Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Wyścigi w starej prasie: Derby warszawskie 1913 roku

Posted on 7 lipca 20135 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)

Ponieważ mamy pierwszą niedzielę lipca, na służewieckim torze o godz. 16.15 rozpocznie się najważniejsza gonitwa sezonu, czyli Derby. Mimo znaczenia tej gonitwy dla hodowców i właścicieli koni oraz miłośników wyścigów, nie możemy liczyć na to, że w prasie ukaże się coś ponad ogólnikowe wzmianki. Inaczej bywało sto lat temu, gdy gazety szczegółowo rozpisywały się o tym wydarzeniu, chociaż, jak wynika z cytowanego niżej sprawozdania „Kuriera Porannego” z 2 czerwca 1913 roku, niekoniecznie reporterzy skupiali się na rywalizacji na bieżni.
Co za tłok! Korytem ulicy Kaliksta sunął nieprzerwany łańcuch powozów, dorożek, automobilów, koczów etc… zaś po chodnikach tej ulicy płynęły dwa gęste, jak kisiel, strumienie pieszej publiczności. Woźni, stojący u bram pola wyścigowego, świecili się od potu, bowiem podejmowali pracę nad siły zwyczajnych śmiertelników. 
Słońce zrazu spoczywało za firanką chmur, ale po niedługim czasie zapewne źle widząc morze eleganckich warszawian, rozdarły firankę raptownie i ozłociło przemiłem spojrzeniem trybuny główne, trybuny niegłówne i toalety pań… co za toalety! 
Sportowcy kategorji najkarniejszej przybyli na derby w cylindrach i czarnych anglezach, z lornetkami na czarnym rzemieniu, w lakierkach, z laskami, z garścią biletów totalizatorowych w urękawiczonej dłoni. W sercu pieścili nadzieję wygranej, w oczach manifestując wielkobrytański lód. Sportowcy-dandy, czyli gentlemani-indywidualiści, coś w rodzaju anarchistów towarzyskich, zjawili się nie w haute forme, nie w przepisanym mundurze cywilnym, ale w kostjumach, że tak powiem, niezależnych. Były tu więc i granatowe marynarki, i szare, i zielonkawe, i bronzowawe, były tu i rozmaite, świetne w gatunkach, nakrycia głowy: kapelusze miękie i słomkowe. No… i była trzecia kategorja gentlemanów, gentlemanów nieco pod względem szyku zaniedbanych. Ci najnamiętniej oddawali się grze totalizatorskiej. 
Panie wyglądały uroczo. Mieniły się tropikalną rozmaitością barw swoich szat, szalów i pończoszek w kostkach. Nad polem, zajętem przez publiczność, unosił się szum rozmów. Zapytywano o znajomych i o nazwiska pań, których toalety zwracały szczególną uwagę. Ktoś uczynił spostrzeżenie, że niezbyt licznie jest na derbach reprezentowana arystokracja. Ktoś drugi dosyć złośliwie odpowiedział, że arystokracja teraz woli siedzieć w czterech ścianach. Różne, zaiste, są sporty…! […] 
Specjalny delegat naszej redakcji notował piękniejsze toalety pań. Czytajcie poniżej. Nasze urocze panie prawie wspanialej się ubierają dla wyścigowego konia niż dla włoskiego tenora. Szczęśliwy koń! Doprawdy, dobrze jest być w naszem społeczeństwie koniem!
Elegantki na torze w Longchamps, 1912 r.
***
Jak zwykle „Derby” jednocześnie jest przeglądem letnich tualet. 
Sądząc z wczorajszych tualet, sezon obecny niema żadnych uprzywilejowanych barw, gdyż tualety mieniły się od najróżnorodniejszych kolorów, tak pastelowych, jak i ciemnych, a nawet czarnych. Zwłaszcza dużo jest noszonych czarnych płaszczów, które koniecznie muszą być zrobione z jedwabnych tkanin, a skrojone podług ostatniej mody, tj. u dołu z przodu otwarte. 
Na kapeluszach stosunkowo mało kwiatów, natomiast pióra strusie ciągle nie przestają być modne. Przybranie kapeluszy iluzją, tiulem lub wstążkami jest rzadsze.
Zazwyczaj damy z loży członkowskiej imponowały przepychem biżuterji. Obecnie nie wiele jej się widzi, najwyżej jeden sznurek pereł otacza szyję — natomiast egret, fermoirów, brosz, przypinek itp. prawie że się nie używa. 
Jedną z piękniejszych tualet miała Stanisławowa ks. Lubomirska. Suknia jedwabna perłowego koloru, stanik przybrany różową materją; płaszcz z lekkiej tkaniny niebieskiej w pasy, duży czarny kapelusz okolony białemi piórami strusiemi.
Karolowa hr. Skarbkowa miała suknię jedwabną ciemną, kapelusz z czerwonemi strusiemi piórami; szal gronostajowy.
Józefowa Iżycka była w tualecie z różowej mieniącej się lekkiej materji; szal z tej samej tkaniny, co suknia; toczek czarny.
Hr. Nierodowa była w sukni białej u dołu haftowanej „en relief” w kwiaty; takie same kwiaty kolorowe na staniku. […]
Michałowa Tabęcka była w sukni popielatej, stanik miała w złote stare desenie i koronki; kapelusz ze złotej słomy.
Margrabina Eliza Wielopolska była w sukni z bronzowej materji pokrytej jedwabnemi haftami na „crepe de chine”, płaszcz pluszowy z gronostajowym szerokim kołnierzem i takiemi samemi mankietami. […]
Suknie letnie 1913 rok.
I teatralne sfery były licznie reprezentowane. Toalety, jak zwykle, naszych pań z teatru

odznaczały się gustem i pomysłowością.

Marcello-Palińska była w toalecie jedwabnej koloru perłowego, miała duży kapelusz z czarnej iluzji.
Lucyna Messalówna miała piękna toaletę koloru piaskowego, przybraną koronkami weneckiemi, oryginalnego kroją żakiet czarny, tegoż koloru kapelusz z rajerami.
Wojciechowa Brydzińska była w jedwabnej białej spódniczce, pokrytej gazą, miała żakiet tegoż koloru z jedwabiu w deseń, kapelusz słomkowy, przybrany dużą różą i tiulem.
Helena Sulima była w kostjumie białym wełnianym w drobne paseczki, miała kapelusz i żakiet dowcipnie przybrane w polne kwiaty.
Marja Pawińska miała białą jedwabną spódniczkę, stanik długi we wzorzyste kwiaty, kapelusz z lila słomy.
Marja Tracikiewiczówna była w jedwabnej sukni koloru orange, pokrytej przezroczystą białą gazą i przybrana koronkami, kapelusz w tym samym kolorze, co suknia, przybrany paradiesami.
Antonina Leszczyńska była w toalecie ciemnolila, miała żakiecik swobodnie skrojony i przybrany białemi koronkami, kapelusz biały z bogato przybrany rajerami.
***
Dzień walki o „błękitną szarfę” Warszawy odbył się w warunkach mało zajmujących, gdyż udział w spółzawodnictwie wzięły tylko dwie stajnie, najpotężniejsza w Państwie stajnia młocińska pp. Łazarewów i Wł. ks. Lubomirskiego. Każdej z tych stajni stanęło do startu po 2 konie. Jak to łatwe było do przewidzenia, dwa pierwsze miejsca zdobyły konie łazarewowskie, przy dość słabym rekordzie, bo wygrano w czasie 2 m. 43¾ s., gdy ub. roku Gajda, Białobłockich przy mniej pomyślnym torze pobiła Irona, Groga. Dargot i Izadorę w 2 m. 40½ s. o 2 dług. […]
Dzięki sprzyjającej pogodzie osób na „turfie” było niezwykle dużo, o wiele więcej niż lat poprzednich, gdyż chwilami tak się tłoczono, iż trudno się było dostać do trybun. Loże wszystkie zajęte; nawet w trybunach członkowskich tym razem nie było przestronno. 
Ponieważ oprócz ostatniej gonitwy, koni prawie że nie wycofano, gra również była ożywiona, a totalizator francuski był czynny aż w dziewięciu biegach. […]
Całe sprawozdanie można znaleźć na stronie 100lattemu.pl. Tamże dokładny opis najmodniejszych sukien letnich.
A tu jeszcze przedsmak dzisiejszej rywalizacji:

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

30 thoughts on “Wyścigi w starej prasie: Derby warszawskie 1913 roku”

  1. duchowa pisze:
    7 lipca 2013 o 07:56

    Zakładasz cylinder i lakierki, czy zaliczysz się do „gentlemanów nieco pod względem szyku zaniedbanych”? :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 lipca 2013 o 08:26

      Lokaj glansuje lakierki, cylinder już wyczyszczony:) Mimo tego stroju zamierzam „najnamiętniej oddawać się grze totalizatorskiej” :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. duchowa pisze:
      7 lipca 2013 o 08:39

      To dużych wygranych życzę :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      7 lipca 2013 o 09:04

      I nawzajem :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Taki jest świat pisze:
    7 lipca 2013 o 08:35

    Nie ma jak dawnych wspomnień czar :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  3. Marta Kornelia pisze:
    7 lipca 2013 o 15:18

    Aż się rozmarzyłam czytając o dawnych świetnościach. Aż z chęcią przeniosłoby się w czasie.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. momarta pisze:
    7 lipca 2013 o 21:29

    To ja poproszę taki duży kapelusz z czarnej iluzji! Doprawdy, szczęśliwe konie, że widziały takie tualety!:P

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 lipca 2013 o 04:17

      A iluzja ma być ze strusim piórem czy wstążką?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. momarta pisze:
      8 lipca 2013 o 05:30

      Mam wrażenie, że iluzja jest zamiast czegoś, także zamiast piór i wstążek, ale jeśli miałoby to poprawić poziom doznań wśród koni, to poproszę i strusie pióra, i dużo wstążek, a na deser – kwiaty!:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 lipca 2013 o 05:50

      Kwiaty to chyba na deser dla zwycięskiego konia? Chociaż on by pewnie wolał pęczek marchwi :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. momarta pisze:
      8 lipca 2013 o 07:08

      Oczywiście, że o deser dla konia chodziło! Pęczek marchwi też dałoby się pewnie wkomponować w całość; nie wiem tylko jak koń zniesie fakt, że wszystko będzie owiane woalem iluzji?:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 lipca 2013 o 07:10

      Sprytny konik spożyje marchewkę, nie tykając woalu, i jeszcze się o cukier w kostkach upomni :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. momarta pisze:
      8 lipca 2013 o 08:46

      Ciekawe, czy potem beknie z uciechy, czy raczej zarży żałośnie, doświadczając boleśnie na własnym żołądku, że może i można żyć iluzją, ale najeść to się nią nie da:(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      8 lipca 2013 o 08:57

      Marchewka przecież iluzoryczna nie będzie, chyba że zamierzasz okantować niewinne zwierzątko :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Bazyl pisze:
    10 lipca 2013 o 05:59

    Kurka, plotek z początku ubiegłego wieku, jako żywo. A w co byli ubrani dżokeje czy choćby słowo o koniach to pies? A propos, macie w stolycy wyścigi psów? :D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 lipca 2013 o 07:23

      Ani wyścigów psów, ani walk kogutów… A dżokeje zwykle ubrani są w kolory stajenne, koń zaś, jaki jest, każdy widzi:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      10 lipca 2013 o 07:31

      To może choć tańczącego niedźwiedzia? A o konia do oglądania, to i we wiosce coraz trudniej :(

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 lipca 2013 o 08:21

      U nas na wsi się wczoraj dwa kucyki przy drodze pasły :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      10 lipca 2013 o 08:46

      To bardziej wiejska wieś niż nasza :) Choć kłóciłbym się czy kuc to koń :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      10 lipca 2013 o 08:47

      Cztery kopyta i ogon, znaczy koń:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      11 lipca 2013 o 05:51

      Krowy Cię pozwą za obrazę :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 lipca 2013 o 05:53

      Krowa to ma cztery kopyta, ogon i rogi, różnica oczywista :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      11 lipca 2013 o 06:46

      Osły? :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 lipca 2013 o 06:47

      Osioł ma uszy :P Coś kolega dociekliwy dziś :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. Bazyl pisze:
      12 lipca 2013 o 05:41

      Sugerujesz, że koń nie ma? :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 lipca 2013 o 06:36

      Osioł ma TAKIE uszy :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. Bazyl pisze:
      12 lipca 2013 o 19:12

      Pas! :-)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      12 lipca 2013 o 19:28

      Eeee, tego się nie robi koledze, panie dziejku :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Agnes pisze:
    17 lipca 2013 o 20:44

    O jejku, ale super, obywali się bez fotek tualet, wszystko wiadomo!

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. zacofany.w.lekturze pisze:
    17 lipca 2013 o 20:45

    Obywali się też bez fotek koni, obawiam się :(

    Wczytywanie…
    Odpowiedz

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d