francisco. Wuj z radością patrzył, jak Godfrey kocha się w Finie Hollaney, jego chrześnicy, również sierocie i również wychowance kalifornijskiego bogacza. Kolderup planował wyprawić im huczne wesele, kiedy lekkomyślny Morgan wyjawił mu swoje plany – otóż przed założeniem sobie na barki małżeńskiego jarzma zapragnął odbyć podróż po świecie, nabrać doświadczenia i zakosztować przygód. Krewki wujaszek zawrzał, ale ponieważ panna Fina nie sprzeciwiała się decyzji narzeczonego, więc i on uległ.
I oto Godfrey wyruszył w rejs statkiem należącym, jakże by inaczej!, do wuja. Do towarzystwa dostał swojego profesora tańca i dobrych manier, podejrzewanego przez Kolderupa o nabicie głowy siostrzeńca mrzonkami o dalekim świecie. Statek się rozbija, a młodzieniec i jego preceptor rozpoczynają życie robinsonów na bezludnej wyspie.
Wszystko jest zgodne ze schematem znanym chociażby z Daniela Defoe: szukanie schronienia, walka o ogień, znalezienie tajemniczej skrzyni pełnej niezbędnych przedmiotów, a nawet wyratowanie jeńca z rąk ludożerców. Czytelnik bez trudu odkrywa, co (czy raczej – kto) kryje się za katastrofą, tylko naiwnym bohaterom nic nie świta w głowach aż do ostatniego rozdziału. Godfrey odkrywa w sobie liczne pożyteczne talenty, o które nigdy byśmy go nie podejrzewali, i tylko profesor Tartelett pozostaje sobą i zdecydowanie protestuje przeciwko dłuższemu pobytowi w dziczy.

Rycina Leona Benneta
do pierwszego wydania, 1882 rok.
„Szkołę robinsonów” przeczytać można, nawet ma ona

nieco wdzięku i pewne walory rozrywkowe,

szczególnie w letni dzień, jest to jednak najsłabsza z Verne’owskich robinsonad, uboga krewna „Tajemniczej wyspy” i „Dwóch lat wakacji”. Fabularnie bez zaskoczeń, o jakimkolwiek pogłębieniu bohaterów mowy nie ma, a nieduża wyspa, na którą pisarz rzucił swoich rozbitków, nie daje mu okazji do szerokich opisów, chociaż i tak wycisnął z nich maksimum. Za to w wielu miejscach dochodzą do głosu typowe dla epoki poglądy rasowe. Oto w ładowni statku znaleziono pasażera na gapę, Chińczyka. Biedakowi grozi wyrzucenie za burtę, lecz wstawia się za nim Godfrey – przewiezienie Seng-Wu do Szanghaju uwolni Kalifornię od chociaż jednego przedstawiciela „żółtej zarazy”. Już na wyspie, gdy Morgan ratuje z rąk ludożerców Murzyna Karefinotu, rozbitkowie wielokrotnie podkreślają własną wyższość nad „dzikim” (do tego stopnia, że Godfrey nie pozwala Tartelettowi popisać się strzałem do zimorodka, bo „jeśli, na nieszczęście, nie trafi pan tego ptaka, ile stracimy w oczach Murzyna!”). Karefinotu nie jest też, zdaniem Morgana, odpowiednio zbudowany, by nauczyć się „cywilizowanych” tańców. Opinie bohaterów nie są zapewne opiniami autora, ale w żadnym miejscu narrator nie prostuje tych sądów i robią one na współczesnym czytelniku nieprzyjemne wrażenie.
I jeszcze wszystkim siostrzeńcom mającym wujaszka gwoli przypomnienia:

Jules Verne, Szkoła robinsonów, tłum. Joanna Guze, Bertelsmann 2002.

14 thoughts on “Uboga krewna (Jules Verne, „Szkoła robinsonów”)”

  1. olab pisze:
    16 lipca 2013 o 07:56

    Posiadam tę książkę w oryginale i od lat się za nią zabieram. Zawsze myślałam, że przez to język francuski, którego przez męki wieloletniej nauki nie lubię, tak mnie od tej lektury odrzuca. Widać jednak że Verne niekoniecznie pisał same arcydzieła.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 lipca 2013 o 19:04

      Arcydzieł to napisał góra pięć albo sześć, a reszta to rzemiosło. W tym wypadku raczej średnie.

      Odpowiedz
  2. Bazyl pisze:
    16 lipca 2013 o 08:54

    A wydawało mi się, że przeczytałem dużo vernów :-) Jeśli miałbym się zabierać do jego powtórki, to raczej klasyka z klasyki, „20 tysięcy …” albo „W 80 dni …”.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 lipca 2013 o 19:04

      Eee, powtórek mam dość, za to zostało mi jeszcze kilka nieprzeczytanych bestsellerów typu „Zielony promień” :P

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      17 lipca 2013 o 10:14

      Mam nadzieję, że z tym „mam dość”, to odnosisz się do Verna? Bo jak nie, to nieładnie. Najpierw podburzyć tłumy plebiscytem, a potem „mam dość”? :P

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      17 lipca 2013 o 19:32

      Do Verne’a, a jakże.Innych autorów sobie powtarzam z przyjemnością. Na razie :P

      Odpowiedz
  3. Lirael pisze:
    16 lipca 2013 o 13:13

    Myślę, że lekko zużyty temat robinsonady mogłoby uratować ujęcie humorystyczne, ale chyba u Verne’a nie było z tym najlepiej.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 lipca 2013 o 19:05

      Humor miał wprowadzać profesor tańca, ale jest raczej irytujący niż zabawny. A humor u Verne’a się zdarza, chociaż dość specyficzny.

      Odpowiedz
  4. Aine pisze:
    16 lipca 2013 o 14:29

    W swoim czasie Verne’go czytałam niemal wszystko, ale Szkoły robinsonów nie pamiętam.
    Ta nowa okładka bardzo mi się nie podoba…

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      16 lipca 2013 o 19:06

      Okładka faktycznie przeciętna i niezbyt związana z treścią.

      Odpowiedz
  5. Marlow pisze:
    19 lipca 2013 o 12:32

    A ja wziąłem inną książkę Verne o siostrzeńcu i wujaszku – „Podróż do wnętrza ziemi” :-)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      19 lipca 2013 o 19:30

      „Podróż” mi się nawet podobała, chociaż prawdopodobieństwo na kołku trzeba odwiesić:)

      Odpowiedz
    2. Marlow pisze:
      19 lipca 2013 o 22:32

      No nie, prawdopodobieństwa nawet gdy czytałem ją pierwszy raz nawet nie próbowałem się doszukiwać chociaż przyznaję runy mi się podobały i to przez Verne’a między innymi przeczytałem „Dzwon Islandii” :-)

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      20 lipca 2013 o 19:32

      Runy tak, dinozaury pod ziemią nie:) Taki sam kit jak Świat zaginiony Conan Doyle’a, chociaż i tak nieźle się czyta.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. 
Przekład Tomasz Bieroń
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Dwie dziurki w nosie i skończyło się. „Niebieskie buty” to ostatni tom opowieści o mme Ramotswe i jej Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1 wydany po polsku. Autor dawno temu przestał udawać, że to będzie kryminał; ewentualne śledztwa są tu jedynie pretekstami do picia herbaty (często z pączkami) i niespiesznych rozważań nad sensem życia oraz zaletami i wadami ludzi: „Większość problemów można by załagodzić, gdyby ludzie częściej pili herbatę i oddawali się przemyśleniom, które podczas picia herbaty są najbardziej owocne”. Moim zdaniem nie ma nic bardziej relaksującego nad te pogwarki, przerywane niekiedy kontemplacją krajobrazów Botswany, kraju, w którym ceni się tradycję, życzliwość i uprzejmość, chociaż w tym tomie pojawia się też akcent bardziej współczesny – kiedy to niewczesne przyznanie się do feminizmu niemal kładzie kres bardzo dobrze się zapowiadającemu związkowi. Przekład Tomasz Bieroń
1 miesiąc ago
View on Instagram |
1/5
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Minął miesiąc, więc czas na drugą część jubileuszowego zestawienia całkowicie arbitralnie wybranych biografii, o których pisałem przez minione piętnaście lat. Bierzcie i czytajcie, może znajdziecie coś dla siebie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
1 miesiąc ago
View on Instagram |
2/5
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia.
Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Natalia nie jest typową bohaterką opowiadań publikowanych w serii „Portrety”: licealistką borykającą się z problemami domowymi, szkolnymi czy pierwszą miłością. Skończyła studia, pracuje, nawet wyszła za mąż. Ale wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania tkwią w niej głęboko, unieszczęśliwiają i nie pozwalają prowadzić spokojnego życia. Opowiadanie Wiesławy Oramus nie jest lekturą łatwą i ze względu na bolesną tematykę, i swoją konstrukcję: przeskoki czasowe, niedopowiedzenia, introspekcje. Zdecydowanie jest to bardziej rzecz przeznaczona dla dorosłych niż dla nastolatków, bardzo dobry portret dziewczyny – kobiety obciążonej pokoleniową traumą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
3/5
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Z okazji piętnastolecia blogowania chciałbym przedstawić szczególnie ważne książki, jakie w tym czasie poznałem. W pierwszym wpisie znalazły się biografie i wspomnienia, pierwsza siódemka (z czternastu) książek, które łączy jedno: do dziś, mimo upływu często wielu lat, nadal pamiętam, czemu zrobiły na mnie wrażenie, wciąż mogę przywołać wiele epizodów z życia ich bohaterów, odtworzyć ich sylwetki. Cały wpis już na blogu, link w bio.
2 miesiące ago
View on Instagram |
4/5
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. 
„Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Zbigniew A. Królicki
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Czort Tanner, skazany za potrójne morderstwo, dostaje szansę wyjścia z więzienia: jego winy zostaną mu odpuszczone, jeśli zdoła przewieźć szczepionkę z Kalifornii do Bostonu, pustoszonego przez zarazę. Tanner rusza w drogę dobrze wyposażony i uzbrojony, ale to od jego sprytu, determinacji i umiejętności zależy, czy wypełni misję i przeżyje, by móc skorzystać z obiecanej wolności. „Aleja Potępienia” to pochłaniająca właściwie od samego początku powieść akcji w postapokaliptycznych dekoracjach. Nie o scenografię tu jednak chodzi, ale o obserwowanie zmagań Tannera z tymi skrajnymi warunkami i z samym sobą. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Zbigniew A. Królicki
3 miesiące ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT