Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Czarne Stopy znów działają (Seweryna Szmaglewska, „Nowy ślad Czarnych Stóp”)

Posted on 9 września 201310 października 2017 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Po powrocie z obozu w Górach Świętokrzyskich Czarne Stopy i ich koledzy z drużyny muszą jakoś zagospodarować drugi miesiąc wakacji. Zanim jednak zdążą coś wymyślić, drużynowy przedstawi im nowego kolegę.

Tadek Pióro nie ma stopy; stracił ją w dramatycznych okolicznościach. Wygnany w mróz z domu przez ojczyma, nocował w stogu siana. Skutkiem odmrożenia była amputacja. Czarne Stopy nie mają pojęcia, że nowy – na dodatek „kuternoga”, jak nazywa go jeden z chłopców – skieruje ich energię i pomysłowość w niespodziewanym kierunku. Harcerze zaczną pomagać niepełnosprawnym rówieśnikom, staną się też uczestnikami wydarzeń dramatycznych i bolesnych. Nie zabraknie jednak okazji do znakomitej zabawy, a humory nie przestaną dopisywać.
Druga książka o przygodach zastępu Czarnych Stóp to

mnóstwo śmiechu, docinków, zwariowanych pomysłów i wszędobylskich szczeniaków

przywiezionych z gór. Mamy konkurs na najinteligentniejszego psa, przygody „malarza ogonowego” czy bieg harcerski. Równocześnie jednak Szmaglewska wprowadza poważniejsze tony. Mowa jest o przemocy w rodzinie – jej ofiarą padł Tadek, jeden z pacjentów ośrodka rehabilitacji był bity przez ojca pijaka („dla wielu takie dziecko to powód udręki, wstydzą się, że mają w domu kuternogę”). Drugi, szerzej potraktowany temat to niepełnosprawność. Mam wrażenie, że to pierwsza książka, w której go na taką skalę podjęto. Ze swego dzieciństwa pamiętam, że nie widywaliśmy rówieśników na wózkach czy o kulach. Siedzieli w domach pozbawionych podjazdów i wind, których nie było zresztą i w naszej szkole. O usuwaniu barier zaczęto mówić chyba dopiero u schyłku lat osiemdziesiątych, a integracyjne placówki powstały jeszcze później – moje liceum przystosowywano do potrzeb niepełnosprawnych, gdy byłem w klasie maturalnej. Tymczasem w książce psycholog wyrażała opinię, która podważa sens integracji: „Dotychczas uważano, że dziecko ułomne czuje się najlepiej pomiędzy rówieśnikami zdrowymi. Błąd oczywisty! Rezygnowało w otoczeniu silnych kolegów nie tylko ze sportu i zajęć naprawdę dla siebie niebezpiecznych, ale ze wszystkiego. Było kimś innym. Właśnie kuternogą”. Czy to oznacza, że w ciągu kilkudziesięciu lat od napisania tych słów poglądy znów się odwróciły?
Przytoczona wyżej zasada nawet w książce nie była stosowana konsekwentnie, skoro harcerzom pozwolono się włączyć w życie kolonii leczniczej, a jej uczestników zachęcano do zabawy ze zdrowymi rówieśnikami: były wspólne ogniska, konkurs psich mądrali, teatrzyk kukiełkowy, bieg harcerski – wszystko, co mogło korzystnie wpłynąć na psychikę niepełnosprawnych, oderwać od myśli o własnej niepełnosprawności, pozwolić na rozwinięcie ukrytych zdolności, podnieść wiarę w siebie. Harcerze zaś dostają lekcję tolerancji i empatii, uczą się pomagać i wspierać nowych kolegów, nawiązują sympatie i przyjaźnie.
Na zakończenie pojawia się jeszcze jeden temat, podany w patetycznej oprawie – wojna i walka z okupantem, ale też zmienianie świata, by stał się miejscem bezpiecznym dla wszystkich. Dalej aktualnie brzmi powtarzający się motyw, że

za mało wiemy o historii nie tylko całego kraju, ale i naszej najbliższej okolicy, miasta, wsi czy ulicy.

Pół żartem, pół serio zwrócę jeszcze uwagę na prezentowany przez Czarne Stopy męski szowinizm. Oto na wiadomość, że kobieta kieruje ośrodkiem rehabilitacji, podnoszą się głosy: „Ejże?! Kobieta? Bujda! Niemożliwe”. Kolejna nietaktowna uwaga („Co wy dziś tak pytlujecie? Do żeńskiej drużyny was zapisać”) spotkała się już z odpowiednią ripostą ze strony szkalowanych druhen. Niewiele jest natomiast w książce tak lubianych przeze mnie małych realiów: szczytem motoryzacyjnego luksusu jest nyska, a w charakterze aktualnych przebojów występują „Kormorany” i „Lato, lato”.
Nowy ślad Czarnych Stóp lubię chyba bardziej niż pierwszą część, chociaż to, co napisałem wyżej, wskazywałoby raczej, że mamy do czynienia z nudami otoczonymi dydaktycznym smrodkiem. Nic bardziej błędnego. Szmaglewska doskonale połączyła w całość żywiołowy humor i kwestie poważniejsze, które są niekiedy przedstawiane dość łopatologicznie, na zasadzie wykładu wygłaszanego przez dorosłych – na szczęście jednak w strawnych, dobrze rozłożonych dawkach. 

Seweryna Szmaglewska, Nowy ślad Czarnych Stóp, Książka i Wiedza 1994.

Udostępnij:

  • Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
  • Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
  • Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
  • Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
  • Kliknij, aby udostępnić na Threads (Otwiera się w nowym oknie) Threads
  • Kliknij, aby udostępnić na Bluesky (Otwiera się w nowym oknie) Bluesky

Dodaj do ulubionych:

Lubię Wczytywanie…

44 thoughts on “Czarne Stopy znów działają (Seweryna Szmaglewska, „Nowy ślad Czarnych Stóp”)”

  1. Bazyl pisze:
    9 września 2013 o 06:41

    Temat przemocy w rodzinie został zasygnalizowany również w pierwszej części. Ja chwilowo (po czytanym właśnie „Felixie ….”), rezygnuję z młodzieżówki, więc porównanie obu „Czarnych …” na razie nie będzie :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 06:43

      Pamiętam, ale jednak mniej dobitnie temat został potraktowany. Czyżby Felix Cię zawiódł, że sobie odpuszczasz?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      9 września 2013 o 06:54

      A nie, nie! Choć, jak się pewnie domyślasz, zastrzeżenia mam :P Po prostu starym człek, lato się kończy, może by coś wrzucił poważniejszego na czytelniczy ruszt :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 06:57

      Już się zestrachałem, że będziesz krytykował. No jesień, jesień, też bym poczytał coś poważniejszego, ale dalej nie mogę się skupić na niczym, co ma więcej niż 200 stron:) Te Czarne Stopy to był krzyk rozpaczy, bo już nic mi nie wchodziło:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      9 września 2013 o 07:05

      czytelnicze zatwardzenie. Każdy z nas przerabiał. Nalewki rób i odpoczywaj od słowa pisanego :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 07:06

      To jest jakaś myśl:) Mam do przerobienia nadmorskie bursztyny i zamrożoną na kość żurawinę, przynajmniej jakiś pożytek z tego nieczytania będzie:P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      9 września 2013 o 07:42

      Wiesz, niektórzy faceci przeciwdziałając zbytniemu wścibstwu żon, ten proceder także nazywają „czytaniem” :P

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 07:44

      Czytanie połączone z czytaniem, hmm:) Ale to dopiero w weekend mogę wypróbować:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Bazyl pisze:
      9 września 2013 o 07:52

      Tylko uważaj na najbardziej wiekowe „rękopisy”, takie powyżej 70 „stron”, jeśli wiesz co mam na myśli ;)
      PS. I tak od szczytnych idei harcerskich, zajechaliśmy w komentarzach do piwniczki z nalewkami. Ale ze mną tak zawsze :)
      Ad rem. Rzeczywiście, jak sięgnę pamięcią, to w książkach młodości nie mogę sobie przypomnieć niepełnosprawnych bohaterów.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 07:55

      Takie rękopisy to miewa moja teściowa, rzadko korzystam, bo mi potem oko lata i o czytaniu mowy nie ma:P Nalewki przy harcerzach faktycznie jakoś nie bardzo, ale nie stresuj się – blogowanie poszerza horyzonty, a luźna gra skojarzeń to już w ogóle fajna sprawa:)
      Pamiętam, że u Szczygła był niewidomy chłopak i to chyba wszystko.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    10. Lirael pisze:
      9 września 2013 o 16:52

      Jeszcze w „Spotkaniu nad morzem” Jadwigi Korczakowskiej była niewidoma dziewczynka.
      Mnie przerażeniem napawa jak kiedyś traktowano dzieci niepełnosprawne umysłowo czy z zaburzeniami psychicznymi, to już w ogóle było całkowite wykluczenie.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 17:17

      Rzeczywiście, upośledzenie umysłowe to już w ogóle było wykluczenie. Koło mojej szkoły była szkoła specjalna, o której krążyły rozmaite wstrząsające legendy. Rozmaitych leniwych w nauce straszono, że trafią do „dziewięć dziewięć”, bo taki miała numer ta szkoła.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    12. Lirael pisze:
      9 września 2013 o 17:27

      W Lublinie też była szkoła-symbol i przedmiot docinków, numer 26, więc to niestety był chyba ogólny trend.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    13. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 17:29

      A uważasz, że teraz jest lepiej pod tym względem?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    14. Lirael pisze:
      9 września 2013 o 17:42

      Nie jest idealnie, ale na pewno lepiej, choć akurat takie deficyty u dzieci narażone są najbardziej na kpiny i docinki rówieśników. Obok mojej szkoły jest przedszkole dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo, które cieszy się bardzo dobrą opinią i niedaleko miejsce zbiórek, w którym codziennie gromadzą się rodzice ze starszymi dziećmi z takimi problemami, przyjeżdża specjalny busik i zabiera je do ośrodka, w którym mają zajęcia. Kiedyś chyba w ogóle nie było o czymś takim mowy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    15. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 19:11

      Zastanawia mnie ten rozdźwięk: z jednej strony integracja, z drugiej – że to niekoniecznie dobre. Nie wiem, czy to kwestia różnych czasów, czy też do dziś oba poglądy mają wyznawców.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    16. Lirael pisze:
      9 września 2013 o 19:21

      W każdym razie ostatnio coraz mniej słychać o klasach integracyjnych. Ciekawe, na ile jest to świadoma rezygnacja z eksperymentu, a na ile brak funduszy.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    17. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 19:39

      Zważywszy na to, ile pieniędzy pochłonęło przystosowanie budynków, mam nadzieję, że koncepcja nie upadła z braku dużo mniejszych środków na bieżącą pracę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    18. Lirael pisze:
      10 września 2013 o 04:52

      Poza tym dla dzieci z różnymi deficytami to naprawdę jest szansa na naturalny kontakt z rówieśnikami. Zastanawiam się tylko, czy nie byłoby teraz kłopotu z naborem dzieci zdrowych do takich klas – niektórzy rodzice planują potomstwu karierę od przedszkola, a w wyścigu szczurów mniej sprawni koledzy z klasy mogą przeszkadzać.
      Wczoraj zaczęłam czytać „Wśród obcych” Jo Walton i okazało się, że bohaterką jest niepełnosprawna dziewczynka, która podobnie jak Tadek ma problem z nogą.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    19. Agnes pisze:
      11 września 2013 o 21:25

      Jeśli chodzi o lekturę z niepełnosprawnymi dziećmi, polecam „Dziewczynkę spoza szyby”, piękne.

      Hm, jeśli chodzi o kontakt dzieci… zaczynam powoli się orientować w temacie. W moim mieście jest przedszkole integracyjne (tam planuję posłać córę), do którego zapisała córkę moja koleżanka, żeby (cytat niedokładny) „dziecko uczyło się, że ludzie są różni i tacy mają być”.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    20. zacofany.w.lekturze pisze:
      11 września 2013 o 21:34

      Charlewska jakoś nigdy mi w ręce nie wpadła, a już parę osób mi mówiło, że warto. A motywacja przedstawiona przez Twoją koleżankę bardzo mi się podoba.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  2. Marlow pisze:
    9 września 2013 o 12:22

    Czytałem tylko pierwszą część ale nic już z niej nie pamiętam. Dla mnie Szmaglewska to jednak przede wszystkim „Dymy …” a potem „Niewinni …”

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 12:35

      Niewinnych nie zmogłem, odstręczył mnie sposób opowiadania, taki urywany, zupełnie inny niż w Dymach.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Marlow pisze:
      9 września 2013 o 13:07

      Faktycznie, nie robią takie wrażenie jak „Dymy …” ale to może też i przez tematykę. Wydaje mi się, że dzisiaj obie książki trochę wyblakły ale „Dymy …” jeszcze zamierzam sobie przypomnieć.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 17:19

      Dymy słabo pamiętam, ale Zapowiada się piękny dzień jakoś szczególnie się nie zestarzało.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Marlow pisze:
      9 września 2013 o 17:46

      O tym to nawet nie słyszałem.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 19:14

      To coś w rodzaju kontynuacji Dymów, pisałem o tej książce całkiem niedawno – moim zdaniem bardzo dobra.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  3. Krasno Ludek pisze:
    9 września 2013 o 13:45

    Uwielbiam tę książkę! Uratowała mnie kiedyś od mega nudy!;D

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  4. Lirael pisze:
    9 września 2013 o 16:54

    Na czym polegał konkurs psich mądrali? A nuż Nela i Bonnie miałyby jakieś szanse. :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 17:19

      Jeżeli jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji złapałyby główną serdelkową nagrodę i zwiały w krzaki, to otrzymałyby tytuł mistrzowski:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      9 września 2013 o 17:29

      A to jest całkiem prawdopodobne, ostatnio chybcikiem coś mi wyjadły z siatki, więc mogłyby zawalczyć o laur psich mądrali. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 17:39

      Zdecydowanie:) Może warto by czempionki skonfrontować z koleżeństwem z okolicy?

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      9 września 2013 o 17:44

      Sprawę przemyślę, ale obawiam się, że serdelki zamienią sportową rywalizację w coś zupełnie innego. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 19:18

      Zawsze może to być konkurs na najlepiej wychowanego psa, który najdłużej powstrzyma się przed dopadnięciem serdelków:P Chociaż dzisiejszych serdelków na nagrodę bym nie polecał, szkoda zwierzaków:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    6. Lirael pisze:
      9 września 2013 o 19:26

      No nie, w takim konkursie to odpadamy w przedbiegach. :) Ostatnio moja mama oświadczyła, że po przeczytaniu jakiegoś artykułu o tajnikach produkcji parówek, natychmiast przestała je jeść, ale uczestniczek turnieju takie drobiazgi na pewno by nie zraziły, wręcz wzmogłyby wolę walki. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 19:43

      Tyle że potem by odchorowały tę nagrodę.

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    8. Lirael pisze:
      10 września 2013 o 04:42

      A może byłyby żywą ilustracją maksymy „to co nas nie zabije, to nas wzmocni”. :)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  5. Anonymous pisze:
    9 września 2013 o 20:42

    „Nowy ślad Czarnych Stóp lubię chyba bardziej niż pierwszą część”

    Mam tak samo – obie części czytałam pod koniec podstawówki, czyli ładnych kilkanaście lat temu, i dużo bardziej pamiętam „Nowy ślad…”, bo czytałam go na pewno więcej niż raz. Bardziej przemówił do mnie Tadek Pióro i to, jak pod jego wpływem zmienił się jeszcze ten drugi chłopiec, bohater „Śladu Czarnych Stóp” (teraz nie pamiętam, jak się nazywał).

    Fajnie, że ktoś jeszcze wraca do młodzieżowej klasyki, teraz już raczej słabo obecnej :) Ja się raczej na to nie odważę – nie chcę niszczyć swoich czytelniczych wrażeń sprzed tych nastu lat. To, co było kiedyś świetne, niech takie pozostanie ;)

    Irm

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      9 września 2013 o 20:48

      Ten drugi chłopiec to Marek Osiński.
      Mój, ale nie tylko, przykład pokazuje, że wiele książek, które kiedyś wydawało się świetne, i teraz się broni, dlatego warto czasem spróbować do nich wrócić:)

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      10 września 2013 o 13:11

      Wracają, wracają i nawet o tym piszą – http://klasykadlamlodych.blogspot.com/ :D

      Wczytywanie…
      Odpowiedz
  6. Esa Czyta pisze:
    10 września 2013 o 14:05

    Nigdy o tej książce nie słyszałam :) Aż do teraz oczywiście :) Zapamiętam ją sobie :)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  7. PIOTR BOLC pisze:
    10 września 2013 o 17:56

    To nie moje pokolenie, ale przeczytałem kiedyś;)

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  8. annybloog pisze:
    18 października 2013 o 16:53

    Jedna z pierwszych książek jakie przeczytałam z przyjemnością… W czasach zamierzchłych, ale jednak.

    Wczytywanie…
    Odpowiedz
  9. Pingback: Z życia drużynowej (Halina Rudnicka, „Szeryf w spódnicy”) – Zacofany w lekturze

OdpowiedzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email, aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Wyszukiwanie

Instagram

Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Jest 5 stycznia, jest impreza. Piętnaste urodziny bloga, który co prawda dalej haniebnie zaniedbuję i który czytają tylko najwytrwalsi z wytrwałych, ale który trwa sobie, bo kto mu zabroni... Zapraszam więc na tradycyjne podsumowanie ubiegłego roku z tradycyjną częścią nieoficjalną. Całość na blogu, link w bio.
1 tydzień ago
View on Instagram |
1/5
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Potencjalnych czytelników hardohordzianej (hardohordziej?) antologii „Cztery trupy w barszcz” ostrzegam, że nieprzyzwyczajonym zaszkodzić może stężenie bożonarodzeniowej atmosfery podkreślonej w opowiadaniach Anety Jadowskiej i Magdaleny Kubasiewicz potężną dawką akcesoriów rodem z hallmarkowego filmu świątecznego. Pomijając to głębokie zanurzenie w barszczykach, sernikach, grzańcach i brokatowych bombkach, obie autorki napisały całkiem zgrabne historie kryminalne z dodatkiem elementów pokrzepienia duchowego. Marta Kisiel z kolei pokazała, ile determinacji i oblizanych pierniczków potrzeba, żeby święta w ogóle mogły się odbyć, a także jak bardzo ostrożnie należy obchodzić się z bigosem. Milena Wójtowicz szczęśliwie darowała sobie bożonarodzeniowe klimaty, choć podkreśliła magiczną moc tego okresu oraz stworzyła postać wiedźmy włosingowej, specjalistki od rozczesywania kołtuna. Cały tom jest bardzo udany, podobnie jak drugi tom wampirzych opowieści Wójtowicz. „W cieniu dnia” to dalszy ciąg losów Aśki zmienionej w wampirzycę i, trochę wbrew woli, w przywódczynię wampirzego gniazda. Bohaterka i jej znajomi dynamicznie badają możliwości stwarzane przez nowe (nie)życie, ze szczególnym uwzględnieniem kimchi jako broni ofensywnej. Zabawne, bezpretensjonalne, może trochę miejscami chaotyczne, ale zrzućmy to na dezorientację, jaką budzi u bohaterów sos czosnkowy i zapach wilkołaków.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
2/5
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku!
Cały tekst już na blogu, link w bio.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Na kilka dni przed piętnastymi urodzinami bloga (ależ ten czas leci!) zapraszam na tradycyjny końcoworoczny przegląd najchętniej czytanych wpisów. Co prawda, słupki statystyk na blogu w tym roku raczej nie były wysokie, ale zestawienie wyszło całkiem zacne. Czytajcie, nadrabiajcie, jeśli coś Was ominęło! No i oczywiście niech Wam się wiedzie w nowym roku! Cały tekst już na blogu, link w bio.
2 tygodnie ago
View on Instagram |
3/5
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
Popielątko marzy o pójściu na królewski bal, kot w butach doprowadza młynarczyka do ślubu z królewską córką, krwawa kiszka jest hersztem zbójców dybiących na wątrobiankę, królewny uprawiają seks przedmałżeński, książęta są zaklęci w żaby albo lwy, głupi bracia okazują się najmądrzejsi, a odcinanych kończyn i wyłupywanych oczu wprost nie da się zliczyć. Nic tu nie jest uładzone, nie zawsze wszystko ma ręce i nogi (i fizycznie, i metaforycznie), a potężna dawka absurdu, czarnego humoru i makabry sprawia, że ten wybór z pierwszej edycji baśni braci Grimm niezbyt nadaje się dla dzieci, ale dorosłym może dać mnóstwo uciechy, szczególnie że nie unosi się nad nim dydaktyczny smrodek, za to mnóstwo tu niczym nieskrępowanej fantazji. Fabularne rozwichrzenie idealnie podkreślają ilustracje Michaliny Jurczyk, pełne detali, na które warto zwrócić uwagę. Znakomity przekład Elizy Pieciul-Karmińskiej oddaje naturalność i jędrność języka tych baśni.
3 tygodnie ago
View on Instagram |
4/5
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio.
Przekład Adam Tuz
zacofany.w.lekturze
zacofany.w.lekturze
•
Follow
W potoku słów, jaki Cher wygenerowała w pierwszym tomie swojej autobiografii, niemal ginie to, co w tej opowieści najważniejsze: historia dziewczyny, która wbrew traumom, bez wsparcia i właściwych wzorców, próbuje się wybić, a gdy już jej się udaje, musi jeszcze nauczyć się decydować o sobie. Cały tekst już na blogu, link w bio. Przekład Adam Tuz
3 tygodnie ago
View on Instagram |
5/5
zajrzyj na instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT
%d