Skip to content

Zacofany w lekturze

Blog Piotra Chojnackiego. Książki nowe, stare, znane i zupełnie zapomniane, pełna swoboda wyboru.

Menu
  • Strona główna
  • O mnie
  • Powieści młodzieżowe PRL
  • Przestały oczekiwać 2011
  • Przestały oczekiwać 2012
  • Przestały oczekiwać 2013
  • Przestały oczekiwać 2014
  • Przestały oczekiwać 2015
  • Przestały oczekiwać 2016
  • Przestały oczekiwać 2017
  • Przestały oczekiwać 2018
  • Przestały oczekiwać 2019
  • Przestały oczekiwać 2020
  • Przestały oczekiwać 2021
  • Polityka prywatności
  • Przestały oczekiwać 2022
  • Przestały oczekiwać 2023
  • Przestały oczekiwać 2024
  • Przestały oczekiwać 2025
  • Przestały oczekiwać 2026
Menu

Skarbiec wiedzy dziwnej, cz. 3: O egipskich kopalniach złota

Posted on 29 września 20135 stycznia 2015 by Piotr (zacofany.w.lekturze)
Focjusz (ok. 820–891) był bizantyńskim duchownym, człowiekiem wielce wykształconym i autorem licznych dzieł. Najważniejszym dla nas jest Biblioteka, której pierwotny tytuł w pełni oddaje charakter i zawartość tej pracy: Katalog i wykaz przeczytanych przez nas książek, których treść chciał dzięki nam poznać w ogólnym zarysie nasz ukochany brat Tarazjusz. Liczba ich wynosi trzysta pomniejszone o dwadzieścia jeden. Wśród streszczonych utworów znalazła się opowieść niejakiego Agatarchidesa o Morzu Czerwonym. Z niej zaczerpnął Focjusz opis egipskich kopalni złota.
23. W pobliżu Morza Czerwonego, tam, gdzie Nil, tworząc zakola i odnogi, wyraźnie skręca ku morzu i wpływa po prawej stronie na wielkie nierówności terenu, wyłania się z morza zatoka i wrzyna się do lądu; jest ona tak rozległa, że pas ziemi rozciągający się między wodami morską i rzeczną jest ścieśniony, podobny do wielkiego bagniska. Nieopodal morza znajdują się tereny, które zawierają duże złoża kruszcu zwanego szlachetnym; ma on zdecydowanie ciemną barwę, mimo to lśni takim blaskiem, że nic nie może się z nim równać; jego biel nie ma podobnej sobie.

24. Ludzie skazywani przez tyranów do kopalni złota, to ci, którym przypadł w udziale najnieszczęśliwszy los. Praca w kopalni należy do najbardziej okrutnego rodzaju niewoli. Jedni dzielą tam swój los z żonami i dziećmi, drudzy znoszą ten trud sami. Po tragicznym opisie ogromu ich nieszczęścia, któremu nie dorównuje żadne inne, autor wyjaśnia, w jaki sposób przebiega praca przy złocie.

 

Wejście do staroegipskiej kopalni złota w Bir Umm Fawakhir.

25. W górach, w których znajdują się złoża złota, układa się drewno i rozpala ogień w miejscach urwistych, gdzie skała jest bardzo twarda; w ten sposób skrusza się ją i przystępuje do pracy. Tam, gdzie skała uległa skruszeniu, rozbija się ją za pomocą przecinaka kamieniarskiego. Na czele niewolników stoi robotnik, który dokonuje selekcji kamieni. Kiedy już utoruje drogę dla górników, cała praca ulega podziałowi między nieszczęsnych i zmuszonych do niej ludzi; dzieje się to w następujący sposób.

Najsilniejsi i młodzi uderzeniami żelaznych narzędzi rozbijają skałę lśniącą jak marmur. Uderzając nie stosują żadnej techniki, wykorzystują jedynie siłę mięśni; wycinają w skale liczne chodniki, które nie są proste. Złotodajne żyły idą bądź w górę, bądź w dół, albo w lewo, albo ukośnie, czy też w poprzek, prawie tak jak korzenie drzewa. Ci górnicy z przy wiązanymi na czole kagankami drążą skałę idąc za czymś w rodzaju białej żyły. Często zmieniając pozycję ciała wyrzucają odłamki skały na ziemię nie tak, jak im wygodniej i na miarę swych sił, lecz pod okiem dozorcy, który nigdy ich nie łaje i nie stosuje wobec nich kary bicia. 

26. Do chodników wydrążonych przez górników wchodzą wyrostki, z trudem zbierają kamyki i wynoszą je z kopalni na zewnątrz. Przejmują je od nich ludzie starsi i liczni chorzy, po czym odnoszą je do tak zwanych nadzorców. Nadzorcy w wieku poniżej trzydziestu lat, mający siłę do rozbijania, biorą kamienne moździerze, w których żelaznymi tłuczkami kruszą starannie kamienie na drobne kawałki; największy z nich miał mniej więcej wielkość soczewicy. Następnie przekazują je od razu innym robotnikom. Praca kobiet zamkniętych w tym obozie wraz z mężami i dziećmi polegała na tym: w obozie stały jeden przy drugim czynne młyny; do nich kobiety wrzucały stłuczony kamień. Trzy kobiety stały po obu stronach korby młyna i tak mełły; ich ubranie przedstawiało straszny widok, gdyż zasłaniało jedynie wstydliwe części ciała. Mełły one dostarczony im, pokruszony kamień dopóty, dopóki nie zamienił się on w proszek.

Wszyscy, którym przypadł w udziale opisany los, woleliby umrzeć niż wieść takie życie.

Fragmenty młynów do kamienia z Bir Umm Fawakhir.
27. Proszek otrzymany w wyniku pracy kobiet odbierają tak zwani płukacze. Są nimi wykwalifikowani robotnicy umiejący doprowa­dzić całą pracę do końca dla potrzeb króla. Ich zadanie jest następujące: rozprowadzają zmielony kamień na szerokiej, płaskiej i gładkiej desce, którą umieszcza się nie w pozycji poziomej, lecz nieco pochyłej. Płukacze leją wodę i rozgniatają proszek rękami, początkowo lekko, potem silniej. W ten sposób, sądzę, ziemia rozmięka i spływa wraz z wodą po nachylonej desce; składniki cięższe i użyteczne pozostają na desce nieruchome. Po kilkakrotnym płukaniu płukacz zbiera ostrożnie proszek za pomocą miękkich i gęstych gąbek, czyści go przez jakiś czas i usuwa resztki substancji lekkich i miękkich pozostałych w porach gąbki; na desce pozostaje to, co wydzielone, ciężkie i błyszczące, a jest to metal ciężki i przemieszczający się z trudem z powodu swojej naturalnej wagi.

28. W ten sposób ów płukacz oczyszcza złoty piasek z zanieczyszczeń i oddaje wytapiaczom. Wytapiacze biorą zebrany w odpowiedniej ilości złoty piasek i wkładają według określonej miary i wagi do glinianego naczynia, w którym mieszają go w ustalonej proporcji z bryłkami ołowiu, grudami soli, dodając trochę cyny i otrąb jęczmiennych, po czym zamykają naczynie hermetyczną pokrywą, smarują ze wszystkich stron i ustawiają w piecu do wytopu przez pięć dni i pięć nocy bez najmniejszej przerwy. W następnym dniu poddają wytopioną w ogniu mieszankę lekkiemu ochłodzeniu, wlewają do innego naczynia i nie znajdują już żadnego składnika włożonego wraz z ziarnami złota; zastają jednolitą masę złota z niewielkim ubytkiem spowodowanym szlaką.

 

Płukanie, wytop i ważenie złota.

29. Śmierć wielu ludzi w kopalniach sprowadza się do tego, o czym mówiłem, mianowicie, jak gdyby sama natura chciała pokazać, że zdobywanie złota okupuje się wielkim nakładem znoju, jego zabezpieczenie jest trudne, zabiegi o jego posiadanie ogromne i że użytek złota daje w połowie przyjemność, a w połowie kłopot; sposób jego produkcji jest w sumie bardzo archaiczny.

Focjusz, Biblioteka, tłum. Oktawiusz Jurewicz, IW PAX 1999, s. 36–38.

37 thoughts on “Skarbiec wiedzy dziwnej, cz. 3: O egipskich kopalniach złota”

  1. Lirael pisze:
    29 września 2013 o 07:30

    Zastanawiam się, ile pozycji liczy „Katalog i wykaz przeczytanych przez Zacofanego w lekturze książek, których treść dzięki mu chcę poznać w ogólnym zarysie” i wychodzi mi, że to pokaźna liczba. :)
    Ciekawe, czy widok tych roznegliżowanych pań, które mełły, był rzeczywiście „straszny” dla wszystkich. :)

    Odpowiedz
  2. Lirael pisze:
    29 września 2013 o 07:32

    Oczywiście dzięki jemu chcę poznać. :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 września 2013 o 07:36

      Ja się cieszę, z każdej książki, którą nie tylko Ty, ale każdy chce przeczytać za moją namową, ale nie sądzę, żeby to były ilości hurtowe:)
      Natomiast nie sądzę, żeby wynędzniałem i spracowane niewolnice, nawet półnagie, stanowiły szczególnie atrakcyjny widok. Cały ten opis niewolniczej pracy w kopalni wydał mi się dość przerażająco aktualny, przy lekkich retuszach można by go odnieść do czasów dużo nam bliższych.

      Odpowiedz
    2. Lirael pisze:
      29 września 2013 o 07:44

      Hurtowe. Chyba kiedyś stworzę listę i gdzieś oskarżycielsko opublikuję. :)
      To prawda, opis jest zatrważająco aktualny. Oglądałam kiedyś niesamowity film dokumentalny Michaela Glawoggera, „Śmierć człowieka pracy” i długo nie mogłam się po nim pozbierać.

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 września 2013 o 07:48

      Listę możesz stworzyć, sam chętnie poczytam. O jedno proszę: nie przysyłaj mi rachunku za kupione na tę okoliczność książki, bo zbankrutuję:)
      W całym tym opisie jedno jest dość pocieszające: „dozorca, który nigdy ich nie łaje i nie stosuje wobec nich kary bicia”, chociaż mogło to dotyczyć jedynie górników.

      Odpowiedz
    4. Lirael pisze:
      29 września 2013 o 08:06

      Razem z Kasią z „Mojej pasieki” wpadłyśmy na pomysł akcji pobierania odszkodowań za wydatki pod wpływem blogowych recenzji, więc lepiej strzeż się, strzeż. :D
      W tekście mowa o „wyrostkach”, ale obawiam się, że dzieci też pracowały. W ogóle opis tego obozu brzmi upiornie znajomo.

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 września 2013 o 08:08

      Może powinienem wykupić jakieś ubezpieczenie od ewentualnych pretensji zawiedzionych czytelników?
      Dzieci pracowały na pewno, wystarczy, że sprzątały i nosiły wodę innym.

      Odpowiedz
    6. Lirael pisze:
      29 września 2013 o 08:21

      Zawiedzionych?! Rozentuzjazmowanych i uzależnionych! :)
      W każdym razie to smutne, że historia lubi się powtarzać w taki sposób. Po zmianie kilku realiów to rzeczywiście bardzo uniwersalny opis.

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 września 2013 o 08:26

      Zakładam, że rozentuzjazmowani – w przeciwieństwie do zawiedzionych – nie będą się domagać zwrotu kosztów :P

      Odpowiedz
    8. Lirael pisze:
      29 września 2013 o 08:41

      W istnienie zawiedzionych wątpię. Rozentuzjazmowani będą domagać się jeszcze bardziej, z myślą o kolejnych zakupach inspirowanych notkami ZWL. :)

      Odpowiedz
    9. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 września 2013 o 08:44

      Liczyłem, że raczej nakłujesz moje nadmiernie rozdęte ego:P W kwestii odszkodowań pociesza mnie jedynie myśl, że propaguję nader tanie bestsellery, takie góra po pięć zł:)

      Odpowiedz
    10. Lirael pisze:
      29 września 2013 o 08:53

      …Nie licząc tych książek, które są kompletnie nie do zdobycia, vide słynne węgierskie kalesony. :)
      Ostatnio czytałam powieść, w której bohaterka poddawała się zabiegom akupunktury ze wspaniałym skutkiem, więc nie wykluczam kursu nakłuwania. :)

      Odpowiedz
    11. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 września 2013 o 08:56

      No to był wyjątek, chętnie pożyczę:) A na nakłuwanie czekam z niepokojem:P

      Odpowiedz
    12. Lirael pisze:
      29 września 2013 o 09:15

      Zanim przystąpię do serii nakłuć, przedstawię stosowny certyfikat. Może są korespondencyjne kursy akupunktury. :)

      Odpowiedz
    13. Lirael pisze:
      29 września 2013 o 09:16

      A za propozycję pożyczki bardzo dziękuję, kiedyś z przyjemnością skorzystam!

      Odpowiedz
    14. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 września 2013 o 09:25

      W internecie są liczne kursy i szkolenia, coś na pewno by się znalazło. Przy okazji odkryłem, że istnieje akupunktura weterynaryjna, i to na dodatek w Lublinie. Chociaż nazwa salon „Laluś” jakoś nie budzi zaufania:P

      Odpowiedz
    15. Lirael pisze:
      29 września 2013 o 17:39

      Na pewno coś ciekawego wybiorę. :) Seansy akupunktury dla zwierząt chyba są poprzedzone intensywną hipnozą, bo nie wyobrażam sobie naszych futrzaków leżących nieruchomo plackiem w czasie kuracji. Domyślam się, że w salonie Laluś akcent pada na zabiegi upiększające. :)

      Odpowiedz
    16. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 września 2013 o 18:46

      Może zabieg rozpoczyna się od wkłucia igły w punkt odpowiedzialny za spokojne leżenie:) Wtedy reszta zabiegu przebiega bez zakłóceń, a przy okazji przystrzyże się grzywki i uczesze ogonki:P

      Odpowiedz
    17. Lirael pisze:
      29 września 2013 o 19:00

      Szczerze wątpię w istnienie takiego punktu, ale będę poszukiwać. :)

      Odpowiedz
    18. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 września 2013 o 19:02

      Owocnych poszukiwań :)

      Odpowiedz
    19. Lirael pisze:
      29 września 2013 o 19:07

      Dzięki. :)

      Odpowiedz
  3. momarta pisze:
    29 września 2013 o 14:53

    Ja do nakłuwania zawsze jestem pierwsza, ale dzisiaj mi się jakoś nie chce, więc lepiej przytwierdź się mocniej do ziemi!:P
    Obawiam się, że aktualność podobnych opisów ma charakter nieprzemijający. Taka ludzka zachłanna natura, że niektórzy zawsze będą chcieli więcej i najlepiej, nieważne jakim kosztem. Zresztą i sam Focjusz nie zrobił na mnie wrażenia szczególnie przejętego.

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      29 września 2013 o 18:48

      Focjusz to się nie miał przejmować, tylko detalicznie streszczać to, co przeczytał. Więc streszczał:) W sumie najlepsze są takie beznamiętne opisy, które mówią same za siebie.

      Odpowiedz
  4. Bazyl pisze:
    2 października 2013 o 06:49

    Kopalnia i kamieniołom, to jak się wydaje, dwa miejsca, w których od zawsze wykańczano opornych. No i galery.
    A co do nakłuwania, to przypomniał mi się właśnie fragment czytanej obecnie książki imć Jachimka, w której pewien szczur korporacyjny stosuje autoakupunkturę, kłując się w zadek :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 października 2013 o 07:12

      Co tylko potwierdza, że ludzkość ma mocno ograniczoną wyobraźnię i jak już się czegoś przyczepi, to na wieki.
      Autokłucie w zadek odpada, zdecydowanie brzmi to mało przyjemnie:)

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      2 października 2013 o 07:59

      Ba, rasa z gwiazd w którymś z Thorgali więziła i wykańczała dumnych Wikingów w kopalniach węgla, więc to pomysł międzygalaktyczny nawet :P A autokłucie mało przyjemne, ale jako technika motywacyjna szalenie ponoć skuteczne :P

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 października 2013 o 08:13

      Ech, nawet kosmici małpują ziemskie rozwiązania:P
      W kwestii technik automotywacyjnych – najbardziej lubię wizualizowanie sobie, co też nabędę za zyski z pracy, do której się motywuję. Najlepiej żeby to coś szeleściło i miało twardą oprawę:)

      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      2 października 2013 o 08:19

      Dupa tam! Kindla miałeś kupić :P

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 października 2013 o 08:21

      To musiałbym odwalić chałturę stulecia:) I na pewno z taką wizją odwalałbym z pieśnią na ustach :P

      Odpowiedz
  5. Bazyl pisze:
    2 października 2013 o 08:37

    Nie desperuj, Mirmiłku! Najtańszy kundel, to jakieś osiem Twoich szeleszczących i twardych :)

    Odpowiedz
    1. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 października 2013 o 08:55

      Licząc po moich ulubionych dyskontowych cenach, to niestety 11 twardych i 17 miękkich:( Hmm, chyba zacznę odkładać.

      Odpowiedz
    2. Bazyl pisze:
      2 października 2013 o 10:43

      Odkładaj, odkładaj. Jak będziesz cierpliwy, to zobaczysz ile ebuczków można wyrwać za 9,90. Promocja goni promocję. Szkoda tylko, że tak mało książek naukowych i popularnonaukowych :(

      Odpowiedz
    3. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 października 2013 o 11:49

      He he, a ile fajnych staroci w papierze można mieć za 9,90 z przesyłką:))

      Odpowiedz
    4. Bazyl pisze:
      2 października 2013 o 13:09

      A z, na przykład, Wolnych Lektur za free :D

      Odpowiedz
    5. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 października 2013 o 13:24

      Z Wolnych Lektur ściągam klasyki na telefon :)

      Odpowiedz
    6. Bazyl pisze:
      2 października 2013 o 13:30

      Sam widzisz :) Ale na telefonie, to można w kulki pograć, a nie czytać. Pożyczyłem smarta od Kitka i zaraz mi palec usechł od kartkowania raz za razem. A 6” w einku, to już fajna rzecz. Ciekaw jestem Paperwhite, ale póki stary keyboard się nie rozpadnie, to nie ma szans, żebym zobaczył go w akcji :(

      Odpowiedz
    7. zacofany.w.lekturze pisze:
      2 października 2013 o 13:37

      Nie wiem, czy w kulki można, bo nie mam żadnej gry:P A czyta się koszmarnie, ale od czasu do czasu można się przemęczyć, byle nie za często.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wyszukiwanie

Instagram

Blog o książkach, blog z recenzjami książek, recenzje klasyki,
książki recenzje

Pozycjonowanie strony: VD.pl

© 2026 Zacofany w lekturze | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme
Ta strona używa ciasteczek (cookie)Rozumiem Chcę wiedzieć więcej
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT